wtorek, 18 października 2016

15. Wujku Severusie, czy mogę pocałować Draco, czyli drarry na wycieczce

Witajcie tym razem zgodnie z zapowiedzią, czyli we wtorek! W dzisiejszym odcinku czeka na was impreza ze Ślizgonami, pijany Potter i wiecznie płaczący Malfoy. Jak wiemy - od nienawiści do miłości dzieli nas tylko krok, więc nie patrzcie wrogom w oczy, bo - nie daj borze! - stanie się coś strasznego. A co? Dowiecie się właśnie tutaj!  

Źródło: https://www.wattpad.com/story/55282029-ojciec-chrzestny-drarry

Analizują: baba_potwór i J

Prolog
Odkąd Harry na trzecim roku dowiedział się, że jego ojcem chrzestnym jest Severus Snape - znienawidzony nauczyciel eliksirów, ich relacje się ociepliły.
Syriusz Black odetchnął z ulgą — nareszcie nie będzie musiał kupować chłopakowi wypasionych prezentów na każde urodziny.

Chłopiec nareszcie mógł się uwolnić od Dursley'ów. Zamieszkał ze Snapem. Dosyć często odwiedzali się z Malfoyami co poprawiło jego relacje z Draco, a nawet się zaprzyjaźnili
Dość szybko zapominając o stosunku Malfoyów do czarodziejów nieczystej krwi i wszystkich mniejszych i większych świństewkach Draco wobec Harry'ego.
Nie wyobrażam sobie ani Snape'a, ani Malfoyów zapraszających kogokolwiek do domu na przyjazne pogawędki. Szczególnie Pottera. 

(oczywiście Ron z Hermioną wiedzieli o wszystkim, a z czasem to zaakceptowali).
Wyzwiska, którymi Draco ich obrzucał, też pewnie zaakceptowali.

Odkąd Harry zamieszkał ze  swoim wujkiem dowiedział się, że książki nie służą tylko do leżenia. Zaczął je również czytać co zaowocowało lepszymi wynikami w nauce.
Bo generalnie był ociężały umysłowo i przed spotkaniem ze Snape'em  książki na oczy nie widział.
A jak już widział, to szukał tylko takich z obrazkami, coby nie przemęczać wzroku. 

Polubił nawet eliksiry. I zaczął rozumieć różnice między "wrzuceniem" a "wlożeniem" składnika, co wcześniej nie miało dla niego znaczenia.
Chłopak nie opuścił swoich dawnych przyjaciół, ale zaczął spędzać coraz więcej czasu ze Ślizgonami, a zwłaszcza z Draco.
Gryffindor jest dla lamusów. 

Wiedział też, że wkrótce musi podjąć decyzje, czy przejdzie na Ciemną Stronę, co doradzał mu m.n.i. Severus.
No, oczywiście! 

A właśnie teraz zaczął się 6 rok nauki w Hogwarcie.
_______________________________
Wiem, że prolog jest mega krótki, ale mam nadzieję, że chodź (gdzie mam iść?) trochę Was zainteresowałam.
Mnie średnio. Węszę kolejną opowiastkę o Harrym po złej stronie barykady.

Obiecuj, że inne rozdziały będą dłuższe.
Nie, nie obiecam.

No, a teraz pozostaje tylko czekać na pierwszy rozdział. Proszę też o komentarze, no bo chyba muszę wiedzieć czy wam się to podoba czy nie.
Jakby to powiedzieć...

PS. przy prologu polecam puścić piosenkę z mediów:)
Generalnie kopiując to wiedziałam, że dopiski autorki nie są zbyt potrzebne, ale nie mogłam się oprzeć - bardzo mnie bawi to proszenie o komentarze i tłumaczenie się, że napisała na kolanie, następnym razem się poprawi i będzie dłuższe. 

Rozdział 1. 
Draco:
Po wyjściu z gabinetu dyrektora skierowałem się do Wielkiej Sali. Całą drogę zastanawiałem się czemu to akurat ja miałem przekazać tym wszystkim gamoniom informacje o tym co zdarzy się w przyszłym tygodniu.
- Zamknąć ryje barany! - krzyknąłem na wejściu do stołówki.
Czyżby projekcja obyczajów obowiązujących w auuutorkowej gimbazie?

Wszystkie spojrzenia zwróciły się w moją stronę. Nauczycieli nie było. Większość pojechała na wycieczkę z 1 i 2 klasami.Został tylko profesor Snape, który siedział w swoim gabinecie, podobnie jak dyrektor. - Jako Prefekt Naczelny zostałem wybrany do tego, żeby Wam ogłosić, że w przyszłym tygodniu odbędzie się trzydniowa wycieczka do Norwegii. Przez dwa dni będziemy zwiedzać kraj, jeden dzień mamy cały dla siebie. Nocować będziemy w Durmstrangu. W poniedziałek wyjeżdżają klasy 5, 6 i 7, a w środę 3,4. 1 i 2 klasy nie jadą. No to chyba tyle, szczegóły podadzą Wam Prefekci Waszych domów.
Jak na porządnego czarodzieja przystało, Draco rozróżnia w mowie wielkie i małe litery.
Wyobraźcie sobie wycieczkę uczniów szkoły magii... 

Dziękuje za uwagę, możecie wrócić do swoich przerwanych czynności. - różdźką odesłałem kartki do Prefektów wszystkich domów. W Sali powoli ustawała cisza. Kątem oka dostrzegłem, że pewne zielone gryfońskie oczy cały czas mnie obserwowały. Ruszyłem w stronę stołu Slytherinu i usiadłem pomiędzy Pansy, a Zabinim. Uśmiechnąłem się ironicznie do czarnowłosego, który cały czas mnie obserwował. Potter odwzajemnił ten gest i odwrócił wzrok. Ja jednak nie potrafiłem, tak cholernie mi go brakowało. Do tego jego oczy, włosy, nie nie on cały jest taki pociągający. Na Merlina! O czym ja myślę! Harry to mój kumpel. Wiem, że jestem gejem, ale Harry? To nie możliwe..a jednak. Czy ja naprawdę zakochałem się w moim najlepszym przyjacielu?
Zdarza się.
Powiedziałabym, że dosyć często.
Znacznie bardziej zaskakujące jest, że Malfoy za swojego najlepszego przyjaciela uważa akurat Pottera.

W sumie od kilku dni coraz częściej przylapuje się na myśleniu o nim..zaczyna mnie to zastanawiać.
Szybko odgoniłem natrętne myśli i zabrałem się do jedzenie. Niestety nie mogłem nic przełknąć, głowę nadal zaprzątał mi zielonooki Gryfon.
Czy ludzie naprawdę używają koloru oczu do nazywania swojego przyjaciela/kolegi? Szczególnie, że autorka bez problemu mogłaby użyć samego "Gryfona", ponieważ będzie wiadomo o kogo chodzi. 

Harry:
 Draco był dzisiaj jakiś nieobecny. Może znowu pokłócił się z ojcem? Nie, raczej nie. Ostatnio ich relacje się poprawiły, więc to raczej nie to.
- Harry jaka lekcja jest pierwsza? - z moich rozmyślań wyrwała mnie Hermiona.
Hermiona pytająca o lekcje Pottera... Apokalipsa. 

- Ymm, dzisiaj cały dzień ze Snapem, przecież został tylko on z nauczycieli - powiedziałem po namyśle.
***
Snape wparował do klasy i w tym momencie wszyscy ucichli.
- Dzisiaj będziecie pracować w parach. - wszyscy bez zastanowienia ruszyli w stronę swoich znajomych. - NIE! STOP! To ja Was dobiorę w pary.
I tym o to sposobem jak zwykle wylądowałem w parze z Draconem. Hermiona z Pansy, a Ron z Goylem.
A Snape nie pomyślał o tym, że trochę głupio łączyć w pary osoby, które się nienawidzą? Szczególnie przy eliksirach, które mogą wybuchnąć/wylać się/zamienić w truciznę?
Może przeczytał jakiś podręcznik zarządzania personelem. Zazwyczaj w nich radzą, żeby pracowników skłóconych i nie cierpiących się wzajemnie przydzielić razem do jednego zadania. Z tym, że podręczniki HR nie są pisane dla czarodziejów, a zadania, o których w nich mowa, zazwyczaj nie są tego rodzaju, że jeden błąd może doprowadzić do katastrofy.

Dzisiaj mieliśmy stworzyć wywar żywej śmierci, a następnie zacząć przyrządzać Eliksir Wielosokowy, który będziemy robić przez najbliższe 3 miesiące.
Coś długo.

Ogółem lekcja minęła dosyć spokojnie, ale jak zawsze nie obyło się bez kąśliwych uwag mego wujka ( pomimo tego, że nasze relacje są normalne, mało osób wie o tym, więc postanowiliśmy zachować tą "tradycję") no i oczywiście śmiesznych uwag Dracona, przez co nie mogliśmy się we dwójke opanować ze śmiechu, co nie uszło uwadze Snape'a.
Śmieszek z tego młodego Malfoya. 

Dostaliśmy szlaban w następny piątek o 20. Jak widać poranny humor Draco był tylko chwilowy i mam nadzieję, że spowodowany np. zmęczeniem.
Po kolacji wróciłem do dormitorium. Byłem wykończony po dzisiejszych Eliksirach, dlatego dosyć szybko się umyłem i położyłem spać. W końcu jutro jest mecz. W sumie Gryffindor nie gra, ale wolę nie zasnąć ze zmęczenia przy oglądaniu.

Draco:
22:00
Wszedłem do łóżka i położyłem się. Dzisiaj Eliksiry były nadmiernie wspaniałe. Harry był chyba najlepszym partnerem, którego mogłem sobie wymarzyć. Nawet jeśli nie był zbyt dobry z tego przedmiotu. W końcu doszedłem do tego, że Potter chyba na serio mi się podoba..
Kiedy patrzyłem na niego, jak dodaje oko salamandry do kociołka wyglądał tak pięknie! Od tej pory wiedziałem, że to ten człowiek. 

No, ale teraz muszę iść spać. Jutro mecz z Hufflepuffem, nie mogę dać złapać znicza Sammerbiemu.
23:00
Czemu ten Potter cały czas siedzi mi w głowie?!? Nawet w nocy nie umiem przestać o nim myśleć.
Wszyscy wiedzą, jak takie myślenie się kończy, kiedy myślącym jest młody chłopak. 

24:00
Nie zauważyłem kiedy z oczu zaczęły mi lecieć łzy. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli o jednym temacie: Harry, wiedziałem, że nic z tego o czym myślę prawdopodobnie się ni wydarzy. Nigdy.
2:30
Płakałem już od kilku godzin. Potter, chciałbym mu to wszystko powiedzieć, ale on tego nie zrozumie. Jest ciężko patrzeć tak na niego codziennie.
3:00
Wstałem z łóżka i zacząłem krążyć po pokoju
- KURWA, ile tak można? Czemu ten cholerny Potter nie może mi choć na chwilę wyjść z głowy?!? - walnąłem głową w szafę.
Żeby wytrząsnąć Harry'ego?
Dajcie egzorcystę! 

 Po chwili zorientowałem się, że powiedziałem to na głos, właściwie to wykrzyczałem.
- A ty możesz choć na chwilę możesz przymknąć swoją gębę? Ludzie chcą spać idioto! - Zabini wpadł do mojego pokoju i dosłownie z niego wypadł. Ponownie położyłem się na łóżko. Łzy znowu zaczęły napływać do moich oczu. Czas leciał tak wolno.
4:00
Nawet nie zorientowałem się kiedy wreszcie zasnąłem. Jednak nawet sen był o Harrym. Byliśmy na błoniach. Było cudownie.
- Kocham cię, Draco - szepnął czarnowłosy.
Ktoś mi wyjaśni koszmarną manierę określania w opkach ludzi per kolor owłosienia? Skąd toto się wzięło?
Z miejsca, z którego bierze się wszystkie pomysły na opka. Bardzo mrocznego miejsca... 

Czułem się jak w niebie. Jego głos był taki kojący, spokojny.
- Ja ciebie też, Harry - odszepnąłem. Chłopak powoli zbliżył się do mnie. Nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku.
7:00
Obudziłem się gwałtownie zlany potem. Rozejrzałem się po pokoju i uświadomiłem sobie, że to był tylko sen. To się nigdy nie zdarzy. Nigdy nie usłyszę tego z jego ust..
Ponownie opadłem na poduszkę i przykryłem się kołdrą, nie mam ochoty wstawać.
Po około godzinie stwierdziłem, że nie mogę się tu ukrywać cały dzień. Poszedłem do łazienki. Na swój widok w lustrze po raz pierwszy się przestraszyłem. Włosy były potargane, oczy przekrwione i zapuchnięte, a na policzkach lśniły ślady po łzach.
Te łzy to jakieś z atramentu były? Czy krwi?
Skoro lśniące, to może z lakieru do paznokci.

Doprowadzenie się do normalnego stanu zajęło mi około pół godziny, ubrałem się i zszedłem na śniadanie do Wielkiej Sali, gdzie przy stole Gryffindoru, siedział już zielonooki chłopak, który widząc mnie uśmiechnął się ciepło. Odwzajemniłem ten gest, jego uśmiech był powalający.
--------------------------------------------------------
No to macie ten pierwszy rozdział. Wiem, wiem nie jest jakiś super, ale mam nadzieję, że choć trochę docenicie moją pracę.
Te przemyślenia nocne Dracona tak średnio mi wyszło, ale no cóż może to jeszcze poprawie.
A teraz wystarczy czekać na kolejny rozdział:)
Doczekać się nie możemy.
Średnio mi wyszło, ale w sumie to wstawię, bo przecież nikogo nie obchodzi forma. 

Rozdział 2.
Draco:
- Kolejny gol goal dla for Slytherinu! Brawo Ślizgoni! Jest już 50:0, a mecz trwa dopiero 20minut. - krzyczał Lee Jordan.
Krążyłem nad stadionem szukając wzrokiem złotego błysku. Nie czułem się zbyt dobrze po wczorajszej nocy, ale wiedziałem, że musimy to wygrać, więc robiłem wszystko, by złapać ten cholerny znicz. Nagle wpadł na mnie ktoś Ravenclaw'u. Prawie spadłem z miotły, ale w ostatniej chwili chwyciłem się trzonka.
- Uważaj jak latasz, Malfoy. Jeszcze z miotły spadniesz - zaśmiał się Krukon.
- A ty lepiej na słowa uważaj, bo jeszcze w ryj dostaniesz - pałkarz wzruszył ramionami i poleciał dalej, a ja dźwignąłem się z powrotem na miotłę.
Malfoy od zawsze słynął z ciętych ripost. 

Harry:
Draco dzisiaj też był jakiś nieprzytomny. Nagle wpadł na jakiegoś Krukona i..o nie. Draco prawie spadł z miotły, na szczęście zdążył się złapać. Bede musiał z nim dzisiaj porozmawiać.
Draco leci na jakiegoś Krukona! A może tylko na Pottera. 

Draco:
W jednej chwili zobaczyłem złoty błysk koło bramek Przeciwnej drużyny. Nachyliłem się nad pojazdem i czym prędzej pomknąłem do owego błysku. Kilka sekund później zauważył mnie ścigający Racenclaw'u.
Nie zauważyłem kiedy znalazł się obok mnie. Lecieliśmy łeb w łeb. Byliśmy już tak blisko znicza.
To stało się tak szybko. Wyciągnąłem rękę i już leżałem na ziemi ze Zniczem w ręku zepchnięty przez Sammerbiego. Wstałem, ze wsząd (wsządy to rodzaj trybun?) było słychać zrezygnowane głosy Krukonów, Puchonów, Gryfonów i radosne okrzyki Ślizgonów i Harrego, którego współlokatorzy z Gryffindoru nie mieli nic a nic przeciw jego kibicowaniu Ślizgonom. Potem widziałem tylko, jak Harry zostaje zrzucony z trybun, kiedy reszta Gryfonów krzyczała głośno "zdrajca". 
***
- Mimbulus Mimbletonia - wypowiedziałem hasło. Portret Grubej Damy uchylił się. Wszedłem do Pokoju Wspólnego Gryfonów, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w moją stronę. Nie zwróciłem na to większej uwagi i ruszyłem do Dormitorium Harrego.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem czarnoskórego chłopaka, siedzącego na łóżku i przeglądającego jakieś podręczniki.
Harry zatrzasnął się w solarium?
Może spełniał swoje marzenia? 
źródło: tumblr

- Cześć, Harry - powiedziałem cicho.
- O, cześć Draco - Gryfon spojrzał w moją stronę. - Co u ciebie?
- Właśnie chciałem Cię zapytać, czy nie wpadłbyś dzisiaj do mnie? O 19:00 Drużyna urządza imprezę z powodu wygranej.
- Jasne, mogę przyjść. To będę tak o 30 po za 15, 5 po wpół do, hahah (godzina wymyślona przez Draco i Harrego, 18:50).
Pozostaje mieć nadzieję, że nie zostaną zatrudnieni do układania rozkładów jazdy.

- Haha, okej. To będę czekał, a teraz Ci już nie przeszkadzam. Do zobaczenia, Potter - ruszyłem w stronę drzwi.
- Umm, Draco wiesz jest jeszcze jedna sprawa - głos mojego przyjaciela zatrzymał mnie. - Bo wiesz ostatnio wydajesz się taki inny, przygaszony. To wszystko w porządku?
- Tak, tak, miałem po prostu dużo nauki, dlatego mało spałem. Byłem po prostu zmęczony - ha, kłamstwo... Nie chce go okłamywać, ale w tej sprawie nie mogę powiedzieć prawdy.
- Dobra, to do wieczora - zielonooki uśmiechnął się, znowu ten nieziemski uśmiech. Odwzajemniłem gest i wyszedłem z pokoju.
Łatwo kupił bajeczkę jak na zatroskanego przyjaciela.
Może trzyma się zasady: "Nie powiedział, więc nie ma sprawy".

***
Siedziałem na kanapie, kiedy Harry wszedł do pokoju. W Pokoju Wspólnym zaczynało się zbierać coraz więcej osób, między innymi z 4,5,6 i 7 klas, młodsze klasy nie miały wstępu. Starsi uczniowie załatwili przekąski i alkohol, które stały na stolikach w rogu pomieszczenia.Harry usiadł koło mnie. Po chwili byli już wszyscy i zaczęła się ostra impreza.
Emanacji gimbazowych obyczajów odsłona druga.
PARTY HARD!!! 


***
Stałem przy stole z alkoholem i obserwowałem wszystkich. Było około 24:00, a ja dość dużo wypiłem. Głównie , dlatego żeby zapomnieć o wszystkim, uśmierzyć ból, ale to jakoś nie pomogło. Kilka par poszło już w stronę sypialni, chyba wiadomo po co. W środę nich była Pansy z Zabinim.
Mieli takie kolejki do sypialni, że Pansy z Zabinim mogli dopiero w środę?
Ech, to przeludnienie lokali mieszkalnych...

- No to co? Siadamy w kółeczku i gramy w butelkę! - krzyknął nagle jakiś szóstoklasista.
Chwiejne podszedłem na środek pokoju i usiadłem w siadzie skrzyżnym. Chwilę później pierwsza osoba zakręciła butelką.
[ociera łzę wzruszenia] Więc dzisiejsza młodzież też gra w butelkę? Tradycja w narodzie nie ginie.
Gdzie tam, przecież jakoś trzeba zmusić ludzi do całowania się. 

Zacząłem trochę przysypiać, więc nie byłem pewniej co się dokładnie dzieje. Kątem oka widziałem, że teraz kolej Pottera. Chłopak zakręcił butelką, gdy się zatrzymała wszyscy jednocześnie zrobili "Uuuuu...". Otworzyłem oczy. Butelka skierowana była w moją stronę. Harry niepewnie do mnie podszedł i złączył nasze usta w delikatnymc krótkim pocałunku, po czym wrócił na swoje miejsce. Siedziałem zdezorientowany z szeroko otwartymi oczami i nie byłem pewniej czy to się stało na prawdę. Mój mózg pracował troche wolniej z racji ilości procentów w mojej krwi, ale tak HARRY na prawdę MNIE POCAŁOWAŁ!!!
Po około pół godzinie do gry doszli Zabini i Pansy.
Gdy wszystkim znudziła się butelka włączono głośną muzykę. Uprzednio rzucono zaklęcia wyciszające na pokój. Wszyscy tańczyli, pili, jedli, po prostu się dobrze bawili.
Podszedł do mnie jedyny Gryfon w pokoju. Zaczęliśmy tańczyć (tak obok siebie, jakby ktoś miał skojarzenia, bo muzyka nie była wolna). Harry chyba też już był upity, ponieważ po kilku piosenka zaczął mnie całować. Jego usta smakowały tak dobrze, lekki posmak alkoholu i mięty.
Mojito pił.
I nikt nie zwrócił na to uwagi? Rozumiem, że całkowicie normalne jest to, że ludzie, którzy nienawidzili się jakiś czas temu, teraz się całują. Make love not war. 
Podobno od miłości do nienawiści jest tylko krok. Może w drugą stronę też.

 Nie przerywając czynności położyliśmy się na kanapie.
- To było...wow - powiedział czarnowłosy dysząc.
Co on przestał oddychać? Szarpali się zamiast całować?
Zassali się.

- Tak - odpowiedziałem z uśmiechem.
Około 5:00 impreza skończyła się i wszyscy kładli się spać. Ja jednak przynajmniej pół godziny nie spałem. Myślałem o tym co stało się dzisiaj.

Harry:
Obudziłem się ze strasznym bólem głowy, wziąłem okulary z podłogi. Leżałem pod kocem na kanapie w...Pokoju Wspólnym Slytherinu?!? Co ja tu robię?! Nie pamiętałem nic z wczorajszego wieczoru.
Ale chyba powinien pamiętać, że poszedł na imprezę do Ślizgonów, a skoro był alkohol powinien skojarzyć fakty. 

Rozejrzałem się po pokoju. Po podłodze walały się ciuchy, a pod kocami lub kołdrami leżały pary lub pojedyncze osoby. Z tego co udało mi się dostrzec w półmroku Zabini spał z Pansy, a Crabbe z...Goylem?
Co jest dziwnego, że chłopacy, którzy znają się w sumie od dzieciństwa śpią w jednym łóżku? Znaczy - to impreza, jeżeli nie było akurat wolnego miejsca... I dlaczego w opowiadaniach o homoseksualistach  nagle okazuje się, że wszyscy lubują w tej samej płci, a jedynymi heteroseksualnymi parami są rodzice (i to nie zawsze)? 

Spróbowałem się podnieść, jednak coś albo raczej ktoś mi w tym przeszkodził. Spojrzałem w dół. Na moim torsie leżał wtulający się we mnie Draco!
Skoro nie mógł się podnieść, to spojrzeć w dół też nie bardzo.

A co jeszcze lepsze oboje byliśmy nadzy!!
Oboje, mówisz... To który z was jest przebraną dziewczyną?

- Draco, Draco... - powiedziałem szeptem lekko szturchając ręką przyjaciela. Malfoy zaczął coś mruczeć, ale powoli się podniósł.W tym samym momencie do pokoju zaczęli wchodzić zdziwieni i zdezorientowani (zupełnie jak my przy lekturze tego opka) uczniowie młodszych klas, reszta uczestników imprezy zaczęła się rownież budzić, a do Pokoju Wspólnego wszedł Snape...

Severus:
- Uczniów 1,2 i 3 klas proszę o powrócenie do dormitoriów - uczniowie zaczęli się rozchodzić. - A teraz czy mógłby mi ktoś wyjaśnić co tutaj zaszło? I dlaczego nie było Was na śniadaniu? - wszyscy spuścili głowy. - Nie? A więc dobrze w piątek widzę wszystkich na szlabanie. Gdyby zależało to ode mnie, nie pojechalibyście na wycieczkę, ale tu zasady ustala dyrektor. Oprócz tego odejmuje Slytherinowi 150 punktów za Wasz wygłup. O 19:30 przyjdę do Was ponownie i chce się wtedy dowiedzieć co się stało. Za 20 minut widzę Was wszystkich na obiedzie. Bez wyjątków. - wycedziłem. Byłem na nich bardzo zły. Rozumiem gdyby to byli Gryfoni, ale uczniowie Slytherinu. Parsknąłem mentalnie. Już miałem opuścić pomieszczenie, gdy czarnowłosa czupryna mojego chrześniaka przykuła moją uwagę.
Czupryna miała włosy. Rączki i nóżki pewnie też.
Generalnie swoje życie. 

Harry:
- Potter, co ty tutaj robisz? - a już myślałem, że wyjdzie i mnie nie zauważy. No to po mnie.
- Yy, no ja...właściwie to sam nie wiem - spuściłem głowę.
- Gryffindor traci 30 punktów, a ty Harry rownież masz być tutaj o 19:30 - powiedział zrezygnowany Severus i wyszedł specyficznie zamiatając swoją szatą. Zapadła głucha cisza.
- Czyli serio nikt nie pamięta co się stało? - odezwał się wreszcie Draco.
- Konoletnie nic.
Nie wiem, co znaczy „konoletnie”, ale brzmi dramatycznie.

Wiem tyle, że była ta impreza. Wiem co się działo tak do około 24:00, a później amnezja. - powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Amnezja osiągnęła takie nasilenie, że nikt nie pamięta, kto mianowicie to powiedział.

***
Weszliśmy z Draco do Wielkiej Sali jako pierwsi. Wszystkie spojrzenia skierowały się w naszą stronę. Ruszyliśmy w stronę swoich stołów.
- Harry gdzie ty byłeś? - zapytała Hermiona, gdy usiadłem na przeciwko niej i Rona.
- Ja, um uczyłem się wczoraj w Pokoju Życzeń i zasnąłem. A jak szedłem na obiad spotkałem Draco - przecież sam nie wiedziałem jaka była prawda, a raczej nie mogłem powiedzieć, że obudziłem się rano nagi w Dormitorium Slytherinu obok Draco. Sam w to nie wierzyłem.
Nikt w to nie wierzy, tylko autorka. 

Hermiona przyglądała mi się przez chwilę badawczo, ale później wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia.
Głowa mnie tak bolała, że nie byłem w stanie nic przełknąć. Dlatego nalałem sobie soku z dyni. Dyrektor wstał i zaczął swoją przemowę.Napiłem się powoli soku rozmyślając o imprezie...wyplułem cały sok na siedzącego na przeciwko mnie Rona...właśnie przypomniałem sobie WSZYSTKO co działo się wczoraj.
Kochane dzieci, alkohol tak nie działa. Po pierwsze nie wszyscy mają "luki" w pamięci po alkoholu, po drugie nie - nagle nie przypominamy sobie wszystkiego, czego nie pamiętaliśmy jeszcze kilkanaście minut temu. 

Draco:
Ból głowy był nie do zniesienia. Podczas gdy dyrektor mówił nalałem sobie kawy i wypiłem łyk. Do czego wczoraj doszlo? I co ja robiłem rano nago z Poterem w łóżku? Znaczy mi to nie przeszkadza, ale....
Momentalie zbladłem, zabrakło mi tchu. Kawa, którą piłem jakby stanęła mi w gardle. Po chwili przełknąłem ją głośno. Ja CAŁOWAŁEM SIĘ wczoraj Z POTTEREM?!?
--------------------
Cześć wszystkim mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Przepraszam za błędy, ale pierwszy raz pisałam na telefonie i do tego w autokarze na wycieczce klasowej leżąc pod siedzeniami (nie pytajcie i bez skojarzeń XD).
To jest nowy poziom pisania na przerwie pomiędzy przyrodą a językiem polskim. 

Chciałam poinformować, że prawdopodobnie, ale nie na 100% od kolejnego rozdziału zmieni się narracja, ale bedą też się pojawiać wstępy myśli bohaterów.
Myśleć zaczną! Nareszcie.

Bardzo proszę o komentarze, bo chcę wiedzieć czy Wam się to podoba, a nie, że piszę tak sobie.
Bo generalnie ludzie powinni pisać tylko dla pochlebnych komentarzy w Internecie. 

Rozdział 3.
Draco:
Wstałem i wybiegłem z Wielkiej Sali. Po chwili dosłownie wpadłem do swojego pokoju.
Jak mogło do tego dojść?!? Harry na pewno niedługo to sobie przypomni. Nie mogę się z nim spotkać. Nie, przecież on to sobie przypomni i...co ja mam zrobić?!?
Nawet jeżeli doszło do czegoś więcej niż pocałunku, to przecież Dracon nie pchał swoje jęzora do gardła Harrego, tylko - o ile czytam ze zrozumieniem - było odwrotnie. I bardziej Potter powinien się zastanowić, czy upijanie się i całowanie swojego rzekomego przyjaciela jest czymś, o czym powinien pomyśleć.
Zwłaszcza że może to bardzo popsuć jego relacje z przyjaciółmi prawdziwymi.

- Czemu to wszystko jest takie trudne? - zapytałem sam siebie i opadłem na łóżko ze łzami w oczach.
I dlaczego wszystkie autorki robią z Dracona płaczącego mazgaja?! Znaczy był mazgają w książkach, ale nie aż takim. 

Dzisiaj niedziela, a więc nie ma żadnych zajęć. Przeleżę cały dzień w swoim pokoju, a jak przyjdzie Potter udam, że śpię. Tylko jest jeszcze jeden problem...Snape przyjdzie dzisiaj wieczorem. Powiem, że się źle czuje? Wtedy pewnie pójdę do pani Pomfrey.
Tak to dobre rozwiązanie...Byłem tak zmęczony po ostatnich wydarzeniach, że niemal od razu zasnąłem.
Opkowa narkolepsja wciąż ma się dobrze.
Nie mamy pojęcia, jak poprowadzić wydarzenia, to usypiamy ich uczestników. Marek Pałys patronem opkobohterów.

Harry:
O 19:20 skierowałem się w stronę dormitoriów Slytherinu.
Po tym jak wszystko sobie przypomniałem spojrzałem na Draco. On momentalnie zbladł i wybiegł z Wielkiej Sali. Może sobie przypomniał? W sumie to by chyba wyjaśniało czemu nie było go nigdzie przez cały dzień, nawet na posiłkach. Muszę z nim porozmawiać i koniecznie wyjaśnić to co zaszło na imprezie. Ron był na mnie trochę zły po tym jak go oplułem sokiem, ale pewnie mu niedługo przejdzie. Przynajmniej to nie on ma nowe przezwisko.
A kto ma nowe przezwisko? Poza tym trochę mnie drażni to, że jedynymi postaciami biorącymi jakikolwiek udział w akcji jest Malfoy i Potter. Ewentualnie Snape, ale on jest chyba tylko po to, by zmuszać tę dwójkę do wspólnych zadań.
Otóż to. Oni z nikim poza sobą nie rozmawiają i nie robią nic poza snuciem bezsensownych rozmyślań pod hasłem „co będzie, jak on sobie przypomni”. A resztę Hogwartu chyba kosmici porwali, skoro nikt nie reaguje na ten gwałtowny zwrot w uczuciach dotychczasowych wrogów.

Wszedłem do Pokoju Wspólnego. Nie było tylko jednej osoby...Draco. Usiadłem na kanapie. Kilka chwil później do pomieszczenia wparował Snape zamiatając swoją czarną szatą.
- Są wszyscy? - zapytał wzrokiem badając pokój.
- Ym, nie ma Draco - powiedział ktoś niepewnie. Mistrz Eliksirów spojrzał na niego i bez słowa ruszył w stronę pokoi.

Draco:
Zbudziło mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałem lekko zachrypnietym głosem, co mnie nieco zdziwiło. Do dormitorium wszedł Severus z lekko zdziwioną miną.
Rozejrzałem się wokół. Leżałem na kołdrze z rozpiętą koszulą. Na stoliku nocnym leżało lusterko i zegarek. Była 19:39. Wziąłem lusterko do ręki.
Zaś Snape stwierdził, że ma trochę czasu, by popatrzeć sobie jak jego uczeń przegląda się w lusterku zamiast odsiadywać swoją karę. 

Moje włosy były mocno rozczochrane, a oczy pogrążone w nieutulonym żalu. Odłożyłem przedmiot na bok i spojrzałem na nauczyciela.
- Draco, prowadź się do porządku i za 5 minut widzę Cię w Pokoju Wspólnym.
- Ale...ale ja.... - przypomniałem sobie, że Snape miał przyjść aby dowiedzieć się czegoś o imprezie i zacząłem panikować.
- Ale co? - profesor uniósł brew.
- Ja się źle czuję - powiedziałem powoli.
- No dobrze, zostań tu, ale na jutro masz być zdrowy. W końcu jest ten wyjazd - ostatnie słowo powiedział z obrzydzeniem. Wyciągnął różdżkę i przywołał jakiś eliksir.
- Wypij to - podał mi miksturę i wyszedł.

Harry:
- A więc kto mi opowie co się tutaj wczoraj działo? - Snape po chwili wrócił. - Hm, Crabbe? Goyle ? A może... - w tym momencie jego wzrok padł na mnie - Harry?
- No dobrze - starałem się ukryć lekkie przerażenie. - Więc wczoraj po południu przyszedł do mnie Draco i zaprosił mnie na... - w tym momencie przerwałem. Jak to powiedzieć?
Potańcówę, imprezę, bibę, prywatkę, dyskotekę, raut, libacje, popijawę, balety? 
Orgietkę?

- Na? - Mój wujek uniósł brew.
- Na imprezę? Tak, tak to można nazwać. Więc się zgodziłem i wieczorem przyszedłem. Były przekąski, muzyka i tak dalej. No wszystko skończyło się około 3:00 albo 4:00. To chyba na tyle.
- Myślałem, że dowiem się czegoś więcej, no ale cóż. Zachowaliście się bardzo nieodpowiedzialnie. Rozumiem gdyby to był jakiś inny dom, ale uczniowie Slytherinu? To niedopuszczalne, dlatego po rozmowie z dyrektorem uznaliśmy, że oprócz prac, które przydzieliłem Wam rano dostaniecie jeszcze jedną główną karę, o której dowiecie się jutro. Zbiórka jest o 6:15 w Wielkiej Sali i nie toleruję spoźnialstwa - wyszedł.
I to ten szlaban, na którym Dracon koniecznie miał się pokazać? Równie dobrze Snape mógłby wysłać im to wszystko sową.
Nie byłoby tak drrramatycznie.

***
Nie spałem przez pół nocy. Wizje Voldemorta się nasiliły, a oprócz tego po głowie krążył mi pewien incydent z Malfoyem.
Czyżby incydent z Malfoyem był równie nieprzyjemny, co wizje Voldemorta? 

O 6:00 niechętnie stałem z łóżka i zacząłem się ubierać, po czym zszedłem wraz z Ronem i Hermioną na śniadanie.

Draco:
Nie miałem ochoty zejść na posiłek. Nie chciało mi się jeść, a oprócz tego musiałbym zobaczyć mój mały problem, który nie dawał mi spokoju przez kolejną noc.
Około 6:10 byłem gotowy i skierowałem się do wyjścia, ale nie na śniadanie. Poszedłem od razu w stronę powozów, którymi mieliśmy jechać na wycieczkę. Były one zaprzęgnięte w konie. Nie nawidzę zwierząt.
Czyli krótki przepis na to, jak zmusić czytelnika do znienawidzenia bohatera. Powinien jeszcze kopnąć to nieszczęsne zwierzę. 
I napluć mu do owsa.

Wybrałem pierwszy lepszy powóz z tyłu, który miał godło Slytherinu na drzwiach, wsiadłem do niego i czekałem.
Po kilkunastu minutach, a przynajmniej tak mi się zdawało, usłyszałem na zewnątrz nadciągające kroki i głosy. Wyszedłem na chwilę i od razu po zobaczeniu Blaise'a, Parkinson i Goyl'a chwyciłem ich za ręce i zaciągnąłem do pojazdu.
- O to tylko ty Draco - odetchnęła z ulgą Pansy i usiadła obok mnie. Podróż mijałaby znakomicie, gdyby nie brunetka, która jak zawsze się do mnie przystawiała.
Ta brunetka to kto? Bo Pansy, zdaje się, szatynką była.

Powozy zatrzymały się. Wyszliśmy i skierowaliśmy się w stronę zamku, gdzie stali nauczyciele.
- Ślizgoni za mną! - krzyknął profesor Snape. Wszyscy uczniowie domu Salazara posłusznie ruszyli za Mistrzem Eliksirów. Szliśmy krewnymi korytarzami. W sumie zamek Durmstrangu nie wiele różnił się od Hogwartu.* Po chwili weszliśmy do pomieszczenia, które znajdowało się za posągiem. - Jak zapowiadałem dostańcie dodatkową karę. - Co jaką karę? A pewnie Sevcio mówił coś o tym jak udawałem chorobę. - Ze względu na to, że na waszej "imprezie" - profesor narysował w powietrzu cudzysłów jednocześnie wręcz wypluwając to słowo - byli Ślizgoni i pan Potter** - w tym momencie weszła McGonagall (Rwie Mina (pozdrawiam alared3 xd)) z Gryfonami - dyrektor ustalił, że aby polepszyć stosunki Slytherinu i Gryffindoru na tej wycieczce będziecie razem w sypialniach
Rozumiem, że trzeba jakoś zmusić bohaterów do spania w jednym pokoju, ale może nie aż tak? W ten scenariusz zupełnie nie uwierzę, szczególnie, że McGonagall byłaby ostatnią osobą, która godzi się na ten kretyński układ.
Na pewno się od tego pokochają. Jeśli się wcześniej nie pozabijają, co wydaje mi się ciut bardziej prawdopodobne.

 - zaczęły się oburzone jęki. Co?! Jakim prawem?!? Będę musiał męczyć się z nimi wszystkimi, a zwłaszcza z Harry... - Cisza! Jest ich 6, dlatego podział jest następujący: chłopcy z tego samego roku razem, dziewczyny z to samego roku również są razem w pokojach. Tutaj macie "Pokój Wspólny"- mężczyzna ponownie narysował cudzysłów - Obiad jest o 14:00. Życzę miłego pobytu - mój wuj uśmiechnął się drwiąco i wyszedł zamiatając czasami.
Snape chyba jest wujem wszystkich. 
Zadekretował: „mówcie mi wuju”.

Następnie wyszła nauczycielka Transmutacji. Teraz to będzie koszmar. Wziąłem swoją torbę i podszedłem do drzwi z numerem 5c (chłopcy 5 rok). Zająłem łóżko, które stało przy ścianie, na drugim końcu pokoju. Obok niego było okno.
Położyłem się na łóżku i ze zmęczenia momentalnie zasnąłem. Kiedy się obudziłem spojrzałem na zegarek. 18:55. Za pięć minut kolacja! Snape mnie zamorduje! Zerwałem się z łóżka i wybiegłem.
A tak w ogóle Dracon ostatnio coraz częściej omija posiłki. Czy opiekun domu nie powinien się tym zainteresować? Chociażby zapytać, czy Malfoy jest chory skoro tak dużo śpi i widocznie ma jakieś problemy? 

Harry:
Draco nie pojawił się na obiedzie, a teraz go nie ma na kolacji. Trochę dziwne. Nagle wszystkie głowy skierowały się w stronę drzwi. Wszedł Draco. On to zawsze ma wielkie wejścia. Zwróciłem głowę ku memu talerzowi.
Wychodząc z jadalni zauważyłem białą czuprynę mknącą w nieznanym mi kierunku.
- Draco...Draco zaczekaj na mnie! - byliśmy już sami - Draco no proszę czekaj - blondyn twardo udawał, że mnie nie słyszy. W końcu dobiegłem do niego i za ramię odwróciłem go w moją stronę. Szarooki próbował się wyrwać, ale nie pozwoliłem na to przygwieździając*** go do ściany.
- Malfoy posłuchaj mnie! Przecież nie możesz uciekać przed tym całe życie.
- A właśnie, że mogę! - krzyknął rozwścieczony. Odepchnął mnie i ruszył korytarzem. W porę złapałem go za przedramię i ponownie przycisnąłem do ściany.
- Uparty jesteś, ale ja i tak nie pozwolę Ci odejść. Mamy coś do obgadania - uśmiechnąłem się lekko. - Draco jesteśmy przyjaciółmi i nic nie powinno tego zepsuć.
Zgadza się. Takie dziwowisko jak wasza przyjaźń należy starannie chronić, bo świat tego wcześniej nie widział.

 Zwłaszcza tamten incydent. Byliśmy pijani. Możemy o tym zapomnieć jak chcesz i będzie tak jak dawniej, hm?
- Zrozum nic nie będzie tak jak dawniej! - znowu się wyrwał. Tym razem go nie zatrzymywałem. Czemu on się tak wzburza?
- Ale dlaczego?!? - odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy.
- Bo ja Cię kocham Harry - wyszeptał prawie niesłyszalnie i odszedł. Stałem tak jak słup. Draco mnie kocha?
Też jesteśmy zaskoczeni.
Nawet bardzo.

 Gdy zniknął za zakrętem ruszyłem za nim.
------------------------------------------------------------------
* wszystkie opisy Durmstrangu są moimi wymysłem
**większość uczniów nie wie, że Snape to ojciec chrzestny Harrego, dlatego w szkole zazwyczaj używa zwrotu Pan Porter
http://www.sierranevada.com/beer/year-round/porter

***przygważdżając, ale dla mnie przygwieździając ładniej brzmi słowo wymyśliłam sama, nie kopiować!!
Nie, nie brzmi ładniej. Brzmi tylko niepoprawnie. 

------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale na święta wyjechałam do wujka do Irlandii i zbytnio nie miałam czasu, bo 3-letni kuzyn chciał się ze mną ciągle bawić samochodami.
A ja ciągle mówiłam do kuzyna, że nie - nie mogę, bo muszę pisać fanficki, gdzie Draco i Harry będą się całować!
Spróbuj jednak zabawy z kuzynem — może lepiej ci wyjdzie.

Chciałam dodać go jako taki mini prezent na gwiazdkę, ale niestety tutejsze wiatry mi przeszkodziły, bo w ogóle nie było internetu. Później mocno się rozchorowałam, więc też nie mogłam dodać. Postaram się, aby następny był już szybciej.Spóźnione wesołych świąt wszystkim!!! I smacznego jajka xxProszę o komentarze!!
Borze, czy wszyscy ci autorzy nie widzą, jak źle brzmi to ciągłe proszenie o komentarze? 

Rozdział 4.
Draco:
Po co kurwa musiał to ze mnie wydusić?!?!! No po co się pytam!? Na chuj mu to.
Właściwie to tylko zapytał "dlaczego", każdy normalny człowiek odpowiedziałby, że to nie jego sprawa.
Zawsze winny jest ktoś inny. 

Za zakrętem zacząłem biec najszybciej jak mogłem. Wpadłem do łazienki i zatrzymałem się dopiero przy zlewach. Oparłem się o jeden z nich, a z gardła wydarł mi się szloch.
Podejrzewam u Malfoya depresję. Ciągle płacze, śpi i nie może (a raczej nie ma ochoty) jeść. Rozumiem, że nieodwzajemniona miłość to trudny temat dla nastolatka, ale nie wyobrażam sobie, żeby Dracon mógł reagować na to w ten sposób.
I żeby tak drastyczna zmiana jego zachowania nie zwróciła niczyjej uwagi.

Czemu zawsze ja?! Po cholerę poszedłem na tą kolacje! Że akurat musiał mnie złapać...czemu tak nalegał?!
Nie nalegał. To się nazywa atrybucja winy i używasz tego, jako mechanizmu obronnego. Swoją drogą zabawne jest to, że autorka zapewne nie zdawała sobie z tego sprawy.
Żeby zdawać sobie sprawę z psychologicznych mechanizmów zachowania, trzeba prezentować pewien poziom intelektualny, raczej wykluczający płodzenie opek.

Po co mu to wszystko?! Czemu to musiało się wydać akurat w tym momencie?!! Ja nie chciałem, żeby on się dowiedział!!! Znaczy chciałem, no ale nie w ten sposób i nie w tym momencie...
Spojrzałem w lustro nade mną. Po polikach strużkami płynęły mi łzy. Oczy były czerwone i opuchnięte od płaczu. Draco ogarnij się!!! Nie jesteś jakimś ciamajdą jak Longbottom.
W tym opku od początku jesteś najgorszą ciamajdą.
W dodatku rozhisteryzowaną.

Ale czy Harry teraz będzie chciał mnie w ogóle znać?
Nie, na pewno nie...ja straciłem go na zawsze...Osunąłem sie na kolana i ukryłem twarz w dłoniach. Dałem upór emocjom.
Uparte emocje wczepiły się zębami i pazurami i powiedziały, że sobie nie pójdą.

- Ja go nie mogę stracić...ja nie chcę!! Ja nie mogę...ja go potrzebuję..przecież...przecież ja go kocham!!! - mamrotałem pod nosem i nie zauważyłem, gdy ktoś wszedł. Byłem w totalnej rozsypce.
- PRZECIEŻ JA KURWA NIE MOGĘ GO STRACIĆ!!! Co ja narobiłem?!? Wszystko przeze mnie...
- Draco... - po tych słowach w łazience zapadła cisza od czasu do czasu przerywana moim spokojniejszym już szlochem. Harry ją przerwał - Draco, ja przepraszam..ja... Ja nie wiem, co tu się dzieje! Draco, jesteśmy w opku, rozumiesz?! Jesteśmy w opku! 
- Zamknij się! - nie pozwoliłem mu dokończyć. Nie chciałem go ranić, jednak moje emocje teraz nie były stabilne. - Nic nie wiesz!!! Wyjdź stąd!!! Ty nic nie rozumiesz!!!
- To mi wytłumacz - cały czas byłem odwrócony, ale słyszałem jego ciche kroki. Po chwili dotknął moich pleców.
- Nie dotykaj mnie!!! Ja..ja nie chce!!!
Geez, Draco, opanuj się.
Tu już chyba psychiatra jest potrzebny. 

- Draco..nie, wysłuchaj mnie! Naprawdę przepraszam cię. Ja nic nie wiedziałem. Znaczy wiem, że jesteś gejem, ale ja nie wiedziałem, że mnie...kochasz. Ja rownież nie chcę cię stracić, bo zrozumiałem, że też znaczysz dla mnie coś więcej. - odwróciłem się w jego stronę. Podszedł do mnie powoli i ukucnął przy mnie, po czym delikatnie musnął moje usta.
W opkach to jest fajne życie — zakochujesz się w kimś, o kim masz wszelkie powody sądzić, że jest poza twoim zasięgiem, a tu nagle bęc, uczucie okazuje się odwzajemnione. Nawet jeżeli bohaterowi trzeba w tym celu zmienić orientację.

- Ja..Harry ja...
- Nic nie mów - uśmiechnął się lekko. - Wiesz w ostatnim czasie chyba zdałem sobie sprawę z tego, że czuje do Ciebie coś więcej niż przyjaźń. Jednak w tej bieganinie czasu jakoś tego nie zauważyłem, ale po Twoich słowach uświadomiłem to sobie. Ja też Cię kocham Draco, a z Ginny ożenię się dla jaj. - to była najwspanialsza rzecz jaką mogłem od niego usłyszeć. - No, a teraz może wracajmy do dormitorium, bo pewnie mój wujek przyjdzie odebrać kilka punktów Gryfonom - zaśmiał się lekko i pomógł mi wstać. Szybko ogarnąłem się, przemyłem twarz wodą i wyszliśmy z łazienki.
Naprawdę? Draco robił taką aferę, tylko po to, żeby usłyszeć, że Potter też go kocha? I co - koniec rozpaczy? Tak po prostu? 

Rano obudziłem się chyba dość wcześnie, wszyscy jeszcze spali. Obróciłem się na bok i zobaczyłem Harrego leżącego na łożku obok. Leżał na brzuchu, głowę miał wciśniętą w poduszkę, jego włosy były bardziej rozczochrane niż zazwyczaj, a kołdra leżała na ziemi. Mimowolnie zachichotałem i podniosłem się po cichu z łóżka.
Poprzedniego wieczora szlochy i krzyki, a rano sielanka. Malfoy ma problemy z osobowością?
Jego labilnością emocjonalną zdecydowanie powinien się ktoś zająć. 

Przykryłem zielonookiego kołdrą, po czym ruszyłem w stronę łazienki, wcześniej biorąc ubrania z szafy. Spojrzałem w lustro a to co zobaczyłem trochę mnie przeraziło. Miałem sińce pod oczami, a one same były podpuchnięte i czerwone. Na policzkach dało się zauważyć zaschnięte jeszcze łzy.
Naprawdę zaczęłabym się poważnie martwić o jego stan psychiczny, skoro nawet przez noc płacze i o tym chyba nie wie. 

Postanowiłem zając się tym za chwilę. Zdjąłem koszulkę oraz bokserki. Odkręciłem dość ciepłą wodę i wszedłem pod jej strumień. Po dokładnym umyciu się wytarłem się ręcznikiem, a później włożyłem czyste ubrania. Teraz pora na twarz. Umyłem zęby, przemyłem twarz wodą. Nałożyłem krem na dzień, następnie korektor pod oczy i w zaczerwienione miejsca.
Jeszcze podkład i tusz do rzęs, koniecznie.

 Przeczesałem włosy grzebieniem. Już lepiej, westchnąłem.
Podchodząc do mojego łóżka zauważyłem, że zielonooki powoli się budzi. W dormitoriach nie było już nikogo, pewnie poszli do pokoju wspólnego.
- Dzień dobry śpiochu - podszedłem do Harrego i pocałowałem go w czoło, na co ten zamruczał. Kolejny raz dzisiaj mimowolnie zachichotałem.
https://en.wikipedia.org/wiki/Facepalm
Po tym jak brunet się ubrał zeszliśmy na śniadanie. Wszyscy uczniowie Hogwartu siedzieli przy jednym stole, więc nie było problemu, abym usiadł obok mojego PRZYJACIELA. Usiedliśmy więc między Rudym, obok którego siedziała Szlama (nadal nie rozumiem jak Harry może ich lubić, w sumie są okej, ale tak na dłuższą metę? Nie ma mowy!) i Zabinim, obok którego siedziała Pansy. Na przeciwko nas Longbottom rozmawiał właśnie tą pokręconą blondynką, ciągle gadającą o Narglach.
Spojrzałem na Harrego, który akurat nakładał kurczaka.
Kurczaka? Na śniadanie? 
Anglicy na śniadanie jedzą różne dziwne rzeczy, ale akurat nie kurczaka. Prędzej smażone kiełbaski i gotowaną fasolę.

Dyskretnie przesunąłem się bliżej niego, po czym chwyciłem go delikatnie za uda pod stołem.
Za oba uda go chwycił jednocześnie?
To rzeczywiście musiało być bardzo dyskretne.

Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się delikatnie. Po chwili poczułem jego dłoń na mojej. Siedzieliśmy tak chwilę wpatrzeni w siebie. Od tej chwili chyba każdy z nas uświadomił sobie, że oficjalnie jesteśmy razem.
Pamiętajcie - nie patrzcie innym za długo w oczy, bo będziecie oficjalnie razem.
Ciekawe, czy wspólnota majątkowa też powstaje od patrzenia w oczy. 

Ktoś zastukał łyżeczką w filiżankę, a Harry odskoczył jak poparzony. Świetnie nasz moment minął przez jakąś głupią zachciankę nauczycielki od Transmutacji.
No, ba — wszyscy powinni zrezygnować ze swoich planów i postawić na głowie swój rozkład zajęć, bo ty akurat masz ochotę się pomigdalić w miejscu i czasie absolutnie się do tego nie nadającym.

- Drodzy Hogwartczycy - wstał Dumbledore - w waszym Pokoju Wspólnym macie rozwieszony cały plan wycieczki, na dziś macie przewidziane zwiedzanie Norwegii. Ja niestety muszę wracać do Anglii. Życzę Wam miłego wyjazdu i bardzo dziękuje - w tym momencie zwrócił się do dyrektora Durmstrangu - Ci Igorze za wspaniałą gościnę - po tych słowach Drops usiadł, a wszyscy uczniowie wrócili do rozmów. Nie miałem ochoty więcej jeść, więc z moim zwykłym kamiennym wyrazem twarzy przyglądałem się wszystkiemu.
Tiaaa, przez całe to opko kamienny wyraz twarzy był u ciebie zwykły.
--------------------------------
Cześć wszystkim, bardzo przepraszam, że tak długo nie było rozdziału jednak przez ostatnie tygodnie nie miałam zbyt dużo czasu. Mam nadzieję, że rozdział, chociaż jest krótki, spodoba Wam się. Postaram się dodawać częściej. Bardzo proszę o komentarze i do zobaczenia:))
Proszę bardzo, powyżej jest kilka stron komentarzy.

Chciałam jeszcze wspomnieć, że prawdopodobnie od któregoś z najbliższych rozdziałów narracja zmieni się na trzecioosobową.
My chyba nie wprowadzamy żadnych zmian. 
A sensu przybędzie od któregoś z najbliższych rozdziałów?
Nigdy nie wiadomo.

Czy wytrwamy do następnych rozdziałów? Tego nie jesteśmy pewne. 

5 komentarzy:

  1. Jedynym plusem tego opka jest brak rażących błędów ortograficznych. Ale i tak miło jest przeczytać coś potterowego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Stare dobre opko potterowe! Ale skąd tytuł? Spodziewałam się mafii...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się, jak oni przenosili się z tego Durmstrangu (Bułgaria) do Norwegii... Przecież to już bliżej ze Szkocji xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy patrzyłem na niego, jak dodaje oko salamandry do kociołka wyglądał tak pięknie! Od tej pory wiedziałem, że to ten człowiek -dobre!!!!

    pierwszy raz pisałam na telefonie i do tego w autokarze na wycieczce klasowej leżąc pod siedzeniami - to poświecenie młodzieży dla...pisania! Bo literaturą tego nazwać nie można! Jak zwykle, trzeba bohaterów wyprać z charakteru,bo to takie fajne.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. "Ymm, dzisiaj cały dzień ze Snapem, przecież został tylko on z nauczycieli"
    Że co proszę? I będzie prowadził zajęcia ze wszystkimi pozostałymi w szkole grupami jednocześnie? No gratuluję Dumblowi zdolności organizacyjnych...

    OdpowiedzUsuń