wtorek, 24 stycznia 2017

22. Co gryzie Gianlukę G., czyli grande amore na koloniach

Cari amici! Czy zastanawialiście się kiedyś, co gwiazdy estrady robią, kiedy nie pracują, czyli nie śpiewają? Gdzie mieszkają, co jedzą, jak się przygotowują do koncertów, a przede wszystkim, o czym marzą i śnią? Odpowiedzi na te fundamentalne pytania znajdziecie w analizie opka obrabiającego tyłki postaciom autentycznym, mianowicie członkom włoskiego tercetu wokalnego Il Volo. W Polsce zespół jest na razie mniej popularny niż w ojczystej Italii czy obu Amerykach, więc w celach poglądowych wrzucamy ich największy do tej pory przebój.


Brodaty i wąsaty dżentelmen to Ignazio Boschetto, maestro w okularach nazywa się Piero Barone, Gianluca Ginoble to ten trzeci. Po cichutku marzymy o jak największej popularyzacji tej trójki w naszym kraju. Nie tylko dlatego, że chłopaki są piekielnie utalentowane, ale również dlatego, że wizja jest w ich przypadku równie atrakcyjna jak fonia, co czyni z nich niewyczerpane źródło inspiracji dla opkotfurczyń wszelkiego autoramentu. Jeszcze jedno: tym z Was, którzy znają włoski i/lub mają pojęcie o funkcjonowaniu branży rozrywkowej, sugerujemy zaopatrzenie się w środki uspokajające — mogą być potrzebne. Buon divertimento!

Adres opowiadania: http://gradeamore.blogspot.com/2015/12/blog-post.html

Analizują: Az i baba_potwór

Prolog

Włochy/ Bolonia

Noc. Rozgwieżdżona noc. Idzie chłopak ścieżką po lesie w noc bezchmurną, że widać wszystkie gwiazdy. Światło księżyca pada na jego oblicze. Chłopak nazywa sie Gianluca Ginoble. Twarz ma młodą , kwadratową (geometria bardzo się zmieniła od czasu, kiedy się jej uczyłam) o oliwkowej karnacji (jakaś niedojrzała ta oliwka — w zalinkowanym wyżej klipie widać wyraźnie, że cerę Gianluca ma dość jasną), oczy ma piwne ,czarne kręcone włosy, wzrok dziki, suknia plugawa... Jest stosunkowo wysoki ma 170 cm wzrostu.
Mężczyzna mający 170 cm wzrostu jest wysoki? Tyle to ja mam...
Poza tym Gianluca Ginoble ma 175 cm wzwyż. Nie żeby to robiło z niego olbrzyma, ale jest objawem klasycznej auuutorkowej alergii na research.

Wyszedł z domu w lesie (no więc w lesie czy w Bolonii? Bo najbliższy teren, który można uznać za las — a i to przy dużym wysiłku wyobraźni — jest oddalony od granic Bolonii o jakieś 6-7 kilometrów w linii prostej), ponieważ musiał zastanowić się nad słowami swych przybranych braci Ignazio Boschetto i Piero Barone (rodzice Gianluki adoptowali jego kumpli z zespołu?) którzy powiedzieli mu że na pewno znajdzie jakąś księżniczkę, a przy okazji może poszukać grzybów do risotta na kolację. Z całego ich trio wokalnego uważany jest za najładniejszego. Tylko co z tego wynika? Mimo że jest najmłodszy to najbardziej poważny. Musiał jeszcze wyjść , ponieważ chłopaki puścili Justina Bibera którego on nie znosi i którego nazywa w myślach,, piosenkarzem amatorem'' .
Zatyczki do uszu najwyraźniej nie są we Włoszech znane.
Jakiej muzyki by dana osoba nie tworzyła i jakiego głosu by nie miała, nie można jej nazwać amatorem, gdy ma za sobą już w sumie prawie dziesięć lat doświadczenia w tym biznesie. Chyba że nie do końca zna się definicję słowa „amator”.

Idąc ścieżką po lesie zastanawiał się ,,Gdzie ja znajdę prawdziwą ukochaną.
Zajrzyj w tę kępę krzaków po lewej, może gdzieś tam leży.

Gdybym był anonimowym chłopakiem , a nie jednym z posiadaczy znanej twarzy to może było by łatwiej. Nie od dziś wiadomo, że anonimowi mają znacznie większe rwanie niż gwiazdy show biznesu. Większość dziewczyn udaje chcąc być sławne że coś do niego czują jako chłopak ,, wyśniony''a nie jako zwykłego chłopaka .
Co znaczy ostatnie zdanie i w jakim to w ogóle języku jest napisane? Bo gdyby było po polsku, to raczej bym zrozumiała.

Dziewczyny chcą być z jednym z 3ch
Wiem, że niegrzecznie jest przerywać w środku zdania, ale serio? Napisanie liczby słownie jest zbyt wielkim wyzwaniem dla niektórych? Kiedy się pisze, trzeba wziąć pod uwagę, że wiąże się to z dużą ilością... pisania, więc dlaczego niektórzy walą w tekstach skróty i cyfry?
Nie są pewni, czy należy pisać „trzy”, „tszy” czy może „czszy”.

chłopaków z znanego zespołu popoperowego sprzedającego miliony płyt. Boże to chyba niemożliwe abym znalazł ukochaną.
W lesie? W nocy? Rzeczywiście, może być trudno.

Wielka sława to żart okrutny żart...''
Zreasumujmy.
1. Facet chce mieć dziewczynę.
2. Dziewczyny lecą na, cytuję, „chłopaków ze znanego zespołu popoperowego sprzedającego miliony płyt”.
3. Wyżej wymieniony jest członkiem znanego zespołu popoperowego sprzedającego miliony płyt.
Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić mi, na czym polega problem? Bo jedyny, który dostrzegam, to potencjalny nadmiar chętnych do utulenia samotnego, niekochanego biedactwa.

Rozdział 1

Bolonia

-,,Boże mój dopomóż mi znaleźć mi ukochaną abym był jej wart .O nic więcej nie proszę- myślał . Pora wracać do domu’’.- Gian
-Wróciłem.- Gian
- Co to za dziwna forma pisania dialogów?-Az
- Tak robią ci, którzy w życiu nie przeczytali zawierającego dialogi utworu literackiego (na przykład powieści), w związku z czym nie mają pojęcia o zapisie takowych.-Baba-potwór

-Właśnie mieliśmy Cię iść szukać z Piero.-Ignazio
-Nie był cię dwie godziny. Zaczęliśmy się martwić -Piero
-Nie potrzebnie. Musiałem przemyśleć parerzeczy.- Gianluca
-Dobrze .I co przemyślałeś ? –Ignazio
-Doszedłem do wniosku , że będzie co ma być. - Gian
Konkluzja godna dwugodzinnych rozważań.

Słuszna postawa Gian. Słuchaj : idź się kładź bo za dwa dni rano mamy koncert w Mediolanie. Mam nadzieję , że nie zapomniałeś i , że się spakowałeś.-Piero
Oni są w trasie? Jeśli tak, to prędzej ich można nazwać amatorami, skoro organizują się dopiero na dwa dni przed.
Dobre pytanie. Otóż Piero i Ignazio spędzają w Bolonii kilka tygodni w roku, w przerwach między trasami, bo chodzą tam na lekcje śpiewu. Żadnych koncertów wtedy nie dają, bo po pierwsze, mają co innego do roboty, a po drugie, nie ma z nimi Gianluki, który trenuje struny głosowe gdzie indziej. Skoro ja potrafiłam znaleźć te informacje, przygotowując się do analizy, to tym bardziej należałoby oczekiwać znajomości takich detali od auuutorki, podobno (jak sama twierdzi) uwielbiającej Il Volo.

- Tak pamiętam o Mediolanie. Moja walizka jest czerwona. Juto pobudka 6.00 , na dole na śniadaniu mamy być naj później o 6.20, po nim wyjeżdżamy do miasta Leonarda da Vinci.
Od kiedy Mediolan jest miastem Leonarda da Vinci? Jak nazwisko wskazuje, jego miastem jest prędzej Vinci, zaś w Mediolanie tylko przebywał. Skoro więc byłam kiedyś w Krakowie, można powiedzieć, że Kraków jest moim miastem?
Zgodnie z tą logiką powinnam już mieć akt własności na Paryż.

-Cieszę się , że pamiętasz. A ty Ignazio?
- Tez pamiętam. Moja walizka jest zielona.- Ignazio
- Raduję się , że pamiętacie. A moja biała.- Piero-Chodźmy i się połóżmy.
-Zgoda- Ignazio i Gian zgodnym chórem .
Czy tylko ja mam wrażenie, że miejscem akcji są kolonie dla dzieci specjalnej troski?

Wspinają się po schodach na piętro. Ignazio i Piero idą do pokoju wspólnego. Gian z kolei do swojego pokoju.
We wspólnym swoim pokoju Piero i Ignazio rozmawiają i Gianluce. Leżąc już w łóżkach.
Bo, jak wiadomo, cały dom zajmuje się we trzech po to, żeby spać w jednym pokoju. Dobrze, że chociaż łóżka auuutorka im dała osobne.
Mam wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować, czy chce napisać scenariusz/dramat, czy opowiadanie. Postawiła więc na nietypową syntezę i w ten sposób powstało... to coś.
Krytyk literacki nazwałby to pewnie eksperymentem formalnym. Nie jestem krytykiem, więc użyję określenia „totalny bajzel”.

-Giana nie było bardzo długo Piero. Jestem ciekaw o czym tak myślał.
- Fakt Giana trochę nie było, ale chyba wiem o czym filozofował.
- Naprawdę ?
- Tak. Powiedzieliśmy mu, że na pewno znajdzie kiedyś swą ukochaną.
- Jesteś pewien , że nad tym myślał.
- Tak. Jestem pewny.
-Gdyby tylko wiedział , że may identyczną sytuacje …
- Tak Ignazio. Wystarczy rozmowy na ten temat bo zacznę myśleć , że stałeś się ckliwy. Dobranoc Ignazio. Buenanotte Ignazio.
- Ja ckliwy o rzesz nieprzeliczonych ty… Gaszę światło- powiedział oburzony Ignazio- Dobranoc Piero. Buennanotte Piero.
„Dobranoc” to po włosku buonanotte. Nie znają własnego języka... To chyba rzeczywiście kolonie dla dzieci z problemami intelektualnymi.

Zasypiają. W tym czasie w pokoju Giana …
- Kurczę troskliwi jak diabli.
To raczej normalne zachowanie w stosunku do brata, nawet przybranego.

Ciekawe co chcą ugrać w Mediolanie.
Dokładnie to samo co ty — kasę za występ.

Piero pewnie chce zaśpiewać ,,E lucevan le stelle’’z Tosci Puccinieggo ,
To jakieś nowo odkryte dzieło, ta Toscia? Do tej pory znałam tylko operę „Tosca”. Pucciniego, nie Puccinieggo.

a Ignazio ,,Unchated melody’’.
Unchated melody... Hmmm... Niewygadana melodia? A i to z błędem ortograficznym.

Pozwolę im na to.
O, jesteś ich szefem?

Ciekawe jak będzie. Ech ,dość myślenia jak na jedną noc. Pora spać. No pięknie zaczynam gadać do siebie.
Serio to jest kompletnie nieprofesjonalne podejście – skoro nie przygotowali sobie setlisty i wygląda na to, że nie mają zamiaru jej zrobić, to jak zamierzają zorganizować ten koncert? Krzyczeć jeden do drugiego przez całą scenę „Eee, co teraz śpiewamy?”
A kiedy już uzgodnią tę palącą kwestię, jeden z nich biegnie do dźwiękowców, żeby im powiedzieć, który podkład muzyczny mają wrzucić.
Po co? Dźwiękowcy będą musieli słuchać ich ustaleń ze sceny, bo komu by się chciało co kilka minut do nich biegać?

Kładzie się do łóżka i zasypia.
Rano godzina 6.00 budziki w pokojach zaczęły dzwonić. Słychać szuranie stóp żeby wstać wyłączyć
budzik. Chłopaki –ragazzi wychodzą z pokoi na schody i się witają.
-Ciao Piero, Ciao Gian!
Wygląda na to, że to wypowiedź Ignazia, który dzieli z Pierem sypialnię. I dopiero po wyjściu na korytarz mówi mu „dzień dobry”?

- Ciao, Ciao ragazzi ! – Gian
- Ciao, Ciao bambini !
Jaki cel mają te włoskie wstawki? Autorka chciała popisać się swoim skillem językowym?
Z dość nędznym skutkiem.

Schodzą po schodach. Kierują się lewo do kuchni.
Yesss, yesss, yesss! Obowiązkowe opkowe zejście na śniadanie!

-Co mamy na śniadanie? – Ignazio
-Mamy wczorajszą pizze- Piero
- Pasuje . Zwłaszcza utrzymującemu dietę Ignaziowi. Prawdziwa włoska pizza.- Gian
Biorą jej kawałki i podgrzewają w mikrofalówce. Idą z nią stołu i jedzą. Po śniadaniu.
- Gotowi do drogi?- Piero
-Tak tylko chodźmy po walizki.- ignazio Gian
-Dobra, ale walizki już są w bagażniku ferrali.
Czymkolwiek jest ferrala.
Może chodzić o miejscowość w Mauretanii lub o niezbyt popularne nazwisko występujące w Stanach. Obstawiam raczej to pierwsze.

-Acha spakowałeś je wcześniej.-Ignazio
-Si. Tak.-Piero
-Mądre posunięcie.-Gian
Bo przecież nie ma szans, żeby dorośli faceci od lat utrzymujący się z publicznych występów i spędzający trzy czwarte życia w trasach DUŻO dłuższych niż wycieczka z Bolonii do Mediolanu mieli pojęcie o pakowaniu bagaży i ogarnianiu terminarza. Potrzebują niańki, która nie tylko będzie im przypominać, że mają koncert, ale jeszcze walizy do samochodu zaniesie. Tylko patrzeć, jak im Piero nosy zacznie wycierać.

-Wychodzą z domu. Zamykają drzwi na klucz. Otwierają garaż i wsiadają do auta.Ignazio siada na miejscu kierowcy,Piero siada obok na miejscu pasażera,Gian z tyłu.
-No jedziemy.-ignazio
I jadą tak na ten koncert zupełnie sami, bez żadnych swoich znajomych, bez dźwiękowców, bez managera...
I chyba zamierzają śpiewać a cappella, bo śladu jakichkolwiek instrumentalistów też nie widać.

-Co śpiewamy Piero?-Gian
-Może Volare?
-Bene.Dobrze.-Ignazio
Śpiewają Volare.
Nie znam się, ale gdybym była piosenkarką, to przed występem nie nadwerężałabym strun głosowych bez potrzeby.
W sumie do tego bym się aż tak bardzo nie przyczepiała, można to podciągnąć pod rozgrzewanie się przed koncertem.

Rozdział 2

Kilkadziesiąt godzin później było już po koncercie, bo doba ma 24 godziny, więc musieli jechać ponad dwa dni. Mediolan. Jest 20.30.
Dowiedzmy się, co Google Maps twierdzi na ten temat... Bolonię od Mediolanu dzieli 215 km, a trasę tę można przejechać w ok. 2,5 godziny. Wyjechali około szóstej rano, dotarli „kilkadziesiąt godzin później” o 20:30. Jak? Piechotą tam szli?
Albo zabłądzili i dwukrotnie okrążyli Ziemię. Całkiem niewykluczone, wziąwszy pod uwagę ich ogólne nieogarnięcie.

-Witaj Mediolanie!- chłopaki wołają chórem
-Który hotel jest nasz?-Piero
-Hotel Milano.- Gian
-Ilu gwiazdkowy?-Piero
-5gwiazdkowy-Gian
I dopiero po przyjeździe dowiedzieli się, gdzie będą rezydować. Ich manager to albo straszny śmieszek, albo kompletna ciota.

20.50 w Hotelu Milano- Recepcja.
-Dobry wieczór ! Prosimy o klucz do pokoju 3j osobowego. Zarezerwowany na Il Volo.
-Dobry wieczór .Macie panowie pokój nr3 na 2gim piętrze.-Recepcjonista.
- Dziękujemy bardzo. Miłej nocy.-razem
-Dziękuje. Nawzajem.
-Dziękujemy.
2gie piętro ,pokój nr 3. Wchodzą do pokoju.
-Ani grama kurzu.Cudownie.-Piero
-Tak wybraliśmy ten hotel bo nie ma w nim kurzu a jesteś na niego uczulony . Znaczy się kurz -Gian
Bo kurz pojawia się tylko tam, gdzie nikt nie sprząta, zaś w zadbanych i czystych miejscach kurz nie istnieje.
Zapewne również w milionowym Mediolanie, w pięciogwiazdkowym hotelu nie słyszano o specjalnych pokojach dla alergików. Warto też zwrócić uwagę na słowo „wybraliśmy”. Wygląda na to, że panowie sami sobie hotele rezerwują (uprzednio je zwiedzając i szorując białymi rękawiczkami po meblach, żeby się przekonać, czy nie są zakurzone). Mzimu raczy wiedzieć, jakim cudem w tych warunkach zrobili światową karierę wymagającą poświęcania niemal całego czasu poza snem i posiłkami na występy, nagrania i kontakty z mediami. Czynnościami w rodzaju rezerwacji hoteli artyści z tej półki zwyczajnie nie są w stanie się zajmować, więc muszą albo je komuś zlecać, albo się sklonować, przy czym drugie z tych rozwiązań w obecnym stanie nauki jest dość skomplikowane. Jeszcze jedno: oni się bardzo przyjaźnią, ale pokoje w hotelach jednak biorą pojedyncze. W końcu nawet ludzie przywiązani do siebie wzajemnie jak bracia potrzebują pięciu minut prywatności w ciągu dnia i własnej szafy na ubrania.

-Grazje!
Która gra zjada? Chciałabym wiedzieć, jakich gier unikać.

-Prego!-Gian/Ignazio
-Prześpijmy się bo jutro czeka nas wielki dzień
Rozumiem, że przed każdym koncertem pojawia się mniejsza lub wielka trema, ale żeby każdym się tak ekscytować? Zachowują się, jakby to był jeden z pierwszych koncertów w ich karierze.
I żeby to był chociaż występ w konkursie Eurowizji albo na koncercie z udziałem megagwiazdy klasy Placido Domingo (Il Volo ma na koncie jedno i drugie). Nie — cały czas mowa o widowisku z rodzaju tych, które artyści estradowi dają seriami i których po kilku latach kariery mają w życiorysach setki.

- Ok – pozostali
Gaszą światło, zasypiają w łóżkach. Rano 6.20 Hotel.
-Wstawajcie chłopaki.-Piero
- O której wstałeś?-Ignazio
-5.30
-Masochista-Ignazio
-Ale się zerwałeś.- Gian
- Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje-Piero
-Ok chodźmy na śniadanie.- Gian
-Ciao !-wszyscy 3j do siebie
„3ch”, „3j”... To jakiś nowy slang?

Schodzą na śniadanie . Jedzą jajecznice. Po śniadaniu .
Czy Wy też czujecie to napięcie rosnące z każdym słowem?

-Teraz punkt rynek. Próba-Ignazio
-Pamiętacie teksty canzone.-Piero
-Tak daj spokój już Piero- Gian
Otóż to, carissimo Piero. Przestań wreszcie traktować swoich kolegów jak niedorozwiniętych. To koszmarnie irytuje czytelników, a w końcu może wnerwić również Gianlukę i — a nawet zwłaszcza — impulsywnego i nie certolącego się Ignazia.

Na rynku. Wszystko gotowe do występu. Ćwiczą do niego . próba kończy się świetnie. Chłopaki kończą ją.Za 60 minut koncert.
Zacznijmy od tego, że na koncert zespół przychodzi przygotowany. Jeśli jednak naprawdę musi coś przećwiczyć, robi to przed przyjazdem na miejsce występu lub w jakimkolwiek miejscu możliwie oddalonym od sceny, żeby być poza zasięgiem fanów. Druga sprawa: przed koncertem najważniejsza jest próba dźwięku i pierdzielenie się z dostosowaniem odsłuchów, co najwyraźniej postanowili sobie olać.

60 min póżniej. Jest 12. Zaczyna się koncert chłopaki wychodzą na scenę . 
Jakoś trudno mi uwierzyć, by jakikolwiek koncert, który nie jest częścią wiejskiego festynu odbył się o tej porze. W takich godzinach większość ludzi ma ważniejsze rzeczy do roboty.

Śpiewają Senza te.Potem Piero śpiewa ,,E lucevan le stelle’’, po nim Ignazio śpiewa ,, Unchated Melody’’ ,Gian ,, Can't help falling in love’’. Później spiewają razem ,,Besame mucho’’ na finał ,,Grande amore’’ po włosku. Zaskakujące — włoscy artyści we Włoszech zazwyczaj śpiewają w języku keczua.
Sześć utworów. Standardowy koncert trwa półtorej do dwóch godzin + jakieś 40-60 minut na supporty. Jeśli więc ich kawałki nie trwają po 15 minut każdy, publiczność musiała być raczej zawiedziona.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wiedzę o organizacji koncertów auuutorka czerpie z branży disco polo. Artyści tego gatunku nie wożą ze sobą ani sprzętu nagłaśniającego, ani własnych technicznych, bo jakość dźwięku jest i im, i ich publice idealnie obojętna — w końcu ktoś, kto szuka w muzyce jakości, nie słucha dysko rżysko. Boysy i inne Akcenty zdają się na sprzęt i personel organizatora, odśpiewują właśnie 5-6 numerów i zwijają się w drogę do kolejnej dyskoteki, gdzie czekają wielbiciele spragnieni 40 minut wrażeń artystycznych, bo tyle mniej więcej te popisy trwają. Co zaradniejsi i popularniejsi obskakują w ten sposób 6-7 scen DZIENNIE.

Gdy każdy z nich śpiewa akurat ,,Grande amore’’ zauważa dziewczynę w pierwszym rzędzie.
Pszypadeg? Nje sondze.
W opkach nje ma pszypadguw.

I każdy z nich zamiera w bezruchu tyko śpiewa swoją zwrotkę i wpatruje się w wybrana dziewczynę.
-,,Ragazza w czerwonej sukience z prawej jest piękna. Ma czarne włosy a jej uśmiech jest jak słońce w ciepły bezchmurny poranek . Twarz w kształcie serca, a oczy błękitne jak ocean’’-myśli Gian.
- ,, Pierwszy rząd środkowa dziewczyna w błękitnej spódnicy i w niebieskiej bluzce z gwiazdami. Ma oliwkową karnację czarne włosy ,że odbijające się światło słońca daje złudzenie ,że są granatowe , piwne oczy w odcieniu czekolady, twarz w kształcie serca ‘’-myśli Ignazio?
-,, Ta z lewej w czarnej sukience ze złotą spinką we włosach, jest smukła, wysoka jak akacja, cicha , skupiona , tajemnicza i nie przejrzysta jak noc’’- myśli Piero.
A wszystkie te szczegóły dojrzeli bez najmniejszego problemu z podwyższonej sceny, na której zapewne światła dawały im po oczach.
I snuli te rozważania akurat podczas utworu wymagającego wyjątkowej koncentracji, bo w miarę rozwoju linii melodycznej Ignazio, Piero i Gianluca coraz częściej się wymieniają na wokalu, a w refrenie fragmenty solowe są co chwila przeplatane partiami śpiewanymi unisono. Idealny moment na rozmyślania o du... żej miłości Maryni.

Wszyscy trzej pomyśleli muszę z nią zatańczyć przy ,,Grande amore’’. To mi bardzo ułatwi wykonanie piosenki wymuszającej gigantyczną pracę płuc i przepony. Każdy z nich schodzi po schodkach po wypatrzoną dziewczynę…
Ciekawe, co by się stało, gdyby wszyscy wystartowali do tej samej.
Pobiliby się, co na pewno znacznie ubarwiłoby cały występ.

Rozdział 3
[wycinamy – było w nim napisane dokładnie to, co w rozdziale drugim, z tą jedynie różnicą, że wspomniane dziewczyny zachwycały się nad członkami zespołu]

Rozdział 4

Podchodzi każdy z nich do swojej wybranki i prosi ją do tańca w bardzo elegancki sposób.
-Piero rzecze do dziewczyny w czarnej sukience : Ciao! Mogę cię prosić do tańca? Jak ci na imię?
- Gianluca do dziewczyny w czerwonej sukience: Ballo come va? (tłumaczenie proszę, może być na włoski). Zatanczysz ze mną ?. Jak się zowiesz?
Ignazio: Czy mogę z tobą zatańczyć walca. Jak masz na imię?
Przekrzykiwali się tak przez muzykę i hałas publiczności, a panów oczywiście nikt nie próbował nawet dotknąć.

-Notte :Będę zaszczycona. Mam na imię Notte Vento.
- Natale : Rany jasne. Mam na imię Natale. Natale Vento.
- To będzie dla mnie przyjemność. Nazywam się Rossa. Rossa Vento.
Ta scenka musiała być naprawdę komiczna, jeśli to była faktyczna kolejność wypowiedzi.
Notte to po włosku noc, Natale to Boże Narodzenie, a Rossa znaczy czerwona. Rodzice tych dziewczyn chyba ich nie lubili.
Najwyraźniej do Włoch również dotarła moda na niecodzienne imiona.

Dziewczyny wchodzą z chłopakami na scenę i zgonie z propozycją tańczą z tym ,że panowie jednocześnie śpiewają ,, Grande amore’’.
- Piero rozmyśla ,, Czuję jakbym dostał piorunem w serce. Bardzo miłym piorunem’’
- Ignazio mówi do siebie w myślach : ,,Czuję się tak jak bym dostał prezent w Natale. Ona jest jak święta Bożego Narodzenia. ‘’
- Gian :Ona pachnie bukietem róż.’’
-Notte :,, Ja chyba śnię :tańczę z Piero. On tak się tajemniczo uśmiecha i jest jak noc cichy i dramatyczny. ‘’
Patrzę i patrzę, i nie mogę się dopatrzeć niczego dramatycznego w tym miłym, skromnym chłopczynie. Ale może się nie znam na ludziach.

- Natale:,,O ja cię kręcę tańczę z Ignazio. On jest taki promienny jak słońce w południe’’
Rossa: ,, jestem w raju tańcząc z Gianem’’
Ale żeby nie było tak słodko to chłopaki przerwali śpiewać ,, Grande amore’’ i zaczął każdy śpiewać coś innego , ale każdy dla swojej partnerk i. Zapomnieli o Bożym Świecie.
-Ignazio:,, Let It Snow’’
-Piero: ,,Będziesz moją panią’’
- Gian : ,, W dzikie wino zaplatani’’
A że mieli mikrofony, trzy zupełnie różne piosenki śpiewane jednocześnie brzmiały jak jedna wielka kakofonia, przez co ten koncert był jednym z najgorszych w całej ich karierze. BTW, jakim cudem Włosi znają piosenki Grechuty i jeszcze potrafią je zaśpiewać? Nie słyszałam, by te utwory istniały też we włoskiej wersji.
Słuchaczy na moment zatkało, po czym na widowni rozległy się gwizdy, najpierw pojedyncze, potem zbiorowe. Następnie w stronę sceny poleciały zmasowane bluzgi i kilka zgniłych pomidorów. Na koniec rozeźlona publika zaczęła się wymieniać informacjami o tym, do kogo należy kierować żądania zwrotu pieniędzy za bilety na imprezę, która miała być koncertem gwiazd pierwszej wielkości, a nie randką mentalnej gimbazy.

Po ucichnięciu muzyki chłopaki odprowadzają dziewczyny na krzesełka i cała grupa nawzajem dziękuje sobie .
- Piero: Ma kto was zaprowadzić do domu ? Jeśli chcecie możemy was odprowadzić.
-zaskoczona Notte odpowiada : Mieszkamy w pobliżu. Sama nie wiem…Jeszcze jest jasno.
I to bardzo, wziąwszy pod uwagę, że koncert zaczął się w południe i trwał maksimum godzinę.

-Rossa: Poważnie. Chcecie to zrobić ?
-Ignazio: Tak chcielibyśmy was odprowadzić do domu nawet w dzień nie wiadomo co się wydarzy.
- Natale/Gianluca: Otóż to Ignazio .
-Rossa :Bene. Dobrze .
Dobra, teraz wyrzucę z siebie cały ten bulwers, który nazbierał się we mnie w trakcie czytania tego opowiadania: po pierwsze, za tak olewcze podejście do koncertów i trasy w ogóle, ich manager powinien już dawno wyrzucić ich na zbity pysk i pozrywać im kontrakty, bo tak nieogarnięty zespół oznacza dla wydawnictw jedynie straty. Po drugie: między muzykami a publicznością musi być dystans. Można z kimś pogawędzić, można zaprosić kogoś na scenę, ale jak ognia unika się wchodzenia w jakieś bliższe relacje z nie-muzykami, bo mają oni tendencję do traktowania muzyków jak jakieś bóstwa, co chwilami może być nawet niebezpieczne. Tym bardziej, że Il Volo, może nie tak popularni w Polsce, są gwiazdami światowego formatu. Dla porównania: moja kapela jest znana tylko wśród stałych bywalców niektórych klubów, miejscowych panczurów oraz wśród naszych znajomych, a mimo to już mamy na karku kilka dosyć natrętnych osób, które zaczepiają nas na każdym kroku, a jedna wręcz nas stalkuje. Wyobraźcie sobie więc, ilu takich musi napotkać na swojej drodze zespół, który ma kilkaset tysięcy fanów z całego świata. Jeśli odpowiedni dystans nie zostanie zachowany, fani mogliby ich dosłownie zjeść. Tutaj akurat tego dystansu zupełnie nie ma, przez co panowie mocno się narażają, bo nie wiedzą, czy te dziewczyny nie są jakimiś psychofankami lub osobami, które nie są do końca trzeźwe i „przyszły, bo coś się dzieje” z nadzieją wywołania zadymy – bo takich ludzi też się nierzadko na koncertach spotyka, zwłaszcza plenerowych, i to niezależnie od gatunku muzyki, jaka jest na nich grana.
Skoro przeczytanie tak krótkiego fragmentu wywołało u mnie taki wkurw, boję się, co będzie dalej...
Dalej będzie tylko gorzej.

Rozdział 5

-Gian-Ok. Chodźmy.
Przechodzą na 2gą stronę ulicy i są prawie na miejscu.
-Piero -Macie konto na facebook?
-Wszystkie trzy -Co za śmieszne pytanie pytanie . I jeszcze śmieszniejsza interpunkcja interpunkcja tudzież gramatyka gramatyka. Jasne że mamy . Przecież ten, kogo nie ma na fejsie, zwyczajnie nie istnieje.

-Ignazio -To ułatwia sprawę kontaktu.
- Gian- Zwykle tego nie robimy znaczy nie proponujemy dziewczynom żeby poszukać je na fb i je akceptować wśród znajomych, a zwłaszcza ze świeżo poznanymi dziewczynami.
Czyli jednak mają jakieś resztki zdrowego rozsądku. Szkoda tylko, że Imperatyw im je odebrał.
Na Imperatyw nie ma mocnych. Ten, kto sobie z nim poradzi, zasłuży na Nobla.

-Natale spytała podnosząc brew- Serio?
-Gian- Si. Noi parliamio rispetto. Tak. My mówimy poważnie.
-Rossa- Naprawdę zaprosilibyście nas na fb?
-Ignazio- O czym my mówimy od dobrych 2 minut? Tak naprawdę was zapraszamy na nasze konta na fb.
-Piero-Daje wam nasz adres : Strada Musica 50/2 Bolonia. Kod pocztowy 92-226.
Tak naprawdę kodem pocztowym Bolonii jest 40-100, ale chyba komuś nie chciało się tego sprawdzać. Zamiast tego mamy kod ulicy Grodzkiej i ulicy Wagonowej w Łodzi.
Możemy się domyślać, gdzie mieszka auuutorka. A podawanie adresu zamieszkania ludziom poznanym przed plus minus półgodziną jest jeszcze inteligentniejsze niż zapraszanie ich do znajomych na Facebooku.
Najwyraźniej sama autorka ma dosyć lekkie podejście do sprawy prywatności, ponieważ pod którymś z rozdziałów udostępniła swoje własne dane osobowe.

-Notte- Dobrze. Bene. Jesteśmy już na naszej ulicy . Ulica zowie się Strada Canzone. Ulica Piosenki. A o to nasz dom.
Notte wskazuje na casa –dom. Dom jest zrobiony na podstawie prostokąta ,wielokondygnacyjny, z drewnianymi okiennicami. W oknach są doniczki z czerwonymi różami, niebieskimi bławatkami, i chryzantemami złocistymi. 
W półlitrówce po czystej...

Tynk ścian pomalowany jest na biało. Dachówki na dachu są czerwone. Casa jest otoczony (nie wiadomo, dlaczego otoczony, skoro casa jest rodzaju żeńskiego) krzewami oliwek i klombem wielu kwiatów. W tle słychać świergot ptaków i podekscytowane głosy botaników z całego świata tłoczących się wokół krzewów, na których rosną oliwki — do tej pory nauka znała tylko drzewa oliwne.
-Gian-Ślicznie macie tutaj. Ptaszki śpiewają wam pięknie. Voi avete casa bello.
Tu non hai keine pojęcie o włoska języka.
Dziękuję wszystkim kiedykolwiek wyznawanym bogom, że nie znam włoskiego...

-Rossa-Dziękujemy Gianluca za miłe słowa i za towarzyszenie nam do domu.
-Ignazio-Polecamy się na przyszłość. Nie mamy bowiem do roboty nic lepszego niż holowanie fanek na kwadrat.
Notte otwiera drzwi kluczem i naciska klamkę porta gdańskiego.
Chłopaki patrzą co robi. Spodziewali się raczej, że jednym celnym kopem wywali wierzeje z futryny.
Na odchodnym :
-Dziewczyny mówią za drzwi : Do zobaczenia ! A dopo! Addio!
-Chłopaki :Tak do miłego! Addio!
Addio znaczy „żegnaj”. Czy mamy rozumieć, że towarzystwo nie zamierza się więcej spotykać?
Tak by było najlepiej dla całego opka.

Natale zamyka drzwi.

Rozdział 6

Ragazzi odwracają się plecami do zamkniętych drzwi. Dziwne — należało raczej oczekiwać, że wycofają się rakiem. Kierują się z powrotem na rynek . Idą do hotelu Milano , żeby ogarnąć się przed obiadem .Myślą nad tym co się wydarzyło. Nie rozmawiają całą drogę do hotelu z sobą , ponieważ są zamyśleni.
Nikt im w tym zamyśleniu nie przeszkadza, nikt nie zaczepia, nikt nie domaga się autografów i wspólnych zdjęć, dziewczyny nie rzucają się do ściskania i całowania trzech sławnych, przystojnych facetów. Pośrodku ogromnego miasta nikt nie zauważa, znów cytuję, „znanego zespołu popoperowego sprzedającego miliony płyt”. Bardzo taktowni ludzie z tych mediolańczyków.

Wchodzą do hotelu. Biorą klucze , od pokoju z recepcji. Dopiero w hotelu zaczynają kleić rozmowę.
- -Piero :Gian ,Ignazio możemy pogadać w pokoju? Bo nurtuje mnie jedna rzecz.
-Gian-Jasne, że tak?
-Si .Pewnie ze spojrzenia Gianluci (nie, nie Gianluci, tylko Gianluki, bo delikwent nie ma na imię Gianlucia, tylko Gianluca) wnioskuje, że jemu też leży coś na sercu podobnie ze mnIE jest więc nie jesteś wyjątkiem Piero.
Uwaga, pytanie retoryczne: czy auuutorka czyta to, co pisze, a przede wszystkim, czy to rozumie?
Podejrzewam, że rozumie, a my po prostu nie znamy tego tajemniczego języka.

-Piero-Rewelacja. Po prostu cudnie, że nas coś gryzie. Wjedźmy na górę windą. Sa na 2 piętrze pod pokojem numer 3. Piero otwiera pokój i wchodzą do niego. Gian zamyka drzwi pokoju wchodząc.
Siadają na krawędziach łóżek naprzeciwko siebie. Milczą. Patrzy jeden w drugiemu w oczy.
- Ignazio-Kto zacznie się zwierzać?
Po chwili milczenia rękę podnosi Gianluca.
- To może ja zacznę… Tylko nie wiem jak ubrać to w słowa.
-Ignazio-Ty żebyś nie widział jak użyć słów do opisania uczuć ? Dziwne Gian.
-Piero- To do ciebie Gian niepodobne naprawdę . Z nasze jcałej trójki zwykle Tobie opisanie uczuć emocji przychodzi najłatwiej opisać.
A mnie ta fraza zdania przychodzi przeczytanie najtrudniej przeczytać.

-Gian- Fakt. Ale tym rzem jest inaczej. Naprawde. Wtedy gdy śpiewaliśmy ,,Grandr amore’’ świat się zatrzymał na chwile a w centrum zamiast sole była jedynie dziewczyna w czerwonej sukience. Coś jakaś obca siła mnie ciągnęła w jej kierunku , której nie mogłem się oprzeć. Chodzi mi o Rosse.
Ona miała w kieszeni magnes z lodówki, ty — klucz do pokoju. Ot, i cały sekret.

-Ignazio -Kurczę blade… Chłopie doskonale opisałeś tylko ,że ja czułem jagbym dostał na święta wielki wór prezentów na widok dziewczyny ubranej na niebiesko.
- Piero- Tak ponownie wychodzi na to , że ja Ignaziorozumiemy się bez słów, Bo wyjął mi z ust to co chciałem powiedzieć. Z tą rożnicą , że ja poczułem jakby piorun trafił w serce moje.
Robiłeś EKG? Bo może to stan przedzawałowy.
Może nie tylko Ignazio potrzebuje specjalnej diety, skoro Piero ma tego rodzaju problemy z sercem.

-Gian- Ciekawe… Myślicie o tym co ja ?
Gian spojrzał na nich porozumiewawczo.
-Piero/ Ignazio z lekkim niedowierzeniem - Ty chyba nie myślisz ,że trafiła nas strzała amora.
- Obawiam się ,że tak właśnie jest. Mówiliście chyba mi , że kiedyś to nadejdzie. Ale nie spodziewaliście się , że was też trafi przy okazji.
-Igzazio - No fakt. Nie da się ukryć , że masz słuszność. Chodźmy na dół na obiad bo od tego filozofowania zrobiłem się głodny.
-Piero- A ten tylko o jedzeniu by myślał.
-Gianluca- Si. Zero romantyzmu. Schodźcie. Dogonię was . Muszę się opanować , żeby zejść na dół i nie mieć głupiego uśmiechu na ustach.
-Piero -Ok niech będzie. Na obiad jest lasagne, jedyna pozycja w menu restauracji pięciogwiazdkowego hotelu. będziemy czekać na ciebie. Tylko nigdzie się nie włócz.
W każdym hotelu jest przecież mnóstwo miejsc, po których można się włóczyć — te malownicze korytarze, nieodkryte pomieszczenia gospodarcze, tajemnicze zakamarki w recepcji... 
Pełne tajemnic i ciekawostek pokoje innych gości...

Zejdź jak najszybciej bo pan łakomczuch zje twoją porcję, a zamówienie drugiej wykracza poza nasze możliwości intelektualne. A raczej nie robienia dzióbków ,,dziób dzióbie’’.
-Ignazio śpiewa-Czy ktoś widział dziób dzióba . Skąd się wziął ten dziób dziób? Może w końcu się uda odpowiedzieć jak z nut.
-Piero odpowiada śpiewająco - Dziób dziób jest z Rosetto z Abruzji. To odpowiedzi jak z nut.
Nie, no, szacun po maksie dla tych panów. Nie tylko Grechutę znają, ale i polskie dziecięce piosenki z epoki, w której ich rodzice byli w najlepszym razie nastolatkami.

-Gian- Dobrze. Postaram się pośpieszyć . I nie robię dzióbków Piero. Grazje wam obu. Aż się boję pytać, co im zje gra. Nie chcę was wyganiać ,ale idźcie na obiad. Weźcie mi zamówcie lasagne. Prego.
-Ignazio/Piero-Jasne. Zamówimy. Chodźmy.
Ignazio i Piero wychodzą z pokoju. Gianluca toczy rozmowę z samym sobą .
Rzadkie osiągnięcie, bo w języku polskim toczyć można walkę. Rozmowę się prowadzi.
Skojarzyło mi się to bardziej z tym, że autorka usilnie toczy walkę z językiem polskim, próbując sklecić to opowiadanie.

-,,Czy to jest miłość? Jeśli to miłość to bo Boże Mój mam nadzieje , że szczera i wzajemna. Pamiętam co kiedyś powiedział Oscar Wilde :Mężczyzna zakochuje się tak, jakby spadał ze schodów: to po prostu wypadek. ‘’
-,,Ale jaki to piękny wypadek. Pora iść na obiad. Bo jak znam Ignazio to gotów jest zjeść mi obiad.
Dla informacji auuutorki i jej podobnych: restauracje nie funkcjonują jak szkolne czy kolonijne stołówki. Kucharka nie wylicza porcji, a każdy, kto po spożyciu jednego dania ciągle jest głodny, może zamówić następne — pracownicy nie tylko się nie obrażą, ale będą przeszczęśliwi.

Kurczę ten uśmiech nie chce zniknąć. Trudno trzeba isć .’’
Bo przecież uśmiech to straszny występek. Ludziom należy się pokazywać z miną grabarza na dyżurze.
Ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że bycie bohaterem opka mu się podoba.

W tym czasie Ignazio i Piero są w restauracji jedzą lasagne i rozmawiają.
-Ignazio -Ciekawe czy udało mu się zapanować nad sobą. Zakład że tak o 10 euro.
- Piero- Może tak choć wątpię. Zgoda ja zakładam że nie podołał. Ooo …Gian na horyzoncie .
- To dość szybko się opanował. Nie jednak nie opanował uśmiechu . No nie victoria jest twoja .
-Trzeba nauczyć się ze raz na górze raz na dole.
-Masz 10 ero paskudo.
-Grazje.
Gianluca podchodzi do nich i siada przy stoliku.
-O czym dyskusja się toczy?
-Piero- O twą (twej, jeżeli już) lasagne, którą udało mi się uchronić przed,, Smerfem Łakomczuchem’’
-Gian- W Takim razie gratuluję i dzięki wielkie.
-Proszę.
-Ignazio-Przesadzacie trochę z tym łakomstwem moim naprawdę chłopaki. Dobrze ,że Michele zgodził się na wyjazd do Werony to odpoczniemy ciut.
Michele to menadżer Il Volo. Tego prawdziwego, bo opkowego żaden impresario z odrobiną instynktu samozachowawczego nie dotknąłby końcem kija. Mniemam, że menago opkowy nie tylko zgodził się na wyjazd do Werony, ale osobiście im kupił bilety w jedną stronę, żeby mu ci infantylni idioci zeszli z oczu.

-Gian/Piero – Si. Chwała mu za to.
- Teraz tylko pozostaje nam wrócić do Bolonii , aby się przepakować.
-Gian mówi w czasie jedzenia lasagne- Mam plan. Teraz po obiedzie zdrzemnijmy się w pokoju i zejdziemy na kolacje o 19.
Nie, no, kolonie jak nic. Nawet leżakowanie mają.

 Pójdziemy potem znów do pokoju tam nie wiem jak kto woli pójdzie wcześniej spać lub bo ja wiem poczyta książkę, Bo musimy być wypoczęci do drogi do domu.
W końcu przed wyczerpującą trasą (całe 200 kilometrów!) trzeba przespać trzy czwarte doby.
Oraz całkowicie zignorować ogarnianie całego bajzlu związanego z koncertem. Nie wzięli ze sobą zupełnie nikogo, więc powinni rozliczyć się z organizatorem, posprzątać po sobie, spakować cały swój sprzęt, zwrócić sprzęt pożyczony, rozliczyć się z hotelem, poświęcić trochę czasu fanom i ewentualnym mediom, zapewne również na tym wydarzeniu obecnym, rozliczyć się z dźwiękowcami, oświetleniowcami, instrumentalistami i całą resztą ferajny, zorganizować sobie jakichś osiłków, którzy będą trzymać fanki możliwie w jak największej odległości od hotelu...

- Piero - Okey .Mnie pasuje plan.
- Ignazio- Niech będzie.
Gian kończy jeść lasagne. Idą na górę do pokoju. W pokoju kładą się na łóżkach i drzemią . Jest 18.30. Budzik dzwoni .Chłopaki wstają i idą razem do restauracji na kolację. Na kolację jedzą łososia z sałatką grecką popijając czerwonym winem. Po kolacji wracają do pokoju. W pokoju Ignazio wyjmuje saksofon i ćwiczy grę na nim. Po chwili saksofon zmienia się w bezkształtną kupę złomu pod wpływem gwałtownej reakcji Piera i Gianluki oraz gości hotelu zameldowanych na tym samym piętrze i dwóch sąsiednich. Ignazio szuka w minibarze lodu na podbite oko. Piero włącza muzykę na telefonie i słucha jej na słuchawkach. Gianluca czyta książkę ,, Dzieje Tristana i Izoldy’’ Józef Bedier.
Nie uwierzę w dwudziestolatka dobrowolnie katującego się średniowiecznym melodramatem. Mniejsza nawet z tym, że „Dzieje Tristana i Izoldy” to tekst anonimowy — Bédier tylko go opracował i wydał — bo brak wiedzy akurat na ten temat to najmniejszy z licznych grzechów auuutorki popełnionych w tym opku.

Jest 22 chłpaki odkładają przyjemności i zasypiają.
Jest 7 rano. Ragazzi wstają z łóżek , ścielą je najładniej jak umieją . Kiedy opuścili hotel, pokojowa przez pół godziny z przekleństwem na ustach szarpała się z narzutami zamienionymi miejscami z prześcieradłami. Schodzą do restauracji na śniadanie. Na śniadanie mają kromki z pastą jajeczną, herbatę z cytryną , mokate.
Pasta jajeczna. I MOKATE. W pięciogwiazdkowym hotelu we Włoszech. Dajcie mi miękką ścianę, bo muszę łbem walnąć.
Zapomnieli o czekoladowych kulkach z mlekiem.

Po śniadaniu idą do pokoju po walizki i zamykają drzwi do pokoju. Idą do recepcji i oddają klucze.
-Pierro- Buongiorno !Dziękujemy bardzo za miły pobyt w waszym hotelu. Mamy nadzieję, że wrócimy do Mediolanu kiedyś. Arrivederci!
-Recepcjonista-Arrivederla!
Chłopaki wychodzą na dwór idą do ferrali. Podchodzą do bagażnika i wrzucają do niego walizki. Tym razem za kierownicą siada Piero, Gianluca obok kierowcy ,Ignazio z tyłu .
-Piero-Wracamy nasza Bolonio!
-Gian-Si!
-Chłopcy włączcie może Radio Italia. Może będzie coś ciekawego do słuchania.
-Gian- Robi się . Zobaczmy gdzie jst ten przycisk do włączenia radia… A jest. Prego. Kurcze ty wies kidy kazać włączyć radio Ignazio akurat leci ,,E piu E penso’’ Andrea Boccelli.
Bocelli nagrał coś nowego czy auuutorka nie zna tytułów jego piosenek? Bo do tej pory w repertuarze miał „E più ti penso”.

-Bardzo zabawne. Piero jedźmy już .
-Już jedziemy.
Ragazzii jadą szosą podziwiając widoki przez okno auta. Jest 20 gdy dojeżdżają na miejsce. Zapada zmrok.
-Wszyscy trzej na widok domu -Witaj casa!
Piero otwiera drzwi kluczem, Wchodzą do środka.
-Gian-Dom ,słodki dom.
-Ignazio- Nie wiem jak wy ale idę się tylko umyć i idę spać. Bo rano trzeba wcześnie wstać i koniom wody dać.
-Piero- Co ci Ignazio.? Koni nie posiadamy. Oile wiem.
-O tóż mamy konie Piero tylko że są w stajni w mieście –citta. Dałem je parę dni wcześniej przed wyjazdem do Mediolanu.
Wrażliwych proszę o odwrócenie na chwilę wzroku i pominięcie słowa po dwukropku: ŻEKURWACO???!!! Ludzie, ci faceci spędzają w rozjazdach dziewięć miesięcy w roku, a jak nie są w trasie, to też mają co robić. Stado koni jest im potrzebne jak wrzód na tyłku. O kosztach zakupu i utrzymania tych zwierząt nie wspominam. Na miejscu Piera i Gianluki zakończyłabym współpracę z kolegą Ignaziem ze skutkiem natychmiastowym. Mam na myśli Ignazia opkowego, bo rzeczywisty ma chyba za dobrze poukładane w głowie na takie wyskoki.
Ignazio, zjedz Snickersa. Zaczynasz gwiazdorzyć.

-Piero- Acha. To mamy konie. Brak jedynie zbroi i mieczy nam , żeby grać rycerzy. A tak swoją drogą. Jak je nazwałeś?
- Zwą się : Walter, Alex, Spy, Flica i Otello.
-Ciekawe czy umiesz jeździć konno.
-Umiem. Tylko przez osiem lat znajomości i wspólnego śpiewania po całym świecie jakoś nie znalazłem czasu, żeby wam o tym wspomnieć. Idę się myć i spać. Wam radzę podobnie.
-Gian- Pójdziemy za twą rada. Dobrze ze są tu 3 łazienki.
-Piero- Racja Gianluca. Dobra myć się raz i do łóżek.
Chłopaki idą do łazienek się ogarnąć. Potem zasypiają w łóżkach.

Rozdział 7

Mediolan

 W domu sióstr Vento. Po zamknięciu drzwi przez Natale.
-Natale odwraca się plecami do drzwi i kieruje pytanie do 21letniej Notte i 19letniej Ross- Czy panowie z Il Volo bas odprowadzili do domu ?
Bas odprowadzili do domu, w związku z czym występują w składzie: dwa tenory i baryton.
Jak zwykle śmieszkowanie z basistów. Czemu nikt nas nie kocha?! *idzie pociąć się mydłem*

Czy to było śnienie na jawie dziewczyny? Może któraś mnie uszczypnąć a najlepiej zróbcie to obie. Będzie to test czy to wydarzyło się w rzeczywistości.
-Notte/Rossa-Prosimy cię bardzo nasza zwariowana 20latko.
Posłusznie szczypią Natale w oba policzki.
-Ała! Nie musiałyście tak mocno. Przynajmniej wiemy, że to wydarzyło się naprawdę.
-Notte- Owszem przynajmniej nie mamy urojeń. Choć może i ty nas obie uszczypnij bo nie mogę w to uwierzyć.
-Nie ma sprawy siostry moje.
-Auć!
-Auł!
- Jak widać to nie były żadne czary.
-Rossa- Tak czuć, że to nie żadne gusła.
-Natale- Tak swoją drogą pora wrócić na ziemię. Właśnie przypomniało mi się, że przyszedł list do ciebie Notte i miałam ci go dać rano ale zapomniałam. Scuza.
-Notte- Miałaś prawo zapomnieć o nim. W końcu się śpieszyłyśmy na koncert. Gdzie jest list ?
-Natale- U mnie w pokoju. Już po niego pędzę , lecę.
- Bene .Rossa możesz odgrzać raviolli z grzybami na obiadokolacje.
Dla porządku przypomnijmy, że koncert, z którego przed chwilą wróciły, zaczął się w południe i trwał najwyżej godzinę. Cyrk z odprowadzaniem do domu i pożegnaniami raczej nie zajął więcej niż 20 minut (podobno dziewczyny mieszkają niedaleko), ale dajmy im hojnie pół godziny. Tak czy inaczej, jeszcze kawał czasu do 14.00. Normalna pora spożywania obiadokolacji.

-Jasne. .Już się robi. Od razu nakryję do stołu.
Notte zostaje sama w holu i czeka na Natale z listem.. .Rossa idzie na prawo od wejścia do domu do kuchni. Kuchnia jest jasna , przestronna. Rossa podchodzi do lodówki. otwiera i bierze miskę z ravioli . Potem wyjmuje po parę i kładzie na talerze i podgrzewa w mikrofalówce. Gdy raviolli się grzeją Rossa idzie do pomarańczowej jadalni i nakrywa do stołu. Stół jest duży prostokątny jeśli wierzyć przekazom pochodzi z II połowy XIX wieku. Dom jest nieco starszy bo z końca XVIII wieku.
- No to teraz pozostaje zawołać dziewczyny na obiad. Natale! Notte! Obiad na stole!
-Natale-Idziemy ! Nie musisz tak krzyczeć i dawać przy tej okazji wysokiego C Rossa.
Dodałabyś chociaż jakiś bemol dla obniżenia dźwięku.
Mamy tutaj prawdziwy fenomen: nutowe zapisywanie wypowiedzi!

W tym czasie jak Rossa szykuje jedzenie i nakrywa stół ze schodów zbiega Natale z listem, który wręcza Notte. Notte otwiera go i czyta.
-Notte- No proszę nasza kuzynka Francesca Monte się wychodzi za mąż i zaprasza nas na ślub i wesele w Weronie, które odbędzie się 24 września.
-Bombowo, że szykuje się wycieczka. Teraz trzeba powiadomić Rosse o tym . Znając życie ucieszy się nie z miernie, tylko z wybitnie z powodu tłumów.
-Note-Taaak na pewno. A raczej będzie szykować wymówki żeby ominąć wesele i nie iść na nie. Jeszcze poszłaby pewnie na ślub , ale na wesele ciężko ją będzie przekonać. Zważywszy , że jest nie śmiała i choć tańczy z nas najlepiej to będzie skrępowana jak zwykle wśród większej liczby ludzi. Chyba nas woła na obiad. Lepiej chodźmy bo jak włączy wysokie C to nie będzie z nią w stanie wytrzymać do końca tego dnia.
Nie powinny się tego obawiać, bo dla człowieka niemożliwe jest mówienie bez przerwy tym samym tonem i utrzymywanie w całej wypowiedzi jednego dźwięku (o ile w ogóle można mówić o jakichkolwiek nutowych dźwiękach w zwykłych, nie-śpiewanych wypowiedziach). Intonacja, akcenty – mówi to coś komukolwiek?

Notte i Natale wchodzą do jadalni i siadają do stołu razem z Rossą. Zaczyna się rozmowa między siostrami.
-Notte-Rossa słuchaj będziemy za parę dni wyjechać do Werony .
Bo, jak powszechnie wiadomo, tradycyjnie rodzinę informuje się o planowanym ślubie z kilkudniowym wyprzedzeniem, by rzucili wszystko i na spontana jechali dwieście kilometrów na imprezę. Chyba że poczta we Włoszech ma równie mocno opóźniony zapłon jak ta polska.

-Czemu?
-Ponieważ nasza Francesca wychodzi za maż i zaprasza nas na swój ślub i swoje wesele.
-Cieszę się, że znalazła szczęście, ale ja nie chcę iść na wesele bo zawsze jestem zapraszana do tańca przez wszystkich i nie mogę siąść nawet na sekundę bo ktoś bez przerwy odbija mnie od drugiego partnera do tańca.
-Natale-Wiesz Ross. Akurat my nie cieszymy się takim powodzeniem na jakichkolwiek imprezach. I my zazdrościmy ci takiego powodzenia u płci przeciwnej. Owszem to kłopotliwe ,że nie masz w tedy wytchnienia ale i fakt ,że peszysz się wśród tłumu.
-Notte- Pójdziesz na godzinkę na wesele, a potem wrócisz do domu wujka Alfredo i cioci Dario . Bene Rossa? Dobrze Rossa?
-Rossa- Dobrze.
-Natale- To ja pozmywam talerze. I co robimy potem?
-Notte- Nie wiem. Możemy zagrać w scrabble.
-Natale/Rossa-Macche’! Oczywiście ,że nie!
-Note- W takim razie każda robi co jej się żywnie podoba. Ja idę pograć na pianinie .
-Natale-To jak skończę idę pograć na wiolonczeli lub porysuję coś.
-Rossa- A ja pójdę chyba się przejść na Piazza del Duomo. Jak wrócę pogram może na skrzypcach i może coś zaśpiewam. I potem spakuję rzeczy na wyjazd.
-Tak jeszcze się spakujemy Natale.
-Tak.
-Rossa-To idę .
-Notte-Tyko wróć wcześnie bo już jest 14.
Ten zapis dialogów staje się coraz dziwniejszy. W tej chwili trudno już ustalić, co jest wypowiedzią, a co jej opisem.

-Jasne.
Rossa wychodzi z domu. Kieruje się na Piazza del Duomo. Idzie drogą na plac katedralny ,który znajduje się tuż naprzeciwko casa.
-Piazza del Duomo jest piękne podobnie jak katedra która znajduje się w centrum placu. Muszę zastanowić się nad pojęciem miłości do wypracowania (a componimento) na włoski do szkoły.
Wait... To one chodzą do szkoły? Przez całą akcję opka byłam przekonana, że mamy do czynienia z dorosłymi bohaterkami.
Tu nikt nie jest dorosły. Najwyżej pełnoletni.

A tutaj najlepiej mi się myśli nad nurtującymi kwestiami. Siądę sobie jak zwykle na ławeczce i pomyśle. Od razu postaram sobie przypomnieć historię katedry i placu. To najpierw zajmę się placem i katedrą.
[długi i nieciekawy fragment encyklopedycznych opisów katedry – ciach!]
-Nic więcej nie pamiętam ,niestety na temat  placu i katedry. Mogłam nieco bardziej uważać na historii.
No to czas na włoski. Temat pracy domowej to: ,, Co to jest miłość’’. A skąd ja mam do jasnej ciasnej cholewki wiedzieć,, Co to jest miłość’’, przecież ja jedynie miałam dość długie i silne zauroczenie do Lorenzo Dragomir, a to trwało tylko przez jakieś 2lata i mi przeszło.
Wiwat Mediolan! Nasi tu byli! Bo jak inaczej wytłumaczyć nazwisko Włocha, które jest niczym innym, jak staroświeckim słowiańskim imieniem?

A poza tym nie miałam chłopaka jak Notte czy Natale. Jedynie znam to uczucie pod adresem moich starszych sióstr i rodziców . Którzy notabene jakieś 2 lata temu postanowili wyjechać do Grecji bo uznali, że ich córki są na tyle dorosłe ,że dadzą sobie radę z domem oraz rachunkami i tego typu sprawami. Przynajmniej mamy z nimi kontakt na fb. Bo spotkanie rodzinne nastąpi na Natale Święta Bożego Narodzenia i nasze urodziny (Almeno abbiamo contatto con loro su fb . Perche la prossima famiglia riunione si svolgerà probabilmente per Natale e i nostri compleanni. )Więc niech się zastanowię co to jest miłość i może zacznę tak …
Od czego by tu zacząć... Cóż, coraz bardziej cieszę się, że nie znam włoskiego. Kolejna kwestia: mamy tutaj coś w rodzaju eurosierot. Nie wiem, czy dziewczęta dwa lata przed czasem akcji były pełnoletnie, ale jeśli nawet, to aż dziwne, że żadne służby się nie zainteresowały – skoro Rossa nie jest pełnoletnia, rodzice nie mogli tak po prostu zostawić jej u sióstr, bo w każdym kraju istnieje coś takiego jak prawo do opieki nad dzieckiem. Wysłanie dziecka do babci na dwa tygodnie to jedno, ale zostawienie go u rodziny na kilka lat to zupełnie inna sprawa. Po trzecie: czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, dlaczego autorka tak zawzięcie, a zarazem bezcelowo próbuje zaszpanować znajomością włoskiego, która jest, jak zgaduję, niezbyt zaawansowana?
Gdzieś wyżej jest wspomniane, że mają 19, 20 i 21 lat, co oznacza, że najmłodsza dwa lata temu była jeszcze nieletnia. Nawet jeżeli najstarsza została ustanowiona jej prawnym opiekunem, to nie ma bata, żeby jakiś urząd do spraw nieletnich czy inna opieka społeczna nie wzięły pod lupę rodziny, w której rodzice zostawiają nieletnie dziecko z ledwie pełnoletnimi siostrami, bo uważają, że „sobie poradzi”. Kwestia utrzymania całej trójki i ich ogromnego — jak wynika z tych nieporadnych opisów — domu wymaga oddzielnej analizy. A auuutorkowy włoski jest... cóż, taki jak całe to opko.

[tutaj wstawiona typowa rozprawka na polski przeciętnego gimnazjalisty wypowiadającego się na temat miłości – kolejne cięcie]
-Nareszcie koniec. Z całym szacunkiem do profesora Sonni Vanzi, ale dał bardzo trudny temat pracy domowej. Mogę wracać do domu. Spójrzmy na zegarek w komórce. Jest godzina 16.30 .
Rossa wstaje z ławki i idzie w kierunku domu….

Rozdział 8

…W tym czasie w casa sióstr Vento gdy Rossa myśli nad pracą domową z włoskiego. Natale myje naczynia po obiedzie.
-Notte uderza się dłonią w czoło: Rany! Jak mogłam zapomnieć ze jest wrzesień i, że Rossa ma szkołę?! Ja się pytam się jak ?!
To tak à propos jakości opieki dwudziestolatki nad młodszą siostrą. Inna sprawa, że skoro ta cała Rossa ma 19 lat, to trochę długo do szkoły chodzi.

-Natale: Notte uspokój się. Proszę cię bardzo. Miałaś prawo zapomnieć, naprawdę. Dzisiejszy dzień to dzień pełen wrażeń. Najpierw Koncert Il Volo, potem chłopaki nas odprowadzili pod sam dom, jeszcze później wieści o Francesce. I dodaj sobie fakt, że zaprosili nas na fb i dalin swój adres zamieszkania.
- Notte: Może masz rację Natale. Idę pograć na pianinie.
-Natale: Ok. A co zagrasz?
-Notte: Chyba ,,Adagio’’
-Natale: Fajnie. Ja już kończę zmywać naczynia. Więc pójdę do pokoju i się spakuję choć mamy dopiero 14 września.
Tak bardzo naturalnie i realistycznie brzmiąca wypowiedź. Autorka nie zna innych sposobów na przedstawienie czasu akcji?

-Notte: Ok. To idę grać.
Notte wychodzi z kuchni i kieruje się na schody (donna) pierwsze piętro .Wchodzi po ich kamiennych stopniach. Schody są kręcone. Mają 36 stopni. Wic chwile schodzi zanim wejdzie do góry. Notte jest już na górze. Jest rozwidlenie. Notte kieruje sięna lewo od schodów.
Idzie do pokoju zwanego salą muzyczną, ponieważ stoi tam wiele instrumentów. Dziewczyna podchodzi do ostatnich drzwi na końcu holu. Trzeba pamiętać, że drzwi są dębowe ze srebrną obracającą się gałką.
A po co trzeba to pamiętać? Te konkretne drzwi są jakimś ważnym elementem fabuły, że narrator tak bardzo zwraca na nie uwagę? 
Niech da też o sobie znać logika: trzy siostry porzucone przez rodziców, które muszą radzić sobie całkowicie same. Ich dom to wręcz willa, ponadto posiadają „wiele instrumentów”. Nie jest niestety określone, ani ile ich jest, ani jakiego są rodzaju, ale jeśli to nie jest kolekcja trójkątów i cymbałków, instrumenty te mogą stanowić równowartość kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, bo sprzęt do robienia muzyki nie chodzi za grosze ani tym bardziej nie jest tani w utrzymaniu. Skąd one mają na to wszystko pieniądze?

Ragazza przekrecca gałke i wchodzi do pokoju. Kieruje się od razu do pianina i zaczyna grać :,,Adagio’’ ,, Cztery pory roku’’ Vivaldiego,,Tocata’’ Johanna Sebastiana Bacha.
-Notte:Dobra wystarczy tego jest 16. 30 pora spakować rzeczy do wyjazdu. Idzie do pokoju który jest umeblowany w meble koloru księżyca i jego kształcie. Zajrzyjmy do szuflad i szaf czy coś mam na wesele i ślub Francesci. Karmelowa suknia zbyt luźna , szafirowa zbyt wyzywająca, Złota jak najbardziej. Skromna i na tyle z małym dekoltem żeby nie wzbudzać jakiś akcji i zainteresowania. Szczoteczka , kosmetyki , piżama z myszką miki lądują w czarnej torbie z Adidasa. Jeszcze jakieś ubranie na zmianę. Bluzka biała, czerwone spodnie. Szpilki koloru złotego.Gotowe.
Ponieważ stroje na wesele zwija się w rulon i wciska do torby. Już widzę jej minę, gdy dwie godziny przed ślubem wyciągnie stamtąd tę sukienkę i zobaczy, w jakim jest stanie.

W tym czasie gdy Notte poszła grać Natale wyciera blaty.
-No prawie koniec … Tylko niech ta kropka brudu zniknie i… Już. Teraz pójdę pograć do pokoju i porysuję sobie. Jeszcze nie wiem co ale coś porysuję.
Natale: Wychodzi z kuchni i idzie na schody. Wchodzi po nich i kieruje się w przeciwnym kierunku niż sala muzyczna.
-,,Jak to dobrze mieć w pokoju swój instrument oprócz w sali muzycznej. ‘’
Wchodzi do zielono- czerwonego pokoju umeblowanego w meble w kształcie gwiazd z balkonem na wyjście ze schodami do ogrodu i na jego widok. Przez ten balkon jej ściana przypomina scenę z ,,Romea i Julii’’ jedynie nocą brak Romea. Wtedy to było by jak w Romeo i Julii.
Bo kiedy jest tylko Julia, nie będzie Romea i Julii, bo nie ma Romea. Logiczne.

-Zajrzyjmy do s szafy. Wiśniowa jak najbardziej. Do tego spodnie niebieskie i żółta bluzka, piżama z Smerfetką, szczoteczka do zębów , kosmetyczka z kosmetykami. Jeszcze szpilki czerwone plus buty na obcasie kolory zielonego. I już zrobione. Gotowa.
Dlaczego pakują się dziesięć (no dobra, powiedzmy, że naciągane siedem) dni przed wyjazdem i chowają w torbach rzeczy codziennego użytku? Mają zamiar odpuścić sobie używanie wszelkich środków higieny osobistej aż do wyjazdu, czy codziennie będą wszystko z tych toreb wyjmować, a potem pakować je z powrotem?

Pora porysować. Zajrzyjmy do katalogu zdjęć pragnących być narysowanymi… O zdjęcie Giacomo Puccinniego chce być narysowane. No to dobrze. Rysuję już. Rysuj, rysuj wesoły domisiu…
Rossa wraca do domu i otwiera drzwi. Wchodzi do środka. Kieruje się na chody do góry. Wchodzi po nich na piętro. Idzie korytarzem do swego królestwa. Otwiera drzwi pokoju i zapala światło. Zamyka drzwi. Podchodzi do regału z książkami i sięga po ,, Upiora Opery’’ autorstwa Gastona Leroux. Siada w swoim ulubionym fotelu w kształcie róży o barwie czarnej i zaczyna czytać.
Wiem, że naprawdę się już czepiam i brakuje mi słów w niektórych momentach, ale teraz trudno mi ocenić, co jest w tym opku bardziej tragiczne: dialogi czy opisy.
Czy konstrukcja akcji (o ile można w tym przypadku użyć tego słowa), czy może bohaterowie... Wybór jest duży.

Nagle słyszy za oknem muzykę i śpiew. Postanawia zobaczyć kto to występuje pod jej oknem. Śpiewa Marcus Algieri ,który gra na gitarze i śpiewa ,, Musica Proibita’’. Marcus Algieri to 20letni chłopak ze szkoły do której chodzi Rossa .
W takim razie jest z niego prawdziwy szkolny weteran, a dyrektor musi być dla niego nadzwyczaj wyrozumiały, ponieważ obowiązek szkolny we Włoszech obejmuje osoby do piętnastego roku życia, a ostatni etap szkolny kończy się przeważnie w wieku lat siedemnastu.
Może nie chce się z nim rozstać, bo to jego ulubiony uczeń?

Kapitan ( gwiazda)drużyny piłki nożnej i kapeli szkolnej. Ma blond włosy, niebieskie oczy , 190 cm wzrostu , atletyczną budowę ciała. Uśmiech Apollinna. Głos jak Andrea Bocelli (dyskutowałabym, czy to komplement). Innymi słowy obiekt pożądania płci pięknej w szkole. Ale od pewnego czasu jest zaineresowany Rossą.
Zaskakujące... No bo kim innym miałby się interesować, jak nie główną bohaterką?

-Rossa układa w głowie zdanie o treści: No pięknie jeszcze tego tutaj błazna mi brakowało na głowie. Rosa otwiera okno. Marcus przestaje grać i śpiewać na jej widok.
- Algieri nie mam zamiary oddać ci swego serca! Ile razy mam mówić ?! Wynoś się zanim powiem Sancho Pansie by wywalił cię ze szkoły.
Odnoszę wrażenie, że autorka próbuje przed nami grać tzw. turbointelektualistkę i wali nawiązania do klasyków różnych dziedzin sztuki gdzie się tylko da (w wyciętym fragmencie zawierającym rozprawkę na polski było tego z milion), jednak nie wychodzi jej to najlepiej.

-Marcus: Rossa weź. Dziś list ci napisałem, lato zbliża się więc chciałem powtórzyć Tobie jeszcze raz : Zawsze z tobą chciałbym być! Tylko we dwoje! Zawsze z tobą chciałbym być! Kochaj mnie za to! Zawsze z tobą chciałbym być!
-Rossa: O! Mio Dio! Pieta’! Litości! Z choinki żeś się urwał?! To już jest bezczelność i nachodzenie. Spadaj na drzewo ! Bo rzucę cymś w ciebie?!
I zrzuca mu na głowę doniczkę z kaktusem na głowę. Ale fata chciały, że doniczka spadła na chodnik a nie na głowę truciciela głowy.
Głowa truciciela głowy wywinęła się szybkim saltem.

-Rossa pójdę tylko dlatego że tak pięknie prosisz. A dla mnie każde twe słowo to rozkaz. Zobaczymy się jutro w szkole.
-Ty chyba sobie żarty stroisz ze mnie?!
Marcus idzie do domu swego. Rossa zamyka okno. Rossa zaciska dłonie w pięści.
-Musze , musze zaśpiewać piosenkę z bajki ,,Herkures’’ pt,, Ani słowa’’.
Herr Kures to bohater niemieckich mitów, legend i podań ludowych.

Zaczyna śpiewać:
[tekst]
To jest tak naciągane i sztucznie dramatyczne, że aż się niedobrze robi.
Scena jak z bajek Disneya o księżniczkach.

Gdy jest pod koniec ostatniej zwrotki kładzie się na łóżku , przykrywa się kocem i widzi przed oczami piękne kolory mlecznej czekolady i słyszy w głowie aksamitny baryton mówiący : kocham cię. Z tą wizją zasypia.
Nie wiem, czy pospolity brąz można uznać za „piękne kolory”, tym bardziej, że wielu osobom barwa ta może skojarzyć się bardziej ze sraczką, niż z czekoladą.

W tym czasie jak Rossa dyskutuje z Marcusem Natale i Notte wychodzą z pokoi zaciekawione hałase. Zatrzymują się na korytarzu naprzeciwko siebie. Posyłając porozumiewawcze spojrzenie.
-Notte: Czyżby w końcu Rossa miała adoratora?
- Natale: najwyraźniej tak. Na dodatek upierdliwego i mało inteligentnego. Biedactwo tacy są najgorsi. Jakoś sobie poradzi. Ciekawe jak to rozegra?
- Wróćmy do siebie, żeby nie nabrała podejrzeń , że my wiemy.Chyba rozumiem czemu nic nie mówiła nam o nim. Dobrej nocy Natale. Buonanotte Natale.
- Buonanotte Notte.
Dziewczyny wracają do swoich pokoi. Kładą się na łóżkach i choć nie wiedzą o tym, że do snu wybrały tą samą piosenkę.. Tą piosenką jest mianowicie,, Beatiful that way’’ . Zasypiają w jej taktach.
Wyobraziłam sobie zasypianie w taktach jako spanie na łóżku w pięciolinię, którego ramę stanowią kreski taktowe.

Rozdział 9 cz.I Sny

Rossa śni że znajduje się na polanie. Szum rzeki, drzew, ptaków śpiew. Czuć zapach kwitnących kwiatów. Siedzi na kocu, na trawie w cieniu drzew. Zasłuchana w świergot ptaków nie słyszy kroków. Za jej plecami dochodzi powitanie i pytanie po włosku i hiszpańsku:
-Cześć piękna dziewczyno. (Ciao bella ragazza. Hola guapa chica.) Mogę się przyłączyć? ( Posso parte cipare? Te puede acopar?)
Rossa odwraca się w tamtą stronę i widzi kruczoczarną czuprynę i piwne oczy w odcieniu mlecznej czekolady i nieśmiały uśmiech.
-Ciao Gianluca! … Eee… To znaczy usiądź proszę. ( Si prego di sidersi. Estas sentando por favor.)
Gianulca ma bowiem osobowość mnogą lub został opętany, przez co mówi w dwóch językach jednocześnie.

-mówi Gianluca- Dziękuję bardzo. ( Molto grazie. Muchas gracias.)- po czym dodaje z łobuzerskim błyskiem w oczach- Ślicznie wyglądasz w tej z tej piżamie z Bambim.
-Rossa cała się rumieni- Co takiego ?! No ładne kwiatki ! Piżama z Babim na spotkaniu z tobą.
-Gianluca patrzy jej w oczy i mówi uwodzicielskim barytonem- Nic nie szkodzi. Jesteś taka urocza kiedy się rumienisz. Wyglądasz wtedy jak dojrzała wiśnia, taka błyszcząca i soczysta, że chciałoby się ją zjeść. Naprawdę śliczna jesteś.
-Rossa roześmiana mówi- Skoro już takie głupstwa gadasz to może zjedzmy te owoce. Co?
- Wcale nie gadam głupstw. Dobrze nazbierajmy trochę tych czereśni z drzew. Weźmy ten koszyk i wrzucajmy do niego owoce.
Dla informacji autorki: to, że czereśnie i wiśnie wyglądają podobnie nie oznacza, że są tym samym.

Idą w kierunku drzew. Stoją pod czereśnią. zrywają owoce i wrzucają do koszyka. W pewnym momencie Rossa traci równowagę i Gianluca jakimś cudem zdąża ją złapać w porę. Rossa nie chcący go przewraca na ziemię. Turlają i śmieją się. Gdy się w końcu zatrzymują są dobre 2 metry od drzew. Gianluca leży na trawie a Rossa na nim. Słońce zajaśniało, ptaki zamilkły, wiatr ucichł. Rossa ma twarz parę centymetrów od twarzy Gianluci. Gian dostrzegając wysunięty kosmyk włosów opadający na twarz Rossy, niby od niechcenia chowa go za jej ucho i wraca dłonią do jej policzka. Leciutko podnosi się na łokciu i zbliża do twarzy Rossy. Widzi w jej oczach nie me tylko jej zrozumienie i niedowierzenie. Jest parę mm od jej ust. I gdy w końcu ich usta się spotykają świat staje w miejscu.
Natale śni. Ciemność. Zimno. Kamień. Czuć kamienną ścianę.
-Jestem w wieży. ( Io sono in nellla torre. Yo en nella torre.) Słyszę ryk.
Podchodzę do małego okna. Widzę przez okno smoka.( Io so con la finestra un drago. Yoveo por la ventana un dragon.)
Lata na skrzydłach wokół wieży . Ma muskularne łapy, wielki łeb, jest w ogóle olbrzymi. Jest pomarańczowy jak płomień ognia. Wtem zatrzymuje się. Utkwił wzrok w pewnym punkcie na środku placu. Coś tam lśni i się porusza. Dostrzegam jeźdźca odzianego w złotą zbroję na śnieżnobiałym rumaku. Pędzącego do smoka. Smok wzbija się wyżej na niebie i robi zwrot pikując jak jastrząb w kierunku ziemi. Otwiera paszczę i wybuchają płomienie. Rycerz zasłania się tarczą w złote lilie oplatające serce. Płomienie go nie dosięgają. Smok odlatuje by ponowić atak. Smok wraca Rycerz atakuje smoka w sposób niekonwencjonalny bo nie mieczem przytroczonym do pasa a muzyką płynącą z jego ust i serca. Rycerz śpiewa ,,We are the champions’’ z bajki ,,Kurczak mały’’.
„We are the champions” z bajki ,,Kurczak mały’’... Chyba czas umierać.
W takich momentach niektórzy umarli przewracają się w grobach tak zawzięcie, że naukowcy powinni zdefiniować termin „padaczki pośmiertnej”.

-Chwila momen… Znam ten głos… To niemożliwe by był to…
Smok odlatuje na dobre. Drzwi w wieży się pojawiają, a ja mogę wyjść z mojej samotni. Wychodzę z wieży i pędzę jak głupia na spotkanie memu wybawcy po schodach. Ten na głos kroków odwraca się i zdejmuje hełm i zsiada z konia. Wiatr rozwieją mu włosy.
Chciałabym zobaczyć włosy rozwiewające wiatr, bo jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić.
To są kosmyki, które dmuchają pod wiatr.

Kto okazuje się być mym rycerzem na białym koniu? I kogo widzę…
- Ciao Ignazio!
Wpadam w jego objęcia.
- Ciao gwiazdo moja.( Ciao mia stella.)
-Jak ty tu trafiłeś?
- Och… Za twoją tęsknotą i strachem podążyłem. To ty mnie tu wezwałaś, więc jestem.
-Acha. Gdzie do diaska podziały się moje maniery …Dziękuje za uratowanie mi życia.
- Bardzo cię proszę. Ratować takie damy opresji to dla mnie czysta przyjemność. I pięknie wyglądz w tej zielonej sukni. Wyglądasz jak księżniczka.
-Kurczę. nie mam jedwabnej chusteczki by ci dać w podzięce zgodnie z tradycją.
- Nic nie szkodzi. Ważne ,że jesteś. Dla nagrodą wystarczającą jesteś ty. Bo cię kocham.
- Co takiego powiedziałeś… że mnie …
- Kocham cię Natale Vento. Czy to takie straszne, że taki wielkolud kocha taką dziewczynę.
Według różnych źródeł Ignazio ma 182 albo 183 cm. Wnioskuję, że akcja toczy się wśród krasnoludków, bo w normalnym świecie mężczyzna o takim wzroście mieści się w górnej strefie stanów średnich.
Potwierdzam, krasnoludki. Albo Smerfy. To skojarzenie nasuwa już nazwanie wzrostu 170 cm u mężczyzny „wysokim”.

- O Mamo !? Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć ! to sen nic więcej. Jakże bym chcicała KWIIIK!!! Freudowska pomyłka roku! by był prawdziwy.
- Owszem to sen ale za pomocą niewytłumaczalnej magii zdołałem znaleźć się w twoim śnie i ci to wyznać bo nie wiem czy zdołałbym to zrobić w realu. Wiedz, że zawsze przy tobie jestem w śnie czy w rzeczywistości, w smutku i szczęściu. Wystarczy że pomyślisz o mnie i się pojawię.
- Ojej uszczypnij mnie proszę albo nie pocałuj .
Dobrze, nie pocałuję, skoro tak ci zależy.

-No wiesz już myślałem że nigdy nie poprosisz.
Ignazio bierze ją w ramieniem do góry a drugim bierze jej twarz delikatnie w dłoń i pochyla się i powoli zbliża się do jej ust.
Jednym ramieniem ją podnosi, drugim ramieniem bierze jej twarz w dłoń... Ktoś potrafi sobie wyobrazić budowę ciała tego człowieka?

I Gdy ich usta spotykają się gwiazdy nagle się pojawiają i migoczą jaśniej jak dla nikogo bardzie na ziemi.
Notte nie potrafiła zasnąć i przewracała się z boku na bok. Jednak kiedy w końcu zapadła w głęboki sen, przyśnił jej się Piero. Szli obok siebie, w ciepły wieczór i nagle Piero wyciągnął do niej swoją dłoń, którą chwyciła i opletli swoje palce jakby byli przyjaciółmi-przynajmniej tak jej się wydawało, gdy wstała rano. Nie rozmawiali ze sobą i szli nawet nie wiedząc dokąd, ale przy nim czuła się bezpiecznie i wiedziała, że nie grozi jej przy nim żadne nie bezpieczeństwo. kątem oka widziała jego twarz, z której nie mogła nic wyczytać. Czy myślał w tej chwili o niej, o nich???Piero był tajemniczy. Wtedy zadzwonił budzik i cały czar snu prysnął jak bańka mydlana.

Rozdział 9 cz. II Sny

Piero śnił. Był na torze wyścigowym Formuły 1.Konkretnie pędził ponad 200 km/h w czerwonym aucie. Minął właśnie kolejne okrążenie gdy czarne auto go wyprzedzało. Nacisnął pedał gazu. Przyśpieszył bo było to ostatnie okrążenie. Reszta przeciwników została w tyle tylko został ten czarny wóz. Ostatnie 10 m. Czarny samochód próbuje uderzyć w czerwony samochód Piero. Piero wymija czarny samochód slalomem. Mija metę i sen ulega zmianie...
... Piero znalazł się w parku. Na środku ścieżki stała ona- Notte. Patrzyła się na wiewiórki skaczące po drzewie.
-Piero-Ciao la mia stella e la mia luna (Czesc moja gwiazdo i moj ksiezycu.)
-Notte-Dio mio!(Rany boskie!)Przestraszyłeś mnie?!
-Piero z łobuzerskim uśmiechem rzecze-Wielu ludzi mówi mi ze podobieństwo jest olbrzymie.
Gdyby wielu ludzi mówiło mi, że jestem podobna do ran, umówiłabym się na operację plastyczną.
Spróbowałam wyobrazić sobie człowieka podobnego do ran i przed oczami stanęło mi to:


-Nie żartuj sobie tak. Z Boga nie wolno kpić.
A wystarczyło poprawnie przetłumaczyć „Dio mio”, co znaczy „o, Boże!” albo „mój Boże”, żeby ten fragment miał jaki taki sens.

-Cerco.(Oczywiście.)
Oczywiście nie. Cerco to po włosku „szukam”.

Scuzami,prego.(Wybacz mi,proszę.)
-Bene.(Dobrze.)W sumie masz bardzo ciekawy garnitur w nutki i gdyby je właściwie odczytać to by powstała by partytura ,, 4ry pory roku’’ Vivaldiego lub ,,La lucevan le stelle’’Pucciniego (ciekawe, że wcześniej auuutorka umiała napisać ten tytuł poprawnie) albo ,,List dla Elizy’’ Beethovena.
Pan Beethoven chyba zmartwychwstał i skomponował nowe dzieło, bo do tej pory żadnego „Listu” nie stworzył.

-Kurczę no ładnie sie ubrałem na spacer po parku choć przed chwila bylem odziany w kombinezon kierowcy Formuly 1.
-Jej, nieźle aczkolwiek myślę, ze w tym ci lepiej. Dodaje, ze jest jak klawiatura fortepianu czyli biało-czarny.
-Bardzo śmieszne. Może przejdźmy się.
-Ok.
Ida sobie po ścieżce.
Przez głowę Piero biegną takie myśli:
-Już prawie zapomniałem jak to jest oddychać pełna piersią. Od dawna oddycham tylko dwoma płatami prawego płuca. Bez kamer, fleszy, paparazzich, pokazać prawdziwego siebie. Mój Boże ja przy niej mogę oderwać maskę, którą mam dla dziennikarzy, prasy, telewizji, przy Gianluce i Ignazio oraz rodzicach mimo, ze przy chłopakach jestem bardziej sobą niż przy innych.
Jaki jest cel i sens udawania kogoś, kim się nie jest, wobec najbliższych?
To nadaje tajemniczości i romantyzmu – w końcu bohaterka będzie tą jedyną, która pozna jego prawdziwe „ja”.

Ale przy chłopakach gram starszego brata (więc przestań, bo to bardzo wnerwiające jest) to też maska, ale tylko przy niej zdejmuję maskę. Czemu przy niej mogę być sobą? Przy innych jestem jak tatulowa ,,Lalka’’ Bolesława Prusa.
Tatulo Barone, jak każdy szanujący się Włoch, ma na półce kolekcję polskich pozytywistów.

 Tak, tak wielka sława to żart, książę błazna jest wart...
Notte wyrywa go z rozmyślań, mówiąc:
-O sokół na niebie.
-Faktycznie.
Niespodziewanie znaleźli się pod pergolą czerwonych róż.
-Piero pyta się nieśmiało- Notte zatańczysz?
-Notte się pyta go (no więc jak w końcu — się czy go?) - Niby jak bez muzyki?
-Znajdzie się na to rada. Przecież jestem muzykiem. Umiem nucić. Nie daj sie błagać na kolanach.
Notte skina głowę na zgodę.
-A co zatańczymy?
-Walca.
Piero obejmuje ja 1ną ręka w tali a 2gą kładzie na jej ramieniu.
Wiem, że przyczepiam się do tego już „3ci” raz. Nie znam osoby, która by w ten sposób zapisywała liczby. Moje horyzonty właśnie zostały poszerzone o wiedzę, że ludzie tak piszący istnieją.

Zaczynają tańczyć. W którymś momencie wirowania zrządzeniem losu czy tez czarowi chwili ich usta spotykają się. Gdy się oderwali od siebie, zaskoczeni, zapatrzeni w rytm swoich serc (EKG wytrwale kreśliło zygzaki) gdy w ich otoczenie wdarł się glos kukułki. Sen począł się rozpływać.
- Do zobaczenia moja mila.
-Addio amore.
-Cholerny budzik ,ze też musiał zabrzmieć w takiej chwili!?-pomyślał Piero.
Ignazio śnił na jawie jak to Ignazio. Śniło mu się, że jest wojownikiem ninja i że jest na tajnej misji. Twierdza jest pełna wartowników a on bidulek musi zdobyć szkatułkę z masy perłowej z wizerunkiem złotego smoka. Która zgodnie ze starym przekazem miała pomóc posiadaczowi w jakiś tylko sobie w znany sposób gdy ten był w potrzebie. Ale na litość boską nie myślcie tylko, ze to Złota lampa Alladyna. Szkatułkę nie zamieszkuje dżin spełniający trzy życzenia. A Lampy mógł użyć każdy człek ale szkatułki mógł użyć tylko człowiek o czystym sercu ,dobry szlachetny, roztropny, mądry, gotów do poświęcenia i… mający duże poczucie humoru plus dystans do siebie i do otaczającego go świata, krótko mówiąc, Merysójka płci męskiej zwana też Gary Stu, gdyż gdyby szkatułka wpadłaby w nie powołane przyczyniła by się do zguby ewentualnego posiadacza w niewiadomym skutkiem.
Ignazio wspina się po ścianie twierdzy używając wnęk w ścianie. Pomału zbliża się ku końcowi wspinaczki na wieżę . Jest już na podłodze wieży. Usłyszał jakiś rumor.
-Ignazio-Diabli nadali. Cholerni wartownicy, że też musieli wyleźć teraz.
Za przeciwległej ściany budynku faktycznie idzie pięciu strażników.
-Dobra biegusiem do wejścia i postarać się znaleźć w komnacie gdzie jest szkatuła. Ignazio szybko przebiega pod nosem strażników i już jest przy otwartych wrotach. W
Chodzi do środka i widzi … olbrzymią liczbę schodów.
- No nie schody tylko nie one… Mamo czemu musiałaś wygadać schody . Litości. Dobra szybko trzeba po nich wejść i tyle.
Dlaczego ma pretensje do swojej mamy, że wygadała mu schody?

Ignazio wchodzi po nich na piętro i widzi drzwi do pokoju szkatuły. Robi krok do przodu i płyty podłogi odrywają się od siebie. I poruszają się do góry w dół wszerz i wzdłuż.
-Co to ma być.. Gwiezdne wojny czy co?! Ja Mocy przyciągania płytek nie mam. Dobra chybqa trza skakać by się dostać do wejścia do pokoju.
Leci jedna płytka i skacze na nią na drugą i tak dalej. W pewnym momencie ślizga się na jednej i się osuwa z niej. Z spod spodu wychodzą barierki, chwyta się ich i wczołguje na płytkę. Już jeden skok zrobić i jest na miejscu. Skacze. Już jest na stałym gruncie przy drzwiach i okazuje się, że drzwi są zamknięte. Na szczęście Ignazio umie używać wytrychów (zawsze ma przy sobie kilka, jak to muzyk) i otwiera drzwi. Wchodzi do izby. Idzie do szafy znajduje tajną skrytkę i zna kod. Kod skrytki ma brzmi: memento cuore. Skrytka się otwiera i pokazuje się szkatułka.
-Nareszcie. Pora wracać. Co jest, czemu czuje strach w sercu mym?
Zgaduję, że powyższe to opis jakiejś gry.
To tylko quest poboczny.

Ale najwyraźniej Morfeusz ma inne plany wobec Ignazio bo przenosi gdzie gdzieś indziej.
Przenosi go Na plac zamku .
-No nie jak znowu mam się wspinać to chyba zaraz bendę chudy jak patyk.
Ignazio słyszy rżenie konia i jakby ryczenie jakiegoś dużego gada. I faktycznie w jego kierunku kłusuje śnieżnobiały koń. A na ubraniach Igny pojawia się złota zbroja i tarcza w dłoni ozdobiona złotymi liliami oplatające serce oraz miecz przytroczony do pochwy. Koń staje przed nim i strzyże uszami. Igna go dosiada i jadą tylko koniowi w znanym kierunku. A koń kieruje się na wieżę.
Gadzina pojawia się na horyzoncie.
-Ekstra jestem rycerzem w lśniącej zbroi. Ciekawe kto jest zamknięty w wieży? Holender to smok. A Szwed to bazyliszek. Wielki straszny smok.
Smok zatrzymuje się na środku nieba.
-Pędzimy na sajgonki ze smoczusia.
Igna pędzi na smoka.
Smok wzbija się wyżej na niebie i robi zwrot pikując jak jastrząb w kierunku ziemi. Otwiera paszczę i wybuchają płomienie. Rycerz zasłania się tarczą w złote lilie oplatające serce. Płomienie go nie dosięgają. Smok odlatuje by ponowić atak. Smok wraca. Rycerz atakuje smoka w sposób niekonwencjonalny bo nie mieczem przytroczonym do pasa a muzyką płynącą z jego ust i serca.
Atakowanie mieczem przytroczonym do pasa też jest raczej nietypowym sposobem walki. Miecz dyndający w pochwie nie ma zbyt wielkiego zasięgu ani skuteczności.

-No spiewamy ,,We are the chempions’’z ,,Kurczaka małego’’
Smok odlatuje na dobre. Drzwi w wieży się pojawiają. Wychodzi Natale z wieży i pędzi jak głupia na spotkanie swemu wybawcy po schodach. Igna głos kroków odwraca się i zdejmuje hełm i zsiada z konia. Wiatr rozwieją mu włosy.
To nie literówka. Dlaczego to nie literówka?! Dlaczego rozwiewające wiatr włosy to nie literówka?!

Kim okazuje się dama w tarapatach.
-Natale?!
Natale wpada w objęcia Ignie.
- Ciao Ignazio!
Ciao gwiazdo moja.( Ciao mia stella.) – powiedział narrator.
-Jak ty tu trafiłeś?
- Och… Za twoją tęsknotą i strachem podążyłem. To ty mnie tu wezwałaś, więc jestem.
-Acha. Gdzie do diaska podziały się moje maniery …Dziękuje za uratowanie mi życia.
- Bardzo cię proszę. Ratować takie damy opresji to dla mnie czysta przyjemność. I pięknie wyglądasz w tej zielonej sukni. Wyglądasz jak księżniczka.
-Kurczę. nie mam jedwabnej chusteczki by ci dać w podzięce zgodnie z tradycją.
Z tego co pamiętam, damy dawały chusteczki rycerzom ruszającym na wojnę, a ci składali pannom obietnicę, że wrócą, by im je oddać. Ignazio idzie się bić?

- Nic nie szkodzi. Ważne ,że jesteś. Dla nagrodą wystarczającą jesteś ty. Bo cię kocham.
- Co takiego powiedziałeś… że mnie …
- Kocham cię Natale Vento. Czy to takie straszne, że taki wielkolud kocha taką dziewczynę.
- O Mamo !? Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć ! to sen nic więcej. Jakże bym chciała by był prawdziwy.
- Owszem to sen ale za pomocą niewytłumaczalnej magii zdołałem znaleźć się w twoim śnie i ci to wyznać bo nie wiem czy zdołałbym to zrobić w realu. Wiedz, że zawsze przy tobie jestem w śnie czy w rzeczywistości, w smutku i szczęściu. Wystarczy że pomyślisz o mnie i się pojawię.
-Tak się składa Ignazio Boschetto, ze też cię kocham.
-O żesz ty …
- Nie sądzę bym ci zdołała wyznać w realu bo jestem zbyt cicha by takie rzeczy mówić na głos.
- Ojej uszczypnij mnie proszę albo nie pocałuj .
-No wiesz już myślałem że nigdy nie poprosisz.
Ignazio podnosi ją w ramieniem do góry a drugim bierze jej twarz delikatnie w dłoń i pochyla się i powoli zbliża się do jej ust. I Gdy ich usta spotykają się gwiazdy nagle się pojawiają i migoczą jaśniej jak dla nikogo bardzie na ziemi.
Ale to już było... w poprzednim rozdziale.
Kolejny fenomen: autoplagiat. Autorka pisze kolejne sceny poprzez kopiowanie tych wcześniej przez siebie stworzonych i zmienia tylko imiona.

Gianluca śnił smacznie. Chcecie widzieć czemu smacznie?
Właśnie zjadł Nuttelowego potwora mającego 2 metry wzrostu. I czyż taki sen nie może być pożywny i wyśmienity?
To, czy Nutella jest pożywna, jest raczej kwestią sporną...

To ja może zacznę od początku a nie od środka. No dobra ustaliliśmy już, że Gianluca śnił ale zanim przybyła potwór śniło mu się, że jest na swoim koncercie i że ktoś pomylił się i zamiast puścić mu muzykę ,,La Danza’’ Rossinigo dał muzykę metalową. Czego kompletnie nie słucha i chyba prędzej by gardło zdarł sobie. No cóż trzeba improwizować. Ignazio i Piero się patrzą na niego jak na barana bo zachodzą w głowę jak ma zamiar się ratować. Bo dobrze widzą że improwizacja nie jest domeną Gianluci tylko profesjonalizm.
Profesjonalizm to również umiejętność radzenia sobie w sytuacjach nagłych, trudnych i nietypowych.
Ej, podkład to tylko muzyka. Jeśli rytm, melodia, tonacja i metrum się zgadzają, można dany utwór zaśpiewać dosłownie w każdy sposób. A metal nie oznacza growlu, ba – growl pojawia się tylko w kilku podgatunkach, zaś cała reszta, stanowiąca znaczną większość, to zupełnie innego rodzaju popisy wokalne.

Gian zaczyna śpiewać ,,La danza’’ na bardziej muzykę rocken’drorową i pogranicze opery niż metalową ale lepsze to niż nic.
Rozumiem, że rozwiązanie najprostsze, czyli przeproszenie publiki za pomyłkę i poproszenie dźwiękowca o włączenie właściwego podkładu, z jakiegoś powodu nie wchodziło w grę.
Mnie bardziej zastanawia, czym jest „muzyka rocken'drorowa”, bo takiego zapisu jeszcze w życiu nie widziałam. 

Na szczęście tłum fanek jest zachwyconych bo oszołomił je swoim podobieństwem do Elvisa Presleya.
Hospody pomyłuj, w czym Gianluca jest podobny do Presleya?! Jeżeli już kogoś przypomina, to prędzej Julia Iglesiasa.

 Występ dobiega końca. Chłopaczyna schodzi ze sceny. Podchodzi do chłopaków ciężkim krokiem . Ignazio i Piero spoglądają na niego z dużym oszołomieniem ,nie dowierzeniem i szacunkiem. Klepią go po plecach.
-Chłopaki mówią zgodnym chórem- To było najbardziej obłędne wykonanie piosenki do tej pory u ciebie. I dużą masz odwagę, że nie straciłeś głowy tylko zrobiłeś to tak jak czułeś i co miałeś zrobić wykonałeś. –w tym momencie psują efekt – Szkoda że nie miałeś tego łobuzerskiego spojrzenia co zwykle wtedy było by super.
-Dzięki ale może byście sami spróbowali co?
-Nie dzięki.
-Pora wracać do domu.
-Mam nadzieje, że nic podobnego mi się nie wydarzy.
Wtem zmina scenariusza i Gianluca staje w oko w oko z potworem. Gdy potwór go dotyka Gianluca i się cofa Gian odruchowo sprawdza miejsce dotknięte. Zbiera na palec maź i wsadza do ust.
Już wiem, dlaczego nie może znaleźć dziewczyny — na myśl o pocałunku z facetem wsadzającym do ust palec umazany nieznaną breją mam dreszcze, bynajmniej nie podniecenia.
Przypomniała mi się moja pani od chemii z liceum. Za coś takiego zamordowałaby go gołymi rękami.

Tą mazią jest Nutella.
-Nutella pycha! Takiego potwora to się nie boję!
I Gian zaczął gonić potwora dopóki nie zagonił go do olbrzymiego słoika. A jak go zagonił w słoikowy róg to zaczął go zjadać.
I tak się kończy bajka go Nuttelowym potworze.
I opko też się kończy, chwalić boginię. Aha, wiadomość z ostatniej chwili: Gianluca się zaręczył. Co, jak można przypuszczać, zniechęci auuutorkę do kontynuacji pracy tfurczej i robienia groteskowych przygłupów z Bogu ducha winnych artystów.

4 komentarze:

  1. >>,, 4ry pory roku’’ Vivaldiego<< To boli.

    To jest tak złe, że przestałam czytać czarny tekst i patrzyłam tylko na fioletowe i zielone. Nigdy przy żadnej analizie tak nie było.

    ,,I opko też się kończy, chwalić boginię. Aha, wiadomość z ostatniej chwili: Gianluca się zaręczył. Co, jak można przypuszczać, zniechęci auuutorkę do kontynuacji pracy tfurczej i robienia groteskowych przygłupów z Bogu ducha winnych artystów." Chwalić boginię i gratulować Gianlukiemu (mam nadzieję, że odmieniłam dobrze, choć chyba taką odmianę widziałam tu gdzieś w waszych komentarzach).

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna analiza!
    To opko było takie...klasyczne, jak z wczesnych postów na Armadzie. Acz nawet w Milence-Marlence narracja się tak nie sypała, a zapis dialogów (pomijając orty i pożarte spacje) był względnie poprawny.
    Z drugiej strony, użycie czasowników takich jak zwać, rzec, oraz szyku przestawnego przymiotników leci mi trochę archaizacją. Może rośnie nam tutaj druga Undset albo Reymont?
    A tak na poważnie, co do tej klasyki i nawiązań- o Szekspirze/Tristanie i Izoldzie/interpretacji tytułu "Lalki" niemal każdy słyszał. W gimbazie po prostu dwa pierwsze musiały się dziewczynie obić o uszy. Żebym tu uświadczyła jakieś nawiązania do Marqueza, Hemingwaya, Faulknera, Manna, Flauberta, Zoli, Maupassanta , Balzaca, Hardy'ego do twórczości Dostojewskiego poza "Zbrodnią...", Reymonta, Mrożka, Miłosza, Iwaszkiewicza- część z tych pisarzy to nazwiska "szkolne", to bym uwierzyła, że autorka "klasykę" kojarzy. Ale wtedy, oh wait, takich opek chybaby nie pisała.
    (Wybaczcie tę długą listę, nie chciałam wyjść na snoba, tylko znaleźć przykłady pisarzy, których przeciętna autoressa może nie kojarzyć, a już z pewnością nie zna z czytania).

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudności opko i analiza! Właśnie:klasyka! Zespół nieporadnie funkcjonujący i mówiący na poziomie gimnazjum.Skąd one biorą przekonanie,ze zespoły muzyczne razem mieszkają i nie mają chwili prywatności?I oczywiście żadnych szczegółów o kasie czy realizacji trasy....
    I te sny!! i miłosci naiwne.. Ale złych seksów nie było!
    Ale fajne ! Dobra robota!
    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to koniec opka?... Szkoda, ta analiza była świetna. Na początku myślałam, że zespół dostanie nową, młodą menadżerkę z Polski, która zacznie wymądrzać się i ustawiać chłopaków, a potem oczywiście będzie razem z tym, co to szukał w lesie miłości. A tu jednak niespodziewana potrójna strzała Amora na koncercie.

    Prawie zeszłam kiedy zobaczyłam "We are the champions" z bajki "Kurczak mały"...

    OdpowiedzUsuń