wtorek, 27 września 2016

13. Jak się ma takich przyjaciół, to wrogów już nie trzeba, czyli LO im. Mary Sue

Witajcie!
W tym tygodniu przychodzimy do Was z dawką muzyki, a konkretniej: z analizą opowiadania o rozśpiewanej Emmie i Mr. Przystojniaku, jak to tru loffa wszyscy w tym opku określają. Nie martwcie się, dużej ilości fabuły nie uświadczycie, jednak zamiast tego poznacie codzienność Liceum Ogólnokształcącego im. Mary Sue, plastiki PCV i PET, bardzo amerykańską rzeczywistość i przebijecie się przez całą masę ochów i achów nad główną bohaterką.
Miłego czytania!

Adres opowiadania: https://www.wattpad.com/story/76740469-nigdy-nie-przestan%C4%99-%C5%9Bpiewa%C4%87

Analizują: baba_potwór, J i Az

Rozdział 1

Stoję właśnie w pokoju i patrzę co jeszcze spakować. Dzisiaj wyprowadzamy się do Nowego Jorku. Bardzo się stresuje nową szkołą, miastem, ludźmi. Jedynie mój brat Bradley mnie uspokaja i dodaje otuchy. Jest nie tylko rodzeństwem, ale i przyjacielem. Brad ma brązowe włosy i piwne oczy i jest dobrze zbudowany (taki mój kochany brat przystojniak podrywacz).
Uwielbiam spędzać z nim czas, poza tym tylko on mnie rozumie i jako jedyny z rodziny wspiera mnie w śpiewaniu-mojej pasji. Rodzice twierdzą że piosenkarz to nie zawód, za to według nich jestem urodzonym chirurgiem i do tego zmusili mnie do pójścia na profil biologiczno-chemiczny do liceum.Nie chce być lekarzem ale moim rodzicą tego nie wytłumaczysz.
Spróbuj wytłumaczyć rodzicOM. Powinno pójść łatwiej. Potem wytłumacz nam, gdzie do tej pory mieszkałaś, bo ze znanych mi okolic licea i profilowane klasy istnieją tylko w Polsce i Francji. Do pewnego stopnia również we Włoszech, ale tam nie ma profilu biologiczno-chemicznego.
Według opisu bohaterka mieszkała wcześniej w Londynie (cytat na potwierdzenie: "Rodzina wyprowadza się z Londynu do Nowego Jorku.").
Czyli jeszcze jedna, dla której specjalnie w Londynie liceum otworzyli.
Albo wszystkie z tych dziewcząt chodzą do jednego, specjalnego Liceum Ogólnokształcącego im. Mary Sue.

Sami są chirurgami wiec...
Więc powinni wiedzieć, że z tym zawodem wiąże się cholerna odpowiedzialność, w związku z czym pchanie doń kogoś, kto nie chce go wykonywać, to bardzo zły pomysł.

-Halo ziemia do Emmy...-z moich przemyśleń wyrwał mnie mój kochany braciszek.
-Sorka zamyśliłam się. Chciałeś coś?
-Pytałem czy jesteś już spakowana?
-A, tak tak. Zaraz zejdę na dół.
-Ok
Popatrzyłam jeszcze raz na mój pokój. Wszystko już spakowane i pomieszczenie wydaje się takie puste. Trochę mi smutno, że wyjeżdżamy ale nie miałam tu przyjaciół, wiec po części sie cieszę że wyjadę.
Proszę się zdecydować — trochę mi smutno czy się cieszę.
A jest jej smutno, bo...? Sam wyjazd moim zdaniem nie jest powodem do smutku, a przynajmniej nie w przypadku, gdy w danym miejscu nic cię nie trzyma i nie masz tam przyjaciół.
BTW, czemu połowa bohaterek opek to jakieś aspołeczne marudy, które nienawidzą wszystkich i wszystkiego?
Myślę, że w założeniu mają być "inne" i "wyjątkowe", a przecież tacy ludzie nie przyjaźnią się z byle kim. 

Chcę zacząć od nowa i zapomnieć o tym miejscu i o ludziach z mojego już byłego liceum, których szczerze nienawidziłam.
Powoli schodziłam na dół i przygladałam sie ostatni raz mojemu domkowi. Tyle wspomnień...
Zeszłam już na dół i patrzyłam jak tata i Brad niosą walizki do samochodu.
-To jak jedziemy?
Z dozwoloną prędkością.

-mama stanęła koło mnie i przyglądała się mi swoimi szarymi jak moje oczami.
Posłałam jej delikatny uśmiech i kiwnęłam głową.
Byliśmy już w samolocie do NY, ja siedziałam koło Brada a rodzice z tyłu za nami. Zapięłam pas i czekam aż wystartujemy. Strasznie boje się latać chociaż już wiele razy to robiłam.Zamknęłam oczy i mocno zacisnełam ręce w pięści. Nagle poczułam czyjąś dłoń na mojej. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na Brada uśmiechał się i próbował mnie uspokoić. Trochę pomogło i czułam się spokojniej kiedy był blisko.
Po paru minutach samolot unosił sie w powietrzu a ja już oddychałam z ulgą. Wyjełam z torebki słuchawki i mój kochany telefon, puściłam muzykę. Moja Play lista jest dziwna, dosłownie. Słucham wszystkiego, jeśli coś mi się spodoba od razu ląduje na moim telefonie i takim sposobem znajduję sie na nim rap, pop, rock...
Czyli tak, jak wszyscy ludzie, którzy przeszli już etap kłótni o wyższość niektórych gatunków muzycznych nad innymi.
Zaś osoby, które wciąż są na etapie tychże kłótni, uznają różnorodność muzyczną za coś dziwnego.

Po około 1h zachciało mi się spać, wiec stwierdziłam że odłoże telefon i zdrzemnę się. Spojrzałam w prawą stronę i zobaczyłam najśmieszniejszy widok na ziemi, czyli mojego brata który śpi w najlepsze i ślini siedzenie.
Taki intensywny ślinotok to chyba niezdrowy objaw.
Może jest buldogiem. Albo ma wyjątkowy katar. 
Stawiam raczej na nowofunlanda. 

Wyglądał słodko. Szybko wzięłam telefon i pstrykłam mu fotkę ( oj będzie szantarzyk , jaka ja zła, bo gdyby był to szantażyk, to byłabym mniej zła)
Po godzinie a może dwóch, sama nie wiem, bo zasnęłam obudziło mnie głośne chrapanie i oczywiście kto to był, no to jest oczywiste, mój braciszek (tak wiem mówię jak o 5-latku a ma 19 ale cii)
Zaczęłam go lekko szturchać, ale to nie pomogło więc wzięłam telefon, słuchawki, najgłośniejszą muzykę i włożyłam mu słuchawki na uszy. Po sekundzie otworzył oczy i tak się wystraszył że podskoczył z sidzenia co wyglądało komicznie. Zaczęłam sie śmiać, że aż mnie brzuch bolał.
-Jak mogłaś ty niewierna istoto. Własnego brata tak budzić. Oj zemszczę się-próbował być poważny co mu nie wychodziło przez co jeszcze bardziej sie śmiałam.
-Oj nie gniewaj się już.
-Nie będę się gniewał ale zrobię to...-i zaczął mnie tak gilgać, że latałam po całym siedzeniu i płakałam ze śmiechu.
-Ppp-Proszę pr-zees-tań- nie mogłam nic powiedzieć ze śmiechu.
-Jak ładnie mnie przeprosisz
-Pp-rzepp-raszamm
Nagle poczułam że Brad się odsuwa szczerzy te swoje zeby i kiwa głową.
Ja natomiast mogłam poprawić sie na siedzeniu i dać mu kuśca w ramię.
Czy dzisiejsze nastolatki naprawdę tak się zachowują? Bo ja już powoli czołgam się w stronę najbliższego cmentarza, więc mogę mieć słabe pojęcie o tym, co dla obecnej młodzieży jest normą.
Ja nie wyobrażam sobie, żeby jakiekolwiek rodzeństwo zachowywało się w ten sposób (żeby nie było - mam starszą siostrę, mamy ze sobą bardzo dobre kontakty i wciąż nie wierzę w to zachowanie). 
To chyba miało być zwyczajne przekomarzanie się rodzeństwa, jednak wyszło to raczej groteskowo. Tym bardziej, że opisana sytuacja ma miejsce w samolocie pełnym ludzi.

-Prosze zapiąć pasy. Za chwilę lądujemy- stewardessa poinformowała nas a ja szybko spojrzałam za okno.
To prawda, Nowy Jork- pomyślałam
Według opisu powinno minąć około dwóch, albo trzech godzin, a lot między Londynem a Nowym Jorkiem trwa około ośmiu... Wystarczy pięć sekund na wpisanie frazy "Londyn - Nowy Jork", żeby się tego dowiedzieć. 

Za chwile moje życie zmieni się o 180 stopni.

Rozdział 2

Właśnie jedziemy do nowego domu. Jestem ciekawa jak będzie wyglądał,bo rodzice nic nam nie chcieli powiedzieć, stwierdzili że to bedzie niespodzianka.
-Daleko jeszcze?- no po prostu musiałam się spytać, bo jestem tak ciekawa domu. Jedziemy już z 15 minut a ja nie mogę się doczekać.
-Jeszcze 2 minuty. Dasz radę tyle wytrzymać?
-Spróbuję.
Minęły już 3 minuty a my dalej jedziemy. (Wiem że 3 minuty bo cały czas patrzę na zegarek 😊)
Nagle samochód sie zatrzymał i stanął przed pięknym białym domem z basenem.(zdjęcie w mediach)
Był niesamowity, do tego ja kocham pływać wiec basen to jeszcze 1 plus.
Wyglądał jak na zdjęciu jakieś pięknej pocztówki.
Po co pocztówce robić zdjęcie? Nawet najpiękniejszej.

Nie mogłam uwierzyć że będę tu mieszkać.
Stałam tak chyba z 5 minut dopóki nie zobaczyłam jak Brad i mój tata kierują się w stronę domu z bagażami.
Dom ustawił swoje bagaże z boku, żeby nie tarasować drogi.
Sterczała tak i gapiła się na dom, i nawet do głowy jej nie przyszło, żeby pomóc w rozpakowywaniu i wziąć chociaż jedną, leciutką walizkę. Kochana jest. 
Nie będzie się przemęczać, biedactwo. 

Szybkim krokiem ruszyłam w ich stronę i czekałam aż mama odkluczy drzwi i wpuści nas do środka.
Kolejna. Co im odwala z tym „odkluczaniem”? W szkołach się teraz uczy takiej grypsery? Bo nie wierzę, że wszystkie ahhhtystki z Wattpada jedna w drugą pochodzą z rodzin, w których na co dzień mówi się po rosyjsku.

-Mam nadzieje że wam się spodoba- moja mama spojrzała w naszą stronę, posłała nam jeden ze swoich pięknych uśmiechów i otworzyła drzwi.
Pierwsze co zobaczyłam to korytarz urządzony na biało-brązowo. Był piękny, wszystkie meble były z ciemnego drewna, które idealnie pasowało do białych dodatków.
Następna była wielka kuchnia z wyspą kuchenną i jadalnią, a po drugiej stronie salon z wielką kanapą, kominkiem, telewizorem i oczywiście xboxem dla mojego brata.
Bez xboxa dziewiętnastoletni koń zapłakałby się na śmierć.

Ogólnie cały dom był urządzony nowocześnie.
-Choć Emmo pokaże ci twoj pokój- tato zaprowadził mnie ruchem ręki na górę i otwarł pierwsze drzwi po lewej stronie.
-Zapraszam- uśmiechął sie do mnie i przpuścił mnie w drzwiach.
Pokój był czarno-szary z wielkim łóżkiem i puchatym dywanem. Po prawej stronie były drzwi do łazienki a po lewej do garderoby.
Dziewczyna ma siedemnaście lat i rodzice urządzili jej pokój (pomalowali i wybrali meble) bez żadnego skonsultowania się? Bo tak to wygląda. 
Jak dla mnie to wygląda raczej, jakby kupili dom już urządzony. Realia Simsów opanowują kolejne opka.
A skoro urządzili go na czarno i szaro, to chyba psycholog powinien się im przyjrzeć. Gusta kolorystyczne mają znaczenie diagnostyczne nie tylko u dzieci.

Szybko podbiegłam do taty i mocno go przytuliłam.
-Dziękuję- tylko tyle udało mi się powiedzieć
-Proszę bardzo. A teraz przepraszam ale musze pomóc mamie. Rozpakuj się i odpocznij.
Po 2 godzinach układania ubrań, dodawania jakiś ozdób, wieszaniu zdjęć miałam już dosyć i postanowiłam wziąść długą kąpiel. Wzięłam ze sobą moje kosmetyki, ułożyłam je na półkach i nalałam wody do wanny.
Po dobrej godzinie poczułam że woda robi się chłodna wiec wyszłam, ubrałam się w krótkie miętowe spodenki i szarą bluzkę z napisem Meow. Wyszłam z łazienki i usiadłam łóżku. Nie mogłam uwierzyć że mieszkam w tak pięknym domu. Położyłam głowę do poduszki i momentalnie zasnęłam.
Z tej ekscytacji. 

-Wstawaj sister, czas do szkoły- obudził mnie głośny krzyk mojego brata
-Jeszcze 5 minut- odpowiedziałam i przykryłam głowę poduszką
-Chyba nie chcesz się spóźnić pierwszego dnia nowej szkoły.
-Ugh... No dobra. Co ja z tobą mam.
-Też cie kocham sister- odpowiedział, wysłał mi całusa w powietrze i szybko wybiegł z mojego pokoju.
Postanowiłam że wstanę bo jednak Brad rację. Ubrałam jasne dżinsy z dziurami kolanach, białą bluzkę na naramkach i dżinsową kurtkę tego samego koloru co spodnie. Oczywiście nie mogło sie obyć bez dodatków czyli mojego białego zegarka i srebrnego naszyjnika z zawieszką w kształcie nutki.
To ta sama szkoła co w „Młodych gniewnych”? Bo amerykańskie instytucje edukacyjne pretendujące do miana przyzwoitych wymagają mundurków (przypadek zdecydowanej większości szkół prywatnych), a już co najmniej ustalają regulamin odzieżowy, w którym ani „naramki”, ani dżinsy typu „jestem od lat bezdomny” zdecydowanie się nie mieszczą.
W Nowym Jorku, podobnie jak w Londynie, również funkcjonuje liceum imienia Mary Sue. To wszystko wyjaśnia.

Siedziałam z tatą w samochodzie i czekałam aż dojedziemy do mojego liceum.
Kierowcy autobusów szkolnych zastrajkowali?

Strasznie sie stresowałam ale musiałam myśleć pozytywnie.
Oglądałam ulice które mijalismy aż w końcu auto sie zatrzymało a tata zaparkował przed moją szkołą.
-Bedzie dobrze.- powiedział i posłał mi uśmiech
-Wiem.- nie potrafiłam wiecej odpowiedzieć, wyszłam z auta i powolnym krokiem skierowałam sie w stronę wejścia.
Wszyscy na mnie patrzyli jakby zobaczyli ducha, trochę mi to przeszkadzało ale dam radę.
Bo szkoły w Stanach, zwłaszcza te w dużych miastach, liczą maksymalnie po dwie setki uczniów, wszyscy się tam znają i od razu wiadomo, kto jest nowy. Ofkorz.

Weszłam do szkoły i od razu skierowałam sie w stronę sekretariatu aby odebrać mój plan lekcji i kod do szafki.
-Dzień dobry. Nazywam się Emma Smith i jestem tu nowa. Kazano mi odebrać plan zajęć i kod do szafki.
-A tak już daję.-sekreterka zaczęła szperać po szufladach
 aż w końcu podała mi 2 karteczki.
-Proszę. Od teraz chodzisz do klasy 2C.
-Dziękuję bardzo.- wzięłam karteczki i ruszyłam w stronę wyjścia.
Po godzinie bezskutecznego poszukiwania klasy 2C dowiedziałam się, że sekretarka złośliwie wpuściła mnie w maliny, jako że amerykańska high school (którą od biedy można uznać za odpowiednik liceum) obejmuje klasy 9-12.

Stanęłam na korytarzu i zaczęłam oglądać plan. Pierwszą mam matematykę w sali 15.
Skierowałam sie w stronę sali nadal patrząc na plan aż nagłe zderzyłam sie z czyjąś klatką piersiową
Szybującą bezpańsko w oderwaniu od reszty organizmu.
O co chodzi z tymi przypadkowymi zderzeniami na korytarzu? Czy kiedykolwiek komukolwiek się to zdarzyło?
Mnie nie, ale ja dziwna jestem — patrzę, gdzie idę.

i prawie upadłam na ziemie ale silne ręce szybko mnie złapały. Byłam w objęciach przystojnego bruneta o niebieskich hipnotyzujacych oczach.
Patrzelismy sobie głęboko w oczy, aż w końcu uznałam to za trochę niezręcznie. Szybko wygramoliłam sie z jego objeć.
Tak to działa tylko w filmach. W rzeczywistości wpadnięcie na kogoś w pośpiechu nie skutkuje zauroczeniem, a jedynie zdenerwowanym okrzykiem w stylu "patrz, jak leziesz".

-Przepraszam powinnam bardziej uważać i dziekuje- szybko wydukałam barwiąc sie nerwowo palcami.
-Spokojnie nic sie nie stało. Jestem Shawn.- podał mi swoją dłoń
W kieszeni miał jeszcze dłoń cudzą, ale podawał ją tylko przy specjalnych okazjach.


 a ja ją chwyciłam.
-Emma
-Gdzie sie tak śpieszysz?
-Na matematyke z Morganem.
-O. To całkiem dobrze sie składa bo ja też tam idę. Choć.
Choć co?
Chłopak nie umie kończyć zdań... 

Nic nie powiedziałam tylko ruszyłam za nim i patrzyłam na niego. Był bardzo przystojny i dobrze zbudowany. Jezu Emma o czym ty myślisz- skarciłam sie za to w myślach.
-Co mi się tak przyglądasz? Spodobałem ci się?- z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Shawn'a.
Ty może i tak, ale twój tupet już znacznie mniej.

-Przepraszam- odrzekałam i szybko odwróciłam wzrok. Czułam jak policzki robią mi się ciepłe.
-Ślicznie wygladasz kiedy się rumienisz-Shawn posłał mi swój piękny uśmiech a ja poczułam,że rumienie sie jeszcze bardziej.
W końcu doszliśmy do naszej sali. Na szczęście nauczyciela jeszcze nie było. Kiedy weszliśmy z Shawnem na lekcje wszyscy się dziwnie na nas patrzyli.
Wzrokiem szukałam wolnego miejsca. Było jedno wolne koło jakieś dziewczyny z różowo-fioletowymi włosami. Mimo takich kolorów wyglądała dość miło.Zauważyłam też że pozostałe dziewczyny to przede wszystkim plastiki.
Głównie PCV, polipropylen i wszechobecny PET.
Znowu się zaczyna - główna bohaterka to jedyna naturalna, inteligentna i wyjątkowa osoba, a reszta to plastiki. 
I skromna, a w dodatku nie ocenia po wyglądzie.

Skierowałam sie w stronę dziewczyny.
-Wolne?
-Pewnie siadaj.
Bo jak usiądziesz niepewnie, to możesz spaść.

Jestem Jessica ale przyjaciele mówią na mnie Jess.- Podała mi dłoń a ja ją ujełam.
-Emma
-Mogę o coś spytać?
-Jasne- Jessica uśmiechnęła sie do mnie co odwzajemniam.
-Dlaczego jak wchodziłam wszyscy patrzyli na mnie jakby ducha zobaczyli?
-Wiesz, weszłaś do klasy z największym przystojniakiem w szkole, wiec pewnie teraz jesteś wrogiem nr 1 wszystkich plastików, które próbują go uwieść, a do tego jesteś ładna i naturalna, co u nas w szkole jest prawie niemożliwe.
Już mam dość.
Czy one mają jakieś obowiązkowe wytyczne, według których piszą te idiotyzmy?
Być może istnieje jakiś Kodeks Opkowy, w którym są wypisane zasady tworzenia czegoś takiego.

Chciałam już coś powiedzieć ale do klasy wszedł nauczyciel a ja postanowiłam nie podpadać już pierwszego dnia.
-O widzę że mamy nową uczennice. Może opowiesz nam coś o sobie?-Pan Morgan odezwał się a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Um... więc nazywam się Emma Smith, mam 17 lat, wczoraj przeprowadziłam sie tutaj z Londynu. Kocham śpiew i grę na pianinie.
-Dobrze to teraz sprawdźmy jak tam z twoją wiedzą. Podejdź proszę do tablicy i rozwiąż to zadanie.
Strasznie sie stresowałam, niepewnie wstałam i ruszyłam w stronę nauczyciela. Za sobą słyszałam gwizdy ale starałam sie nie zwracać na to uwagi.
Nauczyciel nie zwrócił na to uwagi, ponieważ dołączył do zabawy.
Trafiłam — ta szkoła znajduje się w getcie typu Bronx. Tylko dlaczego ludzie najwyraźniej śpiący na pieniądzach zapisali tam dziecko?

Podeszłam do tablicy i przyjżałam sie zadaniu.
Na szczęście była to lekcja matematyki, bo inaczej dostałabym niedostateczny z ortografii.

 Na szczęście już w starej szkole je robiliśmy więc nie miałam z tym problemu. Szybko rozwiązałam zadanie i spojrzałam na nauczyciela.
-No no. Nieźle, 5!
Jeszcze nieźlej, że dostałam 5, chociaż w USA oceny szkolne mają postać liter.
Autorki z Wattpada rewolucjonizują amerykańskie szkolnictwo.

Z uśmiechem wróciłam do swojej ławki.
-Ej o co chodziło z tymi gwizdami?
-Oj no wiesz jak to faceci. A poza tym niezły masz tyłek.-Jessica zabawnie poruszyła brwiami na co cicho się nasmiałam.
Naśmiawszy się nam i naszym opeńkom,
zrobią facepalm, waląc się w twarz ręką.

Rozdział 3

Shawn pov:

Emma jest śliczna i taka nieśmiała, zupełnie inna niż reszta dziewczyn.
Merysójkowa norma, nie ma się czym ekscytować.
Nie mówiąc już o tym, że rozmawiał z nią jakąś minutę. 
Nawet mniej niż minutę. I oczywiście jej nieśmiałość na pewno nie może wynikać z faktu, że to jej pierwszy dzień w nowej szkole.

Przez całą lekcje matematyki na nią patrzyłem. Ma takie piękne szare oczy, świetna figurę... STOP Shawn o czym ty myślisz- skarciłem się za to.
Nie mogę uwierzyć że podczas jednego naszego spotkania na przerwie i 45 minut lekcji taka laska zdążyła zawrócić mi w głowie, ale ona nie jest zwyczajna, jest inna, wyjątkowa.
Co stwierdziłeś ponad wszelką wątpliwość podczas wyż. wym. jednego spotkania i 45 minut lekcji.

Musze ją bliżej poznać i dowiedzieć się jaka ona jest.
Dokładnie taka jak każda inna bohaterka opka.
Już pomagam - bezczelna, arogancka, strasznie krytyczna, traktuje innych z góry, a na dodatek myśli, że jest lepsza/ładniejsza/mądrzejsza/milsza/modniejsza od reszty. To tak w skrócie. 
I skromniejsza.

Emma pov:

Przez całą lekcje czułam na sobie wzrok Shawn'a. Czułam się trochę nieswojo, ale jednak ma w sobie coś co przyciąga człowieka do niego i to nie tylko jego piękne oczy.
Jeszcze ten apostrof dumający smętnie, po kiego diabła go tu właściwie wsadzono.

Zadzwonił dzwonek, powoli spakowałam sie i ruszyłam na przerwę.
-Emma!- usłyszałam za sobą czyjś głos więc odwróciłam się, okazało sie że była to Jessica.
-Coś się stało?
-Nie tylko że powiedziałaś że lubisz śpiewać prawda?
Nie tylko że powiedziała? A co jeszcze?
Powiedziała też, że po okolicy grasuje gang porywaczy przecinków.

-No tak.
-Wiec u nas jest świetne kółko muzyczne, sama na nie chodzę i pomyślałam że ty też może chciałabyś sie zapisać.
-Umm... sama nie wiem.
-Dlaczego? Wstydzisz się?
-Nie, tylko że moi rodzice nie chcą żebym śpiewała, wolą abym była chirurgiem.- zrobiło mi się mega głupio. Spuściłam głowę na dół i patrzyłam na swoje białe trampki.
To oznacza, że ma zapisać się na koło młodych chirurgów? 
Rodzice rodzicami, ale tak mnie zastanawia jedna rzecz: w jaki sposób posiadanie hobby ma przeszkadzać w kształceniu się na chirurga? Przecież jedno drugiego nie wyklucza, więc o co chodzi?

-Serio? Ale dlaczego?
-Próbowałam ich przekonać wiele razy że kocham śpiew ale moi rodzice sądzą że piosenkarka to nie zawód.
I sądzą dobrze, bo jeśli nie jest się przynajmniej jako tako znaną gwiazdą która na okrągło daje koncerty, kasy jest z tego jak na lekarstwo i nie ma najmniejszych szans, by wystarczyło nawet na tanie utrzymanie.

-No to nie mamy wyjścia. Będziesz chodziła na zajęcia po kryjomu.- Jessica uśmiechnęła się do mnie ukazując szereg swoich białych zębów.
-Ale co ja im powiem?
-Że chodzisz na dodatkowe zajęcia z biologii.
- I myślisz że mi uwierzą?
Przynajmniej do czasu, kiedy przyjdzie im do głowy zapytać nauczyciela biologii o twoje postępy.
Poza tym, czy tylko ja czegoś nie rozumiem - rodzice chcą, żeby była chirurgiem, ale nie mówią nic o tym, że NIE MOŻE śpiewać. Gdyby powiedziałaby im, że to tylko hobby i, jeżeli jej na to pozwolą oceny z biologii będzie miała jeszcze lepsze, to w czym problem? 

-Jeśli nie to ja pójdę z tobą do domu i to potwierdze i powiem że też na nie chodzę.
-Zrobiłabyś to dla mnie?- podniosłam wysoko brwi. Nie mogłam uwierzyć.
-Przyjaciółki muszą sobie pomagać nie?- znów posłała mi swój uśmiech a ja skakałam w środku ze szczęścia, że mam kogoś kto mi pomaga wpakować się w problemy z rodzicami a do tego mogę tę osobę nazwać moją przyjaciółką.
Jak się ma takich przyjaciół, to wrogów już nie trzeba.

-Dziękuję.- odwzajemniam uśmiech.
-Spoko, a teraz choć na polski.
A teraz proszę to przetłumaczyć na polski.
Na polski. W Stanach. Nie mam więcej pytań.
Już mogłam przeżyć te oceny, te licea, te profile, ale naprawdę uczenie się języka polskiego w szkole, która znajduje się w Nowym Jorku? 

 Po zajęciach pójdziesz się zapisać. A i uprzedzam, twoj książę też na nie chodzi.
-Mój co?!- otworzyłam szeroko oczy za zdziwienia.
-Shawn, oj nie mów że ci sie nie podoba? Widziałam jak na siebie patrzycie.- Jess poruszyła zabawnie brwiami a ja poczułam jak policzki robią mi się czerwone od tego co powiedziała.
-Aha. Idzie twój książę to ja spadam na polski.
Muszę się spieszyć, bo kurs mam w polskim kościele na drugim końcu miasta, jako że w amerykańskich szkołach o lekcjach polskiego nie słyszano. Zapisałam się dla szpanu — wszyscy się uczą hiszpańskiego, francuskiego albo niemieckiego, a ja będę oryginalnie gadać egzotycznym narzeczem z końca świata. 
Już widzę tych amerykańskich nastolatków dyskutujących nad tym, jak poprawnie powinno wymawiać się słowo "trzcina".

 Tylko sie nie spóźnijcie.-ostatnie słowo wykrzykneła i uciekała pod salę.
-Część Emma.
A druga część kto?
Emma 2: Powrót Shawna.

Jak w nowej szkole?- usłyszałam czyjś głos i był to TEN głos, chyba od dzisiaj mój ulubiony. Odwróciłam się i zobaczyłam najpiękniejsze oczy.
-Hej Shawn. Dobrze, ludzie są całkiem mili a matma nie była zła wiec to duży plus.- usłyszałam tylko cichy śmiech chłopaka na moją wypowiedź.
-Też nie przepadam za matmą. Słuchaj pomyślałem że może umówiłabyś sie dzisiaj po szkole? Pokazałbym ci miasto.- czułam ciepło napływające do mojego ciała. Shawn zaprosił mnie na randkę.
-Przepraszam ale dzisiaj nie dam rady.
-Spokojnie to nie randka tylko przyjacielskie spotkanie jeśli o to ci chodzi.- i czar prysł. Nie o to mi chodziło deklu. Dobra nie powiem mu tak bo to by było chamskie.
Zaczyna się... 

-Nie o to mi chodziło, po prostu już dzisiaj umówiłam się z Jessicą. Przepraszam, może innym razem- wiedziałam smutek wymalowany na jego twarzy przykryty sztucznym uśmiechem.
-Ok. Nic sie nie stało. Baw się dobrze. Idziemy na lekcje?- posłał mi swój zniewalająco piękny uśmiech a pode mną kolana sie ugięły.
-Pewnie.
Siedziałam już w sali z Jessicą i opowiedałam jej o czym rozmawiałam z Shawn'em.
O zasadach użycia apostrofów.

Pani od polskiego nie było
Głównie dlatego, że — jako się rzekło — w szkołach w USA nie ma lekcji polskiego.
Zorientowała się, że pomyliła kontynenty.

 więc mieliśmy zastępstwo i wolną lekcję.
-CO?!-Jessica wydarła sie na całą klasę, ściagając przy tym uwagę wszystkich.
-Ciszej
-Przepraszam, ale jak to mu odmówiłaś?
-Normalnie. Przecież dzisiaj miałaś ze mną zapisać się na zajęcia.
-No tak tak, ale zajęcia poczekają a taki przystojniak nie.- zaśmiałam się z jej wypowiedzi, ale ona wydawała się być poważna.
-Będzie jeszcze inna okazja.- próbowałam ją uspokoić.
-Ok, ale i tak się cieszę że Mr. Przystojniak zaprosił cię na randkę.
Znów wybuchłam głośnym śmiechem a Jess razem ze mną.
Minęło już 7 lekcji, teraz idziemy z Jessicą zapisać mnie na zajęcia.
Weszłyśmy do sali a ja zaczynałam sie strasznie stresować.
-Dzień dobry Panie Cross. Przyprowadziłam nową chętną na zajęcia.- teraz wskazała na mnie a ja jeszcze bardziej się zdenerwowałam.
-Dobrze usiądź Jessico a ciebie proszę na środek.- zrobiłam jak Pan Cross mi kazał.
Rozumiem, że Pan Cross to imię i nazwisko.
Czy tylko mnie tak irytuje to randomowe przeskakiwanie z czasu przeszłego na teraźniejszy?

 Wszyscy się na mnie patrzyli. Najbardziej zdziwiony był Shawn jak mnie zobaczył.
-Proszę, zaśpiewaj nam kawałek jakieś piosenki.
No to super. Wstydzę się występować ale dam rade. Moja babcia, która zmarła rok temu zawsze powtarzała zamknij oczy i myśl o Anglii wyobraź sobie najpiękniejsze mniejsze na ziemi. Kiedyś myślałam o łące pełnej kwiatów. Teraz jest to domek mojej babci. Ona też wspierała mnie w śpiewaniu, pomagała mi ale niestety zmarła, straszenie za nią tęsknię.
Zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać:
[tutaj oczywiście wstawiony tekst piosenki]
Kiedy skończyłam, otworzyłam oczy a wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać.Byłam bardzo szczęśliwa że im się spodobało.
-No no, masz wielki talent. Gratuluje...-Pan Cross stał tak co wyglądało dość śmiesznie kiedy starał sie domyśleć jak mam na imię.
-Emma.
-Dobrze Emmo. Jedno pytanie: umiesz grać na jakimś instrumencie?
-Tak, na pianinie i trochę na gitarze. Razem z przeprowadzką musiałam zrezygnować z nauki gry na gitarze.
Przeprowadzce było bardzo smutno, że musiała porzucić ulubione hobby.

-Cudownie. Potrzebowałem kogoś kto zagra na najbliższym koncercie na pianinie.
Detalami w rodzaju weryfikacji twoich umiejętności i pytania, czy już kiedyś występowałaś publicznie, nie będziemy sobie zawracać głowy.
Toć widać po twarzy, że umie. 

 A co do lekcji gry na gitarze to Shawn z chęcią ci pomoże. Prawda?
-Oczywiście.- krzyknął od razu Shawn. Widać że był z tej wiadomości bardzo zadowolony.
Jakby tak jeszcze słówko o jego kompetencjach do nauczania gry na instrumencie...
Może powiedział, że umie.

-Nie trzeba naprawdę.- nie to że nie chciałam, bo naprawdę chciałam spędzić czas z Shawn'em ale okłamywałam już rodziców w sprawie zajęć, nie mogę jeszcze skłamać w sprawie gitary.
-Spokojnie Shawn się zgodził, a ja chcę aby moi uczniowie umieli jak najwięcej.
I dlatego wrabiam innych uczniów w korepetycje zamiast zaproponować kurs u dobrego, fachowego nauczyciela.
Nie będzie robił nadgodzin. 
Imperatyw każe, nauczyciel musi.

-No dobrze- trochę posmutniałam bo nie chce kłamać, ale w końcu czego się nie robi dla pasji. Kiedyś obiecałam sobie że bez względu na wszystko nigdy nie przestanę śpiewać i grać nawet jeśli miałoby być to po kryjomu.
Będę śpiewać i grać tak, żeby nikt nie słyszał.
W piwnicy się schowa.
Będzie sobie wyobrażać. 

-No to po zajęciach ustalicie sobie miejsce i godziny spotkań, a nawet jeśli będziecie chcieli pozwolę wam ćwiczyć tutaj.

Shawn pov:

Jezu... ona ma niesamowity głos. Nie mogłem przestać na nią patrzeć kiedy śpiewała. Jak dowiedziałem się że będę ja uczyć gry na gitarze skakałem w środku z radości. Tylko czemu ona tak nagle posmutniała, chyba nie jestem aż taki zły?!
Czy on ma dwanaście lat? 
Wolę nie wnikać. Jednak wszystko wskazuje na to, że ten króciutki akapit został napisany tylko po to, by pozachwycać się nad Emmą. Wiem, że ten komentarz jest bez sensu, ale musiałam go napisać, by przetrawić ten fakt, bo mi się już mózg przegrzewa.

Rozdział 4

Emma pov:

Obudziłam się o 6 mimo iż zajęcia miałam na 8. Myślałam o tym co stało się wczoraj po zajęciach z muzyki:
Wychodziłam z sali po zajęciach, chciałam szybko uciec przed Shawn'nem, bo miałam nadzieję że zapomni o lekcjach gitary.
-Emma!-nadzieja matką głupich. No i co miałam zrobić, musiałam sie odwrócić.
-Tak?-myślałam że zadziała udawanie głupiej.
-Mieliśmy umówić się na lekcje gry na gitarze.-ugh... pamięta.
Dziwne — pamięta, co się działo godzinę temu.

-No tak.-teraz nie mam wyjścia, najwyżej powiem rodzicom że w tym roku mam ochotę na zajęcia z biologii i chemii...
-Mi pasuje w poniedziałki i czwartki.-chyba mu zależy bo cały czas sie uśmiecha.
-Mi obojętnie. Na razie nie mam żadnych innych zajęć.
-No to skoro masz czas to może lekcje dwa razy w tygodniu, szybciej sie nauczysz- coo?! No to jeszcze zajęcia z fizyki. Ugh... oby rodzice w to uwierzyli.
-Ok. Tutaj? W poniedziałki i czwartki o 16.30?
Nie mogła powiedzieć, że wolałaby spotykać się z nim raz w tygodniu, bo rodzice będą niezadowoleni? 

-Jasne. To chyba do jutra.- no i znowu ten jego uśmiech.
-A możemy zacząć od poniedziałku?
-Pewnie. Odprowadzić cię?
-Nie spoko, mój brat pewnie czeka. Pa
-Cześć.
Dzisiaj przy śniadaniu musze powiedzieć rodzicom o tych wszystkich zajęciach. Strasznie sie boję że mi nie uwierzą, bo ja sama sobie nie wierzę w tyle zajęć a do tego z fizyki. Przecież ja jej nienawidzę.
Była już 6.30 a ja i tak wiedziałam że nie zasne więc postanowiłam wstać i sie uszykować. Ubrałam czarne rurki z dziurami, białą bluzkę i koszule przepasaną w pasie, do tego lekki makijaż i mogłam iść na śmierć (czytaj: wyjaśnianie wszystkiego rodzicom 👍).
Pomalowała się dla rodziców? Bo ja na śniadanie w rodzinnym gronie mogę spokojnie iść bez makijażu. 
Chodzą po świecie skrajne przypadki, które nie mają na sobie makijażu tylko w łazience, między zmyciem starego i nałożeniem nowego.
Ale to już chyba automatycznie skreśla ją, jako "jedyną naturalną dziewczynę w klasie". 

Schodziłam powoli po schodach. Starałam się usłyszeć czy ktoś jest w kuchni. Kiedy nie słyszałam nic postanowiłam szybko wbiec do kuchni. Szło nieźle póki nie Stanęłam w progu jadalni i mało zawału nie dostałam jak zobaczyłam siedzącego Brada.
Spodziewałam się raczej, że będzie lewitował nad stołem.
Mógł też drzemać na podłodze.

-Jezu... Nie strasz.
-Ej, to nie ja wbiegam do kuchni jakby się paliło.
-Wybacz- Posłałam mu krzywy uśmiech i zaczęłam robić płatki na śniadanie.
Wyszłam więc na pole, by zebrać kilka kolb kukurydzy. 

-Co jest? Jakaś zestresowana jesteś?
-Jest ok- kogo ja próbuje oszukać. Sama w to nie wierzę...
-Tak tak jasne. A teraz siadaj i opowiadaj.
-No dobra...-wzięłam głęboki oddech- więc tak. Jessica, moja nowa przyjaciółka zaproponowała mi zapisanie sie na zajęcia z muzyki...
-Em to super.
-Nie przerywaj mi...- próbowałam być stanowcza ale pewnie moja mina nie pasowała do reakcji.
-Sory.
-No więc powiedziała żebym rodzicom wcisnęła kit że chodzę na zajęcia z biologii...
-No i w czym problem, jedne zajecia to nie koniec świata- Posłałam mu groźne spojrzenie i kontynuowałam
Brat wydaje się spokojny, kiedy Emma mówi mu o zajęciach ze śpiewu, a są ze sobą blisko. Gdyby faktycznie rodzice byli tacy "źli i niecni", to nie powiedziałby, że nie może o tym mówić rodzicom, albo że wpakuje się przez to w kłopoty? Cokolwiek, co potwierdzałoby wersję Emmy? 

-Ale potem Pan Cross powiedział żebym dalej uczyła się gry na gitarze i zaproponował mi kolegę z klasy, a kiedy ja powiedziałam że nie mam jeszcze żadnych zajęć to Shawn powiedział że będzie mnie uczył dwa razy w tygodniu, przez co mam jeszcze zajęcia z chemii i fizyki do wciśnięcia rodzicom.
-No no nieźle. Tylko nie pogub sie w tych kłamstwach.
-Nie pomagasz
-Sory, ale dasz rade. Mówiłaś że nic nie pozwoli ci zrezygnować z muzyki. Wierzę że ci się uda, a jakby co to masz mnie.
-dzięki Brad.
-Od tego są bracia nie?- powiedział i mnie przytulił. Bardzo mi tego brakowało.
Po śniadaniu miałam jeszcze 20 min do szkoły, chciałam już uciec ale Brad mnie powstrzyma mówiąc że i tak będę musiała im to powiedzieć. Skierowałam się do salonu, gdzie moi rodzice szykowali sie do pracy.
-Mamo, tato. Muszę wam o czymś powiedzieć.
Brzmi, jakby chciała powiedzieć, że jest albo w ciąży, albo rzuca szkołę. 
"Jestem już dorosła, więc wyprowadzam się razem z Vargiem Vikernesem do hippisowskiej komuny, gdzie będę wciągać kokę i łykać Mocarza."

-Tak?
-Zapisałam się na dodatkowe zajęcia.
-O, to świetnie, a z czego?
-Z biologii,chemii... i fizyki- powiedziałam to, teraz jeszcze tylko czekać na ich reakcje.
Poza tym, czy tylko mi wydaje się bardziej podejrzane to, w jaki sposób o tym powiedziała?

-Aż tyle? No dobrze.
-Tylko tyle macie mi do powiedzenia?
-A co jeszcze. Przecież ci ufamy, nie okłamałabyś nas.-Ups... taa... bo wiecie, czasem każdemu sie zdarza.
Dlaczego rodzicom w ogóle przyszło do głowy, że Emma mogłaby ich okłamywać? Bo na mój gust jest to raczej dowód braku zaufania.
Coś wyniuchali i chcieli ją wziąć psychologiczne - ot wspomnieć o możliwości, żeby się złamała i przyznała. 

-Oczywiście. No to ten, milej pracy...- uciekłam z tamtąd najszybciej.
Byłam już prawie pod szkołą, kiedy usłyszałam czyjś głos:
-Emma!- odwróciłam sie i zobaczyłam Jess.
-Hej Jessica.- Posłałam jej uśmiech co od razu odwzajemniła.
-Jak tam z rodzicami?
-Zaskakująco dobrze, myślałam że powiedzą że to podejrzane, że ich okłamuje a oni że mi ufają.
Czyżby Emma już wcześniej miała kłopoty z prawdomównością? To zdanie, podobnie jak cały poprzedni akapit, zdaje się na to wskazywać.

-No no. A jak tam Mr. Przystojniak?- poruszyła zabawnie brwiami na co się cicho zaśmiałam.
-Chyba dobrze. Jesteśmy umówieni na lekcje gry na gitarze dwa razy w tygodniu.
-Uuu...
-Co uuu? Nie ma żadnego uuu!
Czytając "uuu", usłyszałam TO

-Jasne, jasne. Mnie nie oszukasz.
-Dobra choć na lekcje
Lekcje dzisiaj minęły spokojnie. Nic ciekawego sie nie działo. Właśnie wychodzę ze szkoły, Brad dzisiaj nie mógł mnie odebrać, bo ma trenining więc czeka mnie samotna przechadzka do domu.
Strajk pracowników transportu szkolnego ciągle trwa.
A komunikacją miejską porusza się tylko plebs.

Szłam spokojnie w stronę domu aż ktoś na motorze stanął obok mnie. Nie widziałam kto to bo miał kask.
-Hej Emma. Podwieść cię?- poznałam JEGO głos.
-Nie dzięki Shawn.
-Ale dlaczego?- teraz zdjął kask i zszedł z motora.- dalej choć!- wyciągnął drugi kask dla mnie.
-Nie, przejdę się.
-No choć, nie daj sie prosić- spojrzał na mnie tymi swoimi oczami i nie mogłam mu sie oprzeć.
-Ok- Posłałam mu uśmiech a on pomógł mi wziąść na motor.
Co wzią(ś)ć na motor? Kask?

Podałam mu adres a on odpalił motor. Szybko sie do niego przytuliłam i mocno trzymałam.

Shawn pov:

Kiedy sie do mnie przytuliła poczułem że mógłbym tak codziennie. Jechałem powoli żeby sie nie bała. Nie minęło 10 minut a byliśmy pod jej domem.
Pomogłem jej zejść z motora a ona zdjęła kask i podała mi go.
-Dziękuję było naprawdę super.
-To ja dziękuję. Co ty na to abyśmy... może chciałabyś... może pokaże ci dziś miasto?- cały czas sie zacinałem, nie potrafiłem sie wysłowić. Chociaż ona pewnie i tak sie nie zgodzi.
-Jasne- posłała mi uśmiech a mnie zatkało. Naprawdę, ona sie zgodziła. Jezu jestem najszczęśliwszy na świecie.
On chyba faktycznie ma dwanaście lat.

-O 17?
-Może być, to do zobaczenia.
-Do zobaczenia- ona sie zgodziła, nie wierzę, zachowuje sie jak jakaś baba ale nie sądziłem że sie zgodzi.
Stałem tak jeszcze z 10 minut aż zauważyłem że Emma już poszła a ja stoję jak taki debil.
Wsiadłem na swoją maszynę i odjechałem.
Nie musisz się spieszyć z powrotem.
Nie pospieszy, bo nie wiem, czy jest sens analizowania tego dalej.

Jako że dopadło nas zwątpienie dotyczące kilkuczęściowych analiz, tym razem decyzja należy do Was: chcecie poznać dalsze losy Emmy, czy macie ochotę na coś innego?

11 komentarzy:

  1. Może być dalej Emma, bo zastanawiam się, czy będzie w śpiączce, czy w ciąży... A może najpierw jedno, później drugie? Miło byłoby poznać jej dalsze losy :) Jeśli nudzi wam się analizowanie jednego opka, to zawsze możecie wziąć na warsztat jakieś inne, o innej tematyce, i analizować je na przemian.

    Poza tym te naramki, padłam po prostu. Nie znam absolutnie nikogo, kto używałby tego słowa, więc za każdym razem, kiedy widzę je w opku, kwiczę ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie macie pojęcia, jak się uśmiałam, czytając Wasze komentarze :") Od razu humor lepszy. Emotki w tekście mnie zabiły, jak zwykle zresztą.

    Nie ukrywam, że czekam na zalążek shitstormu. To byłoby w stylu autorki :")

    OdpowiedzUsuń
  3. Super analiza! Chciałabym jednak wyjaśnić kilka spraw.
    W realu istnieją nieśmiałe, zamknięte w sobie osoby, które nie mają przyjaciół bo np trudno zrobić im pierwszy krok albo swobodnie rozmawiać o zainteresowaniach. Oczywiście nie mają nic wspólnego z MS, ale archetyp nie wziął się zupełnie znikąd.
    Odkluczyć to wielkopolski regionalizm :), wiem, bo mieszkam koło Poznania. Naramki pojawiły się u Marlenki Milenki (miała kilka analiz na Armadzie)... Więc może to ona we własnej osobie po lekkim poprawieniu warsztatu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nieśmiałości coś wiem, sama mam problemy z nawiązywaniem kontaktu z nieznajomymi :) Ale w sytuacji Mary Sue zwykle ta nieśmiałość jest:
      a) Przesadzona
      b) Niekonsekwentna

      O, z tym odkluczaniem to dzięki za wyjaśnienie! Niestety (albo i stery) jestem z Dolnego Śląska, gdzie gwary nie uświadczysz w ogóle, więc zwykle takich spraw nie ogarniam :")

      Usuń
    2. Gdyby cała sytuacja była logicznie wytłumaczona, np. właśnie nieśmiałością lub innymi czynnikami - wszystko byłoby okay. Ale - jak wspomniała Nikelaine - zazwyczaj jest to przesadzone i niekonsekwentne (tutaj mamy bohaterkę, która nie miała przyjaciół w poprzedniej szkole, chociaż w sumie nikt nie wie dlaczego, ale w nowej - w nowym mieście i kraju - w pierwszych dniach zaprzyjaźnia się z kimś i flirtuje z chłopakiem).
      Z założenia uważam, że wszystko można napisać dobrze - wystarczy trochę pomyśleć. Jeżeli chcemy aspołeczną marudę, to mamy aspołeczną marudę, ale trzymajmy się swojej konwencji.

      No i dzięki za wytłumaczenie tego "odkluczania", sama zastanawiałam się, czy ktokolwiek mówi w ten sposób. A w sumie do Wielkopolski mi niedaleko.

      J

      Usuń
    3. Wiesz może, kiedy ten regionalizm się pojawił? Bo dla mnie jest to wyraźna naleciałość z rosyjskiego, więc stawiałabym na to, że przynieśli go przesiedleńcy z Kresów.

      Usuń
    4. No właśnie w mojej rodzinie od strony mamy wszyscy tak mówią -a pochodzą z Wielkopolski- z wyjątkiem babci z Mazowsza, która też tak mówi. Zatem nie wiem :-) W każdym razie opierałam się na tym, że u nas się używa "zakluczyć, przekluczyć" jako zupełnie normalne i poprawne czasowniki, i odkluczyć też mi się obiło o uszy. Być może ma to coś wspólnego z rusycyzmami, a może w rzeczywistości moja babcia przyniosła takie wyrażenie z Mazowsza? Tam był zabór rosyjski, bądź co bądź.

      Usuń
    5. Z tym odkluczeniem może być jak ze Ślązakiem w Niemczech (Ślązak pojechał na wycieczkę do Niemiec. Stoi przed witryną sklepu odzieżowego, ogląda wiszący na manekinie garnitur i mruczy pod nosem: „jakbych wiedzioł, jak jest po niemiecku ancug, to bych wszedł i kupił”). Jak się używa jakiegoś słowa czy konstrukcji od urodzenia, to można sobie nie zdawać sprawy, że są przejęte z innego języka.

      Usuń
    6. Pod którąś z poprzednich analiz wystawiłam link do poradni PWN. Jak klikniesz, to się dowiesz, że to nie jest rusycyzm, choć tak się przy tym upierasz. W zasadzie nie powinnaś czekać, aż ktoś ci to wyjaśni, tylko sama użyć Google, research potrwałby pewnie minutę, ale po co się wysilać, nieprawdaż. ;)

      Usuń
  4. Fajne! No i mozna się czegoś nauczyć przy okazji, jak słowa "Odkluczyć". Moze być dalej o Emmie,chociaż nie ma tu jakichś wybitnie śmiesznych rzeczy,jak w tym o gangu w Anglii..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. "Rodzina wyprowadza się z Londynu do Nowego Jorku.").
    Kropka w cudzysłowie jest doskonale zbędna.

    Proszę się zdecydować — trochę mi smutno czy się cieszę
    Bo człowiek jest tak skonstruowany, że może jednocześnie odczuwać tylko jedno. ;)

    gdy w danym miejscu nic cię nie trzyma i nie masz tam przyjaciół.
    To, że nie ma tam przyjaciół, nie znaczy, że nic jej tam nie trzyma.

    BTW, czemu połowa bohaterek opek to jakieś aspołeczne marudy, które nienawidzą wszystkich i wszystkiego?
    Jeżu jak byku, a gdzie w cytowanych fragmentach z początku analizy masz dowód na to, że laska nienawidzi wszystkich i wszystkiego? O.o Bo niżej napisane jest tylko, że nienawidzi ludzi z liceum. No, chyba że twierdzisz, że poza szkołą nic nie istnieje.

    Według opisu powinno minąć około dwóch, albo trzech godzin
    Bez przecinka.

    Kolejna. Co im odwala z tym „odkluczaniem”? W szkołach się teraz uczy takiej grypsery? Bo nie wierzę, że wszystkie ahhhtystki z Wattpada jedna w drugą pochodzą z rodzin, w których na co dzień mówi się po rosyjsku.
    Pod którąś z poprzednich analiz wkleiłam link do poradni PWN. Kliknij, to się dowiesz, że to nie jest rusycyzm, tylko wyraz funkcjonujący w dawnej polszczyźnie, teraz występujący już tylko w gwarze. Zresztą research nie boli, analizatorko. Jakbyś chwilę poguglała, to byś potem takich pierdoletów nie opowiadała. ;)

    Dziewczyna ma siedemnaście lat i rodzice urządzili jej pokój (pomalowali i wybrali meble) bez żadnego skonsultowania się? Bo tak to wygląda.
    A kto powiedział, że wybrali kolory ścian? Mogli kupić już wykończony dom i tylko wstawić meble.

    Jak dla mnie to wygląda raczej, jakby kupili dom już urządzony. Realia Simsów opanowują kolejne opka.
    Yup, bo ludzie nigdy nie kupują już urządzonych domów, totalnie nie. Takie rzeczy tylko w Simsach. *fejspalmuje*

    A skoro urządzili go na czarno i szaro, to chyba psycholog powinien się im przyjrzeć. Gusta kolorystyczne mają znaczenie diagnostyczne nie tylko u dzieci.
    Może lepiej zostań przy próbie analizy tekstu, zamiast bawić się w internetowego bieda-psychologa.

    Położyłam głowę do poduszki i momentalnie zasnęłam.
    Z tej ekscytacji.

    Stawiam na jetlaga.

    Siedziałam z tatą w samochodzie i czekałam aż dojedziemy do mojego liceum.
    Kierowcy autobusów szkolnych zastrajkowali?

    Lol, przecież nie ma przymusu wysyłać uczniów do szkoły autobusami. Wielu rodziców odwozi swoje potomstwo.

    jeśli nie jest się przynajmniej jako tako znaną gwiazdą która na okrągło daje koncerty, kasy jest z tego jak na lekarstwo i nie ma najmniejszych szans, by wystarczyło nawet na tanie utrzymanie.
    Zabrakło przecinka. // Bezedura, z śpiewania do kotleta można się spokojnie utrzymać, ale widzę, że popadanie w skrajności jest na topie. ;)

    Gdyby powiedziałaby im, że to tylko hobby i, jeżeli jej na to pozwolą oceny z biologii będzie miała jeszcze lepsze, to w czym problem?
    Jeżu jak byku, jakie to potwornie koślawe.

    ja będę oryginalnie gadać egzotycznym narzeczem z końca świata.
    Od kiedy język polski to narzecze? Te słowa to nie synonimy. https://sjp.pwn.pl/slowniki/narzecze.html

    I dlatego wrabiam innych uczniów w korepetycje zamiast zaproponować kurs u dobrego, fachowego nauczyciela.
    Zabrakło przecinka.

    Ale to już chyba automatycznie skreśla ją, jako "jedyną naturalną dziewczynę w klasie".
    Bez przecinka.

    OdpowiedzUsuń