sobota, 9 lipca 2016

3. Nad rzeczką opodal krzaczka, czyli Mary Sue na przeszpiegach

Witamy w kolejnej analizie!
W ramach odpoczynku od Adolfa Pottera, w tym tygodniu zajęłyśmy się fanfikiem z uniwersum "Zwiadowców" Johna Flanagana. Jeśli nie znacie tej serii, nie martwcie się, bo dzisiejsze opowiadanie ma z nią bardzo niewiele wspólnego.
A co odnajdziecie w tym opku? Między innymi Mary Sue dokonującą zdrady stanu poprzez wykonanie misji tak tajnej, że nawet autorka nie zna jej szczegółów, poznacie kilku geniuszy strategii, a także człowieka z południa, co nie miało znaczenia. Ponadto dowiecie się o problemach autorki z geografią oraz przeczytacie porywające, emocjonujące opisy bitew i brawurowych ucieczek.
Miłego czytania!

Adres bloga: http://zdrajcauzwiadowcow.blogspot.com/

Analizują: Az, baba_potwór, Nikelaine, Shathi i J

Prolog

Siedziałam na koniu, przede mną była Galia, za mną rozciągały się lasy Araluenu. Gdzieś tam, w tym lesie, byli zwiadowcy ścigający mnie. A w zamku Redmont , u barona Aralda, w przytułku dla sierot, był mój młodszy brat.
Mała lekcja geografii. Galia jest oddzielona od Araluenu morzem, Wąskim notabene. Z Araluenu w kierunku Galii płyniemy na wschód. Redmont zaś znajduje się w pobliżu zachodniego brzegu wyspy. Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Pcimie Dolne?

-Wróce po ciebie-szepnełam w ciemność- Znajde cię choćbym miała szukać całe życie.-
Wait, to było z myślą o bracie? Po szuj chce go szukać, skoro wie, gdzie jest?

Spojrzałam na moja lewa dłoń, która była jak zawsze ukryta w specjalnym rękawie, chroniącym przed odbita cięciwą. Mimo to wiedziałam, że pod nią (Pod dłonią? Pod cięciwą?) jest znamie ,które miała cała nasza rodzina.
Wie, jak wygląda jej własna ręka – piątka z przenikliwości.
Bajdełej, ten cały rękaw, a właściwie ochraniacz zasłaniał jedynie wewnętrzną część ręki, a nie całą łapę łącznie z dłonią... Ale co ja tam wiem.
Nie no, u mnie w klubie jeden taki strzela w rękawicy... Ale ona jest do tego, żeby mu się ten łuk nie wyślizgiwał po wystrzale... Ja też czasem strzelam w rękawicy, ale tylko wtedy, gdy jest zimno, żeby mi dłoń nie odmarzła. A rękawicy-ochraniacza nigdy na oczy nie widziałam...

Rozdział 1

Stałam za drzewem, wtopiona w leśną flore w zupełnej ciszy i nasłuchiwałam.
Dla niepoznaki przybrała formę jałowca.

Z lewej strony pasł się królik, a gdzies nade mną ćwierkał skowronek.
Który po zarąbistej imprezie poprzedniej nocy nie mógł trafić do gniazda. Inaczej trudno wytłumaczyć obecność tego ptaka w środowisku leśnym, omijanym przez ten gatunek szerokim łukiem.

Obserwowałam ich reakcje, zachowywały się normalnie, jednak pozostawałam niewykryta...
Znaczy, normalne zachowanie królika powinno w zwykłych okolicznościach spowodować dekonspirację laski? Czytam to zdanie raz, drugi i dziesiąty, i ni czorta nie pojmuję, o co w nim chodzi.

 do pewnego czasu. Przede mną zmaterlializowała się strzała z charakterystyczną siwo-zieloną lotką skierowaną w prawo.
Teleportowała się.
Wyskoczyła znienacka. Ratuj się kto może!
Tylko jedną lotką? Czyli pewnie nie trafiła w cel, bo porządne strzały po mają trzy lotki.

napychmiast odpowiedziałam swoją fioletowo-białą, i skryłam się za drzewem, tak by mieć go za sobą.
Go, czyli kogo?
Czyżby w tym opku po kolorze lotek dało się zidentyfikować strzelającego? Może każdy przy narodzinach zamiast PESELu dostawał przypisany z urzędu kolor?

Weszłam na drzewo, a przynajmniej zrobiłam taki pozór.
Weszła tylko na drugą gałąź, a potem zeskoczyła, by przycupnąć w jagodach.
Schować ozór, robię pozór.

Zobaczyłam jak Halt wyłania się z cienia, i idzie pod drzewo, pod którym niedawno stałam. Odwrócił się i spojrzał wprost na mnie.
1. Nie mógł zwyczajnie do niej podejść, musiał odstawiać musztrę?
2. Gdzie ta dziewczyna się właściwie znajduje? Bo jeżeli na drzewie, to Halt musi podnieść głowę, żeby na nią spojrzeć, a nie robić w prawo zwrot. Jeżeli na ziemi, to kiedy odeszła od drzewa? W tekście nie ma o tym słowa.
W poprzednim opku permanentnie brakowało przecinków. Chyba wiem, gdzie się wszystkie przeniosły. Droga au!toreczko, przed „i” zazwyczaj nie stawiamy przecinka. Chyba że mówimy coś w stylu „wziął i ołówek, i gumkę”. Nie tutaj. 

-Jesteś za głośna.-stwierdził tylko,a ja przewróciłam oczami
Uderzyły o ziemię i potoczyły się pod jakiś krzak.

-Nie mówiłes mi tego od 2 lat
-Teraz mówie
-Nie jestem duchem-odparłam krótko
-To sie nim stań-zripostował
Tu muszę pochwalić autorkę: Halt jest wobec uczniów taki sam jak w oryginale. Plus jeszcze delikatnie zasugerował, że panna Marysia Zuzanna powinna stać się bytem bezcielesnym.
Żeby jednak nie było za słodko, to ja ją ochrzanię - gdzie są kropki na końcu zdań?!

-To co jeszcze raz?-poczułam że ktoś na mnie patrzy, odwróciłam się-Cześć Crowleyu
A tu przecinka zabrakło. Przechwaliłam, hm?

Stał za mną jakieś 7 metrów, z prawie ukrytą frystracja i zdziwieniem na twarzy, najprawdopodobniej podkradał sie do nas(a właściwie do mnie bo Halt stał twarza do niego).
Nasza Maryna już odnalazła swoją supermoc: co prawda może nie umie skradać się nawet jak przeciętny zwiadowca, ale za to potrafi wykryć skradającego się Mistrza Zwiadowców.

-Jak ty to robisz?-zapytał po prostu, nieukrywając już swojej frustracji
Wcześniej też tego nie robił - była przecież „prawie” ukryta.
Co innego z frustracją cudzą – tę zawzięcie kamuflował.

-Ale co?-zapytałam z mina niewiniątka
-Oj, nie udawaj, że nie wiesz. Za każdym razem gdy próbuje sie do ciebie podkraść, ty zawsze jakimś cholernym cudem mnie wykrywasz.
Jeszcze nie wie, że jest w opciu i nie ma szans w starciu z Mary Sue.
Tylko dziś, specjalna promocja! Do każdego opakowania płatków śniadaniowych dodajemy Wielki Wykrywacz Skradających Skradaczy.

-Ale byłeś naprawde blisko-pocieszyłam go-Jeśli nie chcesz sie tak dołować za każdym razem to może przestań próbować się podkraść-dodałam z uśmiechem, Halt skutecznie maskował śmiech
Zasłaniał uśmiech połą płaszcza. I kij z tym, że Halt się ogólnie nie uśmiecha.
Za każdym razem, kiedy chciał się uśmiechnąć, odwracał się, szczerzył przez chwilę, po czym ponownie pokazywał swój niewzruszony wyraz twarzy.

-Zobaczysz kiedyś to mi się uda-odparł Crowley, z błyskiem w oku i uśmiechem na ustach
Szliśmy wszyscy razem w stronę obozowiska. Mimo że było tu wszystkich 50 zwiadowców plus 17 uczniów, było stosunkowo cicho.
Trwał Zlot. Wszyscy siedzieli zbici w 3-4 osobowe grupki. My udaliśmy się mniej więcej na środek
-Daj mu tę satysfakcję, i udaj następnym razem,że cię zaskoczył-szepnął do mnie Halt
Really? Halt nigdy, nigdy, nigdy by nie powiedział czegoś takiego. 

-Nigdy nie pozwól aby ktoś sie do ciebie zbliżył bez twojej wiedzy. To są twoje słowa.-przypomniałam mu
-4 lata nauki nie poszły na marne-uśmiechnoł się do mnie
-4 lata i 9 miesięcy-uzupełnił Crowley niespodziewanie. Halt spojrzał na niego
-Sprawdz co z Arrow i Abelardem...
-Ok-odparłam, a ciszej dodałam-Zrozumiałam aluzje.-Crowley i Halt spojrzeli na mnie- Jestem z wami dość długo by załapać kiedy chcecie rozmawiać na osobności- ale posłusznie odeszłam.
Arrow to była moja klacz, dostałam ją kiedy zaczełam termin u zwiadowcy. Była brązowo-szara, kudłata i troche wyższa niż inne zwiadowcze koniki w jej wieku.
No bo przecież Mary Sue nie może jeździć na pospolitym, zwiadowczym koniku, który ledwo co odrasta od ziemi. Heloł?
I w dodatku umie mówić cyframi... Ja też tak chcę!
Wpisuję "kudłaty koń" w Google i wyskakuje mi to (tak w ogóle wciąż nie umiem wyobrazić sobie tego brązowo-szarego umaszczenia):


Na prawej przedniej nodze tuż nad kopytem miała białą plamkę, która z bliska do złudzenia przypominała strzałę. To był jeden z powodów nazwania jej Arrow, drugim było to że naprawdę szybko reaguje na obecność kogoś obcego.
//////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Crowley wraz z Haltem śledzili wzrokiem dziewczyne, jej brązowe włosy falowały na wietrze,
Fryz idealny dla kogoś, kto chce się zaplątać włosami w gałęzie leśnych drzew i krzewów.

 a łuk wisiał lużno na plecach, krok miała lekki, dziewczęcy ale pewny. Gdy znikła im między namiotami usiedli przy ognisku.
-Za 4 miesiące skończy się jej termin, i awansuje na zwiadowce, ponieważ ostatnio w naszych prawach zaszły znaczne zmiany i po ukończeniu pięcioletniego szkolenia czeladnik musi jeszcze przez miesiąc myć gary.

-Tak, wiem. Będzie pierwszą kobietą jaka wstąpiła w nasze szeregi.
O Maddie nikt już nie pamięta.
Całe szczęście. Ja pamiętam i niezbyt dobrze wspominam.

-To wywoła fale szumu wśród ludzi.
-Pogadają i ucichną. Bardziej obawiam się sporów wśród nas, zwiadowców. Pamiętasz jak przyjąłem Lare na termin, już wtedy wyrażali pewne obawy co do niej. Mówili że kobieta może zniszczyć i zakłócić panujący tu porządek. Z czasem zaczeli się do niej przyzwyczajać
Lara to ta dziewczyna, jak zgaduję?
A kto inny może być tą wybitną jednostką? 

-I młodziki przestały z nią kręcić
-Bo pokazała im "pazurki"
O, takie tipsy sobie zrobiłam. Żelowe, z brokatem.

-Taa, widziałem nawet jak kiedyś do jednego rzuciła saksą i przeszyła mu płaszcz na ramieniu
Przeszyła płaszcz na ramieniu, nie uszkadzając ramienia. Albo porażająca precyzja rzutu, albo porażająca szerokość płaszcza.
Celowała w ramię, ale nie wyszło. Swoją drogą, miała z „młodzikami” kontakt raz do roku, podczas Zlotu. Cierpliwość godna zwiadowcy!

mówiąc ,że nie jest zainteresowana i żeby sie odpie... znaczy się odczepił.
Toż to damie takie zachowanie nie przystoi!

-Ona nie zostanie normalnym zwiadowcą, obaj to wiemy.-odparł jak zwykle ponury Halt
-Będzie miała trudne początki, ale da rade, jest silną dziewczyną.-odparł w zamyśleniu Crowley,
Miał do niej inne plany, o których wiedział tylko on i Lara.
Urodzi mu dzieci? Wezmą ślub? Wyśle ją jako przynętę?

Rozdział 2

Stałam obok swojej klaczy i szczotkowałam jej sierść. Arrow spokojnie przerzówała (stwierdzam, że to najbardziej epicki ortograf jaki w życiu widziałam) (alesz jezdeś nierzyczlywa) trawę. Była naprawdę ładna, ale to wcale nie znaczy że była grzeczną dziewczynką. Nielubiła gdy ktoś podchodził do jej lewego boku, tolerowała tylko mnie.
Za to gdy ktoś podchodził do prawego, stepowała z radości.
Lewy profil miała gorszy i nie chciała go pokazywać.
Co prawda konie mają dziwne charakterki i czasem wkurzają się na różne rzeczy, ale nie spotkałam się z takim, co nie lubił ludzi podchodzących do lewego (albo prawego) boku.
Wiesz, taka „wyjątkowa” panna musi mieć wyjątkowego konia.

Jak każdy zwiadowczy koń miała specjalne hasło, które znałam ja i Halt. Miała już 6 lat, to przypomniało mi ile czasu upłyneło odkąd jestem u zwiadowców. 4 lata i 11 miesięcy. Już niedługo będe musiała opuścić ich na dobre. Westchnełam.
Szkolą taką przez pięć lat, a potem każą opuścić Korpus? Może król Duncan powinien obniżyć wiek emerytalny, bo tym co starszym zaczęło się już trochę mieszać...
Urząd Pracy dał dofinansowanie na nowych stażystów.

-Crowley-powiedziałam, i rzeczywiście podchodził do mnie
-Możemy porozmawiać, Laro - odezwał się Crowley
Wyraził zgodę na to, by się do niego odezwała?

-Jasne-poszliśmy nad rzeczke nieopodal krzaczka obozu, ale dostatecznie daleko by nas nie widzieli inni, zwłaszcza Mistrz Yoda. Spodziewałam się o czym będzie ta rozmowa, i wiedziałam że musi być ona poufna.
-Nadszedł czas
-Wiem. Od początku wiedziałam na co się pisze. Jakie masz dla mnie zadanie?
-Będziesz oczami i uszami w Skandii.
-Mam ich szpiegować.-nie było to pytanie
-Nie nazwał tak bym tego, bardziej pasuje mi określenie informować. Będziesz nasza Informatorką.
Reportaże dla Wiadomości będziesz robić.
Bez jaj... Korpus Zwiadowców został stworzony po to, by pilnować porządku w poszczególnych lennach. Jedynie od czasu do czasu, gdy istniało poważne zagrożenie dla kraju wysyłano jednego czy dwóch na specjalne misje, czyli wyjątkowo delikatne negocjacje czy odbicie z niewoli kogoś ważnego. Ale na Peruna, nie na zwyczajne przeszpiegi do obcego kraju... A już tym bardziej, gdy jedynym wysłannikiem miał być taki świeżak.

-Ze zwiadowczymi umiejętnościami-powiedziałam z przekąsem
-Owszem.
-Nie mówiłeś o mnie Haltowi i nikomu?
-Nie, oni nie mogą wiedzieć jaka jest twoja prawdziwa misja.
Zwłaszcza Nikt.

-Skandianie nie zaufają mi jeśli tak po prostu, pojawie się na ich terenie. Nadal trwa niema wojna.
Niema wojna zapewne polega na naparzaniu się toporami w grobowym milczeniu.

-Dlatego musisz zrobić coś by ci zaufali bezgranicznie.-Zaległa chwila ciszy, przerwał ją Crowley-Do królestwa przywieźli ważne dokumenty.
-Jak ważne?
-Bardzo.
-Rozumiem.
Grunt to szczegółowy briefing przed rozpoczęciem projektu.

-Prawdopodobnie to nasza ostatnia rozmowa, na spokojnie. Podczas następnej będziemy rzucać w siebie talerzami. Laro?
-Tak?
-Jeśli ktoć cię wykryje...Albo jak ktoś cię złapie, i będzie chciał przesłuchiwać...
To zażądaj wezwania twojego adwokata.

-Nie kończ.
-Nie daj się im mała. Uważaj na siebie i pamiętaj, że tu ktoś na ciebie czeka, mimo że nie wie nawet o twoim istnieniu.-wiedziałam kogo ma na myśli
-Kiedyś tu wróce, ale nie chcę żeby Will wiedział o mnie.
Zastanawiam się, kiedy dzieje się akcja tego opowiadania. Will ponoć miał być ostatnim uczniem Halta, gdyż ten już do najmłodszych nie należał. To jakieś naginanie czasoprzestrzeni, czy jak?

-Uszanuję to. Dozobaczenia Laro.
-Żegnaj Crowleyu.

Rozdział 3

Biegłam ciemnym lasem. Za mną rozchodziły się głosy pościgu. Słyszałam głosy co najmniej 4 zwiadowców, nierozpoznałam do kogo należały.
Gdyby do niej strzelali, po kolorze lotek rozpoznałaby ich nazwiska, wiek i lenna, w których służą.
Nie strzelali, bo chcieli zostać incognito.
W ogóle teraz się tak zastanawiam - jak wybiera się kolor lotek? Mówisz "lubię kolor zielony" i dają ci zielony? Czy może to jest jakaś głębsza filozofia, jak totemy w "Mój brat niedźwiedź"?
Może są jakieś rodowe wzorki, jak tartany w Szkocji?
A może herb lenna? Tylko, tak jak z wzorkami, byłby problem z namalowaniem ich. Lotki nie są zbyt szerokie.
No przecież to każdy z urzędu dostawał.

Jednak wiedziałam,że są to młode osoby ale nie uczniów.
Po dłuższej analizie tego zdania doszłam do tego, że została tu użyta przeurocza konstrukcja: "młode osoby uczniów". Znaczy, nie-uczniów.

Wiedziałam że jeśli zaraz nie zmienię kierunku złapia mnie.
Byli jakies 50 metrów za mną. Skręciłam ostro w lewo, i wśliznełam się do wcześniej przygotowanej kryjówki.
O którą zadbała, gdy robiła sobie grafik dnia i wpisała w niego spieprzanie przed pościgiem.
To jak w grach - nie wyjdziesz poza mapę. 

Zakryłam wejście liśćmi.
I to wystarczyło, by zmylić zwiadowców, którzy są, uwaga, doskonałymi obserwatorami.

Była to mała jaskinia, ale wystarczająca aby się schować.Poczekałam aż głosy ucichna na dobre, i ostrożnie wyszłam z norki. Upewniwszy się że nic mi nie zagraza ruszyłam dalej na południe. Mój koń czekał na mnie tam gdzie go zostawiłam.
Natomiast ścigający starannie go nie zauważyli, by przypadkiem nie wpaść na to, by postawić przy nim jakąś czujkę. Koniecznie z prawej strony.

Oczywiście nie mogło być łatwo, wyczułam obecność kogos za mna (dmuchał jej w kark?) była to jedna osoba. Szybko się obróciłam i ogłuszyłam go, zemdlał.
Skoro udało mu się podejść tak blisko, spokojnie mógłby dać jej w łeb jako pierwszy, zamiast sterczeć jak słup soli i czekać, aż się odwróci.
Patrzcie, zgadłam. Rzeczywiście dmuchał c:

Rozpoznałam w nim zwiadowce Rixa z lenna Histon. Młody, stał się zwiadowcą na początku mojego terminu. Znowu usłyszałam głosy tym razem z wschodu. Szybko dosiadłam Arrow i udałam się na południe.
Obejrzała jego strzały, stąd wie?

Nie spotkałam już żadnego zwiadowcy...do czasu. Z lewej słyszałam odgłosy końskich kopyt, złapałam się gałezi drzewa i weszłam na nie (znaczy, na kopyta?). Tym razem mój prześladowca był starszy, miał z 40 lat, nie pamiętałam jego imienia ani koloru lotek, ale to nie było ważne. Zeskoczyłam z drzewa i natychmiast wycelowałam w ramię przeciwnika.
Co było nieco bez sensu, bo co prawda strzała w ramieniu uniemożliwi mu strzelanie z łuku, ale nie będzie przeszkodą w rzucaniu nożami drugą ręką. I, przy okazji, solidnie go wkurwi.
Włazi na drzewo, żeby po chwili z niego zeskoczyć? Po kiego ona uprawia tę gimnastykę?
I wciąż mnie zastanawia, co z tym koniem. Weszła na drzewo z niego? A potem zeskoczyła na siodło? Czy jednak już nie jechała? 
Siedząc w siodle, łapie gałąź i się na nią wciąga, natomiast koń idzie sobie dalej. Trik kilka razy w "Zwiadowcach" opisywany, na szczęście znacznie bardziej umiejętnie niż tutaj. Tylko żeby to zagranie miało jakikolwiek sens, musiałaby zostać na tym drzewie. Ale kogo to...

On też mnie dostrzegł i rzucił saksą trafiając w sam środek drzewa ,za którym się skryłam. Rzuciłam kamieniem, i nagle staliśmy twarza w twarz.
Rzuciła w niego runą teleportacji i z odległości kilku metrów przemieścił się tuż przed jej nos.
Mnie to się kojarzy z ojcem Naruto, który miał te swoje specjalne kunaie...

Ja szybciej wyierzyłam tym razem w górną część ramienia. Nie chciałam go skrzywdzic, ale nie mogłam mu pozwolić aby dalej mnie ścigał.
Jak przebite ramię może uniemożliwić pościg? Chyba nie uważała na lekcjach Halta, bo zawsze mówił, że aby spowolnić przeciwnika, należy walić w łydkę.
A celując w górną część ramienia jest większe ryzyko, że przypadkiem trafi w szyję (skoro te strzały mają po jednej lotce tylko, to jest to nawet bardzo prawdopodobne).

Rzuciłam się do ucieczki. Arrow natychmiast do mnie podbiegła. Złapałam się jej w biegu, i pognałyśmy dalej. Kierowałam się do Galii, by stamtąd przedostać się do Skandii.
A po kiego ciula ci zwiadowcy ją gonili? To była misja tak tajna, że nikt nic nie wiedział i ścigali ją jako... no właśnie, kogo? Dezerterkę? Przecież żeby ją ścigać, musieliby mieć rozkaz od Crowleya, a Crowley sam ją tam wysłał, więc nie miał powodu, by wysyłać za nią pościg... Dobra, poddaję się.
Ale ten opis pościgu był fascynujący. Emocje jak na grzybobraniu. 

Rozdział 4

Znowu byłam w Araluenie. Jak co rok składałam raport z moich działań.
Ponieważ to, po co wysłali ją do Skandii, co tam robiła i co było w tych dokumentach, które chyba były tak tajne, że nawet ich autorka nie wiedziała, co zawierają było absolutnie niewarte wyjaśnienia czy choćby jednego zdania opisu.

Znałam ten las na pamięć. Wiele razy nim przejeżdżałam, czy to teraz czy podczas terminu. Uczyłam się tu, strzelać, polować, rzucać saksą. Przebiegałam też nim, zostawiając w tyle ścigających mnie zwiadowców. "Laro, ogarnij się. Nie czas teraz na wspominki. Tym bardziej, że ktoś cie śledzi, a nawet dwa ktosie"-uświadomiłam sobie. Dwie osoby i dwa konie. Nie zwróciłabym na nie uwagi, gdyby nie to,że te konie miały synchroniczny chód i wyćwiczony.
A chód ten był wyćwiczony właśnie po to, by śledzony nie zwrócił na niego uwagi. Zwiadowcze konie były nauczone chodzenia w takim samym tempie co koń śledzonej osoby. Wtedy stukot kopyt jej konia zagłuszał ich chód. No ale co ja tam wiem... Lara przecież ma szósty zmysł.
A może to były konie wyćwiczone do bycia zauważanymi i rozpoznawalnymi?
Świetny zwiadowca, skoro nie zwraca uwagi na zbliżające się postacie nie będące innymi zwiadowcami. Halt przewraca się w śpiworze.

Bez wątpienia były to konie zwiadowców. "Świetnie, jeszcze tego mi było trzeba." Zeszłam z konia, Arrow odrazu zaczęła stapać ciężej, aby tamci nie skapnęli się,że koń nie ma swojego jeżdzca. Pobiegłam kawałek w las.
A jej kroków oczywiście nie usłyszeli, mimo że bieg ma ze skradaniem się mniej więcej tyle samo wspólnego co świnia z baletem.
Ona była tak niesamowita, że biegnąc nie dotykała ziemi.

Nadjeżdżali. "No pięknie-pomyślałam-Ze wszystkich 50 zwiadowców to musiał być akurat Halt. A ten drugi to musi być jego uczeń."
No kuźwa, ilu "ostatnich uczniów" ma ten Halt?! W sumie to przypomina mi jednego z nauczycieli z czasów gimnazjum. Od dwudziestu lat na każdym zakończeniu roku ogłasza swoje przejście na emeryturę. Tak, nadal pracuje.
To częste. Podobna sytuacja jest z moją nauczycielką od fizyki.
Halt najwyraźniej nie załapał się na pomostowe.

 Dwa łuki leżały swobodnie na ich kolanach, choć na cięciwie były strzały.
Na jednej cięciwie należącej do obu łuków... Ciekawe, jak się strzela z takiego ustrojstwa.
Nie da się. Próbowałam to rozrysować, ale nijak się nie da! Poza tym... Nie lepiej byłoby stać? Bo strzela się, stojąc bokiem do celu... Albo chociaż tym bokiem usiąść!
Wyobraziłam sobie to jako zmutowaną kuszę. Jakby się bardzo postarać… Może nawet by wyszło. Ale nie gwarantuję celności, ani siły wyrzutu.

A to oznacza, że wiedzieli o mojej obecności.
Bo to, że cię śledzili na pewno nie miało z tym żadnego związku!

Wtedy zawiał wiatr i ich konie mnie wyczuły. Halt lekko pochylił się nad uchem Abelarda.
-Dobry konik.-powiedział Halt, wiedziałam, że tylko przykrywka dla innego polecenia, wtedy głowa konia lekko, prawie niezaówarzalnie (że co?!) (nigdy niczego nie robiłaś niezaówarzalnie? Dziwne, doprawdy) (niestety nie, nie mam życia... *smuci się*), przechyliła się w moja stronę.
Szybko wystrzeliłam dwie strzały(oni zresztą też) i uciekłam aby być z dala od wiatru. Skryłam się za drzewem i obserwowałam. Młody zszedł z konia i poszedł w las. " O nie, nie ze mną te numery"
To był Brunner!
"Młody"? Po tym, jak do niej strzelił, powinna już znać jego imię. Przecież widziała strzały.
Ale nie lotki! Co jej po strzale, jak nie widziała lotek?

Wiedziałam co on kombinuje, znałam ich metody. Mimo, że miałam go na oku jakimś cudem znalazł się za mną, mimo, że jeszcze o tym nie wiedział. Był naprawdę dobry w skradaniu się, prawie tak dobry co Crowley.
Może i skradał się dobrze, ale co mu po tym, skoro nie wiedział, że miał Larę przed sobą?
Jedyna osoba, której w tym opku udało się ją podejść, zrobiła to przypadkiem. Fuck logic.

Zauważył mnie, wtedy on wystrzelił strzałę, która nie trafiła mnie, ale było blisko. Rozkojarzyłam się i straciłam ułamki sekund. Wtedy Halt zaszedł mnie z drugiej strony. Byłam w pułapce, z której nie było wyjścia.
-To koniec-powiedział Halt- Połóż łuk na ziemi, i żadnych gwałtownych ruchów.-zrobiłam to, z lekkim ociąganiem
-Zdejmij kaptur-powiedział drugi, gdy to zrobiłam dostrzegłam zdziwienie na ich twarzach, choć Halt lepiej je ukrywał- No proszę, dziewczyna, kto by przypuszczał.
-Nie byle jaka dziewczyna-odparł Halt- Minęło trochę czasu odkąd się ostatnio widzieliśmy.
-Z 5 lat, jeśli się nie mylę.-powiedziałam
-To wy się znacie?-spytał ten drugi
-Tak, a przy najmniej tak myślałem, kiedyś. Co tu robisz?
-Jestem przejazdem.
-Hmm. Aresztuje cię za dawne sprawy. Gilan, zwiąż ją.- To było do przewidzenia. Wtedy Arrow przybiegła do nas i przeraźliwie zarżała. Zrobiła małe zamieszanie, i udało by mi się uciec gdyby nie ich konie, które zaalarmowane dzwiękami, przybiegły do nas.
Przyznaję się, nie znam tego uniwersum, ale ten "profesjonalizm" aż razi po oczach! "Aresztuję cię za dawne sprawy". Jakie? Mój kot zjadł twoją rybkę z akwarium? Wypiłam ci piwo? A może po prostu się urodziłam?!
Człowieka już ma, teraz będzie szukał paragrafu.
Chyba wszystkie opisy pościgów, ucieczek czy walk będą tak samo pasjonujące. Muszę przygotować sobie dzbanek kawy, żeby nie zasnąć. 
Zostaw trochę dla mnie. Się napiję po zwiadowczemu, z miodem, żeby przynajmniej jedna rzecz się z kanonem zgadzała.
Też się napiję. Kofeina z kawy i cukier z miodu może pomogą dotrwać do końca…
Polecam jeszcze oranżadę, w której hektolitry jestem właśnie zaopatrzona. Może i nie kanoniczna, ale cukier pomaga przez to przebrnąć bez złapania zawieszenia mózgowego.

Reasumując, Halt i jego kolega(uczeń?) Gilan, i tak mnie za aresztowali. Całe szczęście, że byliśmy daleko od Redmont, bo bym miała nikłe szanse na jakąkolwiek próbę ucieczki, a tak to co innego.
Droga konno bez przerw trwałaby z tydzień, i bez utrudnień, a ja bynajmniej nie zamierzałam ułatwiać im zadania:) (Lubię te uśmieszki  w zdaniach, bo tak to by czytelnik nie wiedział, jakie emocje towarzyszą bohaterce. Bo w końcu opisy tychże emocji są już przereklamowane!). Trwała pierwsza noc w ich towarzystwie. Spodziewałam się, że Halt będzie chciał mnie przesłuchać, i nie pomyliłam się. Z wyglądu nic się nie zmienił. Włosy nadal strzyże saksą, nierówne końcówki sterczały na wszystkie strony.
Przepraszam, ale udowodniono to Haltowi lata po zakończeniu terminu Gilana, czy nawet Willa. Do tego momentu są to jedynie plotki, do których Halt się nie przyznaje. Skąd bohaterka może o tym wiedzieć?

Siedziałam pod drzewem, ze związanymi nadgarstkami, tak na marginesie ten Gilan umiał wiązać całkiem mocne węzły.
-Co tu robisz?
-Siedzę.
-To zapytam inaczej. Co robisz w Araluenie?
-Jestem przejazdem.
-I tak ci nie wierze.
To po co pytasz?
Dla zasady, żeby można było w protokole wpisać.

-Nie zależy mi.
-Wiesz,za zdradę stanu idzie się wisieć. Powinno ci zależeć...
-To i tak nic nie zmieni. Wiesz to tak samo dobrze co i ja.
-Co ci to dało? Ktoś cie przekupił, abyś zdobyła te papiery?
-Odpowiadając na twoje drugie pytanie, to nie.
-A więc dlaczego?
-Miałam swoje powody.
-Czuje,że nic już z ciebie nie wyciągnę.- I odszedł.
Mniej więcej w połowie przestałam ogarniać, kto co mówi. Kto jeszcze?
Uwaga, autorko, wprowadzamy nowe, trudne pojęcie: atrybucja dialogów.
Przynajmniej wciska enter. 
Ale spacje po myślnikach już sobie odpuściła.
Mnie ciekawi inna rzecz. Halt potrafi być niesamowicie przekonujący jeśli chce. A wziął i po prostu odpuścił? Wstyd. Zawiodłam się na nim.
To nie jego wina. To Wielki Kodeks Opkolandii nakazał mu odpuścić. Jak miał mu się postawić?

Rozdział 5

Siedziałam pod drzewem, nadal. Byliśmy coraz bliżej Redmont.
Siedziała pod tym drzewem i siedziała, a Redmont cały czas pełzło w jej stronę.

Wiedziałam, że mam coraz mniej czasu na ucieczkę. Szansy jako tako ciągle nie było.
Za to szansa tak sobie pojawiała się co jakiś czas, niekiedy w towarzystwie szansy mniej więcej.

Wiedziałam że w starciu z Haltem nie mam co marzyć.
Starcie z kimkolwiek nie jest dobrą porą na marzenia.

Spróbowałam więc zwieść Gilana. Wyglądał na młodego i niezbyt doświadczonego. Z tego co podsłuchałam był na czwartym roku, nie było wiec co wątpić, że na pewno umie strzelać z łuku zawodowo.
Bo na trzecim roku strzela się hobbystycznie.
A na pierwszym ma się łuk zrobiony z patyka i gumki od majtek.

Poza tym miał miecz, co było raczej niespotkane u zwiadowców. Trochę mnie to intrygowało...ale tylko trochę. I tak nie ma szans na bycie bardziej zajebistym ode mnie. Wieczorem podszedł do mnie.
-Odwróć się, to poluzuje ci więzy.-powiedział
Zrobiłam to. On mnie rozwiązał. A ja zaczęłam odczuwać tępy ból w ramionach, to znaczy, że krew powoli zaczęła krążyć tak jak powinna. Nie patrzałam (Litości...) na niego, ale zapytałam.
-Ile jeszcze do Redmont?
-4 góra 5 dni.-odparł, jakbym tego nie wiedziała, ale od czegoś trzeba było zacząć.
-Ach-westchnęłam
-Ile miałaś wtedy lat?-zapytał. Chodziło mu o to ile lat miałam gdy zdradziłam.
A ja o tym wiem, bo jestem taka fajna i umiem czytać w myślach.
W tym oto miejscu wyjaśniło się, czemu ona na okrągło spieprza przed kolegami po fachu. Ale nadal nie ma nawet słowa o tym, na czym ta cała zdrada polegała. Co, umawiała się z jakimś przystojnym kalkarem?

-16-widziałam, że chciał zapytać o coś jeszcze-No śmiało, pytaj, nie masz nic do stracenia, ja zresztą też.-pozwoliłam sobie na żart.
Au!torce się coś mocno popierniczyło. Jak się domyślam, zdradziła podczas tej misji, na którą wysłał ją Crowley. Jeśli kończyła wtedy termin i miała szesnaście lat, musiała zostać na niego przyjęta w wieku lat jedenastu. Jednak to niemożliwe, bo dopiero po ukończeniu piętnastego roku życia można było ubiegać się o przyjęcie na ucznia. Czyżby Snape z poprzedniego opka zawitał też tutaj i znowu rzucił pętlę czasu?
Też taką chcę. Zawsze będę miała czas, by się wyspać i pograć na kompie przed lekcjami.

-Miałaś wtedy termin zwiadowczy?
-Tak, a dokładnie kończyłam go.
-Nigdy nie było kobiety zwiadowcy, byłabyś pierwsza
Czekałam co dalej powie.
- To jakim cudem skończyłaś go po roku?! - spytał z niedowierzaniem.
-I tak sobie teraz myślę, dlaczego o tobie nie słyszałem wcześniej. Przecież byłaś pierwszą kobietą, która miała termin. Powinny pozostać jakieś ślady po tobie, a tu nic.
Żadnej szminki na szklance ani biustonosza w łazience.
A już miał nadzieję.

Jak?
-Cóż, zważając na to co zrobiłam, te 5 lat temu, wcale się nie dziwie.Myślisz, że chcieliby taki niewypał w swoich kartotekach?
Na tym zakończyła się nasza rozmowa, związał moje nadgarstki i odszedł.
A już myślałam, że dowiemy się, kogo i w jaki sposób zdradziła...
Taka wspaniała, szybka, zwinna, idealna łuczniczka, a zmarnowała moment do ucieczki na dowcipkowanie o swojej zdradzie czy coś... Może jestem dziwna, ale ja bym temu Gilanowi przywaliła z łokcia, wsiadła na konia i zwiała, gdzie pieprz rośnie.
A przestań, czytelnik musi jakoś poznać prawdę o tym, co się stało, a jak to zrobić, jeżeli nie przez "przypadkową" rozmowę?
Albo Mary Sue nie jest jednak aż tak zajebista i nie potrafi wyczuć najbardziej dogodnego, oczywistego wręcz momentu na próbę ucieczki.

Pierwszą nocną warte przejął Halt. Postanowiłam się troszkę zdrzemnąć, pod czujnym okiem Halta. Kiedy nadeszła pora zmiany, było jakoś 2 godziny po północy. Poczekałam jeszcze z godzinę, aż zaówarzyłam, że Gilana moży sen, przysnął. To był moment na który czekałam, niezaówarzalnie (Czyżby ktoś nie umiał poprawnie zapisać słowa "uważać"?) (a czy rzeczony ktoś potrafi jakiekolwiek słowo poprawnie napisać?) wysunęłam recę z węzłów.
Dziwnie łatwo poszło, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejszą wzmiankę o mocnych węzłach wiązanych przez tego Gilana.
Miała praktyki u Houdiniego.
Zauroczyła go swą oczywistą urodą, pomachała rzęsami, a on się rozkojarzył i źle zawiązał. 

Przemknęłam za drzewo. Arrow spostrzegła co się święci, na szczęście jej nie przywiązali, ale nie ruszyła się bez braku mojego znaku.
Chwila, moment... Nie ruszyła się bez braku znaku, czyli z brakiem znaku powinna się ruszyć. Czyli od dawna nie powinno jej tam być. Czytanie - a zwłaszcza rozumienie - tego, co się samemu pisze, najwyraźniej leży poza granicami możliwości co niektórych. Tylko dlaczego właśnie oni mają literackie ambicje?
Ponieważ myślą, że piszą dobrze. Taki mamy klimat.

Poszłam trochę dalej, ale tak by klacz mnie widziała, na dany znak wycofała się do tyłu, podskoczyła w górę, bo w dół nie wyszło i poszła w las, do mnie. Moje rzeczy były na miejscu. Łuk, kołczan, strzały, saksa i drugi nóż. To było mi potrzebne.
A skąd one się tam wzięły?! Coś mnie ominęło?
Geniusz strategii: aresztować kogoś, a całą jego broń położyć tak bardzo na widoku jak się tylko da, żeby, w razie gdyby próbował uciec, nie musiał się skradać ani kombinować, by ją odzyskać. I w ogóle po kiego te jej graty ze sobą zabrali? Przecież nie zamierzali jej ich oddawać, nawet po dotarciu do Redmont... prawda?
Może wzięli je jako łupy?

Uciakałam jak najszybciej, gdy byłam jakieś 3 kilometry od nich zatrzymałam się i pozacierałam ślady, a Arrow poszła dalej robić sztuczny trop, sztuczka stara jak świat. Pokierowałam ją na południe. Dalej nie musiałam jej kierować.
A Halt, ten czujnie śpiący Halt, wszystko przeoczył i dał jej uciec. Mimo że galop (nawet na zwiadowczym koniu) to czynność głośna, alarmująca. Starzeje się, czy co?
BTW, przeczytałam całość i myślniki nie były chyba nawet raz oddzielone spacją od liter... Moje oczy teraz bolą...
A ja tak sobie myślę, że z pisaniem jest jak ze śpiewem - każdy może, ale nie każdy powinien. 

Rozdział 6

Popełniłam błąd, mały ale jednak. Jakiś zbir złapał mnie. Byłam w pułapce i nie miałam jak stąd wyjść. Ten człowiek był handlarzem niewolnikami, jak dowiedziałam się od innego więźnia. Był młody, miał krótkie czarne włosy. Miał na imię Patric i około 11 lat doskonalił się w sztuce robienia na drutach.
I ta początkowa rozkmina: mowa o więźniu, czy o zbirze? 
Chyba o zbirze.

Siedzieliśmy pod tym samym drzewem związani (ona i zbir?). Tak na marginesie, właśnie obmyślałam ucieczkę. Spędziliśmy tu 2 dni i noce, więc poznałam już schemat zbira. 
Bo ludziom generalnie chce się siku o określonej godzinie.
Może to faktycznie gra... Aż mi się przypomina stara gierka "Sąsiedzi z piekła rodem". Zapamiętasz schemat i dajesz! Sypialnia, balkon, salon, kuchnia, piwnica, sypialnia, balkon, salon...
Ten schemat nie był jakiś specjalnie trudny, skoro zbir nie mógł się ruszyć spod drzewa.

O ucieczce w nocy nie było mowy, on miał bardzo czujny sen. Gdy próbowałam rozwiązać węzły, od razu otworzył oczy.
A Halt, zwiadowca, przespał podobne operacje. 

W dzień zawsze był blisko, a co gorsza dla mnie umiał strzelać z łuku( znaczy się miał łuk, ale nie wyglądał na takiego co często go używa).
Tylko od święta, żeby się przed panienkami popisać.
Skoro nie wyglądał na takiego, co często go używał, to mogłaś wiać... Swoją drogą, co to znaczy, że nie wyglądał? U mnie w klubie są osoby o BARDZO zróżnicowanym wyglądzie i budowie ciała, a strzelają. I to całkiem nieźle.

Jednak mojego konia i tego chłopaka przywiązał, na szczęście (a może nieszczeście?) do siebie.
Przywiązał Patrica do konia? Widzę kolejnego geniusza strategii. Albo przynajmniej geniusza gramatyki.
Nie. Przywiązał samego siebie do konia i do Patrica. A on z kolei był przywiązany do drzewa razem z Larą. 

Jak każdy człowiek, chciał czy nie chciał, musiał załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne. Zajmowało mu to 3 minuty.
Wiem, bo zawsze włączałam stoper. 

 To była nasza szansa.(nasza, bo przecież nie zostawię tutaj Patrica mimo, że ledwie go znam).[tu pominę akcję z ucieczką, żeby was nie zanudzać ;)]
Zostało jeszcze trochę tej kawy? Tylko wódki dolejcie, bo na trzeźwo chyba nie dobrnę do końca.
Odrobinkę! Ale weź! Dziękuję bogom, że autorka oszczędziła nam tych opisów! Bo ja nie wiem, co by to było, gdyby jednak postanowiła to napisać. 

Udało się, ledwo. Zgarnęliśmy dwa konie, i pojechaliśmy.
-Dokąd teraz?-zapytał Patric
-Jak najdalej stąd.
Jechaliśmy przez godzinę w ciszy. Gdy stwierdziłam, że czas na odpoczynek, stanęliśmy.
-Skąd jesteś?-zapytałam Patrica
-Stepy Wschodu- odparł.- A ty?
-Znikąd.
Czemu ona musi odpowiadać jak rasowy buc? Ten chłopiec ma jedenaście lat. 
Jej zajebistość nakazuje jej być tajemniczą i bucowatą. Nawet w stosunku do jedenastolatka.
Ona po prostu ma to we krwi.

-Jak to?
-Normalnie. Nie należę do żadnego koła różańcowego. Choć co prawda ostatnio osiedliłam się w Skandii. Gdzie teraz się wybierasz, gdzieś cię przetransportować, do rodziny?
-Ja nie mam już nikoko.-powiedział szeptem, zagdakał kilka razy i spuścił głowę. Cóż, to trochę komplikowało sprawę.
-To co zamierzasz?
-Nie wiem. Nie mam dokąd pójść. Chciałbym iść z tobą.
-Do Skandii?
-Gdziekolwiek, ale nie sam.
Musiałam się długo namyśleć.
Jednak odpowiedziała mu dość szybko. Chyba że stali tak kilka dni, a ona w tym czasie myślała.
Może stali, kto wie? Przecież wcale nie tropili jej zwiadowcy i łowca niewolników.

-Patricu, ja mam dość odmienny tryb życia. Mam niejedno za uszami. Można powiedzieć, że moja przeszłość jest nie najlepsza i skomplikowana. Ostrzegam cię również, że ze mną nie czeka cię łatwa przyszłość. Nie sądzę aby to była odpowiednia droga dla ciebie, szczególnie, że masz.. ile? 11 lat?
-Mój wiek jest nieistotny. Ważne jest to, że nie mam żadnego planu na życie. Sam wyląduję na ulicy i rychło zakończę życie. Z tobą, cóż, mam większe szanse na osiągnięcie czegokolwiek, nawet jeśli doprowadzi mnie to do śmierci.-Odważny chłopak, dojrzały.
Ma do wyboru umrzeć na ulicy lub u boku Mary Sue, przed śmiercią nurzając się w jej chwale. Chyba wiadomo, na co się zdecyduje, nie?
W ogóle brawa za napisanie słów, które doskonale brzmią w ustach dziecka. Czy jedenastolatek nie powinien być chociaż trochę przerażony sytuacją, w której się znalazł? Albo załamany, że nie ma już nikogo i jedyną osoba, która może zapewnić mu - w miarę - godny byt, to niezbyt do tego chętna dziewczyna?
Jedenastolatek używający wyrażeń w rodzaju „rychło zakończę życie” jest niezwykle przekonujący i wiarygodny.
Nie mówiłaś tak, gdy byłaś w jego wieku? Przecież wszystkie dzieci tak mówią. 
Przecież gdy dziecko uczy się mówić, nabiera wprawy dzięki recytowaniu pierwszych rozdziałów "Potopu".

-Szykuj się ruszamy o świcie.
I tak zaczęła się nasza znajomość.
Wasza znajomość zaczęła się wtedy, kiedy trafiłaś do niewoli. 
Ciii, psujesz dramatyzm  sytuacji!

Rozdział 7

Był ranek, ale nikt nie wstawał ze snów, wszyscy całą noc czuwali.
Nikt na świecie rano nie wstał, bo wszyscy czuwali. Logika natomiast wyjechała na Seszele.
Nikt nie wpadł na to, by ustalić warty podczas nocy, więc oboje całą zarwali. Sens. Tak bardzo.

Piechota Skandi zgromadziła się, na skraju przesmyku.
Od samego początku au!torka tylko dwa razy zapisała "Skandii" przez dwa "i". Proszę, przyda się na ciąg dalszy, bo już chyba do końca opka tego nie zaznamy: iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.
*bierze garstkę* Dzięki, przyda się. 

Skandia od dwóch tygodni była oblegana przez żołnierzy Stepów Wschodu.
Ale że tak cały kraj, wzdłuż wszystkich granic były wrogie armie i statki?
Jak oblegać, to na całego.

Słynęli oni ze swoich umiejętności łuczniczych. Tam od małego dziecka uczyli się strzelać. Natomiast armie Skandi stanowiła wyłącznie piechota. Prawie wyłącznie, mieliśmy bowiem łuczników, dzięki pomocy trzech areluńczyków, Willa, Halta i Horacego. Szkolili niewolników, którym obiecano wolność, wzamian za pomoc.
Tak, bo Horace, który co prawda umiał obsługiwać miecz, ale o łukach nie miał zielonego pojęcia na pewno świetnie sprawdził się w roli nauczyciela!
Przecież to tylko niewolnicy. Uczą ich, żeby zachować pozory. I udawać, że mają wybór.  
Dużo się zmieniło przez tą jedną noc. 

Choć początkowo byłam nie przekonana do ich metod, to muszą (Tajemniczy oni... Illuminati nawet w opku?) przyznać, że się sprawdziły. Zaskoczyli mnie, a nie łatwo było mnie zaskoczyć.
Halt umie strzelać z łuku i umie uczyć strzelania z łuku. No co za niespodzianka. Może ona była taka zajebista i mimo terminowania u Halta samodzielnie nauczyła się wszystkiego o strzelaniu?
Czytała dużo książek. 

Wojna dobiegała końca. Nasi odpierali atak wroga, z każdym dniem silniej. Siły przeciwników słabły. Aż w końcu, po siedemnastu dniach, wróg zarządził odwrót.
Siedemnastodniowa wojna? Blitzkrieg, znaczy się.
Wątpię, by armia oblegająca kraj wzdłuż wszystkich granic miała szanse utrzymać się dłużej.
Pogratulować armii genialnego dowództwa i myśli strategicznej.

 Wróciliśmy do domu.
Niestety nie obyła się bez śmierci. Zmarł Regnak, oberjarl Skandi, a to oznaczało żałobę i wybory nowego o łatwiejszym do zapisania imieniu. Lubiłam go, udzielił mi azyl
Niestety, nie nauczył mnie gramatyka.

 i pomógł w trudnej sytuacji. Przyjął do siebie do domu mnie i Patrica. Nigdy nie pytał o rzeczy związane z Araluenem.
To się nazywa takt i dyskrecja - zameldować u siebie funkcjonariusza służb specjalnych państwa w najlepszym razie niezaprzyjaźnionego i nie próbować wyciągnąć od niego jakichkolwiek wiadomości na jego temat. W końcu liczebność, uzbrojenie i dyslokacja jednostek wojska, lokalizacja i stan infrastruktury, zasobność skarbu państwa czy nastroje społeczne w kraju, z którym mamy na pieńku, to absolutnie nieistotne detale.
Daj spokój, Lara pewnie nawet nie interesuje się takimi przyziemnymi rzeczami.

 Jednakże znał prawdę, o mojej zdradzie i ucieczce, a przy najmniej tak myślał.
Ma na swoim terytorium słynnego zdrajcę, który przeszedł szkolenie do elitarnej jednostki wojowników, więc może być potencjalnie niebezpieczny. Co robi? Zaprasza do chałupy i na piwo, zapewne opowiadając jeszcze przy tym o największych tajemnicach państwowych.
I znów pasjonujący opis - po prostu nie mogę wytrzymać tego napięcia. Była wojna - nie ma wojny. Ktoś umarł, ale co tam, nikt się nie przejmuje, a kraj nie musi naprawiać jakichkolwiek szkód. Wróćmy do Mary Sue, bo jeszcze ktoś pomyśli, że wszystkie te wydarzenia nie kręcą się wokół niej. 

Nikomu nie powiedziałam całej prawdy, o tym co jeszcze było związane z moją przeszłością ani o mojej misji, nawet Patricowi. Ufałam mu, ale tego nie mogłam mu powiedzieć, on zresztą nie naciskał, wiedział, że coś ukrywam, ale się nie dopytywał. Wyznawał zasadę, że im mniej wie tym lepiej śpi.
Bardzo dojrzały jedenastolatek. BARDZO.
Może to tak naprawdę czterdziestoletni karzeł o wyjątkowo młodym wyglądzie?

Niedługo po tym jak osiedliliśmy się w Skandi zaczęłam trenować, a Patric często mnie podpatrywał. Ja mu zresztą nie zabraniałam, jak chce to niech patrzy. Aż pewnego dnia poprosił, abym uczyła go. Na początku powiedziałam mu, żeby wybił to sobie z głowy, ale on nie dał się łatwo spławić.
Dlaczego nie chciała go uczyć? Przecież chłopak powinien umieć się obronić. 
A po co zawracać sobie tym głowę? Najwyżej go złapią i zabiją, kogo to obchodzi... W końcu nie była zbyt chętna do zabrania go ze sobą, może więc to jest plan, żeby szybko się go pozbyć.
W końcu jeśli by go nauczyła, pojawiłby się ktoś zdolny przyćmić jej zajebistość… Straszne!

Poszliśmy więc do zbrojowni. Łuki leżały w końcu sali, bo nikt ich nie używał. Znalazłam dwa łuki, które wyszły spod rąk Tamudzeinów, zapewne spokrewnionych z Temudżeinami. Patric wybrał jeden, bo to nie jest tak, że łuk musi mieć odpowiednią wielkość i twardość, wzięliśmy jeszcze kołczan ze strzałami i wyszliśmy na pole. Trenowaliśmy do zmierzchu, na jego prośbę. Był nieustępliwy, ćwiczył nawet w nocy, kiedy myślał, że go nie widzę. Przez trzy lata nauczył się tyle, ile ja przez cztery. Musiałam przyznać, że ma talent.
Po śmierci Ragnaka oberjarlem został Erak. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było podpisanie traktatu pokojowego między Skandią a Araluenem. Na mocy którego Skandianie mieli nie napadać rabunkowo na Araluen, a oni mieli wysyłać kogoś, kto szkoliłby łuczników dla Skandi.
Serio? Tylko to chcieli osiągnąć?
Nie czepiaj się, to opko. Chociaż w oryginale to też chyba były główne założenia traktatu...
Nie chyba, tylko na pewno. Do tego, w Skandii miał stacjonować oddział łuczników aralueńskich. Nie pamiętam liczebności oddziału. Dwustu? Trzystu? Coś koło tego. I jeszcze skandiańskie patrole na aralueńskich wodach… Brzmi niepozornie, ale dużo dawało obu krajom.

Nadszedł czas wyjazdu areluńczyków do domu. Erak osobiście zamierzał odwieść ich, a Mistrz Yoda moją budowę zdań pochwalił.
Zamierzał ich odwieść od zamiaru wyjazdu? Pewnie ich bardzo polubił i żal mu było się rozstawać z nowymi kumplami.

Obserwowałam przygotowania do drogi z pobliskiego lasku. Halt podszedł od strony zamku.
-Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie twoja obecność tutaj.-powiedział
-Nawzajem.-odparłam i zapanowała cisza
A czy zwiadowcy nie chcieli jej aresztować za zdradę? Skoro tak, to czemu nie robią tego teraz?
Bo to znów przypadkowa rozmowa, podczas której czytelnik dowie się masy rzeczy, których autorce nie chciało się opisywać.

-Nie myślałem, że spotkam cię tak blisko Araluenu.
-Niespodzianka. -patrzałam na młodego zwiadowce, który stał na brzegu morza- Twój uczeń?
-Tak.
-Widziałam jak strzela. Ile już u ciebie jest, 4 lata?
-Tak. Jest pojętny. Nie wiem, czy wiesz, ale teraz pojętność uczniów mierzymy tym, jak dobrze strzelają. Chrzanić całą resztę!
Strzelał już zawodowo, a nie hobbystycznie.

-W to nie wątpię. Chłopak bez nazwiska...
A skąd to wie?
Może te supertajne dokumenty to był jakiś spis ludności?

-zamyśliłam się,
Spodobało mi się to, więc zamyśliłam się jeszcze raz.

bo coś mi wpadło do głowy
Tym razem chłopak bez nazwiska trafił nieco obok celu.

-Teraz już ma.
-Ta...teraz już ma.-powtórzyłam jak echo, bo właśnie zaświtało mi kim on jest, ale nie mogłam być tego pewna- Wyjeżdżacie.
Dobra, zaczynam ogarniać, kiedy dzieje się akcja tego opka. Mniej więcej, bo załamania czasu są tutaj olbrzymie.

-A ty?-zapytał
-Ja? Jeszcze przez najbliższe miesiące nie ujrzysz mnie w Araluenie.-odparłam ze śmiechem
-Zamierzasz wrócić?-zapytał Halt z powagą
Każdy rozsądny człowiek zagrożony karą za zdradę państwa informuje służby specjalne tegoż państwa o zamiarze przyjazdu do niego.

-Nigdy nie planuj zbytnio wprzód, bo możesz się zdziwić. -zacytowałam jego słowa
-Pamiętasz.-uśmiechnął się, wiedział, że tu nic nie może zdziałać
-Pamiętam każdy rok, miesiąc, dzień, trening, słowo...pamiętam czego mnie nauczyłeś.
-Szkoda tylko, że nie pięć lat.
-To był mój wybór. Nie zmienił byś go.
-Gdybym wiedział...
-To co...? Powstrzymałbyś mnie?
-Może.- to było ostatnie co miał do powiedzenia.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa.
Te emocje! To napięcie! Chyba przygotuję następny dzban kawy.
Aż chyba skorzystam, bo oranżada mi się skończyła...
Mam tabletki z kofeiną. Chcecie?
I nadal nie wiemy, na czym ta zdrada polegała... Mam wrażenie, że au!torka pisała to opko bez obmyślenia szczegółów. Jakichkolwiek szczegółów.

Rozdział 8

Skandia. Jestem tu na tyle długo, że nie zwracam już uwagi na dojmujący chłód. Tutaj to normalne.
To, że w kraju o zimnym klimacie ludzie najwyraźniej nie wymyślili ciepłych okryć, też pewnie jest normalne.
A może ona po prostu nie nosiła, bo ją pogrubiają?

 Dziś dla odmiany nie padał tak gęsty śnieg jak przez ostatni miesiąc. Skandianie byli ludzmi silnymi i odważnymi. Umieli sterować statkami, a o dziwo mało który umiał pływać(tutaj nie za bardzo mieli warunki jak się tego nauczyć).
Statków było tyle, że zajmowały całe wody terytorialne i na brodzik do nauki pływania miejsca nie starczyło?

 Stałam na dziedzińcu wpatrując się w powracających do domu skandian.
-Laro.-usłyszałam, z tyłu nadchodził Patric.
-Tak?
-Erak cię szuka.-oznajmił
Swoją drogę imię Erak, kojarzy mi się z elektronicznym rakiem, wystarczy tylko dodać myślnik (ale to chyba kanoniczne imię, prawda?). 
Tak, i zapewne również ta postać zostanie tu tak bardzo oddalona od kanonu, jak to tylko możliwe.

-Już idę.
Erak był oberjarlem Skandii (Patrzcie, "i"!). Zawsze go wspierałam.
Ale w czym go wspierała? Gdyby nie ona, nie byłby oberjarlem Skandii? Czytelnik chciałby się czegoś dowiedzieć, a tu dupa! 
Lara wspierała każdego, kto był przy korycie. Wspierała duchowo, rzecz jasna.

-Wiesz czego chce?-zapytałam
-Nie powiedział mi.
-Czyli się domyślasz.-traktowałam go jak młodszego brata, on mnie tez uważał za siostre.
Zacznijmy od tego, że funkcja oberjarla nie była dziedziczona, więc nie wiem, skąd mogła znać Eraka. Jakim cudem tak wielce przyjaźniła się z jednym i drugim? Z Ragnakiem siedziała przy kuflu, a Erakowi to pewnie pieluchy zmieniała.

-Nic przed tobą nie ukryje.-zaśmiał się
-Nawet nie próbuj.-pogroziłam-Gdzie jest Erak?
-sali narad, szuka zaginionych partykuł, kropek i spacji.
Bez słowa przeszliśmy przez dzidziniec,
Dzidziniec to tamtejsza nazwa żłobka?
Przedszkole dla twardzieli.

 potem korytarzem, do góry po schodach. Przy dzwiach stał strażnik.
-Laro.- przywitał się-Erak cię szuka.
Rozumiem, że słowo „Laro” pełni w tym świecie obowiązki wyrażenia „dzień dobry”.

-Wiem gdybym nie wiedziała nie było by mnie tu.-uśmiechnęłam się
-No...y...racja.-zmieszał się, i wpuścił nas do środka.
Patrica też wpuścił, choć chłopaka nikt nie wzywał? Do miejsca pracy głowy państwa może wejść każdy, kto ma taką fanaberię?

Oprócz Eraka, był jeszcze jego sekretarz, którego ,tak na marginesie, niezbyt lubiłam.
Dużo tych informacji na marginesach. 
Marginesy są w tym opku bardzo rozległe i pełne tajemnic.

-Eraku, szukałes mnie, to jestem. O co chodzi?-zapytałam
-Witaj. Laro, wybieram się w morze.
Naszła mnie ochota na nurkowanie.
Skandianie nie pływają. Pierwsze nurkowanie byłoby dla Eraka ostatnim.
Tym bardziej zaskakująca jest informacja o wyprawie „w morze”, czyli w jego głębiny. Ktoś, kto chce popływać statkiem, wybiera się na morze. Ale to chyba zbyt złożone dla kogoś, kto ma problemy z podstawami ortografii.

-Podejrzewałam, że wcześniej niż później to powiesz.-odparłam
-Tak?
-Kiedy zamierzasz ruszyć?
-Jutro. Zapowiada się wyśmienita pogoda.
Czyli w sumie powiedział później, bo skoro wyrusza już jutro... Przeliczyłaś się, Laro!
Bo przecież wyprawa morska niczym się nie różni od wycieczki rowerowej za miasto – spokojnie można ją zorganizować z dnia na dzień.

-A gdzie zamierzasz płynąć?
-Na północ już nie moge.
-Już nie. Zawarliśmy przymierze z Araluenem.
Zwłaszcza że Araluen leży niemal dokładnie na południe od Skandii. Na południowy zachód, ściślej rzecz ujmując.

-Chyba, że rekreacyjnie, ale na to niezbyt mam czas. Zamierzam płynąć na wschód od Araluenu.
Au!torka ma chyba poważny problem z kierunkami. Na wschód od Araluenu daleko się nie popłynie, bo kawałek dalej jest ląd.


Pokiwałam głową, dałam znak głową Patrickowi aby wyszedł. I poprosiłam sekretarza-Możesz nas zostawić samych?
Wyszli Patric bez szemrania, natomiast sekretarz nie.
Cały czas przeklinał pod nosem i mamrotał coś o jakimś Allahu.
Też bym przeklinała, gdyby jakaś podejrzana przybłęda o niejasnym statusie próbowała wydawać mi polecenia. W dodatku w obecności mojego szefa, który to szef – podobno głowa państwa – nie tylko nie reaguje, ale sam tłumaczy się przybłędzie ze swoich planów i tylko patrzeć jak jej podsunie delegację do podpisu.

-Dostałam wiadomość i wybieram się do Araluenu.
-Rozumiem. Pewnie zabierasz ze sobą Patrica?
-Tak.
-Na ile zamierzasz wyjechać?
-miesiąc
Taa, bo wyprawa w tę i nazad na oddaloną o kilka krajów wyspę w świecie, w którym najszybszym możliwym środkiem transportu są konie na pewno zajmie tylko miesiąc.
Co się czepiasz? To są specjalne konie, wyszkolone do bycia zauważanymi, z pewnością poruszają się z prędkością nadświetlną czy coś...

-W Araluenie, z tego co mi mówiłaś jesteś niemile widziana, dużo ryzykujesz.
-Nic mi nie będzie.
Erak wiedział tylko o tym, że w Araluenie jestem zdrajcą, nic poza tym. Nie mówiłam mu o szczegółach, nie ufałam mu na tyle aby powiedzieć więcej.
Ja tam bym nawet tyle nie mówiła, bo A MOŻE jednak by mnie wydał. Ale to ja, głupia, nieufna i podejrzliwa...

-A nie potrzebujesz glejtu?
-Jedno pismo mam, dostałam od króla Araluenu.
-Czekaj czekaj, pogubiłem się. W Araluenie jesteś zdrajcą...-skinełam głową-...i dostałas glejt od króla, który uniemożliwia schwytanie cię i tak dalej, zgadza się?
-Tak.
-Ok. Kiedy ruszasz?
Aha, czyli nie zwracamy najmniejszej uwagi na to, że wspomniany glejt dla zdrajcy nie ma najmniejszego sensu? Dobra...
Nie budzi też w nas najmniejszego zaniepokojenia uprawiana za naszymi plecami korespondencja z głową obcego państwa.

-Jutro.
-To powodzenia.
-Tobie również.
-Uważaj.
-Na co?
-Na siebie...i Patrica.-dodał pośpiesznie.
-A ty na siebie... i załoge.
Pożegnaliśmy się i każde z nas zaczęło się szykować do podróży.
Zaraz zacznę ćpać kokainę, żeby się obudzić. 
A ja przerzucę się na spirytus. Gdzie moja kawa?
Ktoś chce sproszkowany paracetamol do wciągania?
Mam kofeinę w tabletkach po 200mg. Pomaga.

Rozdział 9

 Wstałam wcześnie, skończyłam szykować się i pakować najpotrzebniejsze rzeczy.
-Nie zapomnij tego.-Powiedział Patric, który stał za mną i wskazywał na glejt
Leżący na stole między kanapkami a kubkiem z kawą, jak zazwyczaj dokumenty, od których może zależeć życie ich posiadacza.

-A ty nie zapomnij wziąśc siebie.
Przewrócił oczami-żarty się ciebie trzymają
Hahahahaha, no nie mogę, ahahahahaha... Nie.
Ach, ten Element Komiczny! Chyba się nie pozbieram...

-Lepiej sprawdź...
-...co z końmi?
-Tak.
-Przygotowane i gotowe do drogi. A ty?
-Też.
Ta niesamowita, powalająca jednomyślność pomiędzy bohaterami...

Szybko zeszliśmy na dół i wyruszyliśmy. Nie chciałam aby nasza wyprawa była zbytnio rozgłoszona. Ludzie różne rzeczy wiedzieli, mówili, myśleli , a to mogło by mi utrudnić wjazd do Araluenu.
Ludzie rzuciliby się na granicy Rejtanem.

Miałam nadzieję, że nie będziemy mieli większych kłopotów w drodze. Tempem, którym obecnie jedziemy, dotarlibyśmy do celu w tydzień.
Czy ona naprawdę nie wzięła pod uwagę, że z Hallasholm do Araluenu można się dostać albo przez Sonderland, gdzie będzie tak z tysiąc kilometrów, jeśli nie więcej, albo przez Gallię, gdzie będzie kilka tysięcy kilometrów? I zapomniała, że Araluen leży na wyspie?
Spróbowałoby się morze nie rozstąpić przed Merysójką!
Może ona też idzie z misją, jak Mojżesz. 

Około 23 zrobiliśmy postój.
A że była 23, sprawdziłam na wyświetlaczu ajfona. Albowiem ponieważ cywilizacje, w których do transportu służą konie, a wojnę prowadzi się przy użyciu łuków, potrafią zarąbiście precyzyjnie mierzyć czas.
Czy w tych czasach nie używano przypadkiem formatu dwunastogodzinnego?
Albo wręcz podziału na godziny kanoniczne — jutrznię, nieszpory, Anioł Pański i tym podobne. Podział na równe godziny, numerowane, a nie nazywane (czy raczej próba tego podziału) pojawił się wraz z pierwszymi zegarami mechanicznymi, jakoś na przełomie XIII i XIV wieku. Z tym, że te zegary instalowano na wieżach kościelnych. Pierwsze zegarki osobiste, przenośne, są późniejsze o kolejne pięć wieków. Skoro mamy do czynienia z uniwersum wzorowanym na europejskim średniowieczu, to człowiek podróżujący po lesie mógłby co najwyżej stwierdzić na podstawie układu gwiazd, że zbliża się północ, a nie, że jest 23.00.

Zjedliśmy szybki posiłek, oporządziliśmy konie, i poszłam spać na 4 godziny, podczas gdy Patric trzymał wartę. Potem się zamieniliśmy. W nocy nie było nic niepokojącego, toteż spokojnie przespaliśmy wyznaczony czas.
I czuliśmy się świetnie, sypiając tylko po cztery godziny dziennie.
Przecież to Mary Sue i jej Super Towarzysz, oni zawsze czują się świetnie! Zapomniałaś?
Tak, w sumie to możliwe, by przespać cztery godziny i dobrze się czuć. Ale tylko, jeśli poprzednią noc się całkiem zarwało. Wtedy nawet godzina jest błogosławieństwem.
Mnie wciąż przeraża, jak nudne są tutaj opisy. Wszystko opisane jest w podobnej konwencji: "Jechaliśmy, nic się nie działo, poszliśmy spać", ewentualnie: "Uciekałam, ale swojemu przeciwnikowi strzeliłam w ramię, potem był spokój". 


Tak mijały dni i noce. Aż wreszcie znaleźliśmy się u granicy. Morskiej, rzecz jasna. Zatrzymałam się.
-No to jesteśmy. Naprzód. Skaczemy do wody!
Jechaliśmy dalej, wgłąb ciemnego lasu, aż nadeszła para na odpoczynek.
Au!torka chyba naprawdę zapomniała, że Araluen jest na wyspie...

-Po co tak właściwie tutaj jechaliśmy? - zapytał Patrick
To jak w końcu pisze się jego imię? Ileś razy widziałam je zapisane jako "Patric"... 
Może to już inny? Tamtego zgubiła i wzięła sobie innego. 
Co jakiś czas zmienia tożsamość dla zmylenia przeciwnika.

-Dostałam wezwanie lub łagodniej mówiąc zaproszenie.
-Od...?
- Zaginionych przecinków, które powinny oddzielać wtrącenie.
-Hmm Crowleya.
-Tego głównego księgowego zwiadowców??? Ale po co?
-Widzisz, pomimo ,że nie jestem zwiadowcą, mam z nim coś... do obgadania.
Zapewne to, że supertajna misja, którą jej zlecił spowodowała uznanie jej za zdrajczynię.

-I to wszystko? - zapytał podejrzanie
-Nie.
-I tyle? Nie kontynuujesz?
-Muszę porozmawiać z moim dawnym znajomym.
-Na temat...?
Uśmiechnęłam się, a on już wiedział o co chodzi.
-Willa. - sam sobie odpowiedział
-Tak. Teraz ma 15 lat. Więcej nie wiem. Minęło 10 lat odkąd go ostatnio widziałam, i miesiąc odkąd widziałam Halta.
-Czy ta umowa między Skandią a Araluenem ma coś wspólnego z naszym wyjazdem?
-Tak, to jest główny powód. Teraz jednak koniec pogaduszek, czas na odpoczynek.
Zapewne traktat pokojowy nie miał na celu zakończenia napadów na Araluen, tylko przywrócenie Mary... tfu, Lary, do łask.

Wiem, że jestem jedną z tych
Tak potwornych i tak złych,
co nie boją się żyć.
Zamiast walczyć, wolę pić.
Gdy dzień zmienia się w ciemną noc
Opatulam się w mój koc
nie przestraszy mnie nic.
Mogę sobie słodko śnić.
Wiem, że lubię sama być,
Niczym merysujka żyć,
trwonić tak cenny czas.
Na tworzenie słabych fraz
Choć nic się nie dzieje
Z mego opka nudą wieje,
to dobrze mi jest z tym.
I tu kończy mi się rym.

+kolejny dzień+

Byliśmy na miejscu. Las Redmont jak zwykle był ciemny i chłodny. Gdzieniedzie mażna było dostrzec ptaki i inną zwierzyne. Jechaliśmy w ciszy, zbliżając się do miasta. Nadchodziła noc.
-Zatrzymujemy się tu?
-Nie, lepiej będzie jak wynajmiemy pokój.
Jakbyśmy zostali w lesie, byłoby to zbyt podejrzane. A w szczególności, kiedy trwa zlot. Zbyt wielu zwiadowców kręci się w pobliżu. Wynajęliśmy pokój w mieście.
Ponieważ, jak powszechnie wiadomo, zwiadowcy to stworzenia leśne, które nie zbliżają się do żadnych osad ani miast.
Są nieśmiali.
A Zlot zawsze odbywa się w Redmont. Nie mają tajnej polanki w lesie gdzieś daleko, skądże!

Wstaliśmy wcześnie. Zeszliśmy na śniadanie.
Jeeej, nawet tutaj znalazło się zejście na śniadanie! :D Brakuje jeszcze tylko samotnej, kryształowej łzy.
I letkiego makijarzu tudzież bluzki na naramkach.
Teraz w modzie są crop topy... Czekam!

-To co teraz?
-Ja ide nawiązać kontakt telefoniczny, i umówić spotkanie biznesowe.
-A ja?
-Cóż.. dla ciebie nie mam nic specjalnego. Od biedy możesz zabrać ten przecinek przed "i", żeby przerobić go na ogonek do "ę", bo gdzieś mi się zapodział.
-To znaczy?-uśmiechnął się
-Nie pakuj się w kłopoty.-odparłam.
Szybko się ubrałam, napisałam adres, i krótką zaszyfrowana wiadomość, która po przeczytaniu nie miała większego znaczenia(wyszłam z domu, wrócę o 16 Aral), ale po rozszyfrowaniu dawała jasna informacje o treści "tyolam 16 Lara".
Zastanawiam się, jak skomplikowany musiał być ten szyfr, skoro po rozszyfrowaniu wiadomość wydaje się jeszcze bardziej zaszyfrowana niż wcześniej. I gdzie ona zostawiła tę wiadomość? W tej gospodzie (bo raczej nie wynajęli sobie pokoju a jakimś hotelu czy apartamentowcu, w końcu to świat wzorowany na średniowieczu)?
SMSa wysłała. 

"Tyolam" była to tawerna Lam Tyo, człowieka z południa, co nie miało znaczenia.
Nie miało znaczenia, że był z południa? Czy cała ta informacja jest bez znaczenia?
A czy coś ma jeszcze jakieś znaczenie? Szczególnie tutaj. 
Zajebistość Lary. Zajebistość Mary Sue zawsze jest ważna, nawet gdy wydaje się, że tak nie jest.

Natomiast właśnie tam spotykałam się z Anką i Dominikiem. Moimi dawnymi przyjaciółmi, którzy również byli informatorami, ale na mniejszą skale. Oni zostali w Redmont, i tutaj dowiadywali się o spiskach i tym podobnych sprawach.
Król Duncan chyba tnie koszty, skoro Redmont nie ma normalnego zwiadowcy, który zajmowałby się takimi sprawami.
Umówiła sie na kawę z psiapsiółami! Na ploteczki!

To o czym się dowiedzieli, przekazywali dowódcy zwiadowców (obecnie Crowleyowi), na tym kończyło się ich zadanie. Pozostali zwiadowcy nie wiedzieli o istnieniu informatorów, oprócz Crowleya i króla Dunkana, którego imię również jest zbyt skomplikowane, bym umiała zapisać je poprawnie.
Mnie z tego zdania wychodzi, że Crowley i król też byli informatorami. Tylko nie wiem, kogo informowali i o czym.
Siebie nawzajem. Na ploteczki się umawiali.

Weszłam do środka oni przyszli chwile po mnie.
Bo oczywiście doskonale wiedzieli, że tam będziesz, mimo że swój przyjazd do Araluenu utrzymywałaś w tajemnicy, a wiadomość dla nich zostawiłaś (prawdopodobnie) w wynajętym pokoju w gospodzie, gdzie raczej żadne z nich nie miało powodu zaglądać.

-Jesteś- uścisnęła mnie Anka, odwzajemniłam uścisk
-Dawno cię nie widziałem-również uścisnął mnie Dominik
-Nadal niemoge uwierzyć, że źle zapisujesz partykułę "nie" z czasownikami że to naprawdę ty.
-Jestem tutaj, naprawdę.
-Jak długo zostajesz?
-dwa tygodnie
-Długo-stwierdził Dominik- Może się przejdziemy?
Wyszliśmy na zewnątrz, i poszliśmy w stronę cmentarza.
Przypomniało mi się, że na początku autorka wspominała coś o bracie Lary, którego ta szuka (mimo że wie, gdzie jest). Co się z tym bratem stało? Zapomniała o nim?
Ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakiś tam brat. 

Rozdział 10

 -Co tam u ciebie?-spytała Anka
-Jak zwykle nic nowego.
Ile oni się nie widzieli, że odpowiada "nic nowego"? Tydzień? 

-Zgaduję, że nie przyjechałaś tu nas odwiedzić.-powiedział Dominik
-Znacie mnie czasami lepiej niż ja samą siebie.
-A więc...?
-Jak wiecie został zawarty pakt miedzy Skandią a Araluenem.
-Spodziewaliśmy się, że niedługo po tym powinnaś się tu pojawić.
Bo...? Jakaś podpowiedź na temat związku między jednym a drugim, please.

-Wiecie o co chodzi.
Byli informatorami i szybko łączyli fakty. Wiedzieli, że przyjechałam po nowe rozkazy.
A domysł ten również nie trzymał się kupy, bo nie wypełniała żadnych rozkazów, choćby ze względu na to, że była - w pewnym sensie - na wygnaniu. A przecież misja, która do tego doprowadziła była tak tajna, że nawet Lara nie znała jej szczegółów.
Za to najwyraźniej znało je tych dwoje. Wiedzieli, gdzie Lara przebywa, wiedzieli, kiedy ponownie pojawi się w kraju, wiedzieli, co będzie tu robić. Wiedzieli więcej niż wszyscy inni w Araluenie łącznie z królem, który musiał własnej agentce wystawić list żelazny, żeby pozostali agenci nie wysłali jej do Abrahama na piwo. I tu otwiera się pole do rozważań na temat: kto w tym kraju właściwie rządzi, skoro szef służb specjalnych na własną rękę wysyła funkcjonariusza za granicę, po czym pozwala, żeby uznano go za zdrajcę (kto w ogóle o tym zadecydował?) i aresztowano przy pierwszej okazji. Bordello bum bum, nie królestwo.

-A może chciałabyś się dowiedzieć czegoś jeszcze, o pewnym chłopcu?
-Anka zaskakujesz mnie.
-Ma teraz 15 lat, mieszka w Redmont i uczy się na zwiadowce.
Znów to samo: niedawno było powiedziane, że Will jest u Halta na czwartym roku szkolenia, a tutaj nagle ma piętnaście lat. A w wieku piętnastu lat dopiero co zaczynał naukę.
Może ten koń, na którym Lara podróżuje, ma funkcję TARDIS i przenosi ją w losowe miejsca i czasy? To by wiele wyjaśniało, na przykład to, jak dostała się na tę wyspę, a także ten brak spójności w kwestii lat bohaterów, o którym wspominasz.
Jakbym tak skakała z fabułą jak autorka, też bym się pogubiła. 

-Kto jest jego nauczycielem?-zapytałam choć spodziewałam się jaka będzie odpowiedź, w końcu jestem wszechwiedzącą Mary Sue!
-Halt. Nie jesteś zaskoczona, albo to bardzo dobrze ukrywasz.
-Nie, nie jestem zaskoczona.
-Ostatnio pojechali do...
-...Skandii. Widziałam ich.-wyjaśniłam- Coś jeszcze?
-Jest bardzo zdolny. Na pierwszym roku walczył z kalkarami, na drugim spalił most
Emocjonujące streszczenie dwóch pierwszych tomów.
Aż sobie odpuszczę lekturę, bo miałam to czytać.
Na trzecim zalał sąsiadom łazienkę. To brzmi jak skargi nieporadnych rodziców na rozwydrzone dziecko.

-Znam szczegóły.
Naprawdę? Jeszcze przed chwilą nie miała pojęcia, że Will jest uczniem Halta, czy w ogóle, jakimkolwiek uczniem. A teraz nagle wszystko wie.

-Na trzecim trafił do niewoli w Skandii. A miesiąc temu...
O, więc tomy "Płonący Most", "Ziemia Skuta Lodem" i "Bitwa o Skandię" nie były ze sobą powiązane? Will odwalał kawałek roboty, potem wracał do domu i po roku znowu przyjeżdżał?

-Tą część już znam.
Oczywiście.

-Dzięki temu zyskał nazwisko.
Powiedziała im więc to, co już od dawna wiedzieli i to było wszystko, co miała im do przekazania?
Tak.

-Dzięki i do zobaczenia.
-Za rok?-zapytał Dominik półżartem
-Może, a może za kilka dni.
A może nigdy.
Obyś była dobrym prorokiem.
Do niezobaczenia, Laro. Nareszcie koniec. Idę umyć mózg.

W tym momencie nasze opko niestety się urywa i prawdopodobnie nigdy już nie doczeka się kontynuacji. Nie pozostaje nam więc nic innego, tylko cieszyć się, że Mary Sue odeszła w mroki niepamięci.

6 komentarzy:

  1. Straszne... jak można tak zbeszcześcić "Zwiadowców"? Aż mi się odechciało przeczytać zakupiony wczoraj Turniej w Gorlnie.
    Dobrze, że skończyła z opkiem. Oby do niego nie wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka długa analiza :) Opko koszmarne, ale trochę zachęciło mnie do zapoznania się ze "Zwiadowcami".

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam "Zwiadowców" ale analiza jest świetna.

    OdpowiedzUsuń
  4. To "Zwiadowców" też tak niszczą? Smutne.
    Ale analiza bardzo fajna.
    "Siedziałam pod drzewem, nadal. Byliśmy coraz bliżej Redmont.
    Siedziała pod tym drzewem i siedziała, a Redmont cały czas pełzło w jej stronę."
    Skojarzyło mi się z "Ruchomym zamkiem Hauru" :).

    OdpowiedzUsuń
  5. a gdzie Pcimie Dolne?
    Pcim Dolny.

    PESELu
    PESEL-u.

    tak w ogóle wciąż nie umiem wyobrazić sobie tego brązowo-szarego umaszczenia)
    Koń maści szampańskiej (klasyczna szampańska) może być brązowo-szary.

    Wpisuję "kudłaty koń" w Google i wyskakuje mi to
    A jaka jest pora roku w opciu? Jeśli zima lub wczesna wiosna, to jak najbardziej koń może być kudłaty, w końcu porasta gęstszą i dłuższą sierścią na ten okres.

    stwierdzam, że to najbardziej epicki ortograf jaki w życiu widziałam
    Przecinek przed jaki.

    Będziesz nasza Informatorką.
    Reportaże dla Wiadomości będziesz robić.

    O, komentarz z dupy.

    Jedynie od czasu do czasu, gdy istniało poważne zagrożenie dla kraju wysyłano jednego czy dwóch na specjalne misje
    Przecinek przed wysyłano.

    Ale na Peruna, nie na zwyczajne przeszpiegi do obcego kraju...
    Przecinek przed na Peruna, bo to wtrącenie.

    To jakieś naginanie czasoprzestrzeni, czy jak?
    Zbędny przecinek.

    Ponieważ to, po co wysłali ją do Skandii, co tam robiła i co było w tych dokumentach, które chyba były tak tajne, że nawet ich autorka nie wiedziała, co zawierają było absolutnie niewarte wyjaśnienia czy choćby jednego zdania opisu.
    Przecinek przed było.

    No ale co ja tam wiem...
    Przecinek przed ale.

    że biegnąc nie dotykała ziemi.
    Przecinek przed nie dotykała.

    Ale nie gwarantuję celności, ani siły wyrzutu.
    Zbędny przecinek, chyba że to dopowiedzenie.

    Bo to, że cię śledzili na pewno nie miało z tym żadnego związku!
    Przecinek przed na pewno.

    (nigdy niczego nie robiłaś niezaówarzalnie? Dziwne, doprawdy) (niestety nie, nie mam życia... *smuci się*)
    Albo wam się kolorki pomieszały, albo odpowiadasz sama sobie. ;)

    udowodniono to Haltowi lata po zakończeniu terminu Gilana, czy nawet Willa.
    I znów zbędny przecinek lub dopowiedzenie na siłę.

    Halt potrafi być niesamowicie przekonujący jeśli chce.
    Przecinek przed jeśli.

    a całą jego broń położyć tak bardzo na widoku jak się tylko da
    Przecinek przed jak.

    Starzeje się, czy co?
    Zbędny przecinek.

    BTW, przeczytałam całość i myślniki nie były chyba nawet raz oddzielone spacją od liter... Moje oczy teraz bolą...
    To nie myślniki tylko dywizy. ;p

    mowa o więźniu, czy o zbirze?
    Bez przecinka.

    Tak, bo Horace, który co prawda umiał obsługiwać miecz, ale o łukach nie miał zielonego pojęcia na pewno świetnie sprawdził się w roli nauczyciela!
    Po pierwsze: posługiwać się mieczem. Po drugie: przecinek przed na pewno.

    Dużo się zmieniło przez tą jedną noc.
    Tę.

    Do tego, w Skandii miał stacjonować oddział łuczników aralueńskich.
    Zbędny przecinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -zamyśliłam się,
      Spodobało mi się to, więc zamyśliłam się jeszcze raz.

      Na wuj to to?

      Tym bardziej zaskakująca jest informacja o wyprawie „w morze”, czyli w jego głębiny. Ktoś, kto chce popływać statkiem, wybiera się na morze. Ale to chyba zbyt złożone dla kogoś, kto ma problemy z podstawami ortografii.
      Co za bezedura. Wypływać/wyruszać w morze to jest poprawne i powszechnie używane sformułowanie:
      http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/w-morze;15,2;7318.html
      http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/w-morze;463,2;1607.html
      http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/w-morze;1510,2;4185.html
      http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/w-morze;1464,2;3790.html
      http://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/w-morze;136,2;53269.html
      Jeszcze więcej przykładów? Proszsz: http://sjp.pwn.pl/korpus/szukaj/w%20morze.html

      i tylko patrzeć jak jej podsunie delegację do podpisu.
      Przecinek przed jak.

      Taa, bo wyprawa w tę i nazad na oddaloną o kilka krajów wyspę w świecie, w którym najszybszym możliwym środkiem transportu są konie na pewno zajmie tylko miesiąc.
      Przecinek przed na pewno.

      Albowiem ponieważ
      Aha.

      Zapewne to, że supertajna misja, którą jej zlecił spowodowała uznanie jej za zdrajczynię.
      Przecinek przed spowodowała.

      Od biedy możesz zabrać ten przecinek przed "i", żeby przerobić go na ogonek do "ę", bo gdzieś mi się zapodział.
      Nie tobie się zapodział, tylko ałtorce opka, więc ci.

      bo raczej nie wynajęli sobie pokoju a jakimś hotelu
      W.

      SMSa wysłała.
      SMS-a lub esemesa.

      Ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakiś tam brat.
      Bez przecinka.

      A przecież misja, która do tego doprowadziła była tak tajna, że nawet Lara nie znała jej szczegółów.
      Przecinek przed była.

      czy w ogóle, jakimkolwiek uczniem.
      Zbędny przecinek.

      Usuń