wtorek, 19 lipca 2016

4. Przecierze są wśród nas, czyli Adolf Potter i Władca Całego Świata

Witajcie!
W tym tygodniu prezentujemy Wam trzecią część przygód Adolfa Pottera. Znajdziecie w niej Malfoya zmieniającego się w Randalla z "Potworów i Spółki", nagły atak pobożności, Moody'ego kradnącego sherry oraz kilka nowych gatunków. Oprócz tego będziecie mieli okazję przez krótką chwilę podziwiać Mary Sue, póki nie przyćmi jej wszechzajebistość Pottera. Poza tym zobaczycie też wyjątkowo brutalny i krwawy mord na kanonie, a raczej na tym, co z niego zostało.
Miłego czytania!

*ogłoszenie parafialne*
Dobra (choć raczej nie dla wszystkich) wiadomość: mamy patent na kopiowanie z Wattpada, więc już wkrótce zaczną pojawiać się pierwsze analizy opowiadań z tego serwisu, który, jak powszechnie wiadomo, jest wylęgarnią złych tekstów. Jeśli znaleźliście tam jakieś wyjątkowo paskudne opko, które wręcz prosi się o analizę, będziemy wdzięczne za link w komentarzu :)

Analizują: Az, Nikelaine, Shathi i baba_potwór

rozdział 7 *Hogwart

-mówiłem ,że się jeszcze spotkamy dyrektorze.
Naraz wszyscy ludzie znajdujący się w wielkiej sali podnieśli różdzki do góry i przygotowali się do walki.
Do walki z drużyną Power Rangersów, która na oczach praktycznie wszystkich obecnych rozgromiła małą armię. Słodko.
Chyba do walki z przecierzami, skoro te różdżki w górę wycelowali. Bo po co celować w tych, co stoją w drzwiach?
Stwierdzili, że z tymi w drzwiach i tak nie wygrają, to co się będą szarpać.

-z tego co pamiętam dyrektorze hogwart słynie z gościnności , świeci tu idea braterstwa i jedności „na tyle będziemy silni na ile będziemy zjednoczeni ” i takie tam głupoty -Dumbledor słysząc jego własne słowa przestraszył się juz nie na żarty ,nawet sam Voldemort nie mógł nigdy wzbudzić w nim lęku. 
Ale Adolf był znacznie mroczniejszy od Voldemorta i tak wiało od niego grozą, że nawet sam Dumbel się zląkł. Choć mnie bardziej niepokoi to hasło, co brzmi jak wyjęte wprost z ust jakiegoś narodowca...
Ja bym tam była dumna, że mój uczeń mnie cytuje!
Byle cytatu nie przekręcił.
Przecinki też się przeraziły, najwyraźniej.

Tym czasem ten chłopak sprawiał ,że drescz ciągle wędrował mu po plecach 
Gdyby ktoś machał mi jakimkolwiek czasem przed oczami, też czułabym się nieswojo.
A co dopiero TYM czasem... Pewnie o przeszły chodziło.
Pewnie francuski przeszły prosty - wyjątkowo wredna forma gramatyczna.

a umysł starał się przypomnieć wszystkie grzechy 
Właśnie uświadomił sobie, że ostatnio był u spowiedzi przed pierwszą komunią.
Rozumiem, że przybysze byli kimś w rodzaju księdza po kolędzie.

– a tu ?Najpierw my wam ratujemy życie i pomagamy w zwycięstwie a wy nas witacie w ten sposób?
Jak wam nie wstyd? Na kolana przed Adolfem Potterem!

-nie potrzebowaliśmy waszej pomocy ,sami dali byśmy rade.
Śmierciożercom, którzy mieli przewagę liczebną i bez oporów rzucali zaklęciami niewybaczalnymi na prawo i lewo. A z opisu bitwy wynika, że aurorzy niezbyt kwapili się do korzystania z tych czarów.
Bo na drugie mamy Zosia-Samosia.

-oh ,z pewnością Moody zapomniałem o tym ,że jesteś przecierz wybitnym aurorem 
Moody, tak jak Dumbledore, też jest animagiem zmieniającym się w przecierza?
A kto by nie chciał choć przez chwilę być przecierzem?

któremu nic nie może zagrozić ,ale pozwól że płomień nam przypomni ile razy cię zasłonił w ostatniej walce-rzekł cichym zimnym głosem który był doskonale słyszalny w całej wielkiej sali.
Cichy głos był słyszalny w całej sali. Znaczy, do mikrofonu mówił.
Obudowa mikrofonu szybko pokryła się szronem od temperatury tego głosu.

-okło pięciu – powiedział płomień (Około? Znaczy, że nie policzył? Jak tak można?!) wyszczerzając przy tym drapieżnie wydłużone zęby przypominajace igiełki.
Zęby przypominające igiełki? Co on, rekin?

Moddy widząc to cofnął sie z paniką w oczach
Już widzę, jak Moody niemalże sra ze strachu przed grupką naburmuszonych nastolatków. Taaa.
Myślisz o Moodym książkowym. Moody opkowy pewnie ucieka nawet przed świnkami morskimi.

-wy…wy…wy jesteście…
-twoimi bohaterami ? -podpowiedział mu cicho Draco.
Cóż za skromność i szacunek dla nauczyciela...

-potworami!…obrzydliwymi krwiopijcami ,których powinno sie tępic i mord…
-Nasze rasy są starsze od samej magii śmieciu więc lepiej uważaj kogo obrażasz ,bo moge zapomnieć na chwilę którą stronę wybrałem -warknął burza szczerząc wściekle kły.
Heil Potter!
A o tym, że pochodzimy z tychże ras dowiedzieliśmy się stosunkowo niedawno i w sumie nie spotkaliśmy żadnych ich przedstawicieli poza nami i Snapem. Ale co tam, to szczegół. I tak jesteśmy lepsi od ciebie.

-spokojnie panowie -to Snape uspokoił sytuację -myślę ,że nie chcecie wszystkiego zaprzepaścić z powodu jakiegoś starego niedołegi – i tu spojrzał na szalonookiego ,który był tak przerażony zbliżającą się konfrontacją z rozwścieczonym wampirem ,że nawet nie zareagował na obelgę.
Bo Moody jest totalną ciotą, która nie potrafi się odgryźć, a gdy go obrazisz, położy uszy po sobie i się rozpłacze.
Może to Trelawney napiła się eliksiru wielosokowego? I postanowiła przejąć rolę Moody'ego w opku...
Albo Moody podprowadził jej sherry i spożytkował.

-masz rację severusie ,przepraszam.
-przepraszam panowie ,ale wygląda na to ,że się znacie -powiedział ze złościa Dumbledor -zawiodłem się na tobie Severusie ,miałeś mi mówić o wszystkim, z kim, gdzie i za ile,ale pózniej o tym porozmawiamy.
Szykuje się poważna rozmowa. Coś mi się wydaje, że Snape będzie dzisiaj spał na kanapie.

Może byś nas w takim razie przestawił?
Dumbledore idzie w prawo, reszta w lewo.

Snape popatrzył na chłopców ,a harry pokiwał głową na zgodę.
-dobrze więc dyrektorze ,jednak najpierw pragne panu wyjaśnić z kąd ich znam.
Już wyjaśnił. Zna ich z Kąd, gdziekolwiek to Kąd leży.
Gdziekolwiek leży, musi być gęsto zaludnione. Nie jest pierwszym przybyszem z Kąd, jakiego spotykamy. 

otórz jestem księciem wampirów a zarazem mrocznym elfem, po listonoszu, i to własnie ja przekonałem swojego brata o tym żeby zaprosił cię Albusie na szkolenie do Ellesnoris.
A Dumbel był na tyle nierozgarnięty, że nie skojarzył, że Snape może mieć jakikolwiek z tym związek, mimo że od początku opka gada o tym na prawo i lewo. Takie nawijanie o tym załączyło mu się dopiero po spotkaniu Pottera i jego ferajny, czy co?
Wampir, mroczny elf i otórz? Aż trudno zdecydować, które z tych trzech jest najbardziej przerażające.
Miczurin byłby zachwycony.

-rozumiem wiec ,że twoi towarzysze są równierz byłymi mieszkańcami Elessnoris?
Równierz to jakiś przyrząd do pomiaru nierówności terenu?
Albo to jakaś rzadka odmiana przecierza.

-pozwól ,że ich przedstawię.Młodzieniec w białym stroju to Amicus Elesmer książe efów- płomień skinął głowa wciąż zachowujac kamienny wyraz twarzy .Na sali zaczeto szeptać ,poniewarz pojawienie sie członka rodziny królewskiej zaginionej krainy było jak senna mara 
Czyli Elessnoris jest tam odpowiednikiem Atlantydy. I wiedzą o nim wszyscy, zapewne znają też nazwiska wszystkich co większych rodów i mają wykutą historię z ostatnich pięciuset lat.
Ciekawe, czy mieli o tym miejscu osobny przedmiot w Hogwarcie...
Pobyt Dumbla w zaginionej krainie jakoś nie zrobił wrażenia.

-ten w zielonym to Godric Maderdine syn naczelnego szamana druidów -cierń równierz pochylił głowę -ten który już zdążył się zapoznac z Alastorem to Mordimer Velsox ,książe wampirów- burza pochylł głowę wciąż lekoo szczerząc kły i nie spuszczając wzroku z aurora 
I nikogo nie zastanawia fakt, dlaczego ci wielcy książęta są tutaj, a nie... nie wiem, przygotowują się do objęcia rządów?
Wszyscy są zbyt zaaferowani tym, że było im dane takie osobistości ujrzeć na własne oczy. Zastanawiać się będą później.

– srebrny to dobrze ci znany Draco Malfoy -Dumbledor lekko drgnął – członek rodziny królewskiej mrocznych elfów -teraz w sali podniósł sie juz regularny gwar 
Co dwie minuty i osiemnaście sekund szepty przybierały na sile.

ponieważ wszysycy słyszeli o potedze mrocznych elfów i ich powiazaniach z najsilniejszymi rodami magicznymi Anglii 
I nagle Elessnoris-Atlantyda staje się całkiem powszechnie znanym miejscem, z którego pochodzi połowa brytyjskich czarodziejów.

– i na koniec ,czarny…przywódca ,król mrocznych elfów ,prawowity władca Elessnoris ,wnuk Merlina potężnego i pan starozytnej czarnej magii…jego znasz doskonale to…

-poczekaj Sev…niech nasz dyrektor wykaże się inwencja twórczą.No Dumledor kim jestem ,przecierz wiem (przecierze są wśród nas!) ,zę coś ci świta…zastanów sie poządnie…Nie?nie dasz rady ?No cóz pomoge ci…jestem osoba która od kiedy cie poznała uważała cie za przyjaciela i sojusznika ,więcej za mentora i w pewnym sensie członka rodziny.Ale ty miałes to w głębokim poważaniu ,snułes coraz nowsze kłamstwa zamykając mnie w złotej klatce i nie pozwalając na normalne życie ,no i oczywiście twoja specjalnosc…zatajanie faktów dla mojego dobra
O, Potter nienawidzący Dumbledore'a. To chyba zbyt pospolicie w opkach nie występuje.
Akurat to jest niemalże standardowy zabieg w opkach o mhrrocznym Potterze.
Brzmi to trochę jak dziecko wściekające się na rodzica.
Nie, autorze, oryginalność nie polega na odwróceniu relacji i wymianie osobowości między bohaterami.

 W pewnym momencie Dumledor zrozumiał a jego oczy z przerażenia urosły do rozmiarów galeonów ,zaczął się cofac ,ale wpadł na krzesło i musiał stanac oczekując na nieuchronne.
Dlaczego w tym opku wszyscy bohaterowie, którzy budzili największy szacunek zostali przerobieni na przerażone dzieciaki?
Imperatyw. Albo to jakaś kolejna supermoc tych zaginionych mrocznych sokołów. Wtedy byłoby wiadomo, gdzie zaginęły.
Bo tylko wtedy na ich tle widać wszechzajebistość Pottera.
Jak śmiał nie paść na kolana przed Adolfem Pottrerm? 

Ludzie  w wielkiej sali zastanawiali się nad tożsamością zielonookiej istoty
Oczy tejże istoty strzelały zielonymi laserami lub miała ona wielkie okulary z bardzo powiększającymi szkłami. Dzięki temu wszyscy na sali widzieli wyraźnie, że ma zielone oczy.

która wywołała przed chwila takie przerażenie , kim był król mrocznych elfów ?Nagle czarny zaczął podchodzić do Albusa ,kiedy był dość blisko szybkim ruchem sciągnął z głowy kaptur. 
I już wiadomo, czemu Dumbledore nie rozpoznał Pottera! W końcu kaptur pozwala na pozostawanie incognito w każdych okolicznościach.
Ale i tak dobrze spod niego widać oczy.

Oczom zgromadzonych ukazała sie młoda przystojna twarz o szlachetnych rysach i jadowicie zielnych oczach z pionowym żrenicami.
Ta teza o okularach z bardzo powiększającymi szkłami wydaje się coraz bardziej prawdopodobna. Albo wszyscy na sali mieli lornetki.
Wrócili prosto z meczu quidditcha? Wtedy byłoby to całkiem logiczne!

-tak dyrektorze to ja…twój złoty rycerzyk bez skazy …no teraz to juz nie do końca bez skazy -szyderczy uśmiech wpełzł na jego twarz.
robak-i-robal-ruchomy-obrazek-0010

-kim on jest?…co to za gość?…znacie go?…posypały się pytania po całej sali
Manna z nieba!

W pewnym momencie z tłumu wyszedł Remus Lupin ,cały biały na twarzy.
-dobry boże ,to naprawde ty?…Harry to naprwdę ty?
- Nie, tak naprawdę jestem Zdzisiek. Ile razy mam to powtarzać?!
-widze ,że pan też mnie poznał profesorze.
-myślisz ,ze nie poznał bym syna moich najlepszych przyjaciół…mojego przyjaciela-rzekł cicho Remus podchodząc do niego.
Dumbledore nie ma takich zdolności rozpoznawania twarzy. Głosu. Czegokolwiek. On w ogóle poznaje samego siebie, gdy patrzy w lustro?
W jego wieku różnie może z tym być. Tylko że wtedy człowiek nie kwalifikuje się na stanowisko dyrektorskie. Ani na żadne inne.

Pierwszy raz tego wieczora na twarz czarnego 
To określenie z akapitu na akapit brzmi coraz bardziej rasistowsko.

wpełzł prawdziwy ciepły usmiech.
Ciągle coś tu pełza. Nie trzeba przypadkiem zrobić jakichś oprysków?

-dobrze cie widzieć przyjacielu -powiedział i wyciągnąl ręke do byłego nauczyciela.
-ciebie też Harry ,ciebie też.
-Już czas na nas ,wpadliśmy pogadaliśmy było fajnie ale niestety trzeba lecieć.Dziękujemy za okazaną gościnność i mam nadzieje ,że jeszcze sie spotkamy-rzekł z uśmiechem Harry.
Wygląda na to, że jedynym celem ich wizyty w Hogwarcie było nawtykanie Dumbeldore'owi.
Jakoś muszą wbijać levele!
Dumble musiał cholernie się komuś narazić w czasie pobytu w tej tajemnej krainie, o której wszyscy wiedzą. Nie wiedzę innego powodu uzasadniającego zachowanie smarkaczy wobec niego i brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Snape'a.

-Harry ,masz w tej chwili przestać się tak zachowywać i wrócić pod naszą opiekę -rzekł zdesperowany dyrektor. - albo będziesz miał szlaban!
Powiedziawszy to, tupnął nóżką i demonstracyjnie skrzyżował ręce na piersi.
Obniżą mu ocenę ze sprawowania.

W tym momencie oczy Harrego który odwrócił sie od drzwi zabłysły szaleńczym błyskiem szaleńca,zaczął biec w stronę dyrektora wyciągając prz tym miecz.Członkowie zakonu miotali w niego zaklęciami , ale te nie czyniły mu zadnej krzywdy.
Jego zajebistość dawała mu +200 do pancerza.

zaraz przed podium stołu nauczycielskiego Harry z zawrotną prędkością wyskoczył w powietrze trzymając miecz wysoko nad głową ,wszyscy widzieli jak miecz spada na głowę Dumbledorra i kiedy miał właśnie w nia uderzyć Harry rozpłynął się w czarnej mgle która uderzyła w dyrektora zbijajac go z nóg.
Co za akcja, co za dramatyzm sytuacji!
Bo powszechnie wiadomo, że każda mgła ma nadzwyczaj mocny sierpowy.
Znów nie zrobili w terminie przeglądu przewodów wentylacyjnych.
Wyobraziłam sobie skrzaty wyskrobujące cząsteczki Harry'ego z filtrów...

Na sali zapadła niepokojaca cisza ,wszyscy byli w szoku jak łatwo ten młody człowiek mógł zabić ich przywódcę i po chwili się rozmyślić,rozejrzeli sie po sali ale pozostałej czwórki też juz nie było.
Swoją drogą, to określenie "przywódca" brzmi tu nieco dziwnie. Jakby Dumbledore nie był dyrektorem Hogwartu, tylko naczelnym guru jakiejś sekty.

W pewnym momencie czarna mgła znów pojawiła się ,a z niej wyleciał mhroczny ptak podobny do jastrzębia ze złotym dziobem i szponami (czyżby wielki powrót mrocznych sokołów?).Upuścił kartke i tak jak sie pojawił tak zniknął. Dumbledorr (Dumbledore, Dumbledor, Dumledor, Dumbledorr... Ilu ich?) chwycił kartkę ,i wszyscy patrzyli jak po przeczytaniu jej skinął głową na snapea ,McGonnagal i Kingsleya Schacklebolta ,po czym wszyscy niemal wybiegli z sali co nakazał im imperatyw,przed drzwiami Snape tylko syknął ,że dormitoria są przygotowane na gości a spotkanie zostanie dokończone jutro.
*************************************************
W gabinecie Dumbledora
-Albusie ,co masz zamiar zrobić ?-spytała załamana nauczycielka transmutacji.
Odpowiedziało jej milczenie
.-Albusie?
wciąż nic ,dyrektor ciagle wpatrywał się w kartkę przyniesiona przez ptaka
-na boga co jest na tej kartce ?
Wykaz błędów tego opka?
Wszystkie zagubione przecinki?
W tym opku wszyscy są straszliwie religijni, co kawałek wołają Boga czy innych wszystkich świętych. Czyżby Rydzyk wybrał się na pielgrzymkę do Hogwartu i ponawracał heretyków?

-słucham? -zapytał nieprzytomnie
Zwykle ludzie nieprzytomni nie zadają pytań. Czyżby jakaś specjalna moc Dumbledore'a?

-pytałam co jest na tej kartce?
-nic ważnego Minerwo -skłamał z trudem przezwyciężając targające nim emocje
-i jak to nazwałeś „nic ważnego” odciągneło cie od żeczywistości?
W tym momencie, po dość ciężkim i absurdalnym dniu, wybuchłam histerycznym śmiechem. Serio.

-nie czas na to -przerwał szybko Kingsley -co mamy zamiar z nimi zrobić
-kpisz Kingsley ? -wykrzyknął śeverus (Kto? Załamałam się. Spodziewałam się wszystkiego, ale naprawdę – nie tego.) -co ty chcesz z tym zrobić? Ci chłopcy to nasza jedyna szansa na wygraną ,bez nich lezymy i kwiczemy,Voldemort zebrał już tylu zwolenników ,że jak by chciał mógł by z powodzeniem uderzyć na ministerstwo i je przejąć , aty chcesz coś z nimi zrobić?
Zrobić można z nimi wiele rzeczy. Przytulić, zamknąć w lochu, zabić...
Z tym, że dwie ostatnie opcje chyba nie są dobrym pomysłem, wziąwszy pod uwagę, że Voldemort ciągle stanowi zagrożenie.

-spokojnie -rzekł cicho Dumbledor -Severusie czemu mi o tym nie powiedziałeś?
-bo chłopcy tego nie chcieli ,a ja robie to o co mnie proszą ,na tym polegaja nasze zasady.
Sprzątam, piorę i gotuję. Przypakowany Snape w fartuszku?
Snape przekwalifikował się na kamerdynera?

Ufamy sobie bezgranicznie ,i wybacz Albusie…ale dgybym (wolę nawet nie domyślać się, czym jest dgybym.) miał wybierac strony w starciu do którego dążycie nie zawachał bym się nawet na chwilę.
-Tak więc stawiasz sprawe ,dobrze więc ,poczekamy na rozwój sytuacji
-ale na boga jakiej sytuacji (Dobre pytanie, jaka sytuacja?) ,oni chcą wam pomóc.To prawda ich metody są ostre ,ale do tej pory nie odnieślismy żadnego zwycięstwa na tą skalę.Oni będą budzili lęk w sercach śierciożerców
Przeczytałam „ścierożerców”.
Ja nie lepiej: "sierściożerców". Ekhm... kłaczek.

 ,pierwszy raz rolę się zamieniły -krzyczał snape
Pierwszy raz role się zamieniły, bo w tym opku żaden z aurorów nie wpadł na to, by stosować te "ostre metody" wobec armii psychopatów próbujących zabić wszystko, co się rusza. Pacyfiści się znaleźli.
Bo oni są Tymi Dobrymi i Pokojowymi! Im nie wolno!
Najwyraźniej zostali świadkami Jehowy. Co tłumaczyłoby też nagły atak powszechnej pobożności.

-dobrze jutro o tym porozmawiamy a teraz prosze abyście mnie zostawili samego. Musze pomyśleć w spokoju.
-dobrze ,dobranoc Albusie -rzekła McGonnagal i wyszła wraz z dwoma mężczyznami.
Kiedy Dumbledor został sam w gabinecie usiadł w swoim fotelu i zatopił twarz w dłoniach.
Boru... Wyobraźcie sobie twarz DOSŁOWNIE zatopioną w dłoniach...
Na nurkowanie jej się zebrało.

-robię się już na to za stary…za stary i za głupi ,Harry miał rację tyle błędów ,popełniłem tyle błedów.Teraz musze to naprawić.
Autorze, błagam, nie rób z Dumbledore'a takiej straszliwej cioty, bo tego już nie zdzierżę.
Tu ni ma co naprawiać. To je opko, pogódźta się z tym!

Po czym spojrzał po raz ostatni na kartkę na której czerwonym atramentem widniał napis „dostałeś ostatnią szansę ,nie zmarnuj jej bo kolejnej już nie będzie”
Maryśka z poprzedniego opka to nic w porównaniu z bucowatością Pottera.
Maryśka była wypoczynkiem od Adolfa Pottera. Już za nią tęsknię.
To jest nagana z wpisem do akt? Potem zostanie dyscyplinarnie zwolniony?

Rozdział 8*Brak tytułu
Co za głębia, co za pomysł! Nigdy bym nie wpadła na taki tytuł rozdziału!

Słońce wisiało wysoko na nieboskłonie ,białe cumulusy leniwie przesuwały się po błękitnym niebie…mówiąc krótko ten dzień był typowy na te porę roku.
Zza drzewa nieśmiało wyglądał nimbostratus.
Tę, czyli którą?

-ja pierdziele ale żar ,zaraz się ugotuje.Smoku rzuć na mnie aquamenti – zaproponował burza.
-chyba was sutki szczypią przygłupy (Ale mu pocisnął) ,zalejecie nam całą podłogę…idż weż zimny prysznic albo cos w tym stylu ,zamiast popłakiwać mi tutaj – rzekł ze złością Shadow ,który stał przy stole przyglądajac sie jakims planom. - Halinka, ja nie będę tego sprzątał!
Miło, że troszczy się o Snape'a.
Jakimś planom. Bo kogo obchodzi, jakim?

-zamułka…-burknął burza pod nosem.
-mówiłes coś wampirzaku!?
-ja ? skąd tak tylko sobie pod nosem nuce- rzekł z niewinną miną
-chodż tu i popatrz , zamiast błaznować -Harry wskazał na plany
Kłócą się niczym stare małżeństwo.
Wcale nie. Kłótnia starego małżeństwa byłaby ciekawsza... *ziewa*

-co to jest?
-plan Hogwartu…widzisz czerwone plamy? -Mordimer kiwnął głową -to są najsłabsze punkty ochrony Hogwartu ,będzie trzeba coś z nimi zrobić ,jakoś zabezpieczyć.
Sądząc po tym, jak wcześniej bez trudu wparowali do tego ściśle strzeżonego Hogwartu, cała mapa powinna być jedną wielką, czerwoną plamą.
Proponuję wyburzyć Hogwart. Wtedy problem będzie z głowy.
Uważaj, znając ich sposób (nie)myślenia, uznaliby to za dobry pomysł.

Potrzebujemy zgody na pobyt na terenie Hogwartu…Dumbledor sam nie ochroni uczniów.
Potrzebują zgody na pobyt w Hogwarcie, mimo że (teoretycznie) wciąż są jego uczniami. Fuck logic.
Co więcej, potrzebują zgody, mimo że wparowali na teren szkoły bez problemu przez główne drzwi.
Bo łuny kurturarne som.

-nie martw się jakoś to będzie…chodż napijemy sie zimnego piwa kremowego…to zawsze wspomaga szare komórki w taką pogodę.
To piwo już nie ma czego wspomagać...
Brzmią jak rodowici Polacy: piwo (bezalkoholowe, ale jednak) dobre na wszystko, a rozmowę rozpoczynają od narzekania.

Kiedy siedzieli przy stole w kuchni ,nagle na jej środku wybuchł płomień i pojawił sie Fawkes.
-witaj przyjecielu -rzekł Harry do ptaka -przynosisz nam jakąś wiadomość? Ciebie lubię, mimo szczerej i gorącej nienawiści do twego pana.
- Znalazłem wasze mhroczne sokoły. - Spojrzał na nich z wyrzutem. - To były ostatnie sztuki. Zdechły, bo je zgubiliście. 
I czym, do licha, jest przyjeciel?

Ptak zaśpiewał wesoło wypełniając całą kuchnię bajecznymi dżwiękami ,po czym znowu wybuchły płomienie ,ptak zniknął a na ręke Shadowa opadła wolno tląca się jeszcze kartka.Potter przeczytał po czym jednym ruchem ręki ubrał się w swoje zwyczajowe czarno złote szaty.
Zarzucił sobie kaptur na głowę, a reszta ubrań powiewała mu na grzbiecie jak peleryna.

-atak? -zapytał burza z niepokojem?
Narrator również wygląda na zaniepokojonego.

-gorzej ,drops zaprasza mnie na herbatkę.
Czyżby to znowu był Element Komiczny?

-no ładnie ,tylko pamiętaj nie zrób mu krzywdy ,jest nam potrzebny.
-postaram się zastosować ,lecę już oczekujcie mnie wieczorem bo musze jeszcze się spotkać z Hermioną i Ronem
A już się jakiś czas zastanawiałam, co się z nimi stało.
Mam teorię: Hermiona i Ron byli animagami i zmieniali się w te mroczne sokoły. To by wyjaśniało zaginięcie sokołów i pojawienie się tej dwójki.
Podkopię twoją teorię – Hermiona nie dałaby się sprzedać za 2000 galonów cholerawieczego.

-powodzenia i cierpliwości życzę
-dzięki stary – rzekł z usmiechem po czym zniknął w czarnej mgle.
**************************************************
Pojawił się w korytarzu prowadzącym do Chimery ,i ruszył do niej śmiałym krokiem ,kiedy był już blisko ta poprostu odskoczyła do boku nie czekając na hasło ,Harry dobrze ukrywając zdziwineie stanął na schodach które go zawiozły aż ,pod same drzwi.
Harry ma taki respekt na dzielni, że nawet Voldemort by mu salutował. Co się dzieje w tym opku?!
Przed Adolfem Potterem każdy ustąpi.
Imperatyw jest odpowiedzią na wszystko.
Wiele tłumaczy działalność bóstwa Bo Tak.

Kiedy przed nimi stanłą zastukał pewnie trzy razy kołatką ,usłyszał proszę i wkroczył pewnym krokiem do sali.
A myślałam, że wkroczył pewnym ślizgiem.
Stepował.

-witaj Harry -rzekł Dumbledorr zza swojego biurka  z rażnym (wyraźnym? zrażonym?przerażonym? narożnym?uśmiechem ,w sali siedzieli tez McGonnagal ,Snape i Kingsley Schacklebolt.
Zastanawia mnie, dlaczego w narracji autor wobec innych postaci stosuje samo imię, nazwisko lub zdrobnienie imienia, a Shacklebolta prawie za każdym razem zapisuje w pełnej wersji.
A nawet dorzuca mu nadprogramowe „c”.

-dzień dobry dyrektorze ,profesor McGonnagal ,panie Kingsleyu. Cześć Sev -tu się uśmiechnąl i podszedł do swojego przyjaciela z wyciągniętą reką ,ten natomiast ją uscisnął i odwzajemnił uśmiech.
Potter i Snape jako starzy kumple? Niet.
Z obu zrobiono w tym opciu takie dziwotwory, że i relacja między nimi nie może być kanoniczna.

-jak tam u reszty bandy?
-siedzą w kwaterze i świrują, wiesz dawno nic się nie działo ,chetnie pocięli by kogos na kawałki ,są jak małe dzieci widok gasnących oczu wroga po Avadzie jaest dla nich jak otwieranie prezentów w gwiazdkę.
Potterowa drużyna Power Rangers to mali psychopaci! Wprost idealny materiał na sojuszników.
Urocze.

Po tym dialogu spojrzeli na dyrektora ,którego twarz wyrażała przerażenie i zaczęli sie głośno śmiać. 
W końcu to, co powiedział, nie było nawet odrobinę niepokojące.
Kto by się bał takich słodziaków?

-przepraszam dyrektorze nie mogłem sobie odmówić ciasteczka.Ale przejdzmy do rzeczy ,po co mnie pan tu wezwał?
-Harry wezwałem cię tu dzisiaj w kilku celach ,pierwszy to przeprosiny.Chciałem cię przeprosic za wszystko czego ci nie powiedziałem ,za to że traktowałem cię jak dziecko kiedy nim juz nie byłes i w końcu za przepowiednie.
Autor tego opka ma chyba bardzo poważne wąty do Dumbledore'a. Niech no jeszcze każe mu paść na kolana i całować stopy Pottera.
Ale to wszystko, za co Dumbledore przeprasza Pottera, miało miejsce, gdy ten drugi faktycznie dzieckiem był...

-w porzadku dyrektorze ,dostał pan moją wiadomość wczoraj.Zapomnijmy o tym wszystkim.
Jak słodko, najpierw Harry chce go zabić, potem mu wygraża, a teraz co? "Zostańmy przyjaciółmi".
Niech odbiegną w stronę tęczy, trzymając się za rączki i śpiewając o magii przyjaźni.

-wspaniale -ożywił sie Dumbledor (wcześniej był martwy?) -w takim razie mam dla was propozycje.Czy chcieli byscie z twoimi przyjaciołmi zaopiekować się szkołą wraz z aurorami?
Śpiewać jej kołysanki i co rano gotować mleko.

Harry zastanowił się chwilę.
-zgodze się jeśli będziemy to tylko my.Żadnych aurorów.
Nie będziemy się z nikim dzielić pensją.
Nawet jeśli przez to będziemy mieć utrudnione życie.

-wykluczone Harry…uczniowie muszą mieć dobrą ochronę…wiesz ,że szkoła od dawna jest celem numer jeden Voldemorta.
Zabicie Harry'ego spadło na drugie miejsce? Biedny, niedoceniany Harry...
Voldi po prostu zrozumiał, że kogoś tak idealnego, mrocznego, potężnego i inne takie nie da się zabić, więc to olał.

-myśłe ,że Harry ma rację Albusie -powiedział dowódca aurorów zanim Harry zdążył się odezwać -widziałeś jak ci chłopcy są wyszkoleni… Oni są przecież Głównymi Bohaterami! W pięciu rozwalili dwie setki śmierciożerców! nawet najlepszy oddział moich ludzi nie zdoła im dorównac ,poza tym im mniej ludzi tym mniejsze zamieszanie ,uczniowie nie odczują takiego zagrożenia gdy będą pilnowani przez piątke ludzi…przecierz może zaatakować w każdej chwili! wiesz jaka panika by wybuchła gdyby zobaczyli w szkole odział uderzeniowy aurorów.
Fuck logic po raz kolejny. Gdy tylko pojawiają się żołnierze mający bronić jakieś miejsce przed wrogiem, wszyscy mieszkańcy tego miejsca wpadają w panikę. Ofkorz. Moim zdaniem większym powodem do niepokoju jest bycie chronionym przez piątkę wyrostków z końca świata niż przez grupę elitarnych, dobrze wszystkim znanych czarodziejów.
Nadal szukasz sensu w tym opciu?

Widać ,ze Dumbledorr myślał podczas tyrady Kingsleya ponieważ szybko się zgodził.
-niech będzie ,macie racje ,ale myśle ,że mozna by ich ukryć jeszcze lepiej.Ale jak?
A ja wciąż nie ogarniam, po kiego grzyba chcą ukrywać przed ludźmi to, że dają tym ludziom ochronę.
Mogliby zacząć sikać po nogach i ustawiać się w kolejkach po autografy. A wtedy z ochrony nici.
Bo ta ochrona bardziej przypomina rekieterów niż ochronę. Lekarstwo gorsze od choroby.

-jeśli mozna ja mam pewna propozycję…długo nad tym myślelismy z chlopakami
Nie róbcie tego więcej. To szkodzi nieprzyzwyczajonym.

 i mamy chyba najrozsądniejsze rozwiązanie ,nie dość ,że uczniowie będą bezpieczni to szkoła uzyska dodoatkowe przdmioty.
-co masz na mysli severusie -rzekł dyrektor z zaciekawieniem.
Rzekł, a nie zapytał. A mnie to już nawet nie dziwi...

-myslelismy żeby wprowadzić cztery mowe przedmioty dla klas od piątej wzwyz.
I zrobimy to na spontana, z dnia na dzień, zupełnie nie przejmując się kwestiami organizacyjnymi!

-jakie to miały by być przedmioty? -zapytała teraz McGonnagal
-pozwólcie państwo ,że ja wyjasnię.Cierń jest szamanem więc mógłby nauczyć dzieciaki ziołolecznictwa na wysokim poziomie…oczywiscie przekazywali bysmy tylko podstawy ponieważ reszty nie możemy , to tajemnice naszych przodków i nie wolno nam ich zdradzać ,zresztą i tak zwykli czarodzieje sa zbyt słabi magicznie żeby rzucać nsze zaklęcia…nawet pan dyrektorze.
Tym bardziej, że zielarstwo jest już nauczane w Hogwarcie. I po co w ogóle chcą ich uczyć, skoro to jest zbyt wysoki poziom dla "zwykłych" czarodziejów?
Na wysokim poziomie, ale tylko podstawy. Okej, nie pytam.

-rozumiem…więc mamy ziłolecznictwo ,które jest wspaniałym pomysłem.Co dalej?
-magia starożytna z płomieniem…
Co to jest ten płomień? Podpalanie przecierzy, czy jak?
Za moich czasów to się nazywało piromania.
To jest animagia z płomieniami z poprzedniej Adolfowej analizy.

niech nauczą sie ją rozpoznawać ,ponieważ zawiera ona także elementy historii a uczniowie napewno chetniej będą pochłaniali wiedzę pokazywaną w praktycę ,dodam że zaklęcia żucane bez różdzki wygladją naprawde imponująco
Zaklęcia niewerbalne, których tu uczycie wcale a wcale nie są tym samym.
Fakt, sama czynność żucania musi być intrygująca, tym bardziej, że nikt nie wie, na czym ona polega.
Na pewno ma coś wspólnego z żuciem. I chyba z kucaniem.

-fakt ,widzialem jak nimi miotaliscie w walce….te kule ognia na początku….wspaniałe ,poprostu wspaniałe – rzekł z rozmażeniem Kingsley.
Rozmazał mu się tusz.
Ja przeczytałam "z rozmnożeniem" i się tak zastanawiałam, co się tam u licha rozmnożyło.
Kropki, jak widać.

-zgdzam się z przedmówcą i z tobą Harry, to będą wspaniałe zajęcia -rzekla McGonnagal z uśmiechem.
-wspaniale…następne to rasoznawstwo (a ja myślałam, że nazwa "turkologia" na uniwerku brzmi głupio. Heil Potter, znów powiało nazizmem!) i walka bronią białą z burzą…nauczy ich jak sobie poradzic kiedy w walce stracą różdżke i tego ja przypodobac się danej rasie np: centurom.
Uśmiechnąć się i dygnąć. I nie rzucać sucharami o koniach ani Joli Rutowicz.
Unikać wyrażeń typu „końska szczęka”.
Fajnie, że Centur do firma świadcząca usługi informatyczne, a nie rasa...
Nie czepiaj się tak, może centaury złożyły wniosek o zmianę nazwy na bardziej "światową".

do tego nauczy ich najpopularniejszych zaklęć obronnych przed magicznymi stworzeniami ,takich jak patronus czy zakłęcie oślepienia.
Bo oczywiście zajęcia obrony przed czarną magią nie uczą takich rzeczy.
No zakłęć akurat nie uczą!

-zostaje nam więc ostatni ,jak mniemam będziesz go nauczał albo ty albo ,Draco?
-obaj dyrektorze ,i chcemy żeby to była czarna magia…
-nie zgadzam się , w murach tej szkoły nigdy nie nauczano tego typu magii i to sie nie zmieni-rzekł z zaniepokojeniem Dumbledor
Ciągle tylko zaniepokojenie... A on się nie powinien teraz solidnie wkurzyć?
Na super-hiper-ultra zajebistego Pottera? A niech tylko spróbuje!

-niech pan nie będzie niemądry dyrektorze…przecierz obaj ze smokiem wiemy jak ludzie są podatni na przechodzenie na mroczną stronę…jednak my chcemy im tylko pokazać jak ja rozpoznawać…nie chcemy  żeby budziła w nich chory lęk ,ani tez skarajną fascynację jak we mnie…
Psychopata zafascynowany czarną magią ma sprawić, żeby młodzi nie szli w jego ślady. To na pewno się uda!
Przeczytałam „skrajaną” 

chcemy zeby ją szanowali ,ale potrafili jej się zdrowo i pewnie przciwstawić…muszą być gotowi na wszystko poza murami szkoły.
-zgódż się Albusie ,Harry i Draco udowodni  juz ,że są godni zaufania -powiedziała cicho McGonnagal
Zwłaszcza publiczne urąganie dyrektorowi dowodzi ich kwalifikacji do pracy w szkole.
Oraz tego, czy są godni zaufania.

 co zdziwiło wszystkich ,gdyż była ona przeciwniczką nauczania tego typu magii
Zdziwiło absolutnie wszystkich, bo prawdziwa McGonagall prędzej dałaby się wyrzucić ze szkoły niż zgodziła się na coś takiego.

-…ehhh…niech będzie…macie moją zgodę…
No, proszę, nowe przedmioty — w tym jeden absolutnie niezgodny z podstawowymi zasadami obowiązującymi w szkole — wprowadza się do programu mniej więcej tak jak wybiera się kolor nowych tapet. Dwie minuty rozmowy i załatwione.
A jak u mnie w szkole spora grupa uczniów się ubiegała o nowy język, to guzik z tego wyszedł. Czas chyba zmienić szkołę!
Jakby w waszym imieniu przemawiał Adolf Potter, od razu dostalibyście zgodę.

zjawcie się w Hogwarcie na tydzień przed rozpoczeciem roku szkolnego żeby umeblować gabinety i sale….
-nie ma potrzeby dyrektorze…gabinetów nie będzie….stworzymy sobie prywatne dormitorium w północnej wieży natomiast sale…czy mogły by się mieścic wszystkie na trzecim pietrze??
-jesli je wysprzatacie ,nie widze przeciwskazań.
W tym momencie ktoś zapukał do sali ,i zanim ktokolwiek sie odezwał dzrzwi się otworzyły.Harry zobaczył jak wkracza przez nie zjawiskowa dziewczyna…
Wejście Mary Sue!
Coś późno...

była piekna , wspaniała….Wysoka ,szczupła o szlachetnych rysach twarzy którą okalały długie proste ciemnobrązowe włosy, i te piękne brazowe ,oczy o pionowych żrenicach….zaraz!!
Harry zerwał się na nogi i szybkim ruchem doskoczył do dziewczyny ,ta przerażona cofnęła się do tyłu gdyz rozpoznała w przybyszu króla mrocznych elfów ze spotkania w wielkiej sali.
Dobrze, że nie cofnęła się do przodu, albo, nie daj borze, w lewo!

-jakiej jesteś rasy ? -wysyczał mimowolnie.
Tak naprawdę wcale nie chciał o to zapytać? To po kij doskakiwał?

-ja ,ja -miała mieki dżwięczny, jedwabisty głos.
Była z rasy Jajów?

-jest jedną z nas -powiedział głośńo i wyrażnie Severus -i siostrzenicą Kingsleya ,jej rodzice zginęli broniąc odważnie tajemnic naszej krainy…byli szpiegami…zawsze wiernie służyli twoim przodkom.
Sierota, zjawiskowo piękna, należąca do tajemniczej rasy Jajów... Ach, dawajcie mi tutaj pokój z czerwonymi ścianami i wielkie łoże z baldachimem!
Do tego świece i najdroższe wino!

Shadow spojrzał w oczy dziewczyny i przeraził sie gdyż zobaczył w nich tylko strach i rozpacz…puścil jej reke.
Ten strach i rozpacz były na jego widok?
Nie zdziwiłabym się.

-wasza wysokość-dzieczyna szybko przykłękła.
Moja wysokość 166 centymetrów.
Ej, moja tylko 163… D:
Zawstydzę Was obie, moja 171.

Harry patrzył na nią ,i poczuł w sercu coś czego nie czuł juz od dawna.
-wstań -rzekł nadzwyczaj łagodnie ,czym zdziwił nawet samego Severusa.
-wasza wysokośc ja…. Jam jest Jaj.
-wstań prosiłem -powiedział juz mocniejszym głosem.,a dziewczyna szybko się podniosła
Przestraszyła się, że jej przywali.
Miotnie w nią kulą ognia.
Naśle przecierza.

-jesteś naprawde silną dziewczyną skoro tak doświadczona przez życie potrafisz jeszcze radzić sobie ze sobą…
Poznali się jakieś pół minuty temu, przypominam.

zasługujesz na mój szacunek ,i prosze nie kłaniaj mi sie juz nigdy wiecej -rzekł z łagodnym uśmiechem.
Traktuje ją jak weterana wojennego, choć w gruncie rzeczy nic nie zrobiła. Bo nie zrobiła, prawda?
Jeszcze się zdziwisz! Zaraz nas uraczą historyjką, w której ona uratowała życie naszemu Potterowi.

Dziewczyna dopiero teraz na niego spojrzała i jej serce znowu załopotało ,zaczerwieniła się i znowu szybko opuściła glowę.
-jak masz na imię -zapytał
Jednak znak zapytania nie zaszczycił tego zdania swą obecnością. Podobnie jak przyszła Marysójka, bał się Adolfa P.?

-Anastazja panie 
-Anastazja ,piekne imię  godne tak pięknej dziewczyny -dzieczyna znowu sie wsciekle zaczerwieniła 
Jej twarz pokrył wyjątkowo agresywny burak.
Anastazja Steele? To może zamiast świec i wina w tamtym pokoju dać skórzane pejcze i kajdanki?

a Severus teatralnie przewrócił oczami -w każdym razie ja mam na imię Harry i prosił bym ,zebys mnie więcej nie tytułowała.
-dobrze pan…
-ojjj…bo sie pogniewamy.-zaśmiał sie Shadow.dziewczyna odpowiedziała mu tym samym, miała wspaniały perlisty śmiech.
*wyobraża sobie perlisty śmiech* Widzę śmiech wydostający się kulkami z jej gardła...
Ciesz się, że nie skojarzyło Ci się z perliczkami.

-MHM…MHM -zachowuj sie lovelasie ,twoja maska podłego i okrótnego (to au!tor jest okrótny, torturując mnie widokiem tego ortografa.) przywódcy zaczyna sie zsuwać…ogarnij się popraw ją i wyjdż-powiedział telepatycznie Severus
Oni potrafią porozumiewać się telepatycznie? W takim razie dlaczego tyle gadają, przy okazji zdradzając wszystkie tajemnice, jakie tylko zdradzić można?
I dlaczego czytelnik dowiaduje się o tym tak z rzyci?
Bo jakby w opku był jeden sensowny element, to nie byłoby opko.

-kurde racja-odpowiedział  Harry po czym dodał normalnie,  -ja juz ide dyrektorze ,stawie się w umówionym terminie wraz z resztą …życze miłych wakacji.
Coś przeoczyłam czy umówionego terminu zwyczajnie nie ma?
Telepatycznie się dogadali.

Po czym ruszył w stronę dzrwi.Mijajac dziewczynę uśmiechnąl sie ,na co ta zalała sie znowu rumieńcem ze strachu.
Chlup!

i rozpłynłą sie w czarnej mgle w chwili gdy juz miał uderzyc w zamknięte wrota gabinetu.
Dlaczego on musi za każdym razem tak efektownie znikać, zamiast... nie wiem, na przykład otworzyć drzwi i wyjść?
Jak już mówiłam - levele same się nie wbiją. A i fejm rośnie przy okazji...

Momentalnie wszyscy przenieśli wzrok na Anastazję.
-ja,ja 
Już się przedstawiła! BTW, ona na serio jąka się przy każdej możliwej wypowiedzi?

-zająknęła się -ja tylko chciałam się zapytac czy mogę iśc na spacer ,nikogo nie mogłam znależć więc przyszłam do pana dyrektorze.
Od kiedy Hogwart uziemia ludzi?
Odkąd mroczne sokoły grasują i porywają niewinnych ludzi, bo ich właściciele o nich zapomnieli?

-nic się nie stało moja droga…oczywiście ,że możesz iść tylko nie wchodz do zakazanego lasu ,prawda Kingsley?
-oczywiście -odparł ten z uśmiechem.
-dziekuje i jescze raz przepraszam -rzekła po czym wyszła cicho zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie wiem, jak można coś cicho zatrzasnąć... Grałam kiedyś w pewien survival horror umiejscowiony w opuszczonym psychiatryku. Wszelkie drzwi postać zamykała z gracją hipopotama i żaden potwór tego trzaskania nie słyszał, więc chyba się da.
Inna sprawa, że w tym opku wszystko jest jakieś takie ciche. Najlepszym przykładem jest akcja w Wielkiej Sali.
Niee. Ona wyszła cicho, a drzwiami trzasnęła. Cała magia polega na tym, żeby nie tupać.

-no to chyba będziemy mieli niezły rok -rzekł z usmiechem Dumbledor -Kingsley czy jestes zainteresowany posadą nauczyciela obrony?
W Hogwarcie wprowadzili też przysposobienie obronne?
Why not? To dobry przedmiot. Też bym chciała go mieć w szkole.
Ja miałam. Wspominam średnio sympatycznie.

-z chęcią ja przejmę Albusie
-co do aurorów…Remus i Tonks mogli by się jednak przyłączyć do ochrony…są świetni i mają podejście do dzieciaków 
Zwłaszcza Remus, który bardzo lubi ludzi, szczególnie podczas pełni.
Oj tam, będzie likwidować niewygodnych świadków i przeciwników politycznych!

-powiedział Snape -i myśle ,że chłopcy zgodzą się na nich bez problemu.
-w takim razie ustalone…może wcale nie będzie tak zle jak podejrzewalismy?-rzekł dyrektor
-napewno nie bedzie Albusie…smierciożercy są przerażeni po walce w centrum handlowym na pokatnej…zastanowią sie dwa razy zanim wtargnął do miejsca w którym moga się natknąc na pięć najgorszych sennch koszmarów ,uosobionych w naszych nowych nauczycielach.
Którzy, sądząc z ogólnego umiejscowienia w czasie akcji opowiadania, wciąż są uczniami Hogwartu. Fuck logic po raz trzeci, kto da więcej?
Zastanowią się, zanim już coś zrobili? Czyżby nie tylko Snape tworzył pętlę czasową?

*************************************************
Harry pojawił się na polanie opodal domu Wesleyów.Telepatycznie porozumiał się z Draconem i ściągnąl go do siebie
Rozumiem, że ściągnął go do siebie za pomocą telekinezy? Bo telepatia niezbyt sprawdza się przy takich rzeczach.

-co jest? -zapytał szybko jego przyjaciel
-w porzadku tylko nie chce sam tam iśc
-posrało cię?Jesteś najprawdopodobniej najpotężniejszą istotą na ziemi a boisz się reakcji dwojga nastolatków?
-yyyy….NO
Bardzo twórcza wypowiedź.
Godna najpotężniejszej istoty na ziemi.

-powtarzam…posrało cię ,przestań się zachowywać jak roztrzęsiona panienka ,zbierz dupe w troki i chodż-rzekł Draco ruszając w strone domu-no co?
Żeby on jeszcze, nie wiem, do jakiejś Pameli miał zagadać, to jeszcze zrozumiem, ale do dwojga swoich przyjaciół?
Mnie bardziej zastanawia reakcja Dracona, który przecież nigdy nie znosił Rona i Hermiony, tą drugą wręcz gardził. Nie powinien, no ja nie wiem, wybijać Potterowi z głowy to całe spotkanie?
Tu wszystko powinno być zupełnie odwrotnie niż jest.
Masz rację, powinnam się przyzwyczaić.

-nic poprostu zrobiłeś dokładnie to czego sie spodziewałem po tobie prosząc o pomoc -rzekł Shadow z uśmiechem.
-dupek -powiedział z udawanym sarkazmem Draco po czym ponaglił przyjaciela.
Zamiast pukać do drzwi ,teleportowali się od razu do środka.
No bo ktoś tak zajebisty jak Potter nie musi wykazywać jakichkolwiek przejawów kultury osobistej. Prędzej to kultura osobista powinna wykazywać przejawy potteryzmu.

Wywołało to nie lada panikę.W kuchni byli chyba wszyscy Wesleyowie Hermiona i Fleur Delacour ,która w wakacje zaczęła się spotykac z Billem z tego co mu napisała Harmiona.
Przeczytałam "Harmonia". Hermiona zmieniła imię?
Zapewne Dumbledorr ją namówił.

-Kim jesteście ?-zapytał pan Wesley celując w nich rózdzką
Mam tsy latka, tsy i pół, sięgam rózdzką ponad stół!

-Jak to? -rzekł zdziwiony Harry -przecierz…zaraz byliście wczoraj na zebraniu zakonu?
-Kim jesteście i z kąd wiecie o spotkaniu zakonu
Wiedzą z Kąd. Kąd to bardzo rozległe źródło informacji. Taki magiczny Gugiel?
To cholerstwo rozprzestrzenia się równie szybko jak przecierze.

-o boże…ja ich poznaje -rzekł z rosnacym przerażeniem Charlie równierz podnosząc różdżke 
Za pomocą równierza dokładnie zmierzył różdżkę.

-to oni wymordowali wszystkich śmierciożerców na pokątnej.
Widać było po twarzach zgromadzonych ,że są przerażeni jak by zobaczyli samego Voldemorta ,ponieważ w porannym proroku ukazały się zdjęcia pobojowiska pełnego trupów.
Czyli po fotografii miejsca po bitwie da się zidentyfikować osoby, które doprowadziły do powstania takiej trupiarni? Niezły patent... FBI powinno zainteresować się tą innowacyjną metodą rozpoznawania morderców.
Paparazzi wszędzie wlezą i wszystko wypatrzą.

-czego od nas chcecie -zapytał cicho Ron.
-chce twojej krrrwi -zaczął się wygłupiać Malfoy wyciągając przed siebie ręce jak zombie i idąc w stronę rona -twojej krwi Wesley.
Elementy Komiczne w tym opku przywodzą mi na myśl kawały suchsze od bułki tartej.
Ale bułka tarta jest smaczna. Te Elementy niekoniecznie.

przerażony Bill rzucił czyms w strone Dracona (talerzem? Pewnie różdżką, bo po co rzucić ZAKLĘCIE?),ale Harry był szybszy doskoczył do zaklęcia i odparował je gołą reką.
-przestań panikować Bill , ty smoku przestań błaznowąć do jasnej cholery
-sorki nie mogłem się powstrzymać-rzekł Draco z udawana skruchą.Gdzies z tyłu usłyszeli śmiech.To Ginny się śmiała patrząc z zaciekawieniem na Dracona który puścił jej teraz oczko na co ta natychmiast umilkła i zalała się rumieńcem.
Ginny leci na Dracona... *headwall* Dobra, już mi lepiej.
Przypomniał mi się ff, w którym Ginny pocałowała Snape'a... Ale tam to miało jakiś sens.

W tym samy czasie usłyszeli jak ktos za nimi otwiera drzwi ,i po chwili w kuchni pojawił sie Remus z Tonks.
-co tu się dzieje?dlaczego wszyscy mierzycie rózdżkami do Harrego i Dracona?
-jakiego Harrego i Dracona?-zapytał z głupią miną Ron
-Do Harrego Pottera I Dracona Malfoya ,chyba ich znacie prawda?
Wygląda na to, że Dumbledore nie jest w tym opku jedyną osobą mającą poważne problemy z percepcją.
Oczywiście z Rona trzeba zrobić przygłupa...
Nie no, oni się zmienili, stali się bardziej mhroczni. Taka zmiana image na pewno całkowicie uniemożliwia rozpoznanie.
Gdyby poznali Malfoya, to raczej tym bardziej by w niego wycelowali różdżki.

-to jest Harry?-zapytała słabym głosem pani Wesley?
Narrator również zapytał?
Narrator jest tu chyba jeszcze bardziej zdezorientowany niż czytelnik. Chyba sam do końca nie wie, co tak właściwie tutaj robi.
Dziwicie mu się?

-próbowałem wam wyjaśnić-rzekł z chłodnym usmiechem Harry - Czy ja naprawdę muszę zakładać okulary, żebyście mnie rozpoznali?!
-Malfoy !! Natychmiast wyjdż z mojego domu!!
-Spokojnie Ron, Draco jest moim przyjacielem i przyszedł tu ze mną…jesli on wyjdzie to ja razem z nim.
Aż chce się przerobić ten słynny filmowy tekst...
- Wyjdź!
- Jeśli chcecie kazać mu wyjść, najpierw musicie wyprosić mnie!
I tu ktoś powinien powiedzieć: "Więc wynoście się obaj!".

-przykro mi Wesley…poza tym twoja siorka też chyba nie chce żebym wychodził -po czym znowu mrugnął do Ginny na co ta zalała się jeszce szerszym rumieńcem.
Gdzie jest moja ściana? Muszę walnąć w coś głową.
Chcesz moją? Świeżo otynkowana!

-wara od mojej siostry śmieciu
-uważaj na słowa Ron -ostrzegł go szybko Harry
-bronisz Malfoya??…w takim razie ty też jesteś śmeiciem i do tego pewnie śmierciożercą.
Wielka przyjaźń między tą dwójką wręcz zwala z nóg.

Tego było za wiele Draco szybko doskoczył do Dracona 
Draco miał klona, że doskoczył sam do siebie?
Nie rozpoznał się w lustrze.
Wow... Coś kanonicznego, Ron nie znosi Dracona! Nawet Super Hiper Zajebiaszczy Potter tego w nim nie zmienił!
Jeszcze...

ujawniając przy tym wszystkie zwierzęce cechy…jego pazury wbiły się w szyje Rona i wywindował go szybko ku górze .Po ujawnieniu wszystkich cech oprócz fioletowej skóry miał też około 2.5 m wzrostu 
Zwierzęce cechy? Nie znam żadnego fioletowego zwierzaka tej wielkości. Moje jedyne skojarzenie to Randall z "Potworów i Spółki".

więc Ron wisiał nie dotykając palcami ziemii.
-nigdy nie obrażaj moich przyjaciół bo umżesz w starsznym bólu -wysyczał z furią.
Umżesz... Chyba to ja prędzej umrę od tych ortografów.
On "umże" w tamtejszej "żeczywistości". Ja bym właśnie tego pragnęła.

-zostaw go smoku…widze ,że niepotrzebnie tu przybylismy …nie jestem mile widziany.
Ron którego Draco odrzucił na bok przerażony umknął na górę.
-nie wygłupiaj sie Harry ,wiesz ,że jesteś tu mile widziany -rzekł Bill z miłym uśmiechem -a skoro Draco jest teraz po naszej stronie to on rownierz ,prawda wszyscy?
I szlag trafił resztki kanonu.
One też „umżały”.
Jeszcze niech Voldemorta zaproszą na niedzielny obiadek. Jak się zaprzyjaźniać, to na całego.

-pewnie nie przejmujcie się naszym bratem…to dzieciuch -rzekł Charlie.
-nasi synowie mówią prawdę Harry przyjeżdzaj kiedy chcesz ,wiesz ,że traktujemy cie jak syna ,a twoich przyjacioł przyjmiemy z otwartymi ramionami
Nawet jeżeli wpierniczacie się bez pukania i grozicie naszym dzieciom śmiercią.

-dziękuje wam ,ale myślę że przełożymy to spotkanie na inny termin jak juz ochłoniemy…tym czasem będziemy lecieć….Do widzenia…-powiedział jeszcze zatrzymując się w drzwiach.
-do widzenia Harry-powiedzili starsi
Starsi... Starsi Zakonu Feniksa? Czy może jakiejś innej organizacji?
Może Potter czuł się u Weasleyów tak swojsko, że nawet na Molly i Artura mówił "starzy"?
A po jaką cholerę oni właściwie poszli do tych Weasleyów? Bo nie doczytałam się, żeby cokolwiek z nimi omówili, o czymkolwiek ich zawiadomili, cokolwiek z nimi załatwili.
Wpadli na herbatkę.

-cześc stary -odrzekli blizniacy stojący najbliżej drzwi – i odwiedz nas w sklepie kiedyś…fajnie się urządziliśmy
-z chęcia chłopaki ,narazie -po czym wyszedł z Draconem na podwórko.Już mieli się teleportować kiedy dobiegła do nich Hermiona. A potem przyłożyła mu w twarz, wrzeszcząc:
- Ogarnij się!
Chciałabyś.
Żebyś wiedziała...

-Harry przepraszam ,za Rona…przejdzie mu ,ja nie znam powodu twojej przyjażni z Mal…z Draconem-poprawiła się -ale napewno wiesz co robisz.Nie gniewaj się na nas.
-nie gniewam się Hermiono…zobaczymy się w szkole -uśmiechnął się ,cmoknął ją w policzek po czym rozpłynął się w czarnej mgle.Usłyszała jeszcze ciche- cześc Hermiono- i draco tez zniknał.
Bo Malfoy wcale nie gardził Hermioną ani osobami z jej urodzeniem.
Fuck logic po raz czwarty?
Malfoy jest tutaj takim Georgem Bergerem, peace&love i tak dalej.

W Norze
-tak berdzo się zmienili ,tak bardzo… ,myślisz ,że na lepsze Remusie?
Przypakowali, stali się mhroczni... Pewnie jeszcze jedzą koty, satanisty jedne.
Tak, to wali po oczach, że na lepsze.

-nie martw się Molly ,Harry to mądry chłopak a do tego potęzny…potężniejszy od Dumbledorra ,on i jego koledzy mogą nas uwolnic z tego koszmaru.
Remus mówi teraz o tym opku?

-a my…co mamy zrobić??-zapytała
-ufać mu i wspierać we wszystkim co robi -odrzekł cicho -reszta zalezy od niego i jego przyjaciół.

Rozdział 9*Prawda bywa przerażająca.(poprawione)
To opko też.
Zapamiętajmy, że rozdział (podobno) został poprawiony.
Boję się pomyśleć, jak wyglądał przedtem.

Wakacje tego roku były wyjątkowo gorące.Ludzie chowali się w swoich chłodnych domach oglądając telewizje i popijając lemoniade ,lub dla odmiany…walcząc na miecze ,pocąc się i męcząc przy tym niemiłosiernie.
Ciekawe, jacy ludzie? Bo przecież Harry i Banda ludźmi nie są. No wiecie: wampiry, mroczne elfy i inne takie...
I otorze. Pamiętaj o otorzach.

-No dawaj burza ,przecierz zaraz cię powali! potrafisz szybciej ,ile mam czekać na nastepny cios??-Zapytał Harry
-poczekaj do zimy ,bo teraz jest tak gorąco ,że normalnie nie moge.Mam dość słyszysz?Idz popastw się nad kimś innym.
 -siemano dziewczyny ,co robicie?-spytał Draco wchodząc do sali
Och, ale pocisk na wejście.

-….zaaaaraz ,dlaczego tak dziwnie na mnie patrzycie?
-łap sie za miecz blondasie ,będziemy walczyć-krzyknął Harry nacierając na Smoka.
-aaaaaaaaa….ty idioto ,zostawiłem miecz w pokoju ,
-to go przywołaj ,przecierz jesteś czarodziejem
-czarodziejem może i tak ,ale nie samobójcą.Nie będe z tobą walczył ,bo jestes nieokrzesany i wogule masz ADHD.
A więc do listy dziwnych przodków Malfoy'a możemy dopisać wogula. Ciekawe, cóż to za stwór?
Gdy spróbowałam wyobrazić sobie wogula, przed oczami pojawiła mi się brązowa świnia z trąbą i ogonem krewetki. Może lepiej nie będę wyobrażać sobie tych stworzeń...
Wogul to zapewne jakaś zminiaturyzowana odmiana ghula.

-tchórzofretka
-co!?jak mnie nazwałeś?-zapytał ze złością Draco
-ja!?przecierz ja nic nie mówiłem….aaa chodzi ci o….TCHÓRZOFRETKĘ??
-dobra poczochrany gamoniu masz przesrane….Crucio. Harry nawet nie drgnął kiedy zaklęcie w niego uderzyło.
Więc Malfoy dalej chowa urazę za czwarty rok i pamiętną fretkę? Swoją drogą, prawdziwy z niego przyjaciel, skoro próbuje traktować Pottera cruciatusem...

 -Twoje Crucio ma tyle samo siły co piecio letniej dziewczynki.
 -ehhh…przecierz wiesz ,że cie lubię więc moje Crucio nic ci nie zrobi.
-dobra już dobra nie wzdychaj tak-zażartował Harry -musimy sie pakować bo dzisiaj mamy być w szkole.
Przepraszam na momencik, muszę zrobić coś pilnego.
*wali głową w ścianę*
Już jestem.

-cholera jasna ,troche diwnie tam wracać jako nauczyciel ,a nie uczeń
Zwłaszcza że formalnie nadal jesteś uczniem.

-poradzimy sobie ,jesteśmy twardzi-powiedział Harry pocieszając przyjeciela. - Nie bój się, to tylko dzieci, po pokonaniu śmierciożerców chyba damy radę, prawda? Prawda…?
Po dokładnym spakowaniu i zapieczętowaniu mieszkania zaklęciami chłopcy wsiedli na swoje Gryfy i wystrzelili w powietrze zostawiając za sobą Londyn.Podróż trwała około 2 godzin.
-witam w Hogwarcie panowie ,najbardziej elitarnej szkole Magii i Czarodziejstwa na świecie…witam was w domu -powiedział Harry z ciepłym uśmiechem na ustach ,kiedy lądowali na błoniach.
Znów reakcja, której bym się spodziewała po Potterze kanonicznym. Czuję się mile zaskoczona.
To tylko dla zmyły.

-Phobos idzcie do lasu ,i uważajcie na siebie w razie problemów wezwijcie nas telepatycznie-powiedział Harry do swojego Gryfa po czym poklepał go po potężnym dziobie
A skąd się te gryfy wzięły? Coś mnie ominęło?
Były przy drugiej części Adolfa, wtedy Cię nie było. I tak dobrze, że nie zaginęły w tajemniczych okolicznościach razem z sokołami.

-idziemy panowie-tym razem powiedział do kolegów i wszyscy ruszyli do zamku.Była piękna bezchmurna noc ,a księżyc odbijał się w czarnej tafli jeziora.Kiedy doszli do drzwi czekał juz tam na nich Severus.
-witajcie chłopcy ,wszyscy na was czekają ,właśnie siadaliśmy do kolacji
-jesteśmy na czas Severusie ,wiesz ,że nigdy sie nie spóżniamy…ty nam to wpoiłeś ,kiedy za kazde spóżnienie robiliśmy 300 pompek.
 -aaaaa….taaak pamiętam-rzekł Severus z rozmażoną (rozmnożoną? rozmazaną? rozmrożoną!) miną -to były piękne dni.
 -dla kogo piekne dla tego piekne -rzekł z obrażoną miną płomień bo to on miał w zwyczaju spózniać się najczęściej Kiedy dotarli do zamkniętych wrót ,Harry słysząc szum wielu głosów zwrócił głowę w stronę Severusa.
-kto tam jest??
 -członkowie zakonu zostają tutaj do końca wakacji
-cholera przecierz mieli być tylko nauczyciele 
Wszyscy jesteśmy przecierzami!

,znowu zrobimy z siebie widowisko- rzekł ze złością w głosie Harry. -jescze nie przywykłeś bliznowaty?? -rzekł z uśmiechem Draco po czym szybkim ruchem zażucił kaptur swojej platynowej szaty na głowę.
-ja ci jeszcze kiedyś dam blizowatego ulizańcu -wyszeptał zimnym szeptem prosto z lodówki Potter po czym zrobił to samo co smok i ruchem ręki otworzył drzwi na ościerz. Na sali zapadła cisza na widok wojowników.
-no co nie widzieliście nigdy dziedziców zaginionych ras?? -zapytał żartem cierń Kilka osób się roześmiało ,natomiast kilka speszyło jeszcze bardziej ,ale szum umilkł.
Tak, róbcie z siebie jeszcze większe widowisko. Zwłaszcza, że zależy wam na pozostaniu w ukryciu.
Oni robią z siebie widowisko, ale tak potajemnie.

-witam was przyjaciele -rzekł Dumbledorr
-Albusie -Harry kiwnął głową w lekkim ukłonie a w jego ślady poszła reszta drużyny.
Co go tak nagle wzięło na okazywanie dyrektorowi szacunku?
To kanon. Broni się resztkami sił.

-prosze siadajcie w fotelach przy głownym stole -wskazał ręką na pięć foteli ustawionych w rzędzie obok Severusa.
-dziękujemy ci ,czy już przedstawiłeś naszą rolę jako nau… -Harry przerwał w pół słowa
-poczułeś to??- spytał zaniepokojony burza
-co…co się dzieje panowie?? -zaniepokojony Dumbledorr wstał ze swojego miejsca
 -to On…-po sali rozniosły się szepty -jest tu Albusie…na błoniach…On i jacyś silni czarodzieje…wewnętrzny krąg jak mniemam…jest tu Albusie…Tom tu jest.
-Voldemort -to Schacklebolt zrozumiał rozmowę mężczyzn Na sali raptem wybuchł straszny charmider…wszyscy wstawali ze swoich miejsc i coś wykrzykiwali.
 -CIIIIIIISZA!!! – to Dumbledorr interweniował -niech nikt się nie rusza…zamkniemy wrota szkoły ,tu nic nam nie grozi i…
-nie -zimny głos poniósł się po sali.Wszystkie spojrzenia spoczęły na Królu mrocznych elfów
 -ale przec…
-powiedziałem nie Albusie ,właśnie na tym polega potęga Voldemorta…ich jest może pięćdziesiątka…nas prawie dwie setki…wychodzimy przed szkołe i ustawiamy się w równym rzędzie a to – machnął ręką a stroje wszystkich zakonników zmieniły się w białe długie szaty z szerokimi kapturami i czerwonymi feniksami na piersi i plecach -pomoże nam ich wystraszyć.
Skąd w Hogwarcie zakonnicy? I jak mają niby pomóc w odstraszeniu Voldemorta?
Może Voldemort ma hagiofobię? 
Ci zakonnicy byli już w poprzedniej części analizy... Może Hogwart nawiązał współpracę z Kościołem, by wygrać z Voldemortem? To mogłoby wyjaśnić ciągłe wzywanie wszelkich bogów, o jakich świat słyszał.
Egzorcyzmy odprawią?
Na Potterze. To by się zgadzało z tym całym gadaniem, że Harry Potter popiera satanizm i inne takie.

-dobrze -powiedział w końcu Dumbledorr -wiesz co robisz Harry więc będzie po twojemu…może naprawde już czas zmienić zasady gry.
-dziękuje Albusie -Schadow z szacunkiem pochylił głowę
-teraz zabierz swoich ludzi i ustaw ich w równym rzędzie pod szkołą na wzgórzu polany.
-a wy??
-my pojawimy się w odpowiednim momencie, bo ktoś w końcu musi zrobić wejście smoka i te sprawy, sami wiecie i pamiętaj ,nie reagujcie na żadne zaklęcia ,zaufaj mi…pojawimy się. A jak przed naszym powrotem ktoś zginie, to nie szkodzi. Nadal nie reagujcie.
Pojawią się, bez obaw. I to w najmniej spodziewanym momencie.

************************************************** 
Lord Voldemort kroczył przez błonia Hogwartu w toważystwie resztek swojego wewnętrznego kręgu
 -nareszcie ten cholerny zamek będzie mój-powiedział do kroczących obok ludzi
Co takiego jest w słowie "kroczyć", że jest ono w tym opku tak namiętnie używane?
Może sam autor opka nigdy nie chodził, tylko dumnie kroczył i nie zna innego określenia na to?

-tak panie…już nikt cię nie powstrzyma -rzekł ze służalczą miną jeden ze śmierciożerców.
-nikt nie będzie kpił z Lorda Vold….
-O bogowie -dało się słyszeć zaniepokojone szepty wszystkich śmierciożerców
Nagły atak pobożności jest bardzo zaraźliwy.
W dodatku przeszli na politeizm.

-kim oni są -zapytał ktoś Lord Voldemort spojrzał w góre i zamarł.Pod wrotami Hogwartu stały dwie setki ludzi w białych szatach i maskach w kształcie żlotych łbów Feniksów (które dorzucił Dumbledoor dla lepszego efektu)
Umarłam. A raczej ómarłam. Ściana, oranżada... Nie ma dla mnie ratunku.
To może być walka psychologiczna. Jak Voldek zobaczy takie stado pajaców, to z wrażenia nie zrobi ani kroku więcej, tylko zacznie się zastanawiać, czy przez pomyłkę nie skręcił do miejscowego wariatkowa.
Moim pierwszym skojarzeniem byli Synowie Harpii, ale wydaje mi się, że porównanie ich do takiej bandy klaunów byłoby dla nich obrazą. Może i byli podli i wyżynali niewinnych ludzi, ale przynajmniej mieli jakiś sens istnienia, podobnie jak ich przebrania.

 i jeden mężczyzna w czarnej szacie również z feniksem na piersi ,w jego srebrnej brodzie i włosach odbijał się blask gwiazd.
 -Dumbledorr…-rzekł z wściekłością Voldemort
Taki był wściekły, że aż na niego zawarczał.

-Witaj Tom…nie powinieneś się tu pojawiać ,wiesz ,że Hogwart jest nie do zdobycia
-nie używaj tego imienia stary głupcze, ono nie pasuje mi do mhrocznego imidżu. -wysyczał mhroczny Lord -widze ,że zamieniłeś swoją bande nieokrzesanych idiotów w coś w stylu hmmmm….armii??- uśmiechnął się szyderczo.Śmierciożercy ryknęli śmiechem…kalkulacje Harrego nie do końca się zgadzały ponieważ było ich około setki.
-dzisiaj nasze armie się zmierzą TOM i zobaczymy kto będzie górą
-jesteś nikim ty wielbicielu mugoli…WYRŻNĄĆ WSZYSTKICH!! -ryknął Voldemort.
I cała klasa Voldiego poszła się chrzanić...
I to z wyjątkowo wielkim rozmachem. No i dał się sprowokować tym, że jakiś gówniarz nazwał go po imieniu... Nawet moja nauczycielka chemii z liceum nie była taka porywcza.

Sto Avad poknęło (potknęło? połknęło? puknęło?) w stronę zakonników ,ale o dziwo nikt nie wyłamał się z szeregu pamiętając o rozkazach Albusa.W pewnym momencie wszystkie zaklęcia poszybowały w górę i ku zdziwieniu wszystkich tam rozsypały się w nicość.
Fajerwerki! Ja też chcę!
To trochę dziwne, nie uważacie? Żaden z zakonników nie miał instynktu samozachowawczego? Nikt się nawet nie wzdrygnął?
Potter zakazał instynktu, to zakazał. Najwyraźniej jest w tym opku kimś w rodzaju towarzysza pierwszego sekretarza.
Potter może też pełnić funkcję Imperatywu. To by wyjaśniało zagubienie narratora.

Kiedy Voldemort spojrzał w stronę dyrektora zobaczył piątke ludzi w pięknych kolorowych szatach bojowych z rozpostartymi szeroko ramionami.Nie mógł uwierzyć…kto może odbić tyle Avad…a więc to są gnidy które wybiły połowę jego oddziałow na pokątnej.
-Witaj tom -rzekł ten który stał w środku -wyładniałeś od naszego ostatniego spotkania. Ludzie z zakonu trochę sie rozlużnili słysząc ,że ktoś sobie pozwala na żart względem Voldemorta.podniosło to ich morale ,kilka osób nawet się zaśmiało.Ale Harry miał jeszcze jeden cel w rozmowie…musieli odpocząć…mimo ,że nie pokazywali po sobie zmęczenia ,odbicie 100 Avad mocno nadszarpnęło ich siły.Oczywiście potrafili nie okazywać tego ,a strach w oczach smierciożerców wciąż rósł…kilku z nich zaczęło się nawet cofać.
Mimo że był nie do końca tak idealny jak by chciał, to oczywiście wszystko toczyło się po jego myśli. A już liczyłam na jakieś minimalne chociaż uczłowieczenie Pottera...
Naprawdę, po tym wszystkim, masz jeszcze nadzieję?
Ja też jeszcze mam jakieś jej resztki, ale chyba już dawno powinnam je porzucić.

 -Jak smiesz odzywać się w ten sposób do osoby która jest panem czarnej magii…do władcy całego świata!1 -Voldemort starał się syczeć ale Harry usłyszał zdenerwowanie w jego głosie.
-nie bądż niemądry Tom -w jego głosie brzmiało politowanie…-nie masz pojęcia o prawdziwej czarnej magii. W szeregach śmierciożerców zawrzało od zdenerwowania…czyżby zwątpili w swego pana??
Zwątpili w ten podwójny pytajnik. Bo weź tu teraz domyśl się - miały być trzy czy tylko jeden?
Mnie bardziej zastanawia jedynka w wypowiedzi Voldemorta.
Bo on jest władcą całego świata!!!11!!11111!!!!oneoneone111!!!!1

-propozycja jest taka Tom…nasi ludzie patrzą a my walczymy…jeden na jednego ,tylko czarna magia…chyba że jesteś tchórzem?
-milcz głupcze…walczmy więc .wyszli na środek polany a reszta zgromadziła się wokół…zaqkon za plecami Harrego
Zaqkon zaczął qkać i wołać qqryq.

 a śmierciożercy za plecami swojego pana.Reszta sojuszu postawiła zasłone na około walczących aby zabłkane zaklęcie nikogo nie zabiło.
-zaczynamy na trzy -powiedział Harry
-jak chcesz śmieciu…i tak zmiażdzę cię jak robaka
-raz -zacząl liczyć Harry -dwa…
-CRUCIO -wykrzyknął Lord Harry był na to przygotowany ,upadł i zaczął udawać ,że nie może znieść tych tortur.
Cóż za podstęp! Co za inteligencja i mistrzostwo strategii! To takie… Niespodziewane. 
Voldi nie wiedział, że Potter ma +200 do pancerza.

-mówiłem ,że ukorzysz się przed moją mocą ,przed mocą mroczn…
-hahaha- śmiech tak straszny ,że aż chłopcy opuścili tarcze rozniósł się po błoniach.
"Chłopcy opuścili tarcze" to jakaś czarodziejska pieśń bojowa, że się tak rozniosła po błoniach?
Coś w rodzaju „Gramy u siebie, Polacy, gramy u siebie”.

Lord Voldemort patrzył z przerażeniem jak z ziemi podnosi się mroczny elf po przemianie z okrutnym uśmiechem na ustach…zaklęcie…najsilniejsze crucio Lorda nie robiło na nim żadnego wrażenia.
A po czym rozpoznaje się siłę Cruciatusa? Jest jakieś stopniowanie zaklęć? Crucio, Crucier i Cruciest, czy jak?

Lord z przerażnia przerwał zaklęcie i cofnął się o kilka kroków niemal nie wywracając się o korzeń. Z trudem zapanował nad pęcherzem. 
-kim ,kim…kim ty jesteś??
-jestem królem najpotężniejszej rasy na świecie ,wnukiem samego Merlina i panem starożytnej czarnej magii Lord zadrżał słysząc ,że jego przeciwnik jest królem mrocznych elfów i potomkiem Merlina
A powiedział to Harry, ponieważ każda okazja jest dobra, by dwa razy podkreślić swoją zajebistość.
I zanudzić czytelnika na śmierć.

-jak ci na imię- śmierciożercy zaczęli się teleportować w popłochu. 
Spod kaptura błysnęły przerażające oczy
-naprawde mnie nie pamietasz Tom…nie pamiętasz swojego toważysza niedoli…tego którego imie i nazwisko widnieje obok twojego na mrocznej przepowiedni
To brzmi co najmniej tak, jakby Potter dzielił z Voldemortem wszystkie, ale to wszystkie przeżycia, łącznie z utratą nosa.

-bogowie…Potter??
-Taaak Tom.Jednak pamiętasz… ja tez pamiętam -w tym momencie żucił sztyletem który wbił się w bark mrocznego Lorda.Ten z krzykiem obrócił się ,pyknęlo i już go nie było.
Kogo? Pottera, Voldemorta czy sztyletu?
Pyknęło - słowo najadekwatniejsze do tej sytuacji.

-wróci…już zna sposób -powiedział cicho Dumledorr
-wróci ,ale nieprędko…sztylet był zatruty…i cięzko będzie go wyjąć
Znaczy, wgryzł się i przyrósł?
To nie sztylet, tylko tasiemiec uzbrojony.

-co teraz robimy -szepnął Albus
 -Świętujemy -wydarli się chłopcy -świętujemy kolejne zwycięstwo. Członkowie zakony zaczęli krzyczeć i śmiac się podążając w strone wielkiej sali.
-taaak…niech się cieszą…to im pomoże -Harry uśmiechnął się do dyrektora -jeden zero dla nas.
-masz rację Harry ,juz przyszła pora wyjść z pod jażma Toma -rzekł z uśmiechem Dumledorr -choć mam świetne 30 letnie Piccolo wino
-zaraz przyjdę Albusie…idz baw sie ze swoimi ludzmi
-czekam przy stole -ale Harry już go nie słuchał.Dyrektor westchnął i odszedł w stronę zamku Stojąc samotnie i patrząc w gwiazdy Harry wyszeptał

-ty zabrałeś mi tych których kochałem ,a ja zabiore ci życie…narazie mamy remis Tom…czekam na kolejne starcie -po czym odwrócił się i odszedł w stronę zamku.
Chwila, w którym momencie Voldi zabrał ukochanych Pottera? Bo jakoś trudno mi uwierzyć, aby mowa tu była o jego rodzicach...
Może ukradł mu mhroczne sokoły? 
A słownik ortograficzny to na pewno.
Potterowi dopiero teraz przypomniało się o rodzicach. Wcześniej był zbyt zajęty stroszeniem piór i ociekaniem zajebistością.
No i kupowaniem mrocznych sokołów.

Tak oto kończy się trzecia część naszego potterowego opka. Jest to koniec naszego spotkania z Adolfem - co prawda mamy materiał na jeszcze jedną analizę, ale nie jesteśmy w stanie brnąć w to dalej, bo stężenie głupot w tym opowiadaniu przekracza dawkę śmiertelną. Na przyszły tydzień jednak szykujemy coś bardzo ciekawego... 

9 komentarzy:

  1. Analiza długa, ale całkiem przyjemna. Aż sobie chyba przeczytam dalszy ciąg oryginalnego opka, chociaż trochę się boję, bo od tych głupot oczy mogą eksplodować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://my.w.tt/UiNb/lETIDXF08u błagam, zanalizujcie to opko! Osobiście na nim wymiękłam. Takiego stężenia idiotyzmu i iście homerowskich porównań nie znalazłam chyba nigdzie indziej ;___;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotrwałam do 1/4 pierwszego rozdziału i nie daję rady. Gratuluję, jeżeli przeszłaś dalej!

      Usuń
    2. Nie wiem, czy jest sens się za to brać, bo wygląda to na prowokację lub opko pisane dla żartu.

      Usuń
  3. Fajnie się Was czyta,dobrze,że jesteście!Czekam na więcej!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam! Gdybym nie sprawdziła, czy PLUS dodał coś nowego, nie wiedziałabym o waszym istnieniu. xD Przyznam, że całkiem fajnie się was czyta, aczkolwiek w pierwszej analizie uczepiłyście się kilku poprawnych zwrotów, a żółta czcionka jest słabo widoczna w wersji mobilnej i ciężko ją rozczytać.
    Odnosząc się do waszego komentarza-autoreklamy na PLUSie, nadal szukacie chętnych do grona analizatorskiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod pierwszą analizą zwrócono nam uwagę na błędy i staramy się już bardziej pilnować :] Co do wersji mobilnej - niestety, faktycznie jest problem z tymi kolorkami. A najgorsze jest to, że nie mam pomysłu, co na to poradzić.
      Nabór na analizatorów już zamknięty, ale dziękujemy za zgłoszenie :)

      Usuń
  5. A o tym, że pochodzimy z tychże ras dowiedzieliśmy się stosunkowo niedawno
    Przecinek przed dowiedzieliśmy.

    poza nami i Snapem
    Snape'em.

    Takie nawijanie o tym załączyło mu się dopiero po spotkaniu Pottera i jego ferajny, czy co?
    Podpalanie przecierzy, czy jak?
    Zbędny przecinek.

    Dlaczego w tym opku wszyscy bohaterowie, którzy budzili największy szacunek zostali przerobieni na przerażone dzieciaki?
    Przecinek przed zostali.

    Pottrerm?
    Aha.

    i kwiczemy
    KwiczEmy? Lol.

    Sprzątam, piorę i gotuję. Przypakowany Snape w fartuszku?
    Snape przekwalifikował się na kamerdynera?

    Od kiedy kamerdyner sprząta, pierze i gotuje?

    takiej straszliwej cioty
    Gimbolasia alert!

    Maryśka była wypoczynkiem od Adolfa Pottera.
    Odpoczynkiem od.

    Bo kogo obchodzi, jakim?
    Bez przecinka. http://sjp.pwn.pl/zasady/363-90-A-2-Wyrazy-wprowadzajace-zdanie-podrzedne;629774.html (Patrz: UWAGA 2).

    Niech odbiegną w stronę tęczy, trzymając się za rączki i śpiewając o magii przyjaźni.
    Pobiegną.

    Zaklęcia niewerbalne, których tu uczycie wcale a wcale nie są tym samym.
    Przecinek przed wcale a wcale.

    Przeczytałam „skrajaną”
    Brak kropki na końcu zdania.

    bo prawdziwa McGonagall prędzej dałaby się wyrzucić ze szkoły niż zgodziła się na coś takiego.
    Tu wszystko powinno być zupełnie odwrotnie niż jest.
    Przecinek przed niż.

    wprowadza się do programu mniej więcej tak jak wybiera się kolor nowych tapet.
    Mimo że był nie do końca tak idealny jak by chciał
    Przecinek przed jak.

    -wasza wysokość-dzieczyna szybko przykłękła.
    Moja wysokość 166 centymetrów.

    Pomijając brak wielkich liter, to poprawne wyrażnie. http://sjp.pwn.pl/sjp/Wasza-Wysokosc;2540766.html

    -Anastazja panie
    -Anastazja ,piekne imię godne tak pięknej dziewczyny -dzieczyna znowu sie wsciekle zaczerwieniła
    Jej twarz pokrył wyjątkowo agresywny burak.
    Anastazja Steele? To może zamiast świec i wina w tamtym pokoju dać skórzane pejcze i kajdanki?

    No popatrz, a mnie pierwsza przyszła na myśl Anastazja Romanowa. Cóż, dobór lektur jednak wpływa na ciąg skojarzeniowy. ;)

    miała wspaniały perlisty śmiech.
    *wyobraża sobie perlisty śmiech* Widzę śmiech wydostający się kulkami z jej gardła...
    Ciesz się, że nie skojarzyło Ci się z perliczkami.

    I znów z braku laku dopierdzielamy się do poprawnego określenia? http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/Perlisty-smiech;107,2;5144.html

    (to au!tor jest okrótny, torturując mnie widokiem tego ortografa.)
    Zbędna kropka. (Normalnie powinna stać za nawiasem, ale to wtrącenie w środku zdania).

    Już się przedstawiła! BTW, ona na serio jąka się przy każdej możliwej wypowiedzi?
    Bo normalnie ludzie jąkają się co drugie zdanie, nieprawdaż.

    Żeby on jeszcze, nie wiem, do jakiejś Pameli miał zagadać, to jeszcze zrozumiem, ale do dwojga swoich przyjaciół?
    Jeszcze jeszcze.

    Malfoy jest tutaj takim Georgem Bergerem
    George'em. http://sjp.pwn.pl/zasady/;629610

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc do listy dziwnych przodków Malfoy'a
      Malfoya. http://sjp.pwn.pl/zasady/243-66-1-Nazwiska-zakonczone-w-pismie-na-spolgloski-lub-y-po-samoglosce;629618.html

      traktować Pottera cruciatusem...
      Brak wielkiej litery w nazwie własnej.

      Może Hogwart nawiązał współpracę z Kościołem, by wygrać z Voldemortem? To mogłoby wyjaśnić ciągłe wzywanie wszelkich bogów, o jakich świat słyszał.
      Kościół. Wszelkich bogów. LOOOOL.

      Dodam jeszcze, że rozmar fontu wam skacze.

      Usuń