czwartek, 15 czerwca 2017

31. A-a-a, czyli co zrobiłaś z Hermioną?!

Witajcie! Wracamy do Hogwartu. Na długi weekend mamy dla Was opko, dzięki któremu dowiecie się, jak należy traktować kolegę, żeby zaprosił was na imprezę, odkryjecie tajemniczą substancję, którą odurzają się adepci magii, a także poznacie niezawodny sposób na podryw. Jak zwykle w przypadku opek, nie oczekujcie, że cokolwiek tu będzie zgodne z kanonem. Miłej lektury!

Analizują: Deni, Vespera Verril i baba_potwór. 

Adres opowiadania: https://www.wattpad.com/story/80601605-dramione-seks-i-magia

Niemiła uwaga
Hermiona siedziała na łóżku w dormitorium i przeglądała podręcznik do obrony przed czarna magią.
-Przecież ty juz i tak wszystko umiesz- Ginny Weasley prychnęła i wróciła do rysowania jakiegoś konia na kartce.
-Przestań. Wogóle nie jestem przygotowana. Mogłam zacząć wcześniej. Teraz muszę uczyć się do SUMów na ostatnią chwilę.
-A kiedy chciałaś zacząć? W żłobku?
Hermiona nie mogła się skupić w towarzystwie skrobiącej po papierze rudowłosej czwartoklasistki. Wyszła do pokoju wspólnego gryfonów, ale wiedziała, że aby czegokolwiek się nauczyć, należy ominąć to pomieszczenie pełne rozgadanych nastolatków.
Na błoniach było bardzo ciepło. Dziewczyna usiadła pod starym kasztanowcem. Dalekiego odgłosy bawiących się ludzi nie przeszkadzały jej za bardzo.  
Przeszkadza jej koleżanka, ludzie w pokoju wspólnym też, ale dźwięki odbywającej się w pobliżu imprezy już nie. Cóż za błyskotliwy umysł!

Właśnie czytała trzeci rozdział demonów i demoników, gdy usłyszała ten wredny głos. Udawała, że nadal czyta, ale na chwile spojrzała w prawo.
Zrobiła zeza rozbieżnego.

To Draco Malfoy i Pansy Parkinson szli przez Błonia w kierunku innych ślizgonów.
Boże jak ona się do niego lepi. No dobra, brzydki nie jest, ale ten charakter. Jak można być aż takim wrednym kurwiszonem? To nie jest dobre miejsce na naukę. No to cholera gdzie ja mam studiować? W kiblu?
Skoro nawet przechodzący w oddali Draco ci przeszkadza, to raczej nie masz innego wyjścia.

Granger wróciła do zamku i stwierdziła, że dość się dzisiaj nauczyła
Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną??

Wieczorem o siódmej pokój pustoszał. Wszyscy udawali się na kolację i tylko Hermione odsypiała noc zarwaną na naukę.
Do kolacji spała? Ta zarwana noc musiała się skończyć koło południa. 

-Wstawaj!- Krzyknęła jej współlokatorka- Angelina Johnson.
Kasztanowłosa wstała jakby usłyszała wybuch bomby.
-Co się dzieje?
-kolacja jest lepiej chodź, bo jeśli chcesz mieć siłę na naukę musisz jeść. Wiem coś o tym. Dwa lata temu na SUMach nie mogłam się skupić, bo nie zjadłam śniadania.
Cóż za dramatyczne przeżycie, godne rozpamiętywania przez lata.

-Juz idę. Daj mi sekundę.
-Okej. Poczekać na ciebie?
-nie musisz.
Ciemnoskora piękność opuściła pokój.
Hermiona spojrzała do lustra.
Ale fryzura. A te wory pod oczami? No dobra. Nie idę przecież na pokaz mody.
Droga na wielką salę zajmowała ponad pięć minut. Trzeba było przejść przez kilka korytarzy i zejść pięć pięter w dół. Gdy dziewczyna z chodziła (a nie bez stała?) na najniższe piętro usłyszała ten sam głos, co po południu:
Naucz się wreszcie, do cholery, stawiać przecinki.

-Dobra, to jak to robimy- Rozpoznała głos tego szczura Dracona.
-mogę skołować olze sklepu Zonka parę kulek a-a-a.- To byl chyba Zabini.
Hermiona udawała, że ich nie widzi i przeszła jak gdyby nigdy nic. Nie umknęło to uwadze blondyna.
-Gdzie się tak spieszysz? Do biblioteki idziesz?
-Gdybyś miał chociaż trochę rozumu wiedział byś, że trwa kolacja.
Oraz jak należy pisać czasowniki w trybie przypuszczającym. 

-Z tego co mówią chłopacy (takie skrzyżowanie chłopców z junakami) z czwartej klasy, to tobie nie potrzeba dodatkowych posiłków.
To była prowokacja. Spojrzała na niego wzrokiem niezainteresowanego klienta w sklepie z samochodami i go (ten sklep?) minęła.
Co on miał na myśli? Ostatnio nabrałam kształtów, ale nie mam aż tak dużych piersi, aby mlodszaki o tym gadały.
A czy on coś mówił o twoich piersiach?
Hermiona nabrała kształtów - czyli pewnie zaokrągliła się po wakacjach. Czy te opka pisze program komputerowy w oparciu o kilka stałych schematów?

Usiadła do stolika pomiędzy Fredem Weasleyem a Harrym Potterem i mając mając głowie słowa wrednego Ślizgona zabrała się za pochłanianie płatków płatków.
Bo płatki to od teraz tradycyjna angielska kolacja.
Płatki wchłaniały się przez skórę – jak się ich dotknęło – robiąc „ślurp!”. 

List
Następnego dnia nie było na nic czasu. Hermione zawał całą noc na naukę.
Wezwijcie pogotowie!

Poszła spać o szóstej a pół godziny później musiała wstać, aby zdążyć na śniadanie.
Jaki był zatem sens kładzenia się do łóżka?

-Hermiona, zawsze tak jest- Ginny Weasley ubierala właśnie skarpetki.
-Jak?- Kujonka próbowała ujarzmić szopę na głowie.
-Najpierw zarywasz noc na naukę a później jesteś nieprzytomny na zajęciach i ledwo co pamiętasz.
Zapominasz nawet, jakiej jesteś płci!
Ludzie w twoim otoczeniu również!

-Juz ty wiesz najlepiej, co ja pamiętam. Weź lepiej podaj mi mój podręcznik od mugoloznawstwa.
-Co? Mugoloznawstwo też? Czy ciebie za przeproszeniem pojebało? Ile przedmiotów wybrałaś na SUMy?
-Wszystkie, jakie się da.
-Ale..wiesz ze teraz od ósmej zaczyna się równolegle opieka nad magicznymi stworzeniami i obrona przed czarną magią?
-Masz demencję? Przecież mówiłam ci, ze McGonagall dala mi ten zmieniacz czasu i mogę być w ilu miejscach na raz?
To ty powinnaś wiedzieć — to w końcu twój zmieniacz.
Zmieniacz czasu był wielką tajemnicą, nawet Harry i Ron o nim nie wiedzieli. A tu proszę, Hermiona rozpowiada o nim na prawo i lewo.
Czy przypadkiem nie miała go oddać pod koniec trzeciego roku?
Uznała go za swoją własność jak niektórzy czytelnicy książki z biblioteki.

-Nie wiem. Może cię akurat nie słuchałam. Często się zdarza. Cały czas pierdolisz o nauce. Dobra ja lecę. Nie spóźnia się na śniadanie.
To nagromadzenie wulgaryzmów zaczyna mnie mocno irytować.
Widocznie w czyimś mniemaniu bohaterowie serii byli zbyt porządni w słowie, jak na nastoletnie dzieciaki.
Węszę tradycyjne opkowe odwzorowywanie obyczajów panujących u auuutorki w gimbazie.
Rudowlosa wyszła. Granger została sama w pokoju. Była już siódma. Zebrała wszystkie potrzebne rzeczy do torby u wyszła z pokoju. W Wielkiej Sali jak zwykle o tej porze panował duży tłok. Prawie wszystkie sidzenia byly zajęte.
Panował taki ścisk, że co niektóre litery trzeba było wyrzucić.

Hermione usiadła obok Rona Weasleya i jakiejś małej Gryfino z pierwszej klasy. Dopiero teraz, gdy do sali wlecialo kilkaset sów pocztowych dziewczyna przypomniała sobie, że dziś jest dzień listów i paczek. Jak zwykle w czwartki.
Niestety, w żadnej paczce nie było podręcznika interpunkcji.

Nie spodziewała się żadnej paczki, ale za to Harry dostał kurwa szóstą miotłę w tym roku od nadzianego chrzestnego.
Zazdrość. Straszna rzecz.
Po cholerę Harry'emu kilka mioteł? I czemu Hermiona jest wroga wobec Harry'ego?

Kasztanowłosa sceptycznie pochodziła do jego prezentów. Twierdziła, że są one zbędnymi gadżetami, a Wybraniec jest juz rozpuszczony jak dziadowski bicz.
No, cóż, Syriusz musiał na coś wydać ten spadek po wuju.
Chłopak od początku niechętnie nastawiony do roli wybrańca, niekochana sierota, miałby jakkolwiek się rozpuścić? Po pierwszych jedenastu latach życia spędzonych w warunkach jakby wręcz przeciwnych do rozpuszczania. Trzymajcie mnie, bo z krzesła spadnę.

Nagle nad stołem przeleciała mała szara sowa i wręczyła pannie Granger mały liścik. Dziewczyna miała brudne ręce od ketchupu, który wylała na nią przed chwila Ron.
Ron też ma problem ze swoją płcią?
Ron to Kopernik i dlatego była kobietą.
Wszyscy w tym opku mają problem ze sobą.

Chłopak myślał, że jest to końcówka produktu, a tak na prawdę otworzył go minute wcześniej.
Na liście widniał napis:
Nauczże się wreszcie zasad pisowni łącznej i rozdzielnej.

Jak chcesz jeszcze zobaczyć swoje notatki, to lepiej zjawiska się dzisiaj o 11 wieczorem na tarasie obok skrzydła szpitalnego. Inaczej twoja nieudana kariera związana z niezdaniem egzaminu odróżniania ektoplazmy ducha a glutów trolla wyląduje w tym szpitalu szybciej niż myślisz.
Poszłabym na ten taras choćby po to, żeby zapytać autora, o co właściwie chodzi w tym tekście.

List był napisany pięknym pismem i zapieczętowany woskiem. To na pewno nie napisał Ron. Tylko to wiedziała. Siedziała teraz z brudnym od ketchupu listem, z twarzą z niewyraźne miną i wpatrywał się w list wielkości połowy kartki pocztowej. Stwierdziła, że pójdzie tam o jedenastej. Pójdzie. ..ale nie sama.

Spotkanie
-Ron- zagadnęła Hermione.
-co?- rudowlosy chłopak oblizywał palce z majonezu
-Co robisz dziś o jedenastej?
-Mam eliksiry, a co?
Jaki debil
Ta opkowa podmieniona Hermiona pięknie traktuje przyjaciół.

-Wiem to. Mam z tobą lekcje. Chodzi mi o wieczór!
-Hermione.. czy ty właśnie umówiłaś się ze mną na potajemną  randkę?
W tym momencie Granger stwierdziła,  że jej piegowaty przyjaciel nie nadaje się na nocne spacery.
-Albo wiesz co.. nieważne.  
Postanowiła więc, że pójdzie z kimś innym. Sama bardzo się bała i stwierdziła,  że może wybierze jakąś dziewczynę do towarzystwa.  
Przed południem orzechowowłosa miała eliksiry.
-Do klasy można wchodzić ciszej. Na prawdę chyba nie muszę was uczyć bezkolizyjnego otwierania drzwi (ale pisowni „naprawdę” zdecydowanie tak)- Snape jak zwykle pieprzył coś o swoich wrażliwych uszach.
Już wiem, ktoś tu pomylił zaklęcia i podmienił Hermionę na stereotypową dresiarę z blokowiska. Obstawiam, że do końca opka zwyzywa co najmniej dwie osoby, a jednej da w mordę.
Gdyby takie postaci były w prawdziwej serii, nikt nie przeczytałby „Harry'ego Pottera” do końca.

Hermione korzystając z zamieszania podeszła do kociołka Parvati Patil.
-Parvati! Co robisz przed północą?
-Ee? Śpię?- Hinduska rozpakowała fiolki z wywarem i składnikami do eliksirów.
-Możesz iść ze..?
-Cisza! Na swoje miejsca. Potter, zawiązać sznurówki. Chyba nie chcesz złamać nogi przed rozgrywkami quiditcha? Nie, żebym bardzo żałował straty Gryfonów. 
Orzechowłosa (Hermiona wplata we włosy gałązki z orzechami, czy ki diabeł?)(kasztany wyszły z mody) nie miała już pomysłu z kim może pójść i spotkać się z osobą,  która ma jej notatki. 
Dobra. Pójdę sama. Po tym, jak wytrzymałam pierdnięcie Goyla idącego obok mnie, nie powinnam się bać juz niczego.
Wyrobiła w sobie odporność na broń chemiczną, to akurat ciekawa umiejętność :)
#ElementKomiczny

Za dziesięć jedenasta Hermione wyszła z dormitorium i pomknela w stronę skrzydła szpitalnego. Kilka minut później znalazła się na tarasie. Nikogo nie było. W sumie dziewczyna przyszła przed czasem. Hogwart położony był w pięknym miejscu. W oddali widać było góry,  a sam zamek okalał las.
Ustalenie, co okalało, a co było okalane, zostawiamy czytelnikom.

W sumie mógł mieć powierzchnię połowy Szwajcarii.
Połowa Szwajcarii to 20000 kilometrów kwadratowych. Sporo, niezależnie od tego, czy jest to powierzchnia lasu, czy zamku (z tekstu opka nie wynika to w żaden sposób). Tym bardziej, że jest to nieco ponad osiem procent powierzchni Wielkiej Brytanii.

 Był ogromny. 
Nagle ktoś dotknął jej ramienia. Granger odwróciła się.
-Malfoy? Czego chcesz?
-Przechodzimy do sedna? Może najpierw  się przywitasz?
-Cześć. Czego chcesz? 
Jego usta zamknęły się w niewyraźną  linię.
Były trochę rozmazane.

-Mam twoje notatki.
-Czego chcesz w zamian?
-Czemu od razu w zamian? Nie spodziewasz się po mnie dobroduszności?
Dziwne. Przecież dobroduszność to pierwsza rzecz, z której Malfoy jest znany.

-Niekoniecznie. 
Blondyn wyciągnął papierosa i zapalił go.
Papierosa, jak zwykły mugol? Po Malfoyu spodziewałabym się raczej fajki albo super wypasionych luksusowych magicznych cygar.
Może kieszonkowe mu się zredukowało na tyle, żeby nie było go stać na coś lepszego?

-Chcesz jednego?- pokazał Granger paczkę.
-Nie palę. Czego chcesz?- powtórzyła.
-No dobra. Nie wkurzaj się.  Wiem ile dla ciebie znaczą te notatki. A mi bardzo zależy na fasolkach a-a-a od sklepu Zonka. Niestety do Hogsmeade idziemy dopiero w listopadzie. To za miesiąc. Potrezebuje ich bardzo. A wiem, że twoi rudzi.. koledzy..- tu zrobił pałzę (to chyba jakiś nieprzyzwoity gest, ta pałza) i wykrzywil sie- mają ich sporo.
Fabuła tego opka ssie. Malfoy szantażuje Hermionę, żeby zdobyć od Weasleyów jakieś fasolki normalnie dostępne w sklepie? Nigdy w to nie uwierzę, kanoniczny Malfoy nigdy nie zniżyłby się do współpracy z Gryfonami. Ale tu chuć jest silniejsza od kanonu...
Przecież czarodziej z czystokrwistego rodu nie może tyle czekać na wyjście do Hogsmeade, aby zdobyć to, czego chce! 

-Chodzi ci o Freda i George'a?- Bliźniacy zawsze lubili płatać   innym  kawały,  wiec posiadanie przez nich wspomnianych fasolek było oczywiste. Chcieliby w przyszłości założyć sklep, który zdetronizowalby Zonka.
-Po co ci one?
-Nieistotne.- Draco był bardzo tajemniczy. Było w nim coś pociągające.
Katar miał.

Ale to tylko Malfoy. Zjebany Ślizgon z piątej klasy.
-Dobra. Będę je miała. Kiedy chcesz?
-Za dwa dni. W sobotę.
-A kiedy dostane notatki?
-W sobotę. 
Granger pokiwała głową na tak i poszła. Odwróciła się jeszcze na chwilę, aby spojrzeć na chłopaka. Jego umięśnione ciało,  błąd (na błędzie i błędem pogania) włosy i świecące blade oczy wywoływały w niej dziwne dreszcze.
Też bym dostała dreszczy, gdyby mojemu rozmówcy zaświeciły oczy.

On też się na nią patrzył zmierzając (dokąd mianowicie zmierzał?) ja od stóp do głów. Na twarzy nie miał wyrazu tylko ciągi cyfr. Dokończył papierosa i poszedł do lochow, gdzie mieściło się dormitorium Slytherinu.

Wręczenie fasolek
Kolejnego dnia Hermione nie mogła się w ogóle skupić. Na wszystkich lekcjach myślała o fasolkach, które musi wyciągnąć od bliźniaków Weasleyów. Po południu, jak zwykle w piątki odbywał się trening quidditcha Gryfonów. Fred I George byli obrońcami.
Pałkarzami. Obrońca jest tylko jeden. Litości, jak można nie sprawdzić nawet tak podstawowej informacji.

O szóstej Granger zasiadla na trybunach. Było zimno, a dziewczyna nie założyła na siebie nic, prócz swetra. No oczywiście miała tez bieliznę i spodnie.
Ha ha, no oczywiście.
Ale o butach auuutorka nie wspomina, więc Hermiona zapewne była boso.
Do tego sweter narzuciła na gołą skórę.

Bracia zeszli z boiska jako ostatni. Orzechowołosa podeszła do nich.
To ona z plemienia Wołosów?

-Cześć chłopaki.
-Hej Hermi właśnie gadaliśmy o tym balu świątecznym.
-Co? O kurde to już za miesiąc.
-Nie wiesz, która dziewczyna jest wolna i mogłaby pójść z Nevillem Longbottomem? Biedak myśli, że pójdzie sam.
-Może Luna?
Kurwa. Z kim ja pójdę? Może z Ronem. Mam nadzieję, że mnie zaprosi.
Któż nie chciałby pójść na bal z tak czarującą, młodą damą z orzechami we włosach?
Zwłaszcza Ron, do którego dama odnosi się per „debil”.

-Mam do was prośbę. Potrzebuje czegoś co zapewne macie
-O nie. Więcej nikomu mapy nie dajemy. Raz Filch przyłapał prawie Harry'ego. Co za down. Myśli, że jak nosi czarne ubrania, a sciany sa ciemne, to nikt go nie zauważy.
-Nie. Chodzi mi o fasolki a-a-a.
-Nigdy nie robiłaś kawałów. Po co ci one?
Wymyśl coś.
-To pomoże mi odpocząć i zregenerować siły w weekend.
-Wiesz, że zaledwie po jednej fasolce człowiek śpi z dwa dni?
Te fasolki to jakieś magiczne dragi. A-a-a brzmi jak skrót od amfetamina. 

-No wlasnie-staralam się brzmieć naturalnie- tyle trwa weekend. To jak będzie?
-Dobra- odrzekł niepewnie Fred- ale ile tego chcesz?
-No.. kilka.
-Kilka?
-No nie wiem- strasznie naciskali- pięć, sześć. .dziesięć?
Skąd ja mam wiedzieć, ile fasolek chce Malfoy? Chyba nie potrzebuje  kilograma.
-ile chcecie za jedną?
-To będzie prezent. Damy Ci dziesięć.
George wyciągnął kilka fasolek z kieszeni.
-Zawsze macie je przy sobie?- w sumie nie zdziwiło jej to. To przecież Weasleyowie.
Kolejnego dnia chciała dawała Ronowi jakieś oznaki, aby zaprosił ją na ten jebany bal. Raz powiedziała nawet:
-Wiesz, że nie mam z kim iść na bal? Ale rudy chyba nie zajarzył.
No, byłoby dziwne, gdyby opkowy Ron okazał jakiekolwiek oznaki posiadania mózgu. Ludzie, ratunku...
Na obiedzie spoglądała cały czas w stronę stołu ślizgonów. Draco dawał jej wyraźne znaki, aby wyjść teraz z Wielkiej sali. Na szczęście Hermione zabrała wcześniej fasolki z dormitorium.
Skąd to e na końcu imienia głównej bohaterki? Żeby to jeszcze autorka konsekwentnie stosowała taki zapis, ale tego nie robi (sprawdziłam).
Może to taka subtelna aluzja, że ten koszmarek nie ma nic wspólnego z Hermioną z powieści.

-Ile ich masz?
-Dziesięć.
-Musiały trochę kosztować. No masz ty swoje notatki- wręczył jej jakieś zapiski.
-Nie wydałam ani knuta. Niektórzy ludzi nie zwracają uwagi tylko na pieniądze. Dobra pa.
-Czekaj no.- był zazenowany.Granger chciała zostać. Ten głupi blondyn sprawiał, że włoski na jej rękach stały na baczność.
Jest na to specjalne zaklęcie?
Windgardium Levio-saaa!

-Co?
-Idziesz na ten bal?
-Pewnie ze idę.
-Ta? Z kim?- miał niedowierzajacy ton.
-Nic ci do tego. A ty z kim idziesz? Niech zgadnę. .. Pansy Parkinson?
-Nie. Chciałem zaprosić kogoś innego, ale ona chyba nie jest zainteresowana.
-Aha? Skąd możesz to wiedzieć.
Obydwoje wiedzieli, że mówią o sobie, ale i tak udawali, że mają siebie w tyłku.
Rozumiem, że pytanie o cel tej szopki nie ma sensu.
Zawiłości ludzkiego umysłu wydają się być dobrą przykrywką braków w konstrukcji postaci.

-Dobra idę z Pansy, to nie ma sensu.
Patrzyli na siebie dłuższą chwilę. Później drzwi od wielkiej sali się otworzyły i wyszedł Snape.
-Co tu się dzieje?- nie musiał pytać. Po spojrzeniach nastolatków było widać, że iskrzy między nimi.
-Pa- Hermione odeszła na górę.
Co to było?
Też sobie zadaję to pytanie. Miło jest, kiedy opko samo się analizuje.
Relacje Międzyludzkie Instant marki Opko. Najtańszy i najgorszy jakościowo produkt tego typu na rynku. 

Korytarz
W niedzielę Orzechowłosa nie uczyła się wcale. Zamiast tego myślała o dziwnym zdarzeniu. Arystokrata z piątej klasy podrywał ją (chyba) i chciał ją zaprosić na bal (chyba). No właśnie. CHYBA.
Coś sobie ubzduralam. Czemu on miałby chcieć się ze mną umówić? To jebany egoista w dodatku obrażał wcześniej moja figurę (jej figura nigdy mu tego nie wybaczy). Po co on się na mnie patrzył? Psychopata.
Cholera, na mnie codziennie patrzą dziesiątki ludzi — na ulicy, w sklepie, w banku, na poczcie... Pojęcia nie miałam, ilu psychopatów mnie otacza.

Na domiar tego, dla niego liczy się czystą  krew...a ja jestem szlamą.
I, jak przystało na Hermionę Granger, używam w stosunku do siebie słów uznanych powszechnie za obelżywe.

-Hermione, dobrze się czujesz?- Wybraniec wyrwał ja z zadumy.
-Tak. Wszystko okej. Harry? Z kim idziesz na bal?
-A co? Nie masz z kim iść?
-Nie no.. może pójdę z Ronem.
-Odpada.
-Co czemu?
-Lavender Brown.
-Co? Ona z nim idzie?
-Ta. Zapytał jej dzisiaj przy śniadaniu.
-A to sucz.
Tak, opkowa Hermiono, obudź swoją wewnętrzną dresiarę :)
Dziewczyny, wystrzegajcie się przyjmowania jakichkolwiek propozycji od chłopaków, bo to już symptom bycia sucz.

Ich rozmowę przerwali Weasleyowie.
-Cześć Hermi. I jak tam fasolki? Nie miałaś przypadkiem spać cały weekend?
-Co jakie fasolki?- Harry próbował obczaić sytuację,.
-Żadne. Sorry, ale muszę już lecieć.- I wyszła.
Pewnie Fred i George rozmawiają z nim teraz o gadżetach ze sklepu  zonka.
Granger blakala się po korytarzach szkoły do wieczora. Stwierdziła, że to dobra okazja, by poznać nieodkryte zakamarki Hogwartu. Zeszła do lochow, gdzie była tylko na korytarzu klasy eliksirów. Zboczyła z trasy, aby obejrzeć inne korytarze. Podobno w podziemiach można znaleźć cenne księgi.
Leżą porozrzucane na posadzce.

Dobra okazja, aby się czegoś z nich nauczyć. Nagle dotarła do bogato zdobionych dużych...ogromnych drzwi z jakiegoś ciężkiego metalu. Dookoła widniał podobny węża i jakiegoś mężczyzny.
Co widniało i co było podobne do węża i mężczyzny, to już, czytelniku, sam sobie dośpiewaj.

Hermione wiedziała kto ro- Salazar slytherin. Jeden z czterech założycieli szkoły. Spróbowała je (mniejsza z tym, do czego ten zaimek się odnosi) otworzyć, ale jak się spodziewała, każde dormitorium zapieczetowane jest hasłem. Lepiej było nie zadzierać z tymi drzwiami. Jeszcze coś wyskoczy, albo zacznie krzyczeć, jeśli nie poda się odpowiedniego hasła.
Hermione wróciła na korytarz główny. Nagle usłyszał anatomy głos (Jaki głos? Atomowy? Anatomii? Anatemy?). Chciała się ukryć za zbroją, ale stwierdziła, że chce z nim pogadać ponownie. Niestety szli z nim też Crabbe i Goyle. Nagle chłopak zobaczył Orzechowłosą i zwolnił kroku.
-Ej. Czekajcie. Muszę jeszcze coś zrobić. Zostawcie mnie.
Granger spojrzała na niego. Draco widocznie chciał chciał nią pogadać.
Upieram się, że znacznie wygodniej gadałoby mu się ustami.

-Hej.
-Hej. I jak? Pansy się zgodziła?
-Nie pytałem jej.
-To idziesz sam?
Podszedł do niej. Jego wzrok nic nie zdradzał. Patrzył na jej usta.
-A ty idziesz z kimś?
-Nie wiem. Jeszcze nie wiem.- wiedziała co ją czeka. Ale czemu on to robi?
-A chcesz iść ze mną?
On był taki seksowny. Jego mięśnie przeswitywaly przez koszulkę.
Świecące mięśnie i atomowy głos... Draco, czy ty przypadkiem nie jesteś ostatnio jakiś bardziej PROMIENNY?
Ja już nawet nie pytam, jak nienawiść zmieniła się w pożądanie tak prędko.

Jego usta przybliża się coraz bardziej. W końcu mnie pocałował.
He he, ałtorka za mocno wczuła się w fabułę.
Tak się kończy mieszanie do opek wątków autobiograficznych.

To byl długi i namiętny pocałunek. Moja ręką była przewieszona na jego ramieniu, a druga dotykał jego torsu. Był taki umięśniony. Nie wiedziałam, że ćwiczy. Później odsunelam się od niego patrzylismy sobie chwile w oczy i odeszłam.
-To znaczy, że się zgadzasz?
Najpierw odeszła, a potem on ją zapytał? Krzyczał za nią?

Hermione uśmiechnęła się i poszła do dormitorium.

Jak zaprosić dziewczynę na bal (według tego opka):
1. Ukradnij coś, co należy do niej.
2. Zaszantażuj ją i zmuś do zdobycia dla ciebie narkotyków.
3. Dokonaj wymiany: ukradziona rzecz za prochy.
4. Zagadaj ją w odludnym miejscu atomowym głosem i poświeć mięśniami.
4.a.Pocałuj ją namiętnie.
5. Laska jest już twoja.

Ps. Nie próbujcie tego w domu!
Ani nigdzie indziej.

środa, 31 maja 2017

30. Anioły i demony, czyli cudzysłowy latoś obrodziły

Witajcie w to pochmurne popołudnie! Pogoda nie nastraja optymistycznie, więc na rozweselenie mamy dla Was opko o dziecięciu diabła i anielicy. Poznacie niebezpieczne związki nieba z piekłem, dowiecie się, w jaki sposób szatany wodzą ludzi na pokuszenie i jakiej muzy słucha się w piekle. Uważajcie tylko, żeby Was nie przysypała lawina cudzysłowów, w których auuutorka jest zakochana. Miłej lektury!

Analizują: J, Deni, Vespera Verril i baba_potwór.

Adres opowiadania: https://www.wattpad.com/story/34256304-nicole-córka-diabła-i-anielicy-zawieszone

Prolog - To nic nowego, jak... To po prostu koszmar
Mamy streszczenie dzieua.

"Wspinam się po marmurowych schodach.
Kiedy ludzie się nauczą, że albo cudzysłów, albo kursywa, a nie oba?

Otwieram ciężkie, mosiężne drzwi i wchodzę do budynku. Przede mną rozprzestrzenia się wielki ołtarz oraz niezliczona ilość ławek.
Skoro ilość, to oczywiste, że niezliczona, bo ten rzeczownik oznacza rzeczy niepoliczalne. Do policzalnych (w tym ławek) stosujemy słowo „liczba”.

Zauważam, że wszystko jest czarno-białe. Podnoszę pod swoje oczy dłonie i obracam nimi, a po chwili stwierdzam, że moje ubrania, jak i moje ciało zmieniły kolor. Wychodząc z zadumy zamykam drzwi, kieruję się pod ołtarz, a z każdym kolejnym krokiem czuję, że moje nogi stają się coraz to cięższe. Nagle w mojej ręce pojawia się krzyż, a obolałe stopy dają się we znaki i upadam, przez co replika cierpienia Jezusa łamie się na pół i wypływa z niej szkarłatna krew.
To ona musi być strasznie wielka, skoro upadając łamie repliki ukrzyżowanego Jezusa.
Replika była chyba zrobiona z patyków, skoro się złamała, gdy bohaterka upadła. 

Wtem słyszę zawodzenie...
Z kaplicy wychodzi mnóstwo zamaskowanych postaci, a ubrane są w płaszcze z kapturami zakrywającymi ich twarze.
To Dementorzy, uciekaj!

Idą do mnie, a jedna z nich zdejmuje maskę, przeżywam szok... Nade mną stoi moje drugie "ja", a podchodzi do niego kolejny osobnik i czyni to samo, wcześniej obejmując "mnie" w pasie i rzekł. - Widzisz, kochanie jakie te dzisiejsze anioły nieposłuszne? Nicole, proszę o uśmiech. 
Selfie z aniołami! 
Cziiiis!
I na Instagram.

- Zwraca się do mnie przystojny (Oczywiście przystojny... w ogóle było kiedyś opko z bohaterem o chociażby przeciętnej urodzie?) (chcesz podważyć fundamenty opkoTFUrczości?), ciemnowłosy chłopak i wtedy czuję, jak wokół moich nadgarstków oraz kostek pojawiają się łańcuchy.
Po chwili wchodzi jakiś mężczyzna, na którego twarzy rozciąga się szeroki, straszny uśmiech (tak się rozciąga i rozciąga, aż gość zaczyna się śmiać dookoła) i rzuca w moją stronę sztylet, który ugadza mnie w serce (wcześniej ugodził w podręcznik gramatyki, akurat w rozdział o czasownikach dokonanych i niedokonanych, w związku z czym nie mialam szans zapoznać się z nim), a przed oczami stają mi obrazy: zabójstw, morderstw, gwałtów, samobójstw, tortur..."
Morderstwo od zabojstwa różni się tym, że...?

W tym momencie budzę się z krzykiem, a po moich policzkach ściekają mi łzy. W odróżnieniu od sytuacji, kiedy łzy ściekają mi po policzkach cudzych, czyli płaczę per procura. Chwytam swoje włosy (to dobrze, że swoje, bo szarpać innych za włosy jest nieładnie) i kołyszę się, aby się uspokoić. Po krótkiej chwili drzwi do mojego pokoju otwierają się i wpada do niego, co najmniej połowa piętra moich egzorcystów.
Główna bohaterka miała koszmar! Szybko zbudźmy wszystkich, bo jeszcze pomyśli, że nie jest ważna! 
Szybko, ludzie! Fabuła się zaczęła!

Pośród nich szukam przerażonym wzrokiem przyjaciół. Natychmiast przy moim łóżku pojawia się mój partner i "sąsiad" z ławki - Christopher (który nie doczekał się szczegółowego opisu, jak pozostali) (przecież wiadomo, że przystojny, inaczej nie byłoby go w opku), Victoria - Znam ją odkąd pamiętam. 19-latka ma długie, czarne włosy oraz heterochromię (różnobarwność tęczówek). Jej prawe oko jest w kolorze soczystej trawy, a lewe błękitne. Posiada cztery kolczyki w jednym uchu, a w drugim dwa. W nosie posiada natomiast słownik poprawnej polszczyzny, który wyraźnie wskazuje, kiedy można użyć czasownika „posiadać”. Na plecach ma wytatuowany napis: "I'm without feelings and I know it.",a na prawym ramieniu wilka. - Elizabeth - To ona pierwsza zechciała ze mną rozmawiać. Ma krótkie, przefarbowane włosy na kolor biały, tak długo, że nie mogę sobie jej wyobrazić w naturalnych. Jeżeli napiszę, że szyk wyrazów w języku polskim jest swobodny, a nie dowolny, auuutorka i tak nie zrozumie. Posiada piwne oczy (Trzyma je w sejfie czy pod poduszką?)  i kolczyk w wardze. Liczy już 20 lat i jest z nas najstarsza. (Brzmi, jakby miała się zaraz rozpaść na kawałki z tej starości - bo w tym wieku to już się nie powinno żyć :)) - oraz Matthew - Na nim nigdy się nie zawiodłam.Jest to brązowołosy 17-latek z ładnie umięśnionym ciałem. Oczy ma w kolorze ciemnej czekolady.
Ci z ładnie umięśnionym ciałem i ciemnymi oczami z definicji są niezawodni.
Przy kopiowaniu nie został pominięty żaden enter. To po prostu bardzo (!) naturalny opis postaci. 

- Dobrze. Koniec "przedstawienia". Prosimy wszystkich o wyjście! - Wyprosił wszystkich. popychając mieszkańców do drzwi.
- Wszystko w porządku? - Pyta mnie Victoria, bojąc się mnie dotknąć, kiedy zobaczyła moją histerię.
- Nie widzisz?! Jest roztrzęsiona... - Stwierdza zdenerwowana Elizabeth i kładzie swoją dłoń na moim kolanie, które drży. Nie wytrzymuje ciężaru zaimków dzierżawczych, którymi auuutorka sypie jak chłop ziarnem przy siewie.
- Znowu "TEN" sam koszmar? - Dopytuje Chris i zagryza wargę.
- T-Tak... - Wyduszam z trudem, ale dodaję. - T-Tym razem... K- Ktoś mnie z-zabił.
Niestety, nieskutecznie.

Rozdział 1 - Wypadek i nieoczekiwana zmiana

Po "wspaniale" przespanej nocy ubieram się do szkoły w mundurek, który składa się z: krótkiej, czarnej spódnicy, żakietu i półbutów tej samej barwy oraz białej koszuli z mankietami, za kolanówek (za czym ten kolanówek i co to w ogóle jest?), czerwonego krawacika - Każdy kolor odpowiada danej klasie w liceum. Ja jestem w drugiej. W pierwszej klasie obowiązuje żółty, a w trzeciej granatowy.
I tak - autorka stosuje swoją unikalną technikę korzystania z myślników. 
Dziwny ten kod kolorów: czarny, żółty i granatowy. Ciekawe, czy będzie to dalej wyjaśnione w tekście, czy to po prostu ulubione kolory autorki.
Wyjaśnione? W opku? Noweś. W opku źródłem wszelkich informacji jest encyklopedia pod tytułem „przecież wiadomo”.

Nasi młodzi egzorcyści nie tylko chodzą do "normalnej" szkoły, ale również do tej specjalnie przystosowanej do naszej instytucji. Pewnie jesteście ciekawi, co robi tu "dziecko"? Cóż... Z tym wiąże się historia.
Ale kto jest tym dzieckiem? No i jakoś nie chwytam tego zwracania się do czytelnika.
A ja chętnie bym się dowiedziała, co to za instytucja.

"Kiedy byłam małym szkrabem hej, który nie zdołałby nic z tego okresu zapamiętać - Tak przynajmniej mówią opiekunowie. - moi rodzice, którzy też byli egzorcystami, zostali zabici przez jednego demona z Gwardii Lucyfera za brak pojęcia o interpunkcji i stosowaniu wielkich i małych liter. To nie było "zwykłe" morderstwo. Z pewnością nie! Na początku były tortury... I to nie byle jakie, ale lepiej nie wspominać. Gdy im się to "znudziło", rozpruli mojemu tacie klatkę piersiową i żywcem wyrwali mu serce. Mama, kiedy to zobaczyła, wzięła jakiś miecz przywieszony na ścianie i sama skróciła sobie życie."
Matka musiała mieć bardzo długie ręce.
Nurtuje mnie pytanie, dlaczego nie sięgnęła po miecz wcześniej i nie próbowała obronić siebie i męża.

Do dziś nie wiem, czemu i mnie nie zabili... Przecież diabły nie znają litości.
Pozostawienie Merysujki przy życiu to przecież akt bestialstwa wobec ludzkości!
Właśnie taki był plan diabłów - zostawić ją przy życiu, żeby inni musieli cierpieć.
Każdy, kto się zetknie z Merysójką, ma ochotę ją zamordować, a od tego do śmiertelnego grzechu tylko krok. A szatanom w to graj.

Moje myśli przerywa dla mnie charakterystyczne, a dla innych zupełnie niecharakterysytyczne, pukanie do drzwi. Po chwili otwierają się i staje w nich Chris, który oparł się nonszalancko o framugę. - Musimy już iść, bo się spóźnimy. - Mówi, kiedy widzi, że ubieram buty.
Najważniejszej informacji zabrakło: w co ona ubrała te buty? Obstawiam rajstopki i czapeczkę.
Zależy od pory roku, przecież w lato nie ubierzesz butów w rajstopki, bo się zgrzeją!

- Czy ty zawsze musisz wchodzić tu nieproszony? - Podnoszę brew, przerywając wiązanie sznurówek i patrzę na niego.
- Hmmm... - Zamyślił się, drapiąc się po podbródku i dodaje z uśmiechem. - Tak!
- Nigdy się nie zmienisz... - Wzdycham z politowaniem i po chwili słyszę rozbawione potwierdzenie Matt'a, który przechodził przez korytarz. - Jeśli on zmieni swoje nastawienie, to demon się zakocha.
- Ja ci zaraz coś zrobię! - Woła rozdrażniony. Zaczyna biec za nim, bo Matt zaczął uciekać. Po holu roznoszą się krzyki "kłótni'.
- Ech... Chcę, żeby tak było zawsze. - Mówię do siebie pod nosem z lekkim uśmiechem, po czym zakładam torbę z książkami na ramię i zamykam drzwi na klucz, wychodząc z pokoju do szkoły.
Zadziwia mnie z jaką szczegółowością opkowi autorzy opisują mało ważne rzeczy np. co ubrała rano, po ilu schodach zeszła na śniadanie, jaki kolor włosów miała kompletnie niepotrzebna postać drugoplanowa. Iście naturalistyczne opisy. 
Za to ważne rzeczy zostają potraktowane po łepkach. 

***
Siedząc na krześle, pobijam (co to znaczy i co to za język? Bo na pewno nie polski) końcówką długopisu o ławkę z niecierpliwieniem. Co chwilę zerkam na zegar, a z oddali słyszę nużący głos mojej nauczycielki od chemii, na którą nikt nie zwraca zbytniej uwagi.  
Uczniowie zajmują się swoimi "sprawami"... Jedni piszą dyskretnie SMSy oraz słuchają muzyki na słuchawkach, drudzy puszczają samolociki po klasie i rysują po zeszycie, a jeszcze inni - W tym i ja - odliczają czas do końca lekcji, aby uwolnić się od nudy, zadań domowych, sprawdzianów i straty czasu.
Taak, przyswajanie wiedzy to taka strata czasu. I nie ma ani jednej osoby, która byłaby zainteresowana nauką. Smutne to i straszne.
No właśnie - w każdej klasie jest jakiś „kujon”, co słucha nawet najnudniejszych nauczycieli. 

Moje rozmyślania przerywa pani profesor swoim krzykiem, o który nigdy nie posądziłabym jej oraz uderzenie dziennikiem o blat biurka. - Jest to 60-letnia kobieta z siwymi włosami, upiętymi w staromodnego koka, mająca wiele zmarszczek w okolicach oczu, które kiedyś pewnie niebieskie, stały się z "biegiem" czasu szare. Nauczycielka nosząca się z okularami na czubku nosa, które ciągle poprawia środkowym palcem, gdy spadają jej z niego. Ubrana w tej chwili w długą poza kolano szarą spódnicę oraz białą koszulę, która została zakryta przez tego samego koloru, co spódnica żakietem. Na nogach miała czarne buty na niskim obcasie wypolerowane tak, że można byłoby się w nich przejrzeć.
Czyli typowy obraz starszej nauczycielki. Za grosz oryginalności w tym opku.
Emmanuel Macron ze swoim stosunkiem do nauczycielek wciąż jest raczej wyjątkiem niż regułą.
Mnie bardziej bawi, jak naturalnie autorka przeszła z akcji (krzyk nauczycielki) do opisu wyglądu postaci. 
Powiem więcej - bardzo szczegółowego opisu wyglądu i ubioru. A potem i tak wszyscy zapomną, co miała na sobie ta postać, łącznie z ałtorką.

 - Staruszka patrzyła w naszą stronę z gniewem w oczach (zapewne miała już dość naszego udawanego uważania na jej lekcjach). Zachrypnięty głos ze wściekłość jeszcze bardziej nami wstrząsną. - Co to ma wszystko oznaczać??! Ja się tu produkuję, a wy nawet nie zamierzacie mnie słuchać!! Wymagam od was tylko tego, a nie byście byli konkursowiczami czy szóstkowiczami. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką młodzieżą, jak WY! I...- W tym momencie łapie się za serce z krzykiem, tym razem bólu, po czym upada z głośnym hukiem.
Czy tylko ja wyobrażam to sobie, jako groteskową scenę w teatrze?
Opkowy kanon posunięty o krok dalej: w zwykłych opkach nagle i tragicznie umierają rodzice, w naszym pozbywamy się rónież nauczycieli.

Po klasie roznoszą się piski przerażenia dziewczyn oraz głośne wciąganie powietrza przez usta chłopaków. Z nie mniejszym strachem wstaję ze swojego miejsca i biegnę w stronę naszej wychowawczyni. Padam na kolana, podnoszę jej rękę, podwijając lekko rękaw jej marynarki. Ściągam srebrny zegarek,  po czym sprawdzam swoją dłonią puls na jej nadgarstku.
Tętna przy udzielaniu pierwszej pomocy się nie sprawdza...
Oj tam, oj tam.
Być może kluczem do tej sceny jest ściągnięcie srebrnego zegarka.

- Chris, chodź tu szybko! - Wołam mojego przyjaciela, który ani na chwilę nie traci swojego rezonu i podbiega do mnie. - Trzeba będzie zrobić masaż serca i wprowadzić tlen do płuc, bo puls jest ledwo wyczuwalny.
Mary Sue w akcji - zaraz okaże się, że jest dr. Housem w przebraniu. 

- Już się robi, Nicole. Ktoś z was niech zadzwoni po pogotowie i któraś z w końcu może poszłaby po nauczyciela, co?! - Mówi poddenerwowany, patrząc na dziewczyny z klasy, kiedy ściągał bluzę.
Dlaczego się zdenerwował? Bo nauczycielka zasłabła, bo musi udzielić jej pomocy, czy też dlatego, że obnaża się przed koleżankami?
Pewnie przez ostatnie lato nabrał kształtów i boi się pokazać. 
Kolejna reguła pierwszej pomocy: prosząc o pomoc, nie mówi się do ogółu, bo wszyscy wymigają się od odpowiedzialności. Trzeba wskazać konkretną osobę, by poczuła się w zobowiązaniu wykonać polecenie.

- Tak jest! - Usłyszeliśmy tupanie obcasów naszych koleżanek i stukot wybieranego numeru w telefonie przez któregoś z naszych, jakże "poradnych" kolegów.
W tamtym momencie ja i Chris rozpoczęliśmy reanimację, która trwała dopóki nie przyjechała karetka i jej "nie przejęli". Cała nasza klasa stała na parkingu przy szkole z jakimś opiekunem tejże placówki (opiekun placówki dba, żeby placówka regularnie jadła posiłki, wysypiała się i zawsze była ubrana stosownie do pogody), a za oknami widzieliśmy zainteresowane oraz przejęte twarze uczniów i nauczycieli.
Zainteresowane po lewej, przejęte po prawej.
                            
Z niemrawymi minami wróciliśmy do Instytutu. Wszyscy byli w szoku związanym z zachowaniem Chris'a. Zawsze wesoły, optymistycznie patrzący na świat chłopak, siedział przy mnie, wolno żując obiad.
No faktycznie - bardzo dziwne zachowanie dzieciaka, który przed chwilą musiał ratować życie nauczycielce.
Z tego wstrząsu wsadził sobie potrzebny jak wrzód na tyłku apostrof.
Jedzenie obiadu u boku Merysujki musi być rzeczywiście dziwne.

Matt i Elizabeth patrzyli na niego, jak na kosmitę z innej planety. No tak... Nigdy jeszcze nie widział człowieka "ocierającego się" o śmierć. Razem z Victorią popatrzyłyśmy na siebie z rozumieniem.
Niestety, nie jest to rozumienie tego, co same piszemy.

Po zjedzonym posiłku udaliśmy się do siebie. Matt zabrał Chris'a ze sobą, żeby móc z nim spokojnie porozmawiać. W tym czasie zadzwonił mój telefon... Zostałam powiadomiona o grasującym demonie w opuszczonym kościele w dzielnicy Londynu. Przebrałam się i poszłam po swojego partnera.
http://www.clipartpanda.com/categories/girl-super-hero-clip-art


Rozdział 2 - Demon, fałszywy przyjaciel i wspomnienia

Półmrok panował w pomieszczeniu, a ciszę przebijały tylko nasze kroki. Szłam z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Moje niebieskie oczy emanowały spokojem, a z natury rude, kręcone włosy stały się, tak czerwone jakby płonęły.
Ze wstydu, że ich właścicielka nie wie, gdzie należy stawiać przecinki.

Miałam na sobie czarną bokserkę, a na nogach tego samego koloru krótkie spodenki oraz buty za kolano na wysokim obcasie.
Wyglądała seksi, bo kiedy ratujesz świat przed demonami to najważniejsze.
Kij z tym, że obcasy redukują jej szanse w jakiejkolwiek walce do zera.

Co chwilę mogłam spostrzec, ukratkowe zerkanie mojego partner - Chris'a.
Ukratkowe zerkanie - zerkanie przez kratki.

Był on ubrany podobnie do mnie... Tyle, że on w czarne, obcisłe spodnie, buty oficerki oraz tej samej barwy, co spodnie podkoszulek.
Czepnę się trochę: czy będzie mu wygodnie zabijać potwory w obcisłych spodniach?
Supermen nie narzekał.
Ciemne i obcisłe ubrania, nieokrzesane fryzury... Mhm, mam wizję postaci z jakiegoś mrocznego anime o polowaniach na potwory.

Na jego głowie "wił się gąszcz" nigdy nieokrzesanych, kruczoczarnych włosów (wyobraziłam sobie żywe włosy) (nihil novi sub Sole — Meduza takie miała), a jego oczy były, niczym tunele, śmierdziały i były pełne szczurów. Tylko pod dobrym światłem można było określić, gdzie kończy się źrenica.
Kiedy dotarliśmy pod drzwi naszego celu, były one zamknięte. Co każdy normalny człowiek zrobiłby? Chris naparł bokiem swojego ciała (bardzo to uprzejme z jego strony, że użył swojego ciała, a nie jej) na drzwi i z hukiem roztrzaskały się. Niczym dżentelmen (po mistrzowsku udaje) przepuścił mnie jako pierwszą i ukłonił się, jak kamerdyner. Dygnęłam w podzięce i z kieszeni wyciągnęłam zapalniczkę, po czym podpaliłam pochodnię wcześniej wyciągniętą z "kinkietu".
Nadal nie wiem, co zrobiłby każdy normalny człowiek. 

Nie wiem, ile szliśmy, ale z pewnością długo. Z każdej strony otaczały nas pajęczyny, a po nogach "coś" mi chodziło. - Nawet nie chcę wiedzieć, co to było... W pewnej chwili usłyszeliśmy szelest i szaleńczy śmiech, zaraz potem kroki, jakby ktoś bawił się z nami w "Ciuciubabkę".
Zaczynają mnie denerwować te cudzysłowy.
Dopiero zaczynają? To i tak odporna jesteś.

- Przestań! Nie mamy czasu na twoje głupie gierki! - Powiedział Chris zdenerwowany.
Wtedy kroki ustały, ale jeżeli dobrze myślę, że to był DEMON
DEMON z dużych liter jest gorszy niż zwykły demon z małych?
Bo to duuuży demon jest.

on zaśmiał się jeszcze bardziej. - Dziecko! Co ty możesz mi zrobić? Hahaha! To jest śmieszne! Wysyłają do mnie dwójkę bachorów! Hahaha!
To ci dopiero, demon-śmieszek.
Powinien jeszcze dorzucić „IT'S A PRANK, BRO!”. 
Powiedziałabym raczej, że to Irytek urwał się z Hogwartu na małe wczasy do innego uniwersum.

- Ja ci dam zaraz "bachorów"! - Odpowiedział Chris, który stał czerwony z gotującej się w nim wściekłości.
- O, dziecko się zdenerwowało? Hahaha! Urocze... Ale jeszcze bardziej urocza jest ta młoda dama. - Ciągnie demon za włosy, a ja nagle poczułam, że ktoś bierze mnie  w swoje ramiona (chciał wziąć w cudze, ale ich właściciel odmówił współpracy) i podnosi w górę, przez co pochodnia wypada mi z ręki na ziemię.
Oni tak serio z tą pochodnią? Nie mają latarek?
To by było za proste.
Bo pochodnie są takie klimatyczne, retro i w ogóle.

Uniosłam się w powietrzu z diabłem, przez co nie omieszkałam się pisnąć.
Znaleźliśmy się na strychu, a podmiot szatana przypatrywał mi się.
Podmiot? Szatan się uczy gramatyki?
Kiedy się czyta opka, można dojść do wniosku, że ich auuutorki uważają gramatykę właśnie za diabelską sztuczkę.

W ciemności było widać tylko błysk jego złotych oczu. Wyczytałam z nich zdenerwowanie pomieszane z niedowierzaniem. - C-Czy... Czy ty nazywasz się Wright?
- T-Tak. Skąd znasz moje nazwisko? - Pytam zszokowana.
Kupiłem bazę danych od twojej firmy telefonicznej.
„Do you know why my name is Phoenix Wright? Because I am always right!”
To dopiero paradoks postaci i jej nazwiska. 

- ... Więc Ty żyjesz... Nie mogę w to uwierzyć. To oznacza, że traktat zostanie wypełniony. - Mówił sam do siebie, nie wierząc w to, co słyszy.
Czyli nie wierzy w to, co sam do siebie mówi. To się chyba schizofrenia nazywa.

- C-Co? Jaki znowu traktat? O czym ty mówisz?... - Pytania wypłynęły ze mnie, niczym z wodospadu.
- Czekaj, czekaj! - Zatrzymał moją ciekawość i dodał. - To Ty nic nie wiesz?
- O czym? - Pytam zawzięcie.
- ... O umowie miedzy Twoimi rodzicami a samym Szatanem...
Umowa miedzy? Jej rodzice i szatan mieli nieruchomości rolne?
Jeszcze kilka wielokropków i wydłubię sobie oczy. 

- Powiedział szeptając, jakby była to tajemnica.
Może umowa nie została zgłoszona do Urzędu Skarbowego.

- Jakiej umowie? Moi rodzice zostali zamordowani przez Lucyfera!! - Odpowiedziałam z krzykiem.
Tajemnicza śmierć rodziców, bohaterka nie ma pojęcia o swojej przeszłości, chodzi do magicznej szkoły... Hmm, z czym to się może kojarzyć?
Z kreatywnością i oryginalnością pomysłów auuutorki? Nie, to chyba nie to...

- CO? Jak to zamordowani przez Lucyfera?! - Dopytywał z baranią miną.
- To są chyba jakieś żarty! Demon dziwi się, że szatan zabił?! - Krzyczałam zdenerwowana.
- Jak Szatan mógł ICH zabić, skoro Twój ojciec był Jego bratem? - Wciął się w mój wywód.
Jak się jest czyimś bratem, to automatycznie nie można takiego zabić?
Najwyraźniej nie słyszeli o Kainie i Ablu, Romulusie i Remusie tudzież paru innych kochających się rodzeństwach.

- Co... ŻE CO?! - Mój krzyk rozniósł się po całej świątyni.
- Nicole??!! Żyjesz?!! Już idę po Ciebie! - Usłyszałam głos Chris'a, który zaniepokoił się moim wrzaskiem. Ten to ma "wyczucie" czasu... Po chwili znalazł się w pomieszczeniu. - Odejdź od niej diable!
- AAAA! - Cierpienie demona było, aż zanadto widoczne, kiedy mój przyjaciel oblał go wodą święconą. Diabeł wił się, a z jego skóry unosił się zapach spalonej siarki. - Jesteś pół-diabłem a pół-aniołem. Twoja matka była najprawdziwszą anielicą, która pracowała jako egzorcystka.
Aniołowie muszą mało zarabiać w niebie, skoro zajmują się egzorcyzmami.
Może po prostu chciała poczuć dreszczyk emocji, a w niebie było zbyt spokojnie.

Ojciec był Księciem Piekła, bratem samego Szatana! Kochali się... KOCHALI CIEBIE! Oni ich zabili! EZGORCYŚCI ICH ZABILI!
- Czekaj Chris! NIE! On coś wie więcej o śmierci moich rodziców. Chris!!! - Łzy rzewnie spłynęły mi po policzkach, gdy demon zniknął, jak bańka mydlana, a wraz z nim szansa na rozwiązanie zagadki morderstwa.
Zabicie demona jest takie proste? Polewasz wodą święconą i znika?
Ech, chrześcijanie bywają naiwni...
Naczytali się „Pani Twardowskiej” Mickiewicza.

***
- Dlaczego to zrobiłeś? - Pytam wściekła Chris'a, zamykając drzwi do Instytutu.
- Przecież doskonale wiesz o tym, że to DEMON. Im się nie wierzy! Są chytrzy, przebiegli i źli. - Odpowiada bez mrugnięcia okiem.
- Ale on coś wiedział! Znał moją jedyną rodzinę, której nigdy nie miałam. Wszystkie inne moje rodziny miałam jak najbardziej. - Mówię z przejęciem.
- O, nie masz rodziny, tak? To kim ja, to znaczy MY dla ciebie jesteśmy?! - Pyta rozdrażniony.
Przyjaciółmi? Jest w tym coś złego?
W kraju, w którym trzy czwarte społeczeństwa nikomu poza rodziną nie ufa i z nikim poza żoną, rodzicami i szwagrem nie rozmawia, słowo „przyjaciel” może być przez rzeczone trzy czwarte odbierane wręcz jak obelga.

- Nie łap mnie za słówka. Wiesz doskonale, że nie o to mi chodziło. - Odpowiadam z pretensją.
- Tak, a o co? No powiedz! Myślałem, że traktujesz nas, jak rodzinę. Nie mówię znowu o całym Instytucie, ale o naszej paczce. Chyba, że również twierdzisz, że jej też "nigdy nie było". - Zakończył urażony i odszedł w przeciwnym kierunku.
Foch. 
A potem wróci do swojego pokoju, rzuci się z płaczem na łóżko i będzie jęczał: „Dlaczego nie kochasz mnie tak bardzo, jak ja chcę?! Myślałem, że jestem twoim braciszkiem!”. 

- Super! Zawsze wiedziałam, że się rozumiemy. - Wołam za nim, ale doszłam do wniosku, że mnie nie słyszy.
Z westchnięciem idę po schodach, żebry zaraz potem skręcić w prawo korytarzem i udać się pod "667" - numer mojego pokoju.
Pokój 666 już był zajęty?
Taki numer na pewno jest zarezerwowany na rok naprzód.

Przekręciwszy klucz w drzwiach oraz złapawszy za klamkę otwieram wrota.
Skoro do pokoju mają wrota, to ja się boję zapytać ile kosztuje miesiąc pobytu w takim ośrodku...
Drobiazg — tylko tu pani podpisze, o. Własną krwią proszę. 

Rzucam się na łóżko, nie myśląc nawet o ściągnięciu butów. Układam się w pozycję "embrionalną", czyli podciągnięte kolana do głowy, zgarbione plecy i ręce założone na nogi. Odpłynęłam myślami to swojego dzieciństwa... Czasów, kiedy wszyscy trzymaliśmy się razem i kłótnie były dla nas przestępstwem.
Jak tylko ktoś się kłócił, przyjeżdżała policja dobrych relacji i dawali mandaty.
Za recydywę tydzień kozy. 

Chwil, w których starsi koledzy wyśmiewali się z moich włosów, bo nikt nie posiada prawie, że czerwonych pasm. Pamiętam, że od zawsze przezywali mnie "demonem"...
Demony i rudzi ludzie nie mają duszy, więc może coś ich łączy...? 

Ale zawsze ktoś przychodził mi z pomocą...
"Pewnego dnia, kiedy zostałam wepchnięta w ciemny pokój i chłopcy gorszyli moje imię (zgorszone imię ze wstydu robiło facepalm za facepalmem), a co gorsza chcieli zrobić coś jeszcze bardziej okropnego... (mianowicie niepoprawnie stopniować przymiotnik). Przecież diabły muszą cierpieć...
Zawsze mi się wydawało, że diabły są od tego, żeby to inni cierpieli, ale mogę się mylić. Nie mam wielu znajomości wśród diabłów.

Jeden z nich chcąc zerwać ze mnie bluzkę, drgnął kiedy ktoś dobijał się do pokoju. Elizabeth wyważyła drzwi kopnięciem nogi w drzwi.
Dziwne. Drzwi zazwyczaj wyważa się kopnięciem tyłka w skrzynkę bezpiecznikową.

Twarze tych dzieciaków były śmieszne, gdy zobaczyli minę furiatki mojej przyjaciółki. Na (nie)szczęście przybiegła Victoria, która złapała ją (tę Elizabeth?)(tak, bo to furiatka była), wykręciwszy jej ręce do tyłu, ale z trudem mogła ją utrzymać przez jej wyrywanie się. Matt i Chris, niczym gangsterzy wpadli do pokoju i uniósłwszy dłonie wycelowali prosto w ich twarze - sprali ich na "kwaśne jabłko", dosłownie! 
Zaraz, zaraz — wyciągnęli ręce w kierunku ich twarzy i w ten sposób ich sprali? Zdalnie? Też chcę tak umieć.
Moc Jedi wycieka do kolejnych uniwersów!

Siedziałam w kącie przerażona, zalana łzami.
Emocje jak na grzybobraniu. 

Victoria podeszła do mnie, kiedy Elizabeth przestała się rzucać i podała mi dłoń.
W dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego Elizabeth się rzucała i dlaczego trzeba było ją obezwładnić. Zwłaszcza że — jak wynika z... powiedzmy, treści tego opka — Elizabeth należy do tej samej paczki co główna bohaterka.
Z sytuacji wynikło, że chłopcy biją, a dziewczynki stoją z boku i patrzą, więc Elizabeth musiała zostać powstrzymana, kiedy też chciała komuś przywalić.
Chyba nie wierzysz w feminim...? Wariatka. 

- Już wszystko będzie dobrze. Nigdy już nie zostawimy Cię... nawet na chwilę.
- Byłaś dzielna, młoda! - Powiedział Matt, uśmiechnął się szeroko ukazując "garnitur" białych zębów, kiedy ukucnął obok mnie. Po chwili poczułam jego rękę na głowie, która zmierzwiła mi włosy.
Głowa mierzwiąca włosy... To musi być ciekawy widok.
Tak samo jak garnitur białych zębów.

- Jaka "młoda"? Jest w naszym wieku. - Wciął się Chris, puściwszy mi "oczko".
A my właśnie złożyliśmy do ZUS-u dokumenty, żeby nam emeryturę wyliczyli.

- D-Dziękuję... - Wymamrotałam cicho, wybuchając jeszcze większym płaczem, ale otarłam łzy i przyjęłam rękę Victorii. Chłopcy chcieli mnie przytrzymać, gdy zobaczyli, że nie mam siły, ale skutecznie odstraszył ich mój paniczny pisk.
- Chodź! - Powiedziała Elizabeth i wzięła mnie na swoje plecy.
- Organizacja "Conservatio N-VECM" gotowa do akcji! - Wykrzyczał Matt, kiedy wyszliśmy z pokoju.
- "Conservatio N-VECM"? - Zapytałam nieśmiało.
- "Conservatio N-VECM" - Ochrona Nicoli przez Victorię, Elizabeth, Chris'a i Matt'a. - Odpowiada z podniesioną głową, zapewne dumny ze swojego pomysłu.
Znaleźli sens życia: będą ją niańczyć. 

- ...To najgłupsza nazwa, jaką kiedykolwiek słyszałem. - Chris popatrzył na niego, jak na idiotę.
- A może sam umiałbyś wymyślić lepszą?! - Warknął Matt.
- Pewnie! Przynajmniej byłaby zabawna. - Zmierzyli się zdenerwowanym wzrokiem, na co ja wybuchnęłam śmiechem i po chwili reszta się do mnie dołączyła."
Po długim rozmyślaniu - nawet nie zauważyłam kiedy - zmorzył mnie sen, a moje usta bezwładnie ułożyły się w delikatny uśmiech.
Tylko skąd o tym wiedziałaś, skoro spałaś?
Bohaterka Wszechwiedząca.

Rozdział 3 - Szok, gniew i głupota
Jeśli przestawimy słowa na szok. głupota i gniew, to dostajemy opis uczuć po przeczytaniu wielu opek.

CHANGE POV
Po długiej lekcji z Historii Piekła wracam w końcu do swojego pokoju. Idę przez korytarz z zimnym wyrazem twarzy. Moja czerwona peleryna ze złotymi zdobieniami powiewa przy każdym moim dostojnym kroku.
W korytarzu wieje wiatr? Okna w piekle trzeba wymienić.
Czy mi się zdaje, czy ałtorka przeskoczyła z narracji w czasie przeszłym na teraźniejszą?

Czarne buty z wysokimi cholewami wydają głośny tupot o marmurową podłogę. Smoliste spodnie opinają moje nogi, a kontusz posiada, jakże "odmienny" kolor, jak buty czy spodnie.
Duża kawa za przetłumaczenie tego zdania na polski.
Bohater ma spodnie ze smoły. Pewnie strasznie się kleją do skóry.

Kruczoczarne włosy, których grzywka opada miękko na czoło. Największą uwagą zwracają czerwone oczy.
Nie wyspało się biedactwo.
Albo palił marihuanę? Kto wie, co w tym piekle każą robić. 

Moja mlecznobiała cera połyskuje w świetle pochodni, przez co służba patrzy na mnie urzeczona - młode pokojówki, starsze kobiety, a nawet młodzi mężczyźni. A po chwili odzyskują swój rezon i zbijają przede mną pokłony (bo zbijać bąki nie bardzo wypada w tej sytuacji), na który (do czego ten zaimek się odnosi? Bo z analizy zdania wychodzi mi, że nie zwraca uwagi na rezon) nie zwracam kompletnej uwagi tylko częściową.
Jakiż on skromny i sympatyczny.

Stwierdzam, że zanim pójdę do swojej komnaty, muszę udać się do biblioteki po książkę "Taktyk Wojennych" (taktyki wojenne są autorkami książki?), a chcą się tam dostać (te taktyki) konieczne jest przejście podziemiami. Mijając kolejne pomieszczenia, zauważam, że wrota do grobowca są otwarte, a za nimi stoi mój ojciec - Wielki Książe Piekła Lucyfer. Ze zdziwieniem przyznaję, że nikt nie przebywa w tym miejscu (zaskakujące — krypty to przecież przytulne, wesołe miejsca, w których zazwyczaj panuje tłok i gwar), a Lucyfer bardziej regorystycznie (oraz ścieśle i bezwzglyndnie) przestrzega tej zasady niż ktokolwiek inny. Pierwszy raz widzę, klęczącego ojca, który głowę trzyma na blacie grobu, a z jego oczu lecą pojedyncze łzy?
Nas pytasz?

Podchodzę zainteresowany bliżej, ale nie za bardzo, aby mnie nie zauważył. Ta tablicy widnieje napis:
''Tu spoczywa najstarszy z synów korony i brat Lucyfera -  Azazel oraz Jego żona i Anielica - Miriam.
Jedno i drugie jakieś wybrakowane, bo i diabły, i anioły zazwyczaj są nieśmiertelne. O prawdopodobieństwie pochówku anielicy przez szatany, i to w grobowcu rodziny panującej, nie wypowiadam się, bo może mam za małe pojęcie o obyczajach istot nadprzyrodzonych.
Przecież to była miłość forever and ever! Musieli spocząć obok siebie!
Poza tym - jakiej korony? (Nie, żebym się czepiała, ale wszystkie archanioły tworzył Bóg, więc korona to Bóg, czy o co tu chodzi?) 

Śmierć po śmiertelna nigdy nie rozdziela...
W przeciwieństwie do śmierci przed życiowej. Cokolwiek to znaczy.

Ona łączy na WIEKI."
Zszokowany mam w planach odwrót, kiedy nagle wzbudzają we mnie zainteresowanie słowa ojca. - Gdybyście tylko tutaj byli, bracie... Tak mi przykro, że nie zdołałem przyjść, aby Was uratować. Jeden z moich diabłów doniósł mi, kiedy spalał się "żywym" ogniem, że Wasza córka żyje. Zamierzam ją odnaleźć i mianować na Królową Piekieł nawet, jeśli nie zechce poślubić jednego z moich synów. Swojego narzeczonego Jonathan'a czy Alexandra.
Wstrząśnięty faktem, że mam kuzynkę zataczam się do tyłu, ale wyciągam rękę, aby się podeprzeć o ścianę. Czułem, jak "trybiki" w mózgu pracują na najwyższych obrotach. Czy on do reszty oszalał?! Pogodziłem się z tym, że jestem najmłodszy i będę musiała ustąpić bratu dostęp do władzy, ale to, że chce ją oddać jakiejś dziewoji*?? (Od autorki: *Dziewoja - Autentyczna nazwa, wymyślona przez moich kolegów, mająca za zadanie określać płeć przeciwną w obraźliwy sposób.)
Od analizatorki: dziewoja to wyraz wymyślony przez naszych przodków gdzieś w okolicach późnego średniowiecza, mający za zadanie w żartobliwy sposób określić młodą, dorodną dziewczynę.

"Jakaś dziewka nie zabierze mi tronu! Mam większe prawo do niego niż jakaś pannica! Jestem JEGO synem! Patrząc na to logicznie byłbym lepszym królem nawet od mojego brata!!"
To logiczne że bylbym lepszym królem niż mój brat. A z jakich przesłanek ten logiczny wniosek wynika? Ano, z takich, że to logiczne. 

- Emocje z każdą chwilą buzowały jeszcze bardziej.
Z zamaszystym krokiem udaję się do komnaty (w sytuacji wzburzenia zawsze dobrze mieć towarzystwo, niechby i zamaszystego kroku; mniejsza z tym, że krok nie może być zamaszysty), nie zaprzątając sobie już głowy biblioteką. Przemierzam hol, aby udać się do pokoju. Otwierając drzwi i zamknąłwszy je z hukiem, siadam na fotelu, aby obmyślić plan znalezienia dziewczyny, żeby zaraz potem pozbyć się jej. Nagle wpadam na pomysł, aby udać się do moich przyjaciółek po radę. Pstryknięciem palców przenoszę się pod dom sióstr i pukam donośnie w drzwi.
Pstryka palcami jak Q ze Star Treka.
Pstryk odrzutowy.

***
- Już idę! Idę! Pali się, czy co?!
Wziąwszy pod uwagę, że jesteśmy w piekle, to całkiem możliwe.

 - Z  środka słyszę stłumiony krzyk. Po chwili drzwi otwierają się i staje w nich Trish.
 - ... - Bez słowa przeciskam się pomiędzy nią a framugą i wchodzę do salonu, gdzie siedzi Rosalie. - Cześć, Rossie!
- Witaj, Alex. Miło Cię widzieć. - Odpowiada 15-latka, uśmiechając się delikatnie i odgarnia swoje złote włosy na plecy, kiedy wpadają jej do soczyście zielonych oczu.
I słychać tylko takie plum! I włoski się już topią w tej soczystości.
I trzeba je myć, bo się robią lepkie.

- Hej! A może ze mną byś się przywitał, co?! - Wydziera się jej starsza o cztery lata siostra.
- Ciebie również. Co słychać? Jak w szkole? - Dopytuję młodszej, gdy podchodzę do niej i głaszczę ją po głowie.
- Wszystko dobrze tylko Trish spaliła dzisiaj makaron i nie jadłam obiadu. - Mówi rozbawiona nastolatka, ale po chwili markotnieje. - Dobrze o tym wiesz, jak jest...
- Halo! Ja też tutaj jestem! - Krzyczy wściekła dziewczyna z granatowymi włosami, a jej złote oczy połyskują złowrogo. - Nie zachowuj się tak, jakby mnie tu nie było!!
- Och... Przepraszam! - Powiedziałem i przytulam Rossie do siebie. - Po tylu latach powinni (ci dziewczyni) dorosnąć. Przecież to nic złego mieć jasne włosy.
- Wiesz przecież, że jestem jedyna... Nikt takich w Piekle nie posiada. - Burczy w moją szatę.
- HEJ WY!! - Niespodziewanie Trish rzuca we mnie wazonem, który rozbija się o moje plecy, ale jak to diabły wysokiej rangi... Ja nie czuję przy tym cierpienia. W skali 1-10 bólu to było 0.
- Spróbuj kiedyś jeszcze czegoś takiego podobnego to nie zdołasz się poruszysz.
Skoro się poruszy, to niezdołanie jakoś zniesie.

 - Odwracam się do niej ze złością, że pozwoliła sobie na takie coś już nie jeden raz.
- Przynajmniej wiesz, że jestem zdolna do większych czynów. - Uśmiecha się do mnie diabelsko. - A teraz... Co się mówi, gdy ktoś otwiera drzwi?
- ... Cześć, Trish. - Mówię z ociąganiem i przewracam oczami.
- A teraz mój drogi przyjacielu proszę wyjść i zapukać jeszcze raz. - Patrzy na mnie rozbawiona.
- ... Serio muszę? - Pytam znudzony.
- Tak, jeśli chcesz jeszcze kiedyś tu przyjść. - Mówi zniecierpliwiona i zakłada ręce na biodra.
- ... Rossie... Ty mnie wpuścisz, prawda? W końcu jestem twoim bratem. - Patrzę z miną "zbitego psiaka" na dziewczynę, która usiadła po "turecku".
- Wiesz, że nie jesteśmy rodzeństwem tylko bliskimi przyjaciółmi. - Odpowiada, podpierając brodę na ręce i uśmiecha się rozbawiona, kiedy popatrzyła na Trish. - Nie jestem pełnoletnia. Muszę słuchać się siostry.
- Ty też przeciwko mnie?! - Dramatycznie upadam na podłogę, klęcząc przed nią.
Leży na podłodze i jednocześnie klęczy przed podłogą... Moja wyobraźnia przestrzenna jest zbyt ograniczona jak na tę scenę. 
Ja wyobrażam go sobie jako dżdżownicę, co się właśnie bardzo rozciągnęła. 

- Dobra, dobra. Już nie udawaj. Robisz to, co mówię czy nie? - Trish próbuje zamaskować śmiech kaszlem.
- ... Dobra. - Wstaję z zapałem i pukam do drzwi, ale tym razem gospodynię uprzedza Rosalie w otwarciu drzwi. - Witaj, panienko! Jak długo się nie widzieliśmy! Gdzież  jest Twa zacna starsza siostra - Trish?
- Zapraszam na salony, mój panie! - Dygnęła Rossie i mnie uścisnęła.
- Och, Trish! Jak długo moje oczy nie mogły podziwiać Twej pięknej osoby. - Uklęknąłem na jednym kolanie, biorąc jej dłonie w swoje.
- Mój luby, powstań! - Wstała razem ze mną. - A gdzie są kwiaty?
- Proszę, pani mojego serca! - Zdejmuję ze ściany paprotkę i podaję jej. - Odzwierciedlają Twe piękno, o królowo.
- Hahahaha! - Rosalie wybucha śmiechem do mojego porównania.
Porównanie odpowiedziało wesolutkim chichotem.

- Córko, jak możesz? - Patrzy z "rozpaczą" w oczach. - Marsz do swojego pokoju!
- Żonko to nasza córeczka! Nie pozwolę, aby poszła na pożarcie. - Osłaniam Rosalie swoim ciałem, jakby przed śmiercią.
- Nie masz nic do gadania! Chcesz, żeby ci odebrała prawa rodzicielskie?
Córka ojcu? Ktoś ogarnia, o co w ogóle chodzi w tej scenie?
Piekielne śmieszkowanie w nowym serialu „Nastoletnie demony” już na Disney Channel!

 - Patrzy z uporem i podchodzi do swojej "córki".
- Khe-khem! - Odchrząkuje blondwłosa. - Muszę coś powiedzieć. Nie jesteście moimi rodzicami.
- Co? Jak to?! - Krzyczymy w szoku, a w radiu leci piosenka z czołówki "Trudne Sprawy".
Co. Tu. Się. Właśnie. Odwaliło?
Komuś odwaliło. Na dekiel.
To w piekle istnieje radio? I skąd w radiu muzyka z serialu paradokumentalnego? Bosze, co za bessęs.
O, i to jest doskonałe podsumowanie całości.

ALEX'S POV END
Koniec? Ufff.

sobota, 20 maja 2017

29. Zakapturzony Postać z Ciebia, czyli Merysójka i embarras de richesse


Witajcie w ten piękny sobotni wieczór! Mamy dziś dla Was opko, z którego dowiecie się, jak greccy bogowie nazywają swoje dzieci i co lubią oglądać w telewizji. Poznacie też nowe wcielenie pewnego wybitnego aktora oraz warunki, które musi spełniać udane porwanie. Miłej lektury!

Analizują: Deni, J, Vespera Verril i baba_potwór.

Źródło: https://www.wattpad.com/story/81327429-córka-posejdona-wybranka-bogów

Rozdział 1 Ja i moje życie
Dwie najciekawsze rzeczy na świecie

Jestem herosem i moje życie jest trudne. Jestem córką Posejdona z błogosławieństwem Zeusa, Hadesa, Apollina, Artemidy, Ateny, Hermesa, Hefajstosa, Dionizosa, Afrodyty, Demeter i Hery, czyli wszystkich bogów.
Skoro jest jednocześnie córką i herosem, to rzeczywiście nie ma czego zazdrościć — obojnactwo bardzo komplikuje egzystencję.   
Do tego ałtorka kłamie. Gdyby to nie było opko, mogłabym stwierdzić, że bogowie skandynawscy, słowiańscy, egipscy, hinduscy, chińscy, japońscy i wszyscy inni poczuliby się urażeni, jako nieujęci w gronie „wszystkich”.

Jestem ich ulubienicą bo wychowywali mnie na Olimpie.
Skoro u nich mieszkałaś, to nie mieli wyjścia — musieli cię polubić, żeby nie oszaleć od twojej ciągłej obecności.
Tatuś podrzucił córeczkę znajomym do odchowania, a sam został w swoim podwodnym królestwie. Spryciarz z tego Posejdona.
„Czasem próbowali mnie zrzucić z Olimpu, ale kiedy wracałam (a wracałam zawsze!), mówili mi, że to część treningu. Musieli mnie uwielbiać, skoro o to dbali”.

Kiedy miałam 13 lat przeprowadzili mnie do obozu herosów.
Dziwnie chętnie pozbyli się ulubienicy.

Teraz mam 16 lat i jestem najpopularniejszą dziewczyną na obozie. My name is Merysójka, so get out my way, bitch. Mam długie brązowe włosy, czarne oczy i wyglądam tak:

[tu zdjęcie dziewczyny ubranej, jak przystało na starożytną Greczynkę, w legginsy, czarny top i coś w rodzaju koszulowej bluzki]
Bo ałtorka zapomniała, że niektórzy potrafią wyobrazić sobie pewne rzeczy nawet z tak banalnego opisu, jak: „Mam długie brązowe włosy i czarne oczy”.

Jestem bardzo dobrze uzdolniona w strzelaniu z łuku (jestem najlepszym strzelcem nawet lepszym od Apollątek) (nie wiem czemu, ale „Apollątka” kojarzą mi się ze źrebaczkami...) (źle uzdolnieni w łucznictwie szybko się wykruszają, bo nie mogą pojąć, że strzałę kieruje się grotem OD siebie)  i walce na miecze (Tylko Dylan, syn Hadesa jest ode mnie lepszy w tym.) Kocha się we mnie dużo chłopaków ale ja najbardziej lubie Dylana i Harrego (syn Apolla). 
Mam wrażenie, że bogowie olimpijscy są fanami któregoś boysbandu.
Może bogowie podłączyli sobie na Olimpie satelitę i zachłysnęli się amerykańską popkulturą namiętnie oglądając Beverly Hills 902010 (z tym mi się kojarzy Dylan). Generalnie te imiona brzmią trochę jak nasze stereotypowe Dżesika i Brajanek.
Jeśli bogowie nie podrzucali swojego potomstwa zwykłym rodzinom na wychowanie, nie widzę logicznego wyjaśnienia kwestii imion. Nawet w samym uniwersum Percy'ego Jacksona (z którym nie jestem zaznajomiona bardziej niż poprzez jednorazowe obejrzenie ekranizacji, więc nie bijcie, jeśli faktycznie jest to wyjaśnione, choćby poprzez podrzucanie).

Nie wiem kogo wybrać bo jestem bardzo niezdecydowana Ta chistoria zaczyna się 03 sierpnia w wakacje po tym, jak nie zdałam do następnej klasy z powodu niedostatecznego z ortografii leżałam sobie przed domkiem Posejdona na samym dnie morza, bo tam właśnie Posejdon kwaterował na kocu i malowałam paznokcie z moją najlepszom przyjaciółką Sky córką Afrodyty. Nagle Sky powiedziała że musi pójść po coś do domku. Powiedziała że to niespodzianka. Wstała z koca i pobiegła do domku Afrodyty. Wtedy nagle z ciebia wyszedł................. [wolne miejsce na własne zakończenie]

Rozdział 2 Zostaje porwana

............Zakapturzona postać.
Postać wyszedł. Hermafrodytyzm w tym opku zatacza coraz szersze kręgi.
Od teraz mianuję cię Zakapturzonym Postaciem z Ciebia.

Wrzasnęłam bo szła prosto na mnie, ale on wyciągnął rękę w moim kierunku i nie mogłam nic mówić.
Ech, gdyby tak łatwo dawało się uciszyć sąsiada łomoczącego dyskopolem...

Wstrzymałam oddech ze strachu. Zamaskowany podszedł do mnie i złapał mnie a ja nie mogłam krzyczeć.
Bo gdybyś krzyknęła, to jeszcze ktoś by przybiegł na pomoc i opko szlag by trafił.
Moc Jedi Zakapturzonego Postaci ścisnęła jej struny głosowe.
A co z jej wypasionymi treningami i byciu najlepszą w łuku i mieczu? Zwykłej samoobrony na obozie herosów nie uczą?
To herosi muszą coś robić poza byciem ładnym?! 

A potem zaciągnął mnie do swojego czarnego BMW które stało nieopodal koło sosny Talii.
Bogowie podobno wszystko mogą, więc co to dla nich za problem, skombinować sobie urządzenie wynalezione tysiące lat po śmierci ich ostatniego wyznawcy.
Dlaczego choć raz nie może to być szara skoda?? Teraz wszyscy wiedzą, że czarnymi BMW jeżdżą podejrzane typy!
Audi, ostatnio wszyscy przesiedli się na Audi. Totalnie widzę tę scenę: Zakapturzony typ wpycha nastolatkę do samochodu, a ona nie krzyczy, nie wyrywa się, nie walczy - zupełnie jakby porwał worek ziemniaków.

Rozdział 3 porywacz

Siedziałam związana w czarnym BMW zakapturzonego porywacza.
Związał ją też wyciągnięciem ręki, bo nigdzie ani słowa o tym, kiedy to się stało.
Moc Jedi z pewnością nie jest mu obca.

-kim jesteś? - Zapytałam. Siedzial koło mnie. Kierowca BMW ruszył
Wtedy porywacz zdiął kaptur.
Zaraz, to ich tam dwóch było? Kierowca i porywacz to nie ten sam osobnik?

-Sługą pana Gajosa (znanego też jako Janek Kos, woźny Turecki i sędzia Laguna), męża Gaji - odpowiedział śliczny blond chłopak o fiołkowych oczach (o nie, fiołkowe oczy, będzie romans z porywaczem) i od razu poczułam że mi się podoba!!! <3 
Za to pani Elżbiecie Gajos mogłoby się nie spodobać to, co powiedział.
Oczywistym jest, że kiedy dziewczyna zostaje zgarnięta bez świadków wbrew swojej woli przez zakapturzonego napastnika do czarnego BMW jadącego nie wiadomo dokąd i po co, to ma ona jeszcze nerwy, aby stwierdzać, że brałaby porywacza nawet na jeżu.  
Zazdrościsz! Sama byś chciała być porwana przez przystojnego, zakapturzonego porywacza, który ma swoje BMW! Na dodatek jestem pewna, że w tych fiołkowych oczach kryje się mroczna tajemnica!
Minus dwie dioptrie.

-Wooow- wyjakałam 
-Co?-odpowiedział z śmiehchm
Otóż to. Greccy bogowie nie wyrażali się w ten sposób.

-nie jestes potworem 
-nie jestem
Oczywiście, że nie. Potwór jest tylko jeden [zerka ukradkiem w lustro].


-po co mnie porywasz?
Z braku ciekawszego zajęcia.

-jesteś ulubienicą bogów- wyszczerzyl się do mnie i mrugnął nie do mnie. - na pewno im się to nie spodoba
Tak dla jaj chcę ich wkuropatwić.
Zażądam okupu z ambrozji!

-i co?
-to dopiero poczatek planu- wyjasnił.
- Co ze mną zrobisz- zapytałam z przestrachem
-Co zechce, mam sie tobą zająć. Poza tym będziesz służyć swoimi mocami panu Gajosowi - zaczał się śmiać
A to go ucharakteryzujesz szybciutko przed przedstawieniem, a to będziesz podrzucać kwestie innych postaci podczas nauki roli — zawsze się do czegoś przydasz.

-A jeśli się nie zgodze? 
-zgodzisz się- przysunął sie do mnie blisko
-nie
-zobaczymy
Ale się droczą! Zakochańce! Słodziaki! 

-niby jak mnie zmusisz Mam moce wszystkich bogów! - prychnęłam
- chociażby tak 
Pocałował mnie mocno w moje malinowe usta.
Usta bananowe niespecjalnie mu smakowały, więc udał, że ich nie widzi.

 Poczułam jego smak. Oddałam pocałunek. Achhhhh... I wtedy się nagle odsunął.
-widzisz to działa?
Ale jestem głupia! pomyślałam.
O, wreszcie ślad realizmu.
Gdzie tam! Realnie by było, gdyby sprzedała mu sierpa w żuchwę i kopa w wątrobę. Oh, wait, chyba za dużo wymagam od ulubienicy bogów.

On chce mnei omamić.
Tak sobie teraz pomyślałam, że fajnie byłoby wykorzystać możliwości tych wszystkich błogosławieństw. Chociażby tego od Afrodyty, aby odwrócić taktykę Zakapturzonego Postaci z Ciebia na swoją korzyść, ale co ja tam wiem...
On ją p o c a ł o w a ł! A to już znaczy, że muszą się w sobie zakochać i wziąć ślub. Nie wiesz jak działa świat? Geeez. 

- kim jesteś?-zapytałam
-Sługą pana Gajosa, męża Gaji- odpowiedział patrzac na mnie z zainteresowaniem
-ale jak się nazywasz???- przewróciłam oczami 
- Liam Hemstworth (od autorki:to nie jest liam z 1D!!!! Po prostu sie tak nazywa, ok?)
Oczywiście. I imię, i nazwisko w starożytnej Grecji były bardzo popularne.
I oczywiście wszyscy uwierzą w ten zbieg okoliczności.

- uśmiechnęł sie enigmatycznie!
-fajnie- powiedziałam. I wtedy czarne BMW zatrzymało się przed ogromnym pałacem. Liam wyjoł swojego iPhone 8 i kliknął przycisk.
W związku z zaopatrzeniem się bogów w telefony Hermes został zwolniony z funkcji posłańca i poszedł na bezrobocie.
Raczej w związku z rozwojem technologii Hermes założył własną sieć telefonii komórkowej i pozostał w branży.

Otworzyła się brama i wjechaliśmy do środka. 
-oto twój nowy dom- powiedział Liam. - Bądź grzeczna i słuchaj poleceń Gajosa a nie stanie ci sie kszywda!
Ale ja nie zamierzalam być grzeczna!!!!
Lubię, kiedy mi się dzieje krzywda!
Będziesz musiał przyjść do mnie i mnie ukarać, o fiołkowooki!
Nie chcę obiadku!!!
Smagnij mnie biczem, panie Lia... Zapędziłam się. 

Rozdział 4 Mój nowy dom

Mieszkam teraz w zamku tego całego Gajosa. Mój pokój składa się z kilku pomieszczeń (jedno pomieszczenie składające się z kilku — taka architektoniczna kwadratura koła) (w opkach architektura bywa tak alternatywna, że pewnie dałoby się o tym jakąś pracę doktorską napisać) mam do dyspozycji praiwe całe piętro i czuję się bardziej jak na wczasach niż w niewoli. Jedyna zła żecz to to że nie moge wyjść na zewnąntrz i kontaktować ze światem poza tym jest super.
To rzeczywiście przypomina wczasy. W egipskim kurorcie.
Ogólnie zostałam porwana, ale dali mi duży pokój, ciuchy od Gucciego, nowego iPhone'a, McBooka i codziennie rano dostaję kawę ze Starbucksa, więc nie jest tak źle.  

Mam jakuzzi z kolorowymi bombelkami (niewolnicy z całej siły dmuchają do wody przez słomki), plazme w pokoju (słabo, plazma już dawno wyszła z mody, teraz wszyscy mają LED-y) (z Liamem sobie oglądamy często różbe filmy) (ale transmisja na żywo z wojny trojańskiej byla ciekawsza), i nawet zwierządko - małego misia pandę! Kij z tym, że o istnieniu tego gatunku Europa nie miała wtedy pojęcia. Jest sweeett!!! <3 <3 <3 
To najcudowniejsze porwanie w moim życiu!!

A co do Liama to zbliżamy się do siebie coraz bardziej zaczynam juz miec wyrzuty sumienia, że za bardzo. Nie mogę zranić Harr'ego ani Dylana.
Tak bardzo mam wyrzuty sumienia, że na pomyślenie o tym, czy przypadkiem nie zranię bogów, którzy mnie wychowali i obdarzyli błogosławieństwami, kumając się z kimś, kto najwyraźniej jest ich wrogiem, już mi kory mózgowej nie starcza.
Syndrom sztokholmski, level: ciemna strona Wattpada  

Teraz mam już 3 chłopaków do wyboru? Którego wybrać??????? <--- myślałam
Pogoń wszystkich i znajdź jakiegoś polonistę. To jest mężczyzna, którego ci trzeba.
Byle nie był to pan Kayden Swędzipiącha.
Ankieta: Którego chłopaka powinna wybrać?!
a) Harr'ego (Harr brzmi trochę niemiecko, więc to pewnie Niemiec)
b) Dylana (jakiś tam koleś)
c) Liama (porywacz, ma własne BMW, fiołkowe oczy i imię wcale nie od Liama z One Direction)

I wtedy ktoś zapukał do moich drzwi i był to.............

Rozdział 5 Gość
...............Dylan. 
- Dylan? Co ty tu do cholery robisz??! - krzyknęłam.
Chłopak popatrzył się na mnie smutno:
- Jestem z nimi po stronie Gajosa.
Dlaczego ich popierasz, skoro sprawia ci to przykrość?

- COOO?!!?
- To ja wpuściłem Liama do obozu.
Do jakiego obozu, przecież porwał ją sprzed domku Posejdona. Piękny przykład sklerozy opkowej.

- Ale dlaczego? - płakałam. Dlaczego Dylan zdradził bogów, dlaczego zrobił coś takiego. Byłam rozłamana.
Wzdłuż na pół.

- Jak mogłeeeeeeś...
- Nie płacz Anabel- powiedział syn Hadesa. - Zobaczysz że stojimy po właściwej stronie.
- a kto powiedział, że chcę stać po tej stronie?
- Jak poznasz Gajosa to sama tak zdecydujesz, zobaczysz.
Zobaczysz, powali cię swoim pięknem i majestatem!
Na pewno ma piękne fiołkowe oczy!
I nowszy model BMW.

Płakałam dalej. Dylan podszedł i mnie przytulił a mi miło było mieć przy sobie znajomą osobę.
Nieważne, że ta osoba właśnie przeszła na drugą stronę barykady.
Na co nam szukać nowego wroga, skoro mamy swojego, a?

- Wszystko będzie dobrze - szepnoł Dylan - zobaczysz!
I wtedy przyszedł Liam. Wszedł do pokoju i zdziwił się widząc mnie i dylana. Był chyba też zły pewnie chodziło o to że był zazdrosny. Przezwyczaiłam się już do takich reakcji.
A ja ciągle nie mgę się przYzwyczaić do tego, co auuutorki robią z moim ojczystym językiem.

Po chwili jednak sie opanował popatzył na mnie i powiedział............

Rozdział 6 Gajos

- Gajos chce cię widzieć, Ana.
- Nie mów do niej Ana - warknął Dylan. - Porwałeś ją więc...
- A ty ją zdradziłeś więc
- ZAMKNIJ MORDE - powiedzieli jednocześnie.
Zawsze podziwiam tę synchronię postaci drugoplanowych w opkach.
Zachwycająca zgodność poglądów obu bohaterów.

- Och uspkójcie się - jęknęłam przerażona. Bałam się. Kim jest Gajos?
Proszę bardzo: http://www.filmweb.pl/person/Janusz.Gajos

 Czego chce odw mnie?
Poszłam za Liamem przez korytarz na parter do największej sali zamku w której do tąd niebyłam.
Była to sala do nauki polskiego.

 Dylan szedł za mną.
- Będzie dobrze - powiedział mi do ucha szepcząc - Gajos nie jest taki zły
Czasem bije, ale później daje prezenty!

Ale ja i tak się bałam!Weszliśmy do sali. Gajos siedział na tronie. Był eleganckim męszczyzną (dobrze, że nie menszdżysnom) po 40stce.
Teraz auuutorka napisze sto razy: DO LICZB ZAPISANYCH CYFRAMI NIE DOPISUJEMY KOŃCÓWEK FLEKSYJNYCH.
A najlepiej jest pisać liczby słownie.

Siedział na wielkim złotym tronie w stylu tego z "Gry O Tron". Uśmiechał się.
- Witaj Anabel czkałem na ciebie.
Kazał ją porwać, żeby jej powiedzieć, że na nią czka?

- Nie udawaj że jesteś miły - prychnełam ale i tak się bałam. "Dlaczego on jest taki miły? " -myślałam.
Hmmm, no nie wiem, może właśnie naprawdę udaje?

- Ja naprawdę nie chce ci zrobić kszywdy! Zostańmy przyjaciółmi.
- Nie!!!
- O, ty gnido! - zakrzyknął Gajos, po czym skoczył na Anę z nożem i ją zaciukał. 
Di ent!!! Ha ha, chciałoby się.
 
- Pokażesz mi swoje umiejentności i użyjesz ich dla mnie. Potem otworze przed tobą niezliczone możliwości będziesz bogata, sławna, będziesz królową świata...! 
Frajer ten Gajos, przecież jakby miała jakieś super-hiper umiejętności, to już dawno by uciekła. Chyba porwali nie tą dziunię, co trzeba.
Jeżeli ktoś opisał ją w ten sposób, co autorka, to nietrudno o pomyłkę.
Poza tym, skoro chce pokazu jej umiejętności, to znaczy, że ich nie zna. Co czyni wersję, że nie wiedział, kogo porywa, dość prawdopodobną.

-Yyyy... Nie wiedziałam co zrobić perspektywa była kusząca ale w końcu nie moge zdradzić bogów. Ale Gajos jest taki miły. Może on nie chce walczyć z bogami tylko czymś innym! No ale podobno jest mężem Gaji po tym jak rozwiodła się z Uranosem (żeby nie było że nie znam mitologi ok, znam tylko musiałam mieć takiego nowego złego tak?!?) (totalnie słyszę w tym momencie dziewuchę jojczącą o to, że znowu dostała pałę z matmy i robiącą z siebie ofiarę bezdusznego systemu edukacji, choć wszyscy doskonale wiedzą, jakie ma podejście do nauki), może być zły. Co robić?

Westchnęłam. Podjęłam decyzję. Wyszeptałam cicho:..................

Rozdział 7 Decyzja

- Pomogę ci.
Paczcie, jaki bystry umysł - rozważa, czy Gajos przypadkiem nie walczy przeciwko komuś innemu, i zamiast o to zapytać, zgadza się mu służyć od razu. Cóż za kunszt! Bo protagoniści mówiący: „Nigdy nie będę po twojej stronie!” i „Wyjaśnij mi to wszystko” są już przereklamowani!

Dylan stęknął:
- Jesssss....
Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi. Liam też nagle sie uradował. Gajos natomiast roześmiał się serdecznie.
- dobra dziewczynka! - zawołał. - A teraz przynieś mi gazetę, no przynieś! No kto jest dobrą dziewczynką? No kto? - I wytarmosił ją za uszy Wstał z tronu i mnie przytulił jak dziadek wnuczkę. 
- Wiedziałem, że postąpisz mądrze, no to wobec tego możesz już się sfobodnie i bez skrempowania podduszać się po pałacu!
Uśmiechnęłam się.
- Fajnie!
- A teraz pokaż mi swoje umiejętności. - usiadł.
A może on tak naprawdę zwerbował ją do „Mam Talent”? 

- Jakie?
- Może napoczątek Hefajstos. Ogień.
Wyciągnęłam ręke i przywołałam ogień.
Ja to robię kilka razy dziennie. Kurek, iskrownik w kuchence i proszę — jest ogień.

- Super - powiedział Gajos.
Liam i Dylan patrzyli na mnie w zdumieniu.
- No to może teraz Afrodyta, widzę, że jesteś piękna. Gościu, to jest MERYSÓJKA. Odhaczamy. Dionizos?
Strzeliłam w niebo winorośl.
Tyle że Dionizos  winorośl wykorzystywał praktycznie, a nie robił iluzjonistyczne sztuczki z jej udziałem.

- Hermes?
Przebiegłam bardzo szybko dookoła sali.
Wygląda na to, że Usain Bolt też się wychowywał na Olimpie.

- Apollo?
Strzeliłam z łuku.
Przyniesionego specjalnie z rekwizytorni, bo słowa nie ma o tym, że w pomieszczeniu, w którym ten teatrzyk jednego widza ma miejsce, jakikolwiek łuk się znajdował.
Zastanawiam się, dlaczego błogosławieństwem Apolla jest łucznictwo. Niby był to jeden z jego atrybutów, prawda, ale z tego bardziej kojarzona jest Artemida...

- Ares?
Zamachnęłam się mieczem.
Jak wyżej.

Gajos próbował mnie jeszcze przez jakiś czas (najpierw próba tekstowa, potem kostiumowa, na koniec generalna, jak zwykle w teatrze) a gdy sprawdził wszystkich bogów (oczywiście nie miałam takich mocy jak bogowie tylko troche od każdego z nich) kazał Liamowi mnie odprowadzić do moich komnat, a z Dylanem chciał jeszcze zamienić słówko.
Liam minął wartowników w drzwiach. Szłam za nim. Ale on nie poprowadził mnie do moich pokoi.
Poprowadził mnie do...................

Rozdział 8 Liam

 ...........swoich pokoi.
Jego apartament był cały w kolorach zieleni i czerni urządzony w nowoczesnym stylu.
Musiało to przypominać świeżo wykopany grób.

- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - Zapytałam.
- Żebyśmy poznali się lepiej ( ͡° ͜ʖ ͡°) - odpowiedział podchodząc bliżej.
Na bogów! Liam mówi emotikonami!!! I to jakimi złożonymi. To dopiero ideał mężczyzny. 

- Y, co.
- To.
- To znaczy?
- Z koro możesz chodizć po pałacu i jesteś po naszej stronie to moge spokojnie cie lubic.
Mogę cię lubić, a to znaczy, że będę teraz piekł z tobą babeczki i oglądał komedie romantyczne! A jak się polubimy bardzo, to możemy nawet się przytulić! 
A jakby mogła chodzić po ogrodzie, to by jej nie lubił.

- Lubić? - powturzyłam z rumieńcem.
- No dobra, kochać - przyznał. 
Co się czepiasz słówek?!
Upierdliwa jest.

Zaparło mi dech w piersiach.
- Oooch, Liam... Jesteś taki słodki!
- Czy to oznacza zgodę?
- T...tak. – szepnęłam - Możesz mnie kochać. Dawaj kartkę, wypiszę ci licencję.

Liam podszedł do mnie i przytulił mnie mocno przez chwile a potem pocałował w malinowe usta jeszcze lepiej niż w tedy w samochodzie.
Usta bananowe coraz bardziej czuły się niekochane i odrzucone.

Całowaliśmy sie coraz namiętniej, Liam poruszał swoją dłonią w moich włosach.
Dla równowagi od czasu do czasu poruszał też odwrotnie.

Oderwałam jego usta od swoich na chwilkę.
- Och, Liam - jęknęłam.
- Anabel - powrócił do pocałunku.
OK, już wiemy, jak mamy na imię, możemy całować dalej.

Zaczął ściągać mi koszulke i wtedy otworzyły się drzwi i to był...........................
.................Dylan.
- Co... - zdziwił się. - CO WY TU KURNA ROBICIE?!?
Lubią się?
To nie to co myślisz, kochanie.
My tylko pleciemy sobie warkoczyki i wymieniamy się ciuchami!

Podbiegł do Liama i oderwał go ode mnie. Ale na mnie nawet nie spojrzał. Popatrzył się na chłopaka i powiedział:
- Nie rób tego więcej, nawet nie próbuj - mówił z pełną złością.
- Hahahaha bo taku skurwiel jak ty mi przezkodzi.
- Tak - pogryził mu Dylan i wyszedł szybko.
A ja nie wiedziałam co robić.
- Co teraz? Zapytał Liam wybity z rytmu
- N...nie wiem - wyszeptałam. Założyłam koszulkę - Może to nie jest dobry pomysł.
Pocałowałam Liama na pożegnanie i poszłam sobie do mojego pokoju. DLACZEGO MOJE ŻYCIE MUSI BYĆ TAKIE SKĄPLIKOWANE?!?!?
Bo nie uważałaś na polskim. Teraz musisz pokutować.
Pamiętajcie - porwanie nie jest ważne, jeżeli chłopcy się o was nie biją. 
Dary, porwanie, miłość do chłopców trzech - życie Merysujki jest dziwne, ech!